Strona główna / Wywiady / Siostra Lidia: Nie lubię słowa zakonnica

Siostra Lidia: Nie lubię słowa zakonnica

Pierwsze lata w zakonie można określić jako pole walki… walki z samym sobą, ze swoimi lękami, przyzwyczajeniami, wadami, a walka jest trudna zawsze – mówi nam siostra zakonna Lidia Marcelina Pociask w wywiadzie z Karoliną Osińską-Marcińczyk.

Jak mam się do Siostry zwracać? Siostra Lidia?

Właściwie można siostra Lidia, można Marcelina. Wszystkie imiona obowiązują i na wszystkie reaguję. Lidia to moje imię zakonne, natomiast Marcelina to imię chrzcielne. W każdym urzędzie, w dokumentach widnieję jako Marcelina. Rozpoczynając życie zakonne każda z nas przyjmując habit otrzymuje też nowe imię przy zachowaniu chrzcielnego.

Dwanaście lat bycia konsekrowaną, prawie trzy lata na wieki – co to znaczy?

Do zakonu wstąpiłam w 2012 roku czyli 14 lat temu, od 2014 roku czyli od 12 stu lat jestem w pełni konsekrowaną czyli mówiąc trochę prościej złożyłam pierwsze śluby zakonne czystości, ubóstwa i posłuszeństwa (inaczej śluby nazywane są konsekracją). A od niespełna trzech lat jestem po ślubach wieczystych czyli takich do śmierci.

Kiedy po raz pierwszy pomyślała Siostra: „Może to jest moja droga”?

Po raz pierwszy… Hmm chyba to było jakoś kiedy miałam 6 lat. Ale powiem szczerze, że były to bardziej takie „śmieszki”, może jakieś podświadome myśli choć kto wie… Tak na poważnie to w liceum.

Jak wyglądało Siostry życie przed wstąpieniem do zakonu? Kim Siostra była?

Zwyczajną dziewczyną, bardzo zwyczajną. Uczyłam się w liceum na profilu biologiczno- chemicznym. Myślałam o studiach i przyszłej pracy… Wiadomo jak to każdy w tym wieku, plany, marzenia. Tutaj już od razu napiszę, że klasztor i życie zakonne nie przekreśliły tych planów i marzeń.

Co było najtrudniejsze podczas postulatu/nowicjatu?

Nie starczyłoby taśmy na wypowiedzenie i kartki na spisanie odpowiedzi na to pytanie. Tak naprawdę pierwsze lata w zakonie można określić jako pole walki. Walki przede wszystkim z samym sobą, ze swoimi lękami, przyzwyczajeniami, wadami. Walka jest trudna zawsze. A z samym sobą to szczególnie. Myślę, że jakąś trudnością też była rozłąka z rodziną. Oczywiście telefon w postulacie był i można było z niego zadzwonić do rodziców ale wyjście z takiego komfortu bliskości było na pewno trudne. Zmiana stylu życia niesie ze sobą trud i swego rodzaju wyrzeczenia więc to absolutnie normalne.

Jak Siostra pogodziła się z rezygnacją z założenia rodziny, posiadania dzieci?

To świadomy wybór po prostu. Jestem siostrą zakonną to nie jestem w sensie dosłownym żoną i matką. Choć jako siostry często mówimy, że jesteśmy „żonami” Jezusa i „matkami” tych wszystkich naszych duchowych dzieci czyli tych powierzonych naszej opiece czy to w szkole czy w DPSie. Więc zdanie w Ewangelii jest całkowicie prawdą: Jezus odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól 30 z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym. Tyle matek, ojców, braci i sióstr i dzieci to bym nigdy pewnie nie miała.

Czy zakonnice oglądają telewizję? Scrollują Instagram? Bo z Facebooka Siostra korzysta… Potrzebowała Siostra na to pozwolenie?

Czasem tak, choć osobiście telewizja mnie strasznie denerwuje. Wolę kino, czy nawet film obejrzany z siostrami, dziećmi czy młodzieżą. Scrollowanie… czasem niestety się  na tym łapię. Wszystkie portale społecznościowe i moje bycie na nich wymagało pozwolenia władzy zakonnej. Nie odpowiadam tam tylko za siebie ale świadczę też o mojej rodzinie zakonnej.

Jak Siostra rozmawia z Panem Bogiem? Czy On „odpowiada”?

Oj trudne pytanie. Rozmawiam jak z Przyjacielem, jak z moim Oblubieńcem, moim Panem, choć często widzę kłopoty w połączeniu oczywiście po mojej stronie. Pan Bóg zawsze jest obecny i słucha mnie i tylko mnie. Traktuje każdego z nas indywidualnie. Jeśli chodzi o odpowiedź to pewna jestem, że odpowiada, ale czy ja umiem tak słuchać, by usłyszeć tę odpowiedź. Różne czynniki są powiedzmy „przeszkadzaczami”. Na pewno trzeba się starać i nie rezygnować z tej rozmowy czyli modlitwy.

Co daje Siostrze największą radość w życiu konsekrowanym?

Największą radością jest bycie blisko Pana Boga i blisko ludzi. To też mnie do życia zakonnego przyciągnęło. Cieszy mnie to, ze mogę o Panu Bogu mówić innym, choć często też spotyka się to z wyśmianiem, arogancją czy zupełną obojętnością. Ale wtedy mam taką myśl absolutnie ever najlepszą, że uczestniczę w czymś wielkim w czymś „Jezusowym”.

Jaką radę dałaby Siostra młodej dziewczynie, która czuje, że „może” ma powołanie?

Co bym powiedziała młodym dziewczynom… kurcze jak to brzmi. Też się czuję młodo. Na pewno jeśli taką dziewczynę spotykam to nie zachęcam ani nie zniechęcam. Ona sama w pełnej wolności i świadomości musi tę decyzję o wstąpieniu bądź nie podjąć. Na pewno ważna jest modlitwa o właściwe rozeznanie. Pewnie bym ją odesłała do Pisma Świętego w którym 365 razy jest użyty zwrot „Nie bój się…”. Czytać i nie bać się.

Jaki stereotyp o zakonnicach najbardziej Siostrę irytuje? Że zakonnice są smutne? Nie mają życia? Coś innego?

Bardzo nie lubię słowa zakonnica, jakoś negatywnie mi się kojarzy znacznie bardziej wolę siostra zakonna lub po prostu siostra. Najbardziej irytuje mnie jak ktoś mówi, że siostra zakonna to nie kobieta albo właśnie, że nie mają życia. Nikt do życia zakonnego nie zmusza, a życie w każdej przestrzeni niesie za sobą trudy i radości.  Jeśli siostra czuje się do wszystkiego zmuszana… to życia nie ma. Jeśli natomiast pomimo pewnych nakazów i zasad wie, że wolność to Jezus żyje pełnią życia.

Jakie jest Siostry największe marzenie?

Moim największym jest podróż do Ziemi Świętej. Niestety trwa wojna i taki wyjazd nawet jeśli byłby możliwy pod względem finansowym i organizacyjnym to jednak bardzo ryzykowny.

Dziękuję za rozmowę.

Fot. użyczone

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *