W okresie dwudziestolecia międzywojennego taki wiersz jak „Football” i takie przekonania estetyczne nie dziwią. Sport staje się nośnym tematem i przenika do liryki. Wystarczy tu wskazać utwory Kazimierza Wierzyńskiego czy wiersze futurystów. Sport jest już nie tylko sposobem kanalizowania przemocy, ale rozumiany jest jako bezinteresowne działanie nastawione na zabawę, której przygląda się publiczność, i która potrafi dawać przyjemność płynącą z uznania. A przede wszystkim wyrazem piękna człowieka, przełamującego własne słabości, zmagającego się z własną naturą, przekraczającego siebie.
Wystarczy odwołać tu się do stale obecnej w rozważaniach teoretycznych Peipera dychotomii (gr. podział na dwie części; dicha – dwoje + tome – cięcie) kultura/natura, by zrozumieć, jak istotnym elementem życia społecznego jest sport. Sport jest wytworem kultury, której głównym zadaniem jest okiełznać chaotyczny świat natury. Człowiek, który tworzy sportowe reguły, przestaje być niewolnikiem biologii, a tym samym ogranicza naturę. Sport zatem tworzy nową estetykę i sam podlega estetyzacji.
Wszystko zmienia II wojna światowa (boisko – miejsce boju, walki). W opowiadaniu Tadeusza Borowskiego „Ludzie, którzy szli” pojawia się wątek gry w piłkę nożną. Dachdecker Tadek, więzień obozu w Auschwitz, wraz z kolegami gra w piłkę na boisku. Za jego plecami, gdy stoi na bramce, na rampę podjeżdża kolejny transport. Odbywa się rozładunek. Z rampy więźniowie prowadzeni są jedną drogą – dla niektórych kończy się ona wcześniej w krematorium, inni idą dalej do zauny. Tadek wypowiada znamienne słowa: „Wróciłem z piłką i podałem na róg. Między jednym a drugim kornerem za moimi plecami zagazowano trzy tysiące ludzi.” Mecz w takich okolicznościach daje do myślenia.
Po drugiej wojnie światowej człowiek nie musi „przekraczać samego siebie”, zna swoje możliwości. Osiągnął ekstrema. Rzeczywistość brutalnie rozliczyła się z utopiami europejskich awangard. Okazało się, że człowiek nie tylko nie jest piękny, ale podporządkowany jest ciemnym siłom swej destrukcyjnej (od łac. czasownika destruere – burzyć niszczyć; de – ruch w dół, usunięcie + struere – budować, stawiać) natury.
Po wojnie próby okiełznania chaosu przyniosły połowiczny sukces. Sport stał się miernikiem dominacji w świecie. USA kontra ZSRR. Przez długie latasport był w Polsce (i może nadal jest, choć to zjawisko uległo ostatnio ograniczeniu), formą uzewnętrzniania nacjonalizmu. Drużyna (m.in. zespół ludzi związanych wspólnotą interesów i celów, towarzysze, kompania, oddział zbrojny) staje się oddziałem, który na boisku ma stoczyć bój za ojczyznę.
Mało coś dzisiaj o uprawianiu ogródka. Więc krótka anegdota: kiedy namiętnie przez 20 lat zgłębiałem niezwykłą Suwalszczyznę, zanurzając się w jej pięknie przyrodniczym (tam pierwszy raz widziałem na wolności żubra i łosia, a właściwie łoszę), jak i w meandrach gwary suwalskiej i regionalnych powiedzonkach, usłyszałem frazeologizm „ale bukiet”. Pytam się, co to oznacza. To określenie na chłopaka, mężczyznę, który działa w sposób brawurowy, wyróżniający się spośród innych nietypowym zachowaniem. Zazwyczaj „ale bukiet” ma wydźwięk pozytywny.
Nie omieszkałem pójść na mecz Wigier Suwałki. Ciekaw byłem ze względów językowych stadionowych okrzyków. Usłyszałem kilka i wszystkie dotyczyły sędziów; „sędzia legat”(sędzia leń), „schodzić z boiska pajacy!” (bardzo ciekawa forma wołacza), „zaraz wam przepiłuję piłkę na pół”.
Co robią kwiatki na działce – może, gdy mają ochotę, to zakwitną?
Słowa potrafią zmieniać świat na lepszy.
Wojciech Koryciński










