Strona główna / Wywiady / Kasia Kowalska: 30 Ton było absolutnym szaleństwem

Kasia Kowalska: 30 Ton było absolutnym szaleństwem

Ikona lat 90. Zawsze drapieżna i liryczna. Artystka, która łączy rockowy styl z akustyczną subtelnością i jeden z najlepszych rockowych głosów kobiecych w Polsce. Kasia Kowalska już 14 marca zagra dla wałbrzyskiej publiczności, a w rozmowie z Agnieszką Góralczyk wspomina m.in. czasy Jarocina, listy przebojów 30 Ton i Nocnego Graffiti.

Kasia Kowalska – jeden z najlepszych rockowych głosów kobiecych w Polsce, który łączy lata 90. ze współczesnością – co najbardziej zmieniło się przez te ponad trzy dekady w polskiej muzyce, publiczności i samej Katarzynie Kowalskiej?


KK: Polska muzyka i nasz rynek bardzo mocno się sprofesjonalizowały; to już nie jest działanie po omacku i ciągłe oglądanie się na to, co dzieje się na Zachodzie. Wydaje mi się, że poziomem produkcji i wszelkimi działaniami muzycznymi absolutnie im nie ustępujemy – nie mamy się czego wstydzić. Mamy dziś dostęp do tych samych narzędzi twórczych i kanałów promocji.

Jeśli chodzi o publiczność, mam wrażenie, że 30 lat temu ludzie byli nieco bardziej „głodni” nowości, a dziś jesteśmy już trochę nasyceni. Nie zmieniły się natomiast reakcje na emocje, które chcę przekazać – to wciąż nas łączy. Cieszy mnie, że moi słuchacze dojrzewali razem ze mną; dziś na koncertach widzę często dwa pokolenia, czasem nawet trzy.  A co u mnie? Wszystkim przybyło lat, ale w środku nadal czujemy się bardzo młodzi i radośnie niedojrzali.

Album „Gemini” wydany… 30 lat temu odmienił polską scenę muzyczną – zgadza się z tym Pani?

KK: Osobiście nie patrzę na to w ten sposób, ale bardzo cieszę się, że ten album zdobył takie uznanie. Jestem wdzięczna, że ludzie wciąż go słuchają i po tylu latach nadal śpiewają te piosenki razem ze mną na koncertach.

30 lat temu…pamiętam jak wyczekiwałam na utwory Kasi Kowalskiej na liście 30 Ton. To była jedna z najpopularniejszych list przebojów tamtego czasu. A Kasia Kowalska zajmowała na niej miejsca w pierwszej 10 i pierwszej 3. Jak wspomina Pani ten czas?

KK: To było absolutne szaleństwo. „30 Ton” było jednym z tych programów, na które czekali wszyscy – obecność na tej liście naprawdę coś znaczyła. Kiedy moje piosenki zaczęły się tam pojawiać, początkowo sama nie mogłam w to uwierzyć.

W 1994 r. mówiono, że Kasia Kowalska jest liryczna, a zarazem drapieżna – to się zmieniło?

KK: Nic się nie zmieniło. Dalej jestem tak samo drapieżna i liryczna; to po prostu moje „Gemini” i dwie współistniejące osobowości – balans zachowany 50 na 50.

W 1996 r. była Pani reprezentantką Polski w 41 Konkursie Piosenki Eurowizji. Zgodziłaby się Pani dziś ponownie walczyć o Eurowizję?

KK: Chyba nie, raczej nie mam już takiej potrzeby. Nie miałam jej 30 lat temu i nie mam jej dzisiaj. Traktuję to jako ciekawą przygodę, która jest już za mną.

Kultowe „Nocne Graffiti” to film, do którego wciąż się wraca. Wciąż się go ogląda i wciąż mówi się, że to jeden z najlepszych polskich filmów. Często go Pani ogląda?

KK: Sama go nie oglądam, ale za każdym razem, kiedy jest puszczany w telewizji, fani zawsze do mnie o tym piszą. To dla mnie bardzo nostalgiczny obraz.

Dawniej Pani idolką była Kate Bush. Za co ją Pani wówczas ceniła? A kto dziś jest idolem Kasi Kowalskiej?

KK: Niezmiennie cenię Kate Bush – za jej wrażliwość i absolutny brak kompromisów w kompozycjach czy performance. Niestety, nie widzę dziś drugiej takiej artystki, więc zostaję przy tej, którą uwielbiam całe życie.

Jak wspomina Pani swój pierwszy wyjazd na festiwal w Jarocinie?

KK: Fantastycznie. Mieszkałam w namiocie z wielką ekipą i było bardzo wesoło. Nie mieliśmy grosza przy duszy i byliśmy wiecznie głodni, ale jednocześnie przeszczęśliwi, że możemy być częścią czegoś tak oryginalnego i prawdziwego.

Muzycznie, które czasy były lepsze, bardziej klimatyczne – 90 i 2000, czy dzisiejsze?

KK: Każde czasy były inne i za każde trzeba być wdzięcznym. Świat się zmienia i nie da się tego zatrzymać – jesteśmy tylko jego malutką częścią. Lata 90. wygrywają jednak tym, że bez mediów społecznościowych ludzie bardziej skupiali się na tym, co działo się „tu i teraz”.

Jak wspomina Pani swój support przed Bobem Dylanem?

KK: Samego Boba Dylana nigdy nie poznałam, ale poznałam jego zespół, który przyjął nas fantastycznie. To był dla mnie ogromny zaszczyt móc stanąć na tej samej scenie, co on i jego muzycy.

Są utwory, których dziś nie wykonuje Pani na koncertach?

KK: Nie byłabym w stanie wykonać wszystkich moich utworów, bo koncert trwałby zbyt długo.

Wybieramy więc mieszankę z ostatnich 30 lat. Sądząc po reakcjach fanów, udaje nam się dobrać repertuar tak, by było i nostalgicznie, i wybuchowo.

I na koniec – skąd czerpie Pani inspirację do swoich utworów dziś, a skąd czerpała ją Pani na początku swojej kariery?

KK: Zawsze z życia. Inspiruje mnie to, co mnie otacza, kogo spotykam, co przeczytam lub czego sama doświadczę.

Dziękuję za rozmowę.

Fot. użyczone

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *