Śpiewa od urodzenia, dziś uczy śpiewać cały Dolny Śląsk. Agnieszka, wraz z mężem Michałem, stworzyła w Ząbkowicach Śląskich Niepubliczną Szkołę Muzyczną, która z siedmiu uczniów urosła do setki młodych talentów. W szczerej rozmowie z Karoliną Osińską-Marcińczyk opowiada o trudnych początkach, o tym, dlaczego trener wokalny musi być czasem psychologiem i jak to jest wychować dzieci, które podbijają sceny programów takich jak „The Voice Kids” czy „Szansa na Sukces”. Poznajcie kobietę, która wierzy, że w muzyce najważniejsza jest autentyczność i dobra energia.
Pani Agnieszko, studiowała Pani na studiach muzycznych w Olsztynie, ale Pani przygoda z muzyką i śpiewem chyba zaczęła się wcześniej? Kiedy wiedziała Pani, że to będzie Pani droga życiowa?
Ją mam wrażenie, że od urodzenia. Mój tato miał zespół i to nie jeden, próby odbywały się w naszym domu. Ja się często w nie włączałam już jako pięciolatka. Brał mnie też na festiwale i to tata zaszczepił we mnie tę muzykę w zasadzie. I mama, ale ona została ze swoim pięknym głosem tylko w zaciszu domowym. Tata to dusza artystyczna, która żywiła się będąc między ludźmi, ja mam identycznie. Rodzice opowiadają, że często się wstydzili (kiedyś tak było) jak szli ze mną do lekarza rodzinnego (miałam 6 lat), to zanim dałam się zbadać, stawałam na krześle i lekarz musiał posłuchać mojej piosenki.
Razem z mężem Michałem prowadzicie Państwo Niepubliczną Szkołę Muzyczną I Stopnia w Ząbkowicach Śląskich. Jak wyglądały początki tej wspólnej działalności? Co było najtrudniejsze?
Oj… prawda jest taka, że zaczęliśmy od 7 osób i tak mieliśmy cały pierwszy rok… Potem były wakacje i powiedzieliśmy sobie, że jeżeli będzie bez zmian po pierwszym roku, to rezygnujemy z prowadzenia szkoły muzycznej. Nagle we wrześniu przyszło 30 osób, potem 50 i potem 100, a teraz jest o nas głośno na całym Dolnym Śląsku. Jestem wdzięczna , że wytrwaliśmy w tym, żeby ludzie nas poznali i nam zaufali.
Co sprawia Pani największą radość w pracy nauczyciela wokalnego? Czy pamięta Pani moment, kiedy jakiś uczeń zaskoczył Panią wyjątkowo?
Każdy dzień w mojej pracy jest inny. Nie jestem tylko trenerem wokalnym, ale też często „psychologiem” i „terapeutą”. Samo życie… Pracuję z dziećmi, młodzieżą i dorosłymi, każdy wnosi coś wielkiego w moje życie – kocham ich wszystkich. Zaskakują mnie postępy moich uczniów – jak mieli 5 lat, a teraz są tak bardzo gotowi na wielkie sceny jako nastolatkowie.
Wasz syn, Adam już w wieku 11 lat trafił do „Szansy na Sukces” dla dzieci, a potem wrócił do tego programu w 2024 roku, przy okazji jubileuszowego odcinka „Opole 2024”. Jak to się stało, że tak młody chłopiec trafił do telewizji po raz pierwszy? Ile w tym było Pani „sprawki”?
Ja zawsze mówię, że nie jestem festiwalowa, wolę od razu telewizję. Jeżeli któryś z uczniów ma ochotę, nigdy nie odradzam, ale osobiście wybieram od razu drogę telewizyjną. W przypadku Adasia, zawsze lubiła go telewizja. Był dwukrotnie w „Szansie na Sukces” oraz w „The Voice Kids”, wystąpił w telewizji na żywo „O! Opole o poranku”, też dwa razy, gdzie miał wywiad i śpiewał w śniadaniówce. Na tym na pewno jego przygoda z telewizją się nie kończy.
Gdy Adam wystąpił w „The Voice Kids” i podczas przesłuchania w ciemno odwróciły się dwa fotele – Cleo oraz Tomsona i Barona – co Pani czuła, oglądając emisję? Powiedziała Pani wówczas, że emocje były nie do opisania. Czy teraz, z perspektywy czasu, potrafi Pani je nazwać?
Tak, to były niesamowite emocje. Nie żałujemy niczego. Jednak Adaś był tam dzieckiem, które dopiero skończyło mutację. Teraz jest facetem, który tworzy, pisze teksty i jeszcze zaskoczy.
Wasze dzieci (bo Adam ma siostrę Wiki, która też śpiewa) były od urodzenia z Państwem na scenie. Czy myśli Pani, że talent muzyczny to kwestia genów, środowiska, czy czegoś jeszcze innego?
Nasze dzieci od początku były z nami. Jak graliśmy śluby na Warmii i Mazurach, moja mama woziła Wiki w wózku przy kościele. A potrafiliśmy grać ich pięć dziennie, bo to duża, turystyczna parafia. Adaś urodził się na naszych studiach muzycznych, więc musiał jeździć z nami na festiwale np. na Litwę, gdzie cały autokar studentów go zabawiał, bo rodzice musieli zdać magistra. Potem już tu na Dolnym Śląsku, też spali na scenie, jak próby odbywały się do późnych godzin wieczornych. Przy tym cały czas obserwowały całą edukację innych.
Jak wygląda balansowanie między rolą mamy a rolą trenerki wokalnej własnych dzieci? Czy zdarza się, że trudno oddzielić jedno od drugiego?
Tak, jest to trudna robota. Dzieci nie za bardzo lubią słuchać rad rodziców w pewnym wieku. Jednak nawet jak mówili, że „nie” – to i tak słyszałam, że poprawiają swoją technikę. Dziś już raczej wiedzą co i jak. Jednak całe swoje dotychczasowe życie spędzili z nami na scenie.
Ząbkowice Śląskie to nieduże miasto – a jednak muzyczne życie jest tu naprawdę żywe. Jak ocenia Pani poziom zainteresowania muzyką wśród lokalnych dzieci i młodzieży? Czy z roku na rok coś się zmienia?
Sami realizujemy co dwa miesiące duży koncert. Jesteśmy też autorami projektów: Edukacyjnego Musicalu Antyhejtowego dla uczniów i dorosłych. Myślę, że Ząbkowice Śląskie są muzycznym miastem. Jednak podkreślam, że mamy sporo osób z okolicznych miast. Ja również mogę zdradzić, że dostałam propozycję i zielone światło na otwarcie czegoś musicalowego w innym mieście.
Stosunkowo niedawno założyła Pani kobiecy zespół. Proszę o tym opowiedzieć.
Tak, nasz zespół „Pheromones” to trzy kobiety z energią kosmiczną! Każda z innej planety, ale głosy mamy zgrane. Śpiewałyśmy już w wielu projektach, eventach firmowych itp. Teraz zaniedbałam trochę mój zespół, ale już za chwilę nas usłyszycie.
Prowadzimy serwis z dobrymi wiadomościami – dobre.info.pl. Jaką dobrą wiadomość chciałaby Pani dziś przekazać Czytelnikom? Co daje Pani nadzieję i radość?
Na te trudne czasy owładnięte życiem w sieci, pragnę życzyć wszystkim, żeby potrafili być sobą, tak po ludzku doceniać każdy uśmiech i się nim dzielić. Nie ma większej siły niż miłość, wzajemne zrozumienie. Ja kocham ludzi mimo wszystko i daję im najlepszą swoją energię jaką mam. Do mnie często to wraca więc polecam. Bądźcie dla siebie super dobrzy!
Dziękuję za rozmowę.












