Świdniczanka trenująca na co dzień w DKC „Dzik” Świdnica udowodniła, że nie ma sobie równych, zdobywając złoty medal Mistrzostw Polski w curlingu. Jej mistrzowska precyzja została doceniona przez selekcjonerów – przed naszą mistrzynią teraz czas na reprezentowanie biało-czerwonych barw na Mistrzostwach Świata i Europy w sezonie 2026/27. O sporcie, pasji i marzeniach Marietta Dąbrowska opowiada Karolinie Osińskiej-Marcińczyk.
Kobiet się o wiek nie pyta, ale kobiet-sportowców już tak. Ile ma Pani lat?
Zostanie to naszą słodką tajemnicą… (śmiech – przyp. red.). A tak całkiem serio – mam 38 lat i jestem najlepszym dowodem na to, że na spełnianie sportowych marzeń nigdy nie jest za późno.
Jest Pani Świdniczanką z urodzenia czy z wyboru?
Z urodzenia – i z ogromnej miłości. Świdnica to moje miejsce na ziemi. Tu dorastałam, tu mam wspomnienia i ludzi, którzy mnie wspierają. Zawsze wracam tu z dumą i radością.
Zapewne każdy zadaje Pani to pytanie. Ja też muszę je zadać: dlaczego curling?
Już jako dziecko z fascynacją oglądałam curling podczas Igrzysk Olimpijskich. Pamiętam, że patrzyłam na lodowisko jak zaczarowana i myślałam: „To jest coś niezwykłego”. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że kiedyś sama stanę na torze.



Jak długo Pani trenuje?
Trenuję od 6 lat – jak na tę dyscyplinę to naprawdę niedługo. Tym bardziej cieszę się, że w tak krótkim czasie udało mi się dojść tak daleko. To pokazuje, ile można osiągnąć dzięki ciężkiej pracy, wytrwałości i sercu.
No i znów pytanie, które pewnie często pada: jak to się zaczęło?
Zaczęło się zupełnie niewinnie. Przyjaciółka znalazła artykuł w gazecie o nowo otwierającym się klubie curlingowym w Świdnicy. Powiedziała: „Chodź, spróbujemy!”. Bez chwili zawahania się zgodziłam – i tak z jednego treningu zrobiła się wielka pasja, która została ze mną do dziś. Zaczęło się od jednego treningu, a dziś gram dla Polski!
Została Pani Mistrzynią Polski w curlingu. Jak trudno było dojść do tego tytułu?
To była długa droga, pełna pracy, potu i wielu momentów zwątpienia. Curling wymaga ogromnej precyzji — godzin spędzonych na lodzie, treningów siłowych, dbałości o dietę i regenerację. Szczerze mówiąc, moje życie w dużej mierze kręci się wokół curlingu — ale kiedy stajesz na podium Mistrzostw Polski, wiesz, że było warto. Ten tytuł to nie tylko medal — to spełnione marzenie.
Otrzymała Pani również powołanie do reprezentacji Polski w Mistrzostwach Świata i Europy w sezonie 2026/27. Stresuje się Pani?
Nigdy nie przypuszczałam, że będę mogła reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej – to ogromny zaszczyt i wielkie emocje. Stres rośnie z każdym dniem, zwłaszcza że już za miesiąc startujemy w Mistrzostwach Świata w Słowenii. Czasu jest niewiele, grafik napięty do granic możliwości, ale wiem, że daję z siebie wszystko – i to daje mi siłę. Stres jest dość duży, ale jest też ogromna radość i wdzięczność za to, że mogę przeżywać coś tak wyjątkowego.
Kim na co dzień jest Marietta Dąbrowska?
Na co dzień jestem kobietą z marzeniami – silną, ale też wrażliwą. Jestem córką, przyjaciółką, partnerką, sportowcem i zwyczajną kobietą, która potrafi wzruszyć się po meczu albo ucieszyć z małych rzeczy. Uwielbiam ludzi, rozmowy i momenty ciszy, kiedy mogę zebrać myśli. Curling daje mi siłę, ale to emocje i relacje z innymi sprawiają, że wiem, po co to wszystko robię.
W czym curling pomaga w codziennym życiu?
Życie z pasją jest czymś wyjątkowym. Curling nauczył mnie cierpliwości, pokory, wytrwałości i wiary w proces. Dzięki niemu wiem, że sukces buduje się małymi krokami – dzień po dniu. A przede wszystkim dał mi coś bezcennego: ludzi, którzy są ze mną nie tylko w chwilach radości i zwycięstwa, ale wspierają mnie również w trudniejszych momentach zmęczenia i zwątpienia, co daje mi jeszcze więcej wiary, że warto iść dalej.
I tylko takich ludzi wokół życzę. Dziękuję za rozmowę.
Ciekawi Cię curling? Zobacz jeszcze naszą rozmowę z Bartoszem Łobazą.











