Strona główna / Trochę dłużej / Filary polskiego sukcesu. Z czego są dumni nasi przedsiębiorcy?

Filary polskiego sukcesu. Z czego są dumni nasi przedsiębiorcy?

Polska przedsiębiorczość przeszła w ostatnich dekadach ogromną ewolucję. Dawno minęły już czasy, kiedy rodzime firmy uczyły się kapitalizmu od zachodnich sąsiadów, a ich główną przewagą konkurencyjną były niskie koszty pracy. Dziś polski biznes jest dojrzały, pewny siebie i innowacyjny. Z czego polscy przedsiębiorcy są najbardziej dumni i co napędza ich do codziennego działania na wymagającym rynku?

Jeśli zapytamy polskich przedsiębiorców o ich największą supermoc, większość bez wahania odpowie: zdolność do błyskawicznej adaptacji. Ostatnie lata były dla biznesu prawdziwym rollercoasterem – od globalnej pandemii, przez rynkowe zawirowania, aż po inflację i drastyczne zmiany geopolityczne w Europie.

Polscy menedżerowie i właściciele firm udowodnili, że potrafią zarządzać ryzykiem w sposób mistrzowski. Tam, gdzie zagraniczne korporacje potrzebują miesięcy na zmianę procedur, polskie firmy średniej wielkości potrafią zreorganizować łańcuchy dostaw lub przebranżowić się w kilka tygodni. Ta niesamowita odporność (tzw. resilience) i umiejętność szukania szans w kryzysie to powód do ogromnej, w pełni zasłużonej dumy.

Sukcesy międzynarodowe

Rodzimi przedsiębiorcy coraz śmielej i bez żadnych kompleksów podbijają rynki międzynarodowe. Co ważne, nie występują już wyłącznie w roli podwykonawców. Polska jest dziś europejskim liderem lub liczącym się graczem w wielu kluczowych branżach:

– Polskie okna, drzwi i meble zdobią domy w całej Europie i USA, będąc synonimem solidności – mówi z dumą Wojciech Koperkowski.

Podobnie polskie marki kosmetyczne podbijają rynki azjatyckie i bliskowschodnie, konkurując z globalnymi gigantami jakością i naturalnymi składnikami. A polskie firmy transportowe od lat stanowią kręgosłup europejskiej logistyki drogowej.

Przedsiębiorcy są dumni z tego, że nazwa naszego kraju za granicą kojarzy się dziś z wysoką jakością premium, estetyką i niezawodnością, a nie tylko atrakcyjną ceną.

Firmy wielopokoleniowe

Wielkim sukcesem polskiej przedsiębiorczości jest także fakt, że wiele firm budowanych od zera w latach 90. XX wieku z sukcesem przechodzi dziś proces sukcesji generacyjnej. Założyciele z dumą przekazują stery swoim dzieciom, przekształcając lokalne biznesy w silne, wielopokoleniowe firmy rodzinne z długoterminową wizją rozwoju.

– Piekarnię otworzył mój dziadek, później ojciec ją prowadził, a teraz ja – mówi Maciej. – Cała rodzina jest z tego dumna.

Sukcesy mikroprzedsiębiorców

– Jestem dumna z tego jak mój biznes rozwinął skrzydła przez 19 lat – mówi Małgorzata Niewada, fotografka.

Justyna Wojciechowska jest dumna z reputacji, którą wypracowała przez 13 lat prowadzenia firmy marketingowej.

– Nie z liczb, nie ze statystyk z social mediów, tylko z relacji. Za każdą firmą, z którą współpracuję, stoi człowiek. I to te relacje – z lokalnymi przedsiębiorcami, organizacjami, instytucjami w Świdnicy i okolicach – są dla mnie największą wartością. Kiedy ktoś poleca mnie dalej, kiedy klient wraca po latach, kiedy słyszę „dzięki Tobie w końcu wiem, co robię na Instagramie” – – to jest ta chwila, gdy mam poczucie, że było warto. Reputację buduje się latami i jedną decyzją można ją nadszarpnąć albo stracić. Reputacja i relacje – o to warto dbać – podkreśla Justyna Wojciechowska.

Polska przedsiębiorczość to dziś synonim odwagi, ciężkiej pracy i niesamowitej kreatywności. Przedsiębiorcy w naszym kraju mają pełne prawo do dumy – stworzyli silną, nowoczesną gospodarkę.

Historie przedsiębiorczyń

Choć biznesy prowadzą przede wszystkim mężczyźni, to Polki też mają w tej historii niebanalny wpływ. Często łączą prowadzenie firmy z rolą matki, gospodyni, studentki, pracownicy na etacie…

– Otwierając firmę byłam mamą 7 miesięcznego bobasa. Łączenie tych dwóch ról zawsze było wyzwaniem, ale zawsze wierzyłam w to, że się da – opowiada Małgorzata Niewada. – Obecnie łączę prowadzenie biznesu ze studiami i pracą na etacie. Pierwsze miesiące były trudne, dziś te trzy role łączę bezproblemowo. Każdy dzień mam zaplanowany od wczesnej godziny porannej do późnego popołudnia. Wieczory są przeznaczone tylko dla rodziny. Myślę, że połączenie kilku ról nie jest problemem jeśli sprawia nam przyjemność. Obecnie rozwój jest moją pasją, i cieszę się, że mogę się realizować w kilku dziedzinach. W pracy na etacie zarządzam małą placówką ochrony zdrowia, co jest połączeniem z kierunkiem moich obecnych studiów czyli psychologii zarządzania.

