Akustyczne brzmienia, folkowy klimat i historie opowiadane dźwiękiem. Ich muzyka to opowieści o ludziach, naturze, wydarzeniach, czy emocjach. To bilet w jedną stronę na „zieloną wyspę” – bez wychodzenia z domu, za to z bagażem pełnym emocji. Wrocławski duet Back Porch Folk, tworzony przez Annę Dębicką i Wojciecha Maziakowskiego, zabiera słuchaczy w niezwykłą podróż przez tradycyjne brzmienia Irlandii, Szkocji i Ameryki. Agnieszka Góralczyk w rozmowie z zespołem pyta m.in. o fascynację irlandzką nutą, ale też barwne opowieści jakie niesie ich muzyka i pasję, którą się stała.
Gracie muzykę folkową łącząc brzmienia irlandzkie, szkockie oraz amerykańskie. Jakie muzyczne doznania niesie Wasza twórczość?
BPF: Nasza muzyka i dobór utworów to podróż przez różne tradycje – od melancholijnych ballad, przez energetyczne rytmy irlandzkie, aż po współczesność amerykańskiego folku. Ale nie tylko. Nie stronimy od folkloru polskiego, sięgamy po muzyczne tradycje bretońskie. Podczas koncertów staramy się zabrać słuchacza w świat muzyki dawnej, świeckiej, ale niekoniecznie trzymając się ortodoksyjnych brzmień. Mamy świadomość zmian jakie zaszły w muzyce przez lata, dlatego chcemy ją krzewić w sposób przystępny dla współczesnego słuchacza. Nasza muzyka to opowieści o ludziach, naturze, wydarzeniach, czy emocjach.
Wasza muzyka jest mocno akustyczna. Jakie instrumenty usłyszymy w Waszej twórczości?
BPF: Głównie instrumenty akustyczne – gitara, skrzypce, mandolina harfa, czy delikatne instrumenty perkusyjne. Wokale. Ważne jest dla nas naturalne brzmienie i przestrzeń między dźwiękami, choć nie stronimy również od współczesnej technologii.
Aranżujecie utwory tak, aby brzmiały jak za dawnych lat, czy staracie się dodawać im powiewu nowoczesności?
BPF: Zdecydowanie idziemy w kierunku współczesności. Mamy za sobą doświadczenie w brzmieniu bardziej starodawnym i nie stronimy od niego. Szanujemy tradycję i inspirujemy się dawnymi aranżacjami, ale nie boimy się wprowadzać własnych pomysłów. Jako Back Porch Folk zdecydowanie stawiamy na przystępność dla współczesnego słuchacza.
Wasze teksty – o czym opowiadają?
BPF: W większości stawiamy na brzmienie instrumentalne. Choć sięgamy również po dawne pieśni wokalne. Te natomiast śpiewamy najczęściej w języku angielskim, jako, że są najbliższym przekładem wymarłego już prawie całkiem języka staroirlandzkiego.
Tworząc je czerpiecie z własnych przeżyć czy zasłyszanych opowieści?
BPF: Zdecydowanie dobór repertuaru jest subiektywny i musi korespondować z naszymi emocjami czy doświadczeniem. Tym życiowym doświadczeniem. Żeby zagrać muzykę instrumentalną, trzeba posługiwać się dźwiękami trochę jak paletą z farbami i próbować malować nimi obraz. Obraz, który słuchacz będzie w stanie zinterpretować i się z nim utożsamić.
Jak podczas koncertów akustycznych buduje się relacje z publicznością?
BPF: W muzyce akustycznej bliskość jest kluczowa. Staramy się skracać dystans – nie tylko przez muzykę, ale też przez opowieści między utworami. Nasze koncerty traktujemy bardziej jak spotkanie, na którym słowo mówione ma równie ważne znaczenie jak muzyka. Oczywiście formuła koncertu nigdy nie jest taka sama – nie zawsze nasz występ jest okolicznością do snutych przez nas opowieści.
Gdzie najlepiej Wam się gra? Jakie są najlepsze miejsca dla koncertów akustycznych?
BPF: Każde miejsce, w którym znajdujemy przychylnych słuchaczy. Nie ma dla nas znaczenia czy będzie to scena festiwalowa, czy kwiecista łąka. Nie miejsce ma znaczenie, a możliwość nawiązania kontaktu ze słuchaczami.
Jak dbacie o to, aby surowe, akustyczne brzmienie było słyszalne na koncertach, nawet w głośniejszym otoczeniu?
BPF: Gramy na współczesnym nagłośnieniu, nie ma większego problemu z podłączeniem naszych instrumentów. Jeżeli jest potrzeba, potrafimy “przerobić” instrument w pełni akustyczny na elektroakustyczny.
Zagracie podczas festiwalu Dni Chwały na Zamku Sarny – jak wypadają akustyczne koncerty podczas takich historycznych rekonstrukcji i dodatkowo w zamkowych murach?
BPF: Myślę, że nasza muzyka absolutnie wpisze się w atmosferę rekonstrukcji zamkowych. To trochę jak powrót do czasów, z których ta muzyka się wywodzi. Akustyczne brzmienie w takich przestrzeniach wybrzmiewa szczególnie naturalnie i autentycznie. A dzięki naszej muzyce, może uda się przywołać w pamięci historię nie tylko polską. No bo kto nie zna legendy o Robin Hoodzie czy historii bohaterskiego Williama Wallace’a…?
Dziękuję za rozmowę


Foto: Maciej Iżycki/użyczone











