W lutym minęły dokładnie cztery lata, odkąd dr Renata Madziara zamieniła europejskie wygody na życie w tanzańskim buszu. Nie jest „Białą Masajką” – jak sama podkreśla, jest Polką, która w sercu Afryki odnalazła swój drugi dom i misję, która codziennie zmienia życie dziesiątek ludzi.
To nie była ucieczka przed problemami. Renata pojechała na wakacje, mając za sobą doktorat, udany biznes i stabilną sytuację finansową. Została, bo poczuła, że tam jej obecność ma realną wagę. Dziś, jako założycielka fundacji Masai Heart of Tanzania, udowadnia, że jedna osoba, wspierana przez ludzi dobrej woli, może zdziałać cuda.
Mówi o sobie, że jest „inna” i widzi świat z różnych perspektyw, często wyprzedzając swój czas, potrzebuje przestrzeni i niezależności. Pojechała na wakacje i została.



Od toalet po dom dla Laheri
Praca Renaty to nie tylko wielkie projekty, ale przede wszystkim codzienna, rzemieślnicza pomoc tam, gdzie jest ona najbardziej potrzebna. Przez cztery lata udało się jej m.in.:
- Zadbać o edukację: Wybudowała 6 toalet przy szkole, dostarczyła ksero, drukarki i materiały dydaktyczne.
- Uratować zdrowie: Koordynowała leczenie chłopca z otwartym złamaniem nogi i codziennie opatruje rany mieszkańców bomy.
- Dać bezpieczeństwo: Pomogła uruchomić sklep kobiecie uciekającej przed przemocowym mężem.
- Walczyć z głodem: Dba, by dzieci jadły regularnie coś więcej niż tylko ugali (mąkę kukurydzianą na wodzie).
Obecnie jej priorytetem jest budowa domu dla Laheri – Masajki w zaawansowanej ciąży, której lepianka groziła zawaleniem. Dzięki wsparciu darczyńców, Laheri i jej dziecko otrzymają bezpieczny dach nad głową.
– Jej lepianka groziła zawaleniem, a przez ponad cztery miesiące pobytu w szpitalu stracili środki na nowy dom – mówi nam Renata.



Skąd Polka bierze siłę?
– Nie postrzegam tego jako aktu odwagi czy heroizmu. Jestem elastyczna. Dostosowuję się do warunków. Kiedy masz wolność finansową i zawodową, świat przestaje być ograniczony do jednego miejsca. Reszta to decyzja, a nie „siła” – odpowiada.
„Dyrektorzy codzienności” – niezwykły świat masajskich dzieci
Jednym z najbardziej fascynujących aspektów życia w buszu, o których opowiada Renata, jest samodzielność dzieci. W masajskich bomach to kilkulatki są „zarządcami” domowego ładu.
– To, co w Europie mogłoby uchodzić za brak opieki, tam jest ekspresową szkołą życia. Kilkuletnie dzieci tynkują ściany, noszą wodę, przygotowują opał i opiekują się młodszym rodzeństwem – relacjonuje Renata.
Ich relacja ze zdrowiem jest równie surowa – rany czy gorączka są przyjmowane z naturalnym spokojem, a dzieci same często szukają pomocy u sąsiadów, gdy sytuacja staje się poważniejsza. Ta „dzika” wolność ma swoją cenę w postaci m.in. oparzeń od ognisk, ale w zamian buduje w nich hart ducha i odwagę, której można im tylko pozazdrościć.
Ten hart ducha i odwaga budują w nich poczucie sprawstwa. Dzieci nie traktują obowiązków jako kary, lecz jako naturalny element bycia częścią wspólnoty.