Justyna Wojciechowska zaczęła w 2013 r.

– I szczerze – nie wyobrażam sobie już inaczej. Prowadzę SkyRocket, jednoosobową agencję marketingu i social mediów w Świdnicy. Pomagam firmom i markom osobistym, które nie mają własnego działu marketingu – odpowiadam za ich komunikację w social mediach, organizuję „content day”, gdzie w jeden dzień nagrywamy treści na cały miesiąc, prowadzę konsultacje i szkolenia z marketingu i komunikacji. 

Czasem mikroprzedsiębiorcy mają ochotę rzucić to wszystko i iść na etat. Justyna Wojciechowska zarzeka się, że takie myśli jej nie dotyczą.

-Jedynie w żartach, na przykład, gdy się rozchoruję i idę na L4 – bo wiadomo, L4 na swoim to dość abstrakcyjne pojęcie. Albo przed urlopem, gdy pracuję ze zdwojoną mocą, żeby zadania dla klientów „robiły się same”, gdy odpoczywam. Ale zamieniłabym tego na etat. Uwielbiam spokojne poranki – wyszykować córkę do przedszkola bez zegarka na plecach, potem kawę. Koło południa lubię marsz po świdnickich parkach, przewietrzam wtedy głowę – to mój rytuał, który napędza mnie na resztę dnia. A że mężczyzna mojego życia też ma działalność gospodarczą i pracujemy razem z domu – to dodatkowy bonus. Gdy jedno robi drugiemu śniadanie między callami, trudno to nazwać wadą – opowiada. – Tak, głowa rzadko wychodzi z pracy. Można pomyśleć o kliencie pół wieczora albo usiąść do laptopa w niedzielę. Ale ta elastyczność – że sama sobie narzucam tempo i ilość pracy – to dla mnie wolność wyboru. 

Jakie są problemy przedsiębiorcy w Polsce?

– Wolę mówić o wyzwaniach niż problemach – bo wyzwanie zakłada że można je pokonać – mówi Justyna Wojciechowska. – Mówię z perspektywy mikroprzedsiębiorcy, którym sama jestem. Największe? Działanie w pojedynkę. Ta samotność potrafi być prawdziwym ciężarem – bo uczysz się głównie na własnych błędach, nie masz z kim skonsultować decyzji, nie masz obok siebie kogoś, kto powie „hej, może idź w innym kierunku”. Ja radzę sobie z tym na różne sposoby – czasem pracuję z kawiarni, organizuję coworking ze znajomymi przedsiębiorcami, a obecnie jestem w mentoringu, gdzie raz w tygodniu pracuję w grupie i konfrontuję swoje działania z mentorem i innymi. To dużo zmienia. Drugie wyzwanie to „Zosia Samosia”. Na początku sama próbowałam ogarniać własną księgowość – szybko z tego zrezygnowałam. Ale wielu przedsiębiorców latami robi samodzielnie marketing, social media, montaż rolek, uczy się narzędzi. Do tego dochodzi mailowanie, oferty, dokumenty – wszystko co musi być zrobione, ale za co nikt nie płaci i co nie ma bezpośredniego związku z istotą biznesu. To zjada czas i czasem generuje presję. I trzecie wyzwanie, które obserwuję szczególnie w małych biznesach usługowych, to sprzedaż. To może zaskoczyć, bo firma to nic innego jak sprzedaż, ale… Wielu przedsiębiorców czuje ogromny dyskomfort, gdy musi mówić o tym co robi, komu pomaga, ile coś kosztuje. A przecież to ich biznes. Sprzedaż i marketing to nie jest coś wstydliwego – to kręgosłup każdej firmy.

Jak mówi świdnicka biznesmanka, mikroprzedsiębiorca musi być wizjonerem, operatorem, sprzedawcą, marketerem i swoim własnym szefem jednocześnie.

– Klepiemy się po ramieniu za sukcesy i gonimy się niewidzialnym batem do zadań, za którymi nie przepadamy – podkreśla Justyna Wojciechowska. – A na koniec wrócę do tego co dla mnie najważniejsze – reputacja. W czasach, gdy zewsząd słyszymy o marce osobistej, o kreowaniu siebie w social mediach, warto pamiętać o czymś prostym: bądź wśród ludzi, rób swoje najlepiej jak potrafisz, rób to co dodaje Ci energii i świadomie rezygnuj z tego co ją odbiera. Wtedy unikasz frustracji i wypalenia. A reputacja? Buduje się sama – z roku na rok, decyzja po decyzji, relacja po relacji. Czy mamy markę osobistą w social mediach czy nie – reputacja zostaje. Jest jak nasze drugie imię – podsumowuje.

Karolina Osińska-Marcińczyk, fot. AI

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *