Kocham Bajora „Mojemu ciału wystarczy 36,6, a mojej duszy potrzeba znacznie więcej… chcę mieć gorączkę! Give me fever!…”
W wieku lat 29 zrozumiałam, że nie jestem nieśmiertelna. Ha! Ponoć statystycznie rzecz ujmując o rok wcześniej niż inni. Dla osób do 30 roku życia mówienie o tym, że coś jest zdrowe bądź niezdrowe, jest zupełnie bezcelowe i nieprzekonujące. Młode osoby bowiem zupełnie zdrowie ignorują. I ewolucyjnie, i filozoficznie rzecz ujmując, mają do tego prawo, bo świat podbijają, sufity przebijają i mury. Tak skonstruowany jest ich mózg, jeśli wcześniej poważniej nie chorowały nie czują się istotami śmiertelnymi. Zresztą niektórym zostaje tak nawet po przekroczeniu 50-tki , która przecież jak rubikon. Mój mąż nauczył mnie, aby naszym dzieciom mówić, że jarmuż, imbir i syrop z cebuli jest przepyszny, pewnie dlatego, że on sam także żadnych zdrowotnościowych argumentów nie przyjmuje. Zatem kuszę i mamię, że rucola przepyszna i zakwas z buraków słodziutki, ale mąż np. siemienia lnianego drukowanymi literami odmawia. Czy dorośnie? Aby przenigdy.
Ale świadomość naszych zdrowotnych niedomagań goni nas nieubłaganie. I chociaż jeszcze w zielone gramy i jeszcze nie umieramy i na imprezach, spotkaniach w rozmowach i czatach jeszcze nie o dolegliwościach, wizytach w przychodnich, to już się czają za rogiem życzenia zdrowia od tych dekadę młodszych i pytania jaka znoszę upały i menopauzę. Już rozumiem mojego tatę (lat 84) , który śmieje się każdego roku, że za życzenia o zdrowie to on podziękuje…
Sama w sobie ostatnio odkryłam melodię spokoju, relaksu i wyciszenia, o której jeszcze dziesięć lat temu dusza mi nie grała. „Spokój” cóż za nudne słowo, myślałam bardzo długo. Raczej chciałam brać garściami co dają i co wywalczę i jak podmiot liryczny z piosenki Bajora chciałam mieć gorączkę i chciałam, aby świat raczej mnie rozgrzewał i rozżarzał i „ chwil szaleństwa i radości” z bajorowskiej piosenki pragnęłam. Zawsze mnie dziwiły życzenia spokoju, a teraz sama innym wytchnienia i zatrzymania życzę. Kiedy to się stało, że ze wspinaczki w spacerowanie przeszłam mentalnie. O relaksie marzę weekendowo-wieczornym, otwarcie.
Czemu ja tą „śmiertelną” się stałam? Miałam kłopoty z nerkami. I świadomość , że już na zawsze będę miała pamiętać o czymś tam a propos mojego zdrowia spowodowało, że dojrzałam. Czego Wam nie życzę jeszcze długo.
Aldona Ziółkowska-Bielewicz – edukatorka, coachka, ekolożka, feministka











Jeden komentarz
Bardzo mądre słowa – może warto słuchać mężów (mężczyzn). Ale nie w tym rzecz, rzecz w tym, by się uzupełniać i spróbować zrozumieć:)