Strona główna / Felietony / Co robią kwiatki na działce – może, gdy mają ochotę, to zakwitną? (8/4)

Co robią kwiatki na działce – może, gdy mają ochotę, to zakwitną? (8/4)

Dlaczego lubię III i IV ligę? – czyli wyznanie kibica.

Są dwie przyczyny, dla których nie pójdę na mecze I i II ligi (tu wyjątek – Wigry Suwałki), a na Ekstraklasę z całą pewnością. Pierwsza jest taka, że w sytuacji, kiedy futbol stał się biznesem i zespoły nastawione są na duże zyski, europejską piłkę nożną zżera korupcja. Jej konsekwencją jest przewidywalność wyników – wygra najbogatszy, chyba że wygrana nie pasuje mu, bo zależy mu na miejscu w tabeli premiowanym grą w określonym pucharze. Po drugie – tu należałoby się zgodzić z Umberto Eco – dlatego że współczesna piłka nożna nie polega na rywalizacji zawodników na boisku, ale stała się nieustanną medialną gadaniną dziennikarzy, poświęconą temu, co powiedzieli inni dziennikarze. Dodajmy od razu, że wszyscy oni są bohaterami widowiska, choć żaden z nich nie biega po boisku i nie walczy o piłkę. I po trzecie – wolę III i IV ligę, bo tam zawsze można liczyć na wielkie emocje. Mecze przypominają dreszczowce: dużo bramek, faworyt doznaje druzgocącej porażki na własnym boisku, junior w debiucie strzela trzy bramki, szalę zwycięstwa przeważa nagły zryw obrońcy i napastnika, którzy niesieni duchem walki po dwójkowej akcji strzelają zwycięską bramkę w 93 minucie, nad techniką górę bierze przypadek, dla strzelców bramek kibice zbierają datki, kibice w przerwie kosztują kiełbaski z grilla i jedyną przewidywalną rzeczą jest to, że wszyscy po meczu bezpiecznie wracają do domu.

Piłka poza boiskiem – czyli etos polskiego kibica.

Kiedy dwie dekady temu reprezentacja Czech odnosiła wielkie sukcesy, patrzyłem z  zazdrością. Nie dlatego, że wygrywali, pokonując wyżej notowane zespoły, choć to też, ale dlatego, że potrafili się tymi zwycięstwami cieszyć w taki sposób, że dało się to odczuć w każdej dziedzinie życia. Mój przyjaciel Janek Černy napisał wiersz „legenda”, który przetłumaczyłem:

nie obejrzał się nawet pewien
że gram na pamięć a tu już
kolejna koronkowa akcja
wyobraźni przerzuca nas
jak most na drugą stronę
wełtawy. I rozbłyskujemy
nagle w oczach młodego
japończyka jak gwiazdy
prowadzimy się na oślep
w tę niejasną grę uliczek
które w każdej chwili są
gotowe przeprowadzić
kontrę turystów. My
i reszta świata. na przemian
odejmujemy sobie od ust
udział w pucharach
mając w perspektywie
rewanż mostów

Niezapominajki z mojego ogródka. Ciekawa etymologia wg wersji AI:

Oto szczegółowe informacje o etymologii:

Legenda (Pochodzenie nazwy): według podań, rycerz odziany w ciężką zbroję wpadł do rzeki podczas zrywania kwiatów dla damy serca. Rzucając jej bukiet, wypowiedział ostatnie słowa: „Niezapominajka!” (lub „Nie zapomnij o mnie!”), co nadało roślinie symboliczne znaczenie pamięci.

Nazwa botaniczna (Myosotis): pochodzi z języka greckiego, gdzie mys oznacza mysz, a ous

(w dopełniaczu otos) – ucho. Odnosi się ona do kształtu i owłosienia liści, przypominających mysie uszy.

Inne nazwy:

Niezabudka: staropolska nazwa, będąca zapożyczeniem z języków wschodniosłowiańskich.

Żabie oczka: dawna, potoczna nazwa nawiązująca do drobnych, niebieskich kwiatków.

Żegnam się z Państwem ze stadionu-ogródka… słowami Tadeusza Peipera: „Match footballowy z kolorowymi strojami, z grupami komponującymi się rozmaicie, ze specjalnym ruchem piłki i człowieka jest już baletem.” I to już koniec minicyklu.

Co robią kwiatki na działce – może, gdy mają ochotę, to zakwitną?

Słowa potrafią zmieniać świat na lepszy.

Wojciech Koryciński

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *