Zaczynała od malowania kredką po ścianie. Dziś jej ilustracje zdobią nie tylko okładki, ale też wnętrza książek dla dzieci, młodzieży czy fantasy. Wizerunki postaci, które tworzy pokochały tysiące osób, a towarzyszą one czytelnikom od książek Anety Jadowskiej, aż po bestsellerową serię o Emi i Tajnym Klubie Superdziewczyn. O magii ilustracji, drodze na szczyt w tym zawodzie i pracy, którą się kocha Agnieszka Góralczyk rozmawia z Magdaleną Babińską, jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich ilustratorek.
Co zadecydowało o tym, że została Pani ilustratorką książek – wybór czy przypadek?
MB: Wybór. Od najmłodszych lat kochałam ilustracje książkowe. Z czasem miłość do ilustracji nie minęła, więc zamiast prawa wybrałam Krakowskie ASP.
Pamięta Pani swoją pierwszą wykonaną ilustrację? Co to było?
MB: Swoją pierwszą ilustrację popełniłam kredkę na ścianie przy swoim łóżeczku i był to Czerwony Kapturek.
Co charakteryzuje tworzone przez Panią ilustracje?
MB: Figuratywność i snucie opowieści w formie graficznej. Staram się przekazać uczucia za pomocą gestów.



Jaka jest droga do zostania ilustratorką?
MB: Długa, kręta i wyboista. Po liceum zdałam na ASP w Krakowie, bo nie było innego miejsca gdzie można było się artystycznie rozwijać. Obecnie mamy do wyboru wiele dróg kształcenia i nie muszą one przebiegać przez ASP. Po studiach łapałam się wszystkiego co można, od projektowania stron internetowych,gier po logotypy. Zaczynałam lata temu, kiedy modemy robiły bip, bip, aby połączyć się z internetem. Szukanie pracy w zawodzie stanowiło wyzwanie. Miałam szczęście, że na ASP poznałam Rafała Szłapę – komiksiarza krakowskiego i on pierwszy wciągnął mnie do rysowania storyboardów do reklam. Po kilku latach pracy w reklamie i zbudowaniu portfolio opartego głównie na pracach nie związanych ze zleceniami okazje zaczęły napływać same. Na początku były to ilustracje do podręczników przedszkolnych i szkolnych. Potem książeczki dla dzieci i fantasy.
Dziś potrzebny jest do tego talent, czy wystarczą nowinki technologiczne?
MB: Talent, bez dwóch zdań. Ale talent to nie wszystko – potrzeba też nieustannego treningu ręki, oka, zarówno analogowo ołówkiem na papierze, jak i umiejętności rysowania w programach graficznych. Do tego trzeba jednocześnie stać się swoim własnym pracodawcą. Kiedy prowadzi się firmę, trzeba brać pod uwagę koszty, czas, wymagać od siebie terminowości. Trzeba też umieć rozmawiać z klientem o jego potrzebach. Czasami, nawet wbrew sobie, dostosować się do jego potrzeb, a nie swoich wizji.
Co jest najtrudniejsze w tym zawodzie?
MB: Utrzymanie równowagi pomiędzy byciem ilustratorem, który kocha to co robi, a takim który ma już dość rysowania. Czasami bywa trudno, bo to hobby i praca w jednym.
Jak wygląda proces powstawania ilustracji?
MB: Czytam książkę, robię notatki, planuję gdzie co ma trafić. Potem szkicuję pomysły, szybkie zarysy tego co chciałabym stworzyć. Potem szkicuje już na formacie. Przy rysowaniu do książek fantasy przydaje się rodzina – córka z mężem pozują, kiedy szukam odpowiedniego ujęcia ciała. Następnie linie i wypełnianie. Przy książkach dla najmłodszych nie potrzebuję anatomicznie poprawnych modeli. Wszystko powstaje w głowie, a szkice wysyłam do akceptacji i poprawek do wydawnictwa. Następnie kolor i znów poprawki. Tworzenie ilustracji do książek to nieustanny proces korekt.



Każdą książkę, którą Pani ilustruje musi Pani przeczytać?
MB: Tak. Staram się czytać każdą książkę.
Jakich technik Pani używa?
MB: Przy nieustannych zmianach i korektach Photoshop jest jedyną opcją.
Kto jest Pani mentorem?
MB: Daleko nie szukając – Rafał Szłapa. Ilustrator i komiksiarz z Krakowa. Twórca Blera. Cudowny człowiek, którego miałam szczęście poznać na studiach. Na ASP ilustracja i komiks był uznawany za zło. Bo to nie sztuka przez duże S. Alternatywy nie było. Ale był człowiek uparty, zdeterminowany, który trzymał się swojej wizji. I to dało mi wiarę, że można robić, to co się chce, nawet, jak inni nie popierają, a wręcz zniechęcają.
Ile czasu zajmuje stworzenie jednej ilustracji?
MB: Od czytania, poprzez proces myślenia, do szkiców i poszukiwania formy, po kolor, zastosowaną technikę i poprawki od klienta – 6-10 godzin pracy.
Jak wygląda współpraca autora tekstu z ilustratorem?
MB: Zazwyczaj dostaje gotowy tekst z najważniejszymi założeniami, co ma np. się koniecznie pojawić. Przy reszcie mam wolną rękę.
Czym różni się ilustrowanie książek dla dzieci od np. młodzieżowych, fantastycznych czy dla dorosłych?
MB: Odbiorcą. Dla dzieci mogę poszaleć z formą, kolorem i wyglądem postaci. Przy fantasy jest już trudniej, bo mam z góry narzuconą charakterystykę. Są to kompletnie dwa różne światy. Takie zróżnicowanie stylów pomaga nie znudzić się swoją pracą. Ciągle coś nowego i inspirującego.
Które książki zawierają Pani ilustracje?
MB” Wymieniając kilka: Dziecięce: seria Emi i Tajny Klub Superdziewczyn Agnieszki Mielech. “Seria “Franek i Finka” Anety Jadowskiej, “Zagadka purpurowej orchidei” i “Zagadka srebrnego ducha” Agnieszki Stelmaszyk. “Matylda i tajemnica straży” Anny Włodarkiewicz. “Mój dziadek zamienia się w słonia” Jakuba Ćwieka. Książeczki dla Aksjomatu z serii Duże Litery (Przygoda na sawannie, przyjaciel smok etc.) i z serii Zaczynam czytać. Fantasy: Książki Anety Jadowskiej. Okładki: “Złodziejki serc” Alicji Jasińskiej, “Witchstone Klątwa Drakefordów “Henry H. Neff, “Welesówna” Miki Modrzyńskiej, “Do Jasnej Anielki” Sylwii Dec, “Akademia Hanover” Maddie Pawłowska, “Mała draka w fińskiej dzielnicy” Marty Kisiel, “Leigh Howard i duchy dworu Simmons-Pierce” Shawn M. Warner, serie dla dzieci: “Zuzie Grant” Katarzyny Ziemnickiej. Klasyka: “80 dni dookoła świata” Verne (wyd. Srebrny Lis), “Panna z mokrą głową” Makuszyński, “Szatan z siódmej klasy” Makuszyński. “Awantura o Basię” Makuszyński.



Ma Pani swoją ulubioną książkę, którą Pani zilustrowała?
MB: Tak, wszystkie książki Anety Jadowskiej. Miłość od pierwszego przeczytania trwająca już lata.
A jaką książkę chciałaby Pani zilustrować?
MB: W marzeniach zawsze komiks. Jeden udało nam się zrobić. “Przygody małego duchołapa” Anety Jadowskiej, oparte na młodych latach jednego z jej książkowych bohaterów. Był to projekt “po godzinach”, przez rok, robiony dla przyjemności, bez deadlinów. Niestety komiksy to pożeracz czasu. Wymaga olbrzymiego nakładu pracy. Co niestety nie idzie w parze z wynagrodzeniem, które utrzymało by firmę. Marzeniem jest stworzyć komiks z Anetą Jadowską w stylu “Brume” Jerome Pelissier i Carine Hinder.
Jak ocenia Pani ilustracje dzisiejsze i te sprzed kilku dekad?
MB: Szczerze. Nie jestem fanką starych ilustracji polskich książek, ani prób reaktywacji tego stylu w nowych książkach dla dzieci. Przetestowałam na własnej córce i za każdym razem kończyło się źle, a nawet płaczem, bo się ich bała. Mam też uczulenie na mocno kiczowate pseudo disneyowskie koszmarki. Na szczęście wszystko się zmienia i mamy teraz masę cudownych ilustratorów.



Jakie ilustracje, do jakich książek lubi Pani tworzyć najbardziej?
MB: Uwielbiam ilustracje do książek dla najmłodszych i to się nie zmieni.
Dziękuję za rozmowę
Foto: użyczone