Polka, nie „Biała Masajka”
Renata Madziara z dużym dystansem podchodzi do etykiet. Nie nosi masajskich strojów na co dzień i nie przejmuje ich rytuałów.
– Jestem dumna z tego, że jestem Polką. Nie staję się Masajką, nie „uwsteczniam się”. Żyję jako Polka, która szanuje odmienność Masajów, a oni szanują moją. Dla nich jestem po prostu Renatą – tłumaczy.
Jej obecność w bomie to partnerstwo. Ona pomaga im w zarządzaniu potencjałem i edukacji, one uczą ją prostoty i zaufania do życia. Wspólnie tańczą, by „zrzucić z ramion to, co ciężkie”, i wspólnie tworzą masajską biżuterię, która trafia do rąk Polek, wspierając budżet lokalnych kobiet.
To też sposób na zarobienie na potrzeby masajskiej społeczności. Miejscowe kobiety robią biżuterię z koralików. Bransoletki, kolczyki… Przynoszą je Renacie, aby ta sprzedała je w Polsce. Nie wszystko jest idealne. Zdarza się, że Masajki np. zrobią złe zapięcia. Polka odsyła je wtedy, żeby poprawiły. Nie pobłaża im.



Jak pogotowie
Do Renaty przychodzą zranieni, chorzy… Jednego dnia na przykład kilkoro dzieci z ranami i pan który przychodzi zakrapiać oczy oraz kobieta z gorącą, twardą piersią pełną zastałego mleka… Dzieci mają w uszach muchy, pajęczaki, które trzeba wyjąć…
Życie codzienne
„Dziewczyny”, jak je nazywa Renata, tworzą bransoletki i kolczyki. Moringe codziennie trenuje szycie na maszynie i idzie mu coraz lepiej.
Niektórzy boją się Afryki, tymczasem w Tanzanii jest bezpiecznie.
– Nyangu zostawił na lotnisku, na hali przylotów mój plecak, co odkrył po kilkunastu godzinach dopiero jak dojechał z gośćmi do domu. Wczoraj rano wykonaliśmy kilka telefonów… plecak dzień wcześniej zabezpieczyła ochrona – opowiada Polka wśród Masajów.



Odkryj busz
Renata nie tylko działa na miejscu, ale też zaprasza innych do przeżycia „resetu ustawień fabrycznych” w jej bomie w Lesoit. Oferuje kameralne wyprawy (maksymalnie 2 osoby), podczas których można poznać prawdziwy smak Afryki, z dala od turystycznych kurortów.
W buszu Renata odkryła, że proste życie nie musi być ubogie, a świadome zarządzanie własnym potencjałem daje wolność, jakiej trudno szukać w korporacyjnych biurach.
– To nie jest projekt „pokazywania innego świata”. To spotkanie dwóch światów – z poszanowaniem granic każdej strony. Tak, to również forma wsparcia lokalnej społeczności, ale oparta na wymianie i odpowiedzialności, nie na egzotyce ani litości – podkreśla Renata w rozmowie z nami.



Co było najtrudniejsze na początku?
– Nie warunki. Najtrudniejsze było zrozumienie innego podejścia do czasu, odpowiedzialności i organizacji. To bywa frustrujące, ale też bardzo pouczające – mówi Polka wśród Masajów.
A co trudne jest teraz?
– Momentami wciąż zdziwienie. Różnice kulturowe nie znikają – uczysz się z nimi żyć. Im dłużej tu jestem, tym bardziej widzę, że nie chodzi o „lepiej” czy „gorzej”. Chodzi o inne – odpowiada.
Co daje największe szczęście?
– Spokój. Wolność wyboru miejsca życia. I świadomość, że żyję na własnych zasadach – podkreśla Renata.
Jak to jest z tęsknotą?
– Tęsknota jest naturalna. Gdy jestem tu – tęsknię za rodziną w Polsce. Gdy jestem w Polsce – tęsknię za przestrzenią i rytmem Tanzanii. To cena życia między światami – mówi.
***
Jak możesz pomóc?
- Książka z misją: Renata opisała swoją historię w osobistej opowieści „Polka wśród Masajów”. Dochód z jej sprzedaży w formie PDF wspiera Zrzutkę, która jest na bieżącą działalność – posiłki, opatrywanie ran… konieczne opłaty w szpitalu, doposażenie świetlicy (zobacz: https://zrzutka.pl/ajkbmp).
- Śledź działania: Znajdziesz ją na Facebooku pod nazwą „Polka wśród Masajów”.
Karolina Osińska-Marcińczyk, fot. użyczone













Jeden komentarz