Muzyka celtycka i harfa są ze sobą nierozerwalnie związane. Za pomocą tego instrumentu można opowiedzieć o legendach, krajobrazach i emocjach, które kryją się w tradycyjnej muzyce Irlandii i Szkocji. Między innymi o tym, jak magicznym instrumentem jest harfa i o miłości do niej, która narodziła się już w dzieciństwie Agnieszka Góralczyk rozmawia z Amelią Tokarską, pierwszą harfistką w Filharmonii Bohuslava Martinů w Zlínie w Czechach.
Gra Pani na harfie – jak narodziła się miłość do niej?
AT: Moja miłość do harfy zaczęła się już w dzieciństwie, kiedy oglądałam bajki i marzyłam, by zostać jednym z aniołków, które często grały na lirach. W wieku siedmiu lat przyszłam do szkoły muzycznej na egzaminy wstępne i z pełnym przekonaniem powiedziałam, że chcę grać na lirze. Tak rozpoczęła się moja przygoda z harfą, która trwa do dziś i wciąż daje mi ogromną radość. Aniołkiem co prawda nie zostałam, ale jestem harfistką!
Harfa zawsze kojarzyła mi się z magią. Rzeczywiście jest to magiczny instrument?
AT: Zdecydowanie tak! Harfa jest magiczna, jej brzmienie potrafi przenieść słuchacza w zupełnie inny świat. Dla mnie gra na harfie to przede wszystkim sposób wyrażania emocji – każdy dźwięk może opowiedzieć historię, wzruszyć, wprowadzić w nastrój spokoju albo radości. To też niezwykle wszechstronny instrument – sprawdza się w różnych gatunkach muzycznych, od klasyki, przez jazz, aż po muzykę filmową czy współczesną. Dzięki temu mogę nieustannie odkrywać nowe brzmienia i sposoby wyrażania siebie.
Czym różni się nauka gry i sama gra na harfie od gry na innych instrumentach?
AT: Zazwyczaj zaczynamy od harfy haczykowej. Początki są stosunkowo łatwe, bo struny mają już określone dźwięki i nie trzeba martwić się intonacją. Dzięki temu można skupić się na muzyce i nauce podstawowych technik. Prawdziwe wyzwanie pojawia się dopiero przy harfie pedałowej – tu trzeba koordynować ręce i nogi, pamiętać o pedałach zmieniających tonacje. Wymaga to sporo ćwiczeń, ale daje też ogromną satysfakcję. Harfa, jak większość instrumentów, wymaga pracy, ale jednocześnie pozwala wyrazić siebie i swoje emocje.
Harfa kojarzona jest m.in. z Irlandią, Szkocją i Celtami, a tam pełno jest legend. Można za pomocą muzyki granej na harfie opowiedzieć o nich?
AT: Muzyka celtycka i harfa są ze sobą nierozerwalnie związane. Za pomocą tego instrumentu można opowiedzieć o legendach, krajobrazach i emocjach, które kryją się w tradycyjnej muzyce Irlandii i Szkocji – tak jak staraliśmy się to uchwycić w naszym albumie Celtic Harp Tales.
W orkiestrach jakich filharmonii dziś Pani występuje?
AT: Obecnie jestem pierwszą harfistką w Filharmonii Bohuslava Martinů w Zlínie w Czechach. Poza tym często współpracuję ze Słowacką Filharmonią, Operą Narodową Morawsko-Śląską w Ostrawie oraz wieloma innymi orkiestrami w Polsce i za granicą. Dzięki temu mogę wykonywać różnorodny repertuar – od muzyki klasycznej po współczesną – i łączyć grę solową z pracą zespołową, co daje mi ogromną satysfakcję i pozwala stale rozwijać się artystycznie.
Ma Pani na swoim koncie debiutancki album solowy – opowie Pani o nim?
AT: Mój debiutancki album Celtic Harp Tales jest dla mnie wyjątkowym projektem. To podróż w głąb tradycji celtyckiej z nowoczesnym spojrzeniem, obejmująca 15 nowych aranżacji tradycyjnych tematów przygotowanych przez Pawła Bilińskiego. Utwory zostały wykonane na harfie celtyckiej i pedałowej, z dodatkiem instrumentów takich jak piszczałki, dudy, skrzypce, fortepian czy perkusjonalia – wszystko w brzmieniu Dolby Atmos. Nagrania powstały we współpracy z wybitnymi muzykami: Pawłem Bilińskim, Sławomirem Bernym, Marcinem Rumińskim i Krzysztofem Maciejowskim – w sali Cavatina i studiach Polskiego Radia. Zależało mi, aby pokazać różnorodność brzmień harfy i jej zdolność do opowiadania historii – legend, krajobrazów i emocji charakterystycznych dla muzyki celtyckiej. Album stał się prawdziwą dźwiękową opowieścią o pięknie świata i emocjach ukrytych w tradycyjnych melodiach.
Grała Pani również z orkiestrą Filharmonii Sudeckiej w Wałbrzychu (Koncert Baśń o harfie). Jak ocenia Pani naszych muzyków i publiczność?
AT: Koncert Baśń o harfie był występem naszego kwartetu, Celtic Tales Quartet, co było wspaniałym doświadczeniem. Na początku mojej artystycznej drogi miałam też kilka razy przyjemność współpracować z orkiestrą Filharmonii Sudeckiej w Wałbrzychu i wspominam te występy bardzo dobrze. Muzycy są profesjonalni i otwarci, a publiczność – ciepła i zaangażowana, co zawsze dodaje energii i sprawia, że koncert staje się niezapomnianym przeżyciem.
Jak wygląda Pani tegoroczna trasa koncertowa?
AT: Tegoroczna trasa koncertowa jest dla mnie bardzo intensywna i różnorodna. Występuję zarówno w Polsce, jak i za granicą, łącząc koncerty solowe, współpracę z orkiestrami oraz występy z kwartetem Celtic Tales Quartet. W najbliższym czasie zagramy 17 marca we Wrocławiu w Narodowym Forum Muzyki, 8 kwietnia w Krakowie w Małopolskim Ogrodzie Sztuki oraz 9 kwietnia w Toruniu w Centrum Kultury Jordanki. Serdecznie zapraszam!
Harfa to najstarszy i najbardziej prestiżowy z instrumentów strunowych szarpanych – ile dziś trzeba za nią zapłacić?
AT: Cena harfy zależy od rodzaju i producenta. Najprostsze harfy haczykowe można kupić już za kilka tysięcy złotych, natomiast profesjonalne harfy koncertowe, pedałowe – które są instrumentami najwyższej klasy – kosztują od kilkudziesięciu do nawet kilkuset tysięcy złotych. To spory wydatek, ale jednocześnie inwestycja w instrument, który służy latami i pozwala w pełni rozwijać muzyczne możliwości.
Dziękuję za rozmowę.
Fot. FB Amelia Tokarska Music












