Strona główna / Wywiady / Jan „Dynamit” Bielecki: W boksie chodzi o oszukanie przeciwnika

Jan „Dynamit” Bielecki: W boksie chodzi o oszukanie przeciwnika

W kopalni na co dzień kruszy skały, w ringu – przełamuje własne słabości. Jan „Dynamit” Bielecki to 38-letni głogowianin, który udowadnia, że na odkrycie życiowej pasji nigdy nie jest za późno. Choć boks trenuje od niedawna, zdążył już skrzyżować rękawice z samym Mariuszem Wachem. Teraz przed nim kolejne wyzwanie: charytatywna gala WIP – Walcz i Pomagaj 15 w Mysłowicach i walka w oktagonie. O tym, jak zawodowy strzałowy trafił między liny mówi w rozmowie z Karoliną Osińską-Marcińczyk.

Bokser, który zaczyna po trzydziestce ma szansę na zawodową karierę?

Pewnie jakiś procent szans jest. Wydaje mi się, że siła charakteru i marzenia nie mają granic (śmiech – przyp. red.), lecz w moim przypadku zaczęło się od aktywności sportowej, później „zajawki” poprzez chęć rywalizacji i pokonywania własnych słabości aż do – myślę szeroko pojętej miłości – ale to aktywne hobby i tu się zatrzymajmy.

Przed Tobą nowe wyzwanie: oktagon, czyli walka w klatce. Jak to się ma do ringu?

Szczerze? Nie mam pojęcia, nawet nie stałem nigdy w oktagonie. Z pewnością kształt! Nie ma narożników więc zachodząc rywala nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego, co w ringu. Sam jestem bardzo ciekawy.

Boksem zainteresowałeś się przypadkiem, tak?

Tak to był przypadek który zapamiętam na zawsze. Kolega z pracy wyskoczył z propozycją obozu bokserskiego. Odpowiedziałem „człowieku, ale ja nie boksuję”, odpowiedział: „spokojnie to za trzy miesiące”. Pojechałem, zobaczyłem, przeżyłem, spodobało się i już dwanaście edycji za mną! Pozdrawiam ekipę obozową.

Dlaczego nie wybrałeś bezpiecznego sportu? Boks przecież bywa niebezpieczny, na ringu może zdarzyć się wszystko…

Od najmłodszych lat, jak mieszkałem jeszcze w rodzinnej Świdnicy, trenowałem piłkę ręczną na przemian z piłką nożną. Takie miałem towarzystwo i rówieśników. Lecz jakoś to we mnie wygasło. Później jako nastolatek – siłownia. I tak zostało, aż do zakochania się w boksie. Boks wbrew opiniom nie jest tak brutalny i niebezpieczny, jak się wydaje. To nie jest „bicie się”, bardziej chodzi o oszukanie przeciwnika. Wiadomo to sport uderzany, ale osoby które już były chociaż raz w ringu wiedzą w czym tkwi różnica. Niejeden osiłek się zdziwił.

„Dynamit” – to ksywka, którą otrzymałeś jeszcze zanim zacząłeś trenować? Wiem, że odnosi się ona do Twojej pracy w kopalni, jako górnika strzałowego.

Tak pseudonim Dynamit zapoczątkowali koledzy z pracy, z racji czynności które wykonywałem. Z początku miało to różne wersje – od „Petardy” przez inne zdrobniałe wersje, ale finalnie przyjęło się „Dynamit” i tak już zostało. Do tego stopnia, że niektórzy myśleli, że to moje nazwisko (śmiech – przyp. red.).

W pracy również ryzykujesz, wchodząc pod ziemię nie wiesz, co może się stać, a może stać się wszystko…

Górnictwo to „rodzinna” tradycja. Mój tato pracował na kopalni odkąd pamiętam. Mama była strasznie przeciwna, ale z czasem to ja zadecydowałem i nie żałuję. Nie traktuję tego tak, że to ryzykowne, bo wszędzie coś się może stać. Nie patrzę na to w tych kategoriach.

Jak rodzina podchodzi do Twojej pracy i pasji?

Rodzina mega, ale to mega kibicuje. Babcia z mamą oczywiście miewają przemówienia „po co ci to?” Ale wiem, że mocno trzymają kciuki. Moja partnerka życiowa Ola również boksuje, synek też trenuje. Czego chcieć więcej, skoro możemy wspólnie aktywnie spędzać czas? Spełnienie marzeń.

Zdarzyło Ci się walczyć z kimś znanym?

Tu opowiem przypadek – sytuację. Walczyłem na gali charytatywnej i to była już czwarta edycja Wach Boxing Night. Przeciwnik stawił się, ale nie został dopuszczony do walki ze względu na stan zdrowia. Za wysokie ciśnienie itd. W zastępstwie na walkę pokazową sparing wyszedł sam Mariusz Wach. Tak, to zdecydowanie największe nazwisko w mojej „karierze”. Mimo tego że to sparing i walka pokazowa, to emocji było co niemiara.

A na treningach – sparowałeś z kobietami? Jak panie odnajdują się w boksie?

Owszem zdarzało się na obozie bokserskim wymieniać uprzejmościami z kobietami. Oj niejeden by się zdziwił (śmiech – przyp. red.). Są panie, które potrafią przywalić. Sam mam moją ukochaną, która świetnie sobie radzi.

Syn poszedł za Tobą. A gdyby to była córka – pozwoliłbyś jej na trenowanie boksu?

Moje zdanie jest takie, że dziecko niezależnie, czy to chłopiec, czy córka – ma być szczęśliwe! Ja, jako ojciec, mogę pokazać, nauczyć, „przędąc” zajawkę, ale nie będę tego robił na siłę. Uważam, że to dziecko powinno wybrać i robić to na co ma ochotę. I robić to z własnej woli. Mowa oczywiście tu o aktywności sportowej. Jak Tylko uprawia sport – ja jestem happy. A jaki? To już jego wybór.

Czego życzy się bokserowi przed ważną walką?

Trenujemy na sali i to tam robimy formę i szlifujemy umiejętności, a walka to już wisienka na torcie. Czego życzymy? Zdrowia! Bo chyba to najważniejsze. Nie tylko w sporcie.

Zatem dużo zdrowia życzę i dziękuję za rozmowę.

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *