Prowadzą żywe lekcje historii, opowiadając o dawnym uzbrojeniu, łucznictwie i codziennym życiu sprzed ponad tysiąca lat. Przybędą na czerwcowy Festiwal Dni Chwały do Zamku Sarny w Ścinawce Górnej. O północny wiatr, Wikingów i ducha wspólnoty przy ognisku Agnieszka Góralczyk pyta Jarla Kanuta z grupy rekonstrukcyjnej Nordawinden.



Co symbolizuje nazwa Waszej Grupy?
Jarl Kanut: Nazwa Nordawinden kojarzy się z północnym wiatrem – czymś surowym, wolnym i nierozerwalnie związanym z północą. Dla naszej drużyny symbolizuje ona zarówno skandynawskie i słowiańskie inspirację, bo niezależnie od miejsca gdzie się znajdujemy, wiatr przypomina nam o czasach, gdy żyli nasi przodkowie. Wiatr daje ruch, podróż , zmianę oraz siłę natury, z którą człowiek żyjący we wczesnym średniowieczu musiał się liczyć i żyć na co dzień. To nazwa która dobrze naszym zdaniem oddaje klimat epoki, którą staramy się odtwarzać.
Dlaczego wybraliście właśnie okres Wikingów i Słowian?
Jarl Kanut: To fascynujący moment w historii, kiedy światy skandynawski i słowiański wzajemnie się przenikały – przez handel, wyprawy, rzemiosło i kontakty kulturowe. Interesuje nas nie tylko wojaczka, ale też codzienność ludzi tamtej epoki : ubiór, rzemiosło, jedzenie, wierzenia , tradycje które do dziś są kultywowane podczas najważniejszych świąt. Wczesne średniowiecze daje ogromne pole do odkrywania historii w praktyce i samego siebie .
Jak dużo czasu poświęcacie na badania historyczne zanim uszyjecie konkretny kostium lub wykonacie miecz?
Jarl Kanut: To co tworzymy chcemy pokazać wszystkim, którzy nie mają styczności z historią tak jak my. To nie są przebieranki. Z wielką dbałością staramy się podejść do zrekonstruowania życia ludzi z epoki. Wszystko zależy od projektu, ale zwykle mówimy o wielu godzinach, a czasem nawet tygodniach. Zanim powstanie strój lub uzbrojenie czy element wyposażenia, analizujemy znaleziska archeologiczne, ikonografię, opracowania historyczne i konsultujemy się z bardziej doświadczonymi rekonstruktorami lub rzemieślnikami. Staramy się, aby każdy element był nie tylko efektowny, ale też możliwie wierny realiom epoki.
Co jest najtrudniejsze w odtwórstwie historycznym?
Jarl Kanut: Najtrudniejsze jest pogodzenie historycznej wiarygodności z praktyką, budżetem i dostępnością materiałów. Czasem wiemy jak coś powinno wyglądać, ale współczesne warunki nie pozwalają łatwo tego odtworzyć. Trudne bywa też ciągłe poprawianie własnego wyposażenia, bo wiedza się rozwija, a człowiek z czasem widzi, że coś można zrobić lepiej.
Co najbardziej irytuje Was w popkulturze, jeżeli chodzi o Wikingów?
Jarl Kanut: Zacząć musimy od tego że Wiking to profesja, to taki pirat. Mawiano, że ludzie północy wybierali się na Wiking, czyli na wyprawę. Choć chyba najbardziej to, że Ludzie północy Skandynawowie pokazywani są często jednowymiarowo – wyłącznie jako dzicy wojownicy. Popkultura lubi upraszczać : skóry, rogi przy hełmach, brud i chaos. Rogi przy hełmach zaczęły istnieć dopiero przez teatr i operę, aby aktor był od razu rozpoznawalny na scenie. Tymczasem Skandynawowie jak również Słowianie byli to także kupcy, rzemieślnicy, żeglarze i ludzie funkcjonujący w uporządkowanym świecie norm społecznych, handlu i codziennej pracy. Jak również bardzo bogata religia, która przetrwała do dziś. Brakuje pokazania ich jako pełnoprawnej kultury, a nie tylko widowiskowego stereotypu.
Jak wygląda typowy dzień na festiwalu historycznym, kiedy gasną światła kamer i zostajecie tylko Wy przy ognisku?
Jarl Kanut: Po oficjalnej części festiwalu przychodzi moment najbardziej naturalny i chyba najcenniejszy naszym zdaniem – wspólne siedzenie przy ogniu, rozmowy, gotowanie, śpiewy, żarty i odpoczynek po całym dniu. Właśnie wtedy czuć najbardziej ducha wspólnoty, który tak bardzo gościł w tamtych czasach, którego czasem teraz brakuje. Wtedy rekonstrukcja przestaje być tylko pokazem dla widzów, a staje się doświadczeniem bycia razem w klimacie epoki, którą chcemy zrozumieć.
W czym członkowie grupy czują się najlepiej : w walce, rzemiośle (tkactwo, kowalstwo) czy może w kuchni historycznej?
Jarl Kanut: To największa siła naszej drużyny – różnorodność. Są wśród nas osoby, które odnajdują się w walce i pokazach , ale są również i takie osoby których pasją jest rzemiosło, szycie, tkactwo, winiarz-rzemieślnik, obróbka drewna, kowalstwo, zielarstwo, obrzędowość, metalurgia czy kuchnia historyczna. Dzięki temu możemy pokazać wczesne średniowiecze szerzej – nie tylko przez pryzmat bitwy, ale też codziennego życia.
Czy każdy w Nordawinden musi potrafić wszystko, czy macie ściśle określone specjalizacje?
Jarl Kanut: Nie wymagamy aby każdy był specjalistą od wszystkiego. Tak jak w panującej hierarchii drużynowej, każdy członek drużyny odnajduje swoją drogę. Nikomu nie narzucamy specjalizacji. To jest proces, który kształtuje każdego z nas. Oczywiście dobrze, kiedy członkowie drużyny mają podstawową wiedzę o epoce i potrafią odnaleźć się w obozowym życiu. U nas w drużynie członkowie idą w kierunku, który jest im najbliższy, czy to walka, rzemiosło, inni w opiece nad obozowiskiem czy przy pracach edukacyjnych. To sprawia, że drużyna działa sprawniej i bardziej autentycznie.
Rekonstrukcja to hobby dla samotników czy sposób na budowanie rodzinnych więzi?
Jarl Kanut: Zdecydowanie bardziej sposób na budowanie więzi. Odtwórstwo historyczne bardzo często łączy ludzi – przyjaciół, pary, całe rodziny. Wspólne szycie, przygotowania obozu, wyjazdy na festiwale i spędzanie czasu razem są podstawowym budulcem relacji w sposób bardzo naturalny. To hobby, w którym każdy może znaleźć miejsce dla siebie, niezależnie od wieku czy doświadczenia.
Jak nowa osoba może do Was dołączyć? Czy wymagacie od razu pełnego ekwipunku, czy pomagacie „nowicjuszom” stanąć na nogi?
Jarl Kanut: Jak to nasz Jarl mawia „drużyna to rodzina” i każdy wspiera i pomaga. Jesteśmy otwarci na nowe osoby i nie oczekujemy, że ktoś pojawi się z kompletnym i dopracowanym wyposażeniem. Początki zawsze wymagają czasu, nauki i wsparcia, dlatego pomagamy nowym członkom drużyny zrozumieć realia epoki, skompletować podstawowy ubiór i uniknąć typowych błędów. Najważniejsze są chęci, zaangażowanie i gotowość do nauki – reszta przychodzi stopniowo.
Dziękuję za rozmowę.
Foto: użyczone












