Strona główna / Polska / Nadleśnictwo Gdańsk. Pasjonat znalazł miecz z brązu sprzed blisko 3 tysięcy lat

Nadleśnictwo Gdańsk. Pasjonat znalazł miecz z brązu sprzed blisko 3 tysięcy lat

To miała być zwykła, deszczowa niedziela, a skończyła się odkryciem, które zdarza się raz w życiu. Marcin Wiśniewski, pasjonat poszukiwań z wykrywaczem metali, odnalazł w lasach Nadleśnictwa Gdańsk doskonale zachowany, bogato zdobiony miecz z brązu, którego wiek szacuje się na lata 900-700 p.n.e. Odkrycie wywołało ogromne emocje u samego znalazcy oraz postawiło na nogi pomorskie służby konserwatorskie, które natychmiast ruszyły w teren.

Deszczowy poranek, który zmienił wszystko

Wszystko wydarzyło się w niedzielę, 14 czerwca. Pogoda od samego rana nie rozpieszczała – niebo było zachmurzone, wszystko ociekało wodą po niedawnych opadach, a prognozy zwiastowały kolejną ulewę. Ponieważ pan Marcin wrócił właśnie z pięciotygodniowej przerwy od swojej pasji (spowodowanej delegacją pracowniczą oraz ćwiczeniami rezerwy), głód poszukiwań okazał się silniejszy niż niesprzyjająca aura.

Początek wyprawy nie zapowiadał jednak przełomu. Pierwszymi sygnałami, które odebrał wykrywacz, były typowe leśne „śmieci”: zakrętka po alkoholu, łuski od pepeszy oraz ukryte pod ściółką puszki po piwie. Przez kolejne dwadzieścia minut w słuchawkach panowała absolutna cisza, do tego stopnia, że poszukiwacz musiał sprawdzić sprawność sprzętu, przesuwając cewkę nad szpadlem. Chwilę później pojawił się kolejny, wyraźny sygnał.

„Klękajcie narody!” – wzruszenie i mądra decyzja

Gdy pan Marcin wbił szpadel i odrzucił pierwszą warstwę ziemi, jego oczom ukazał się widok, w który sam na początku nie mógł uwierzyć. Z ziemi wystawał starożytny miecz. Towarzyszące temu emocje były tak ogromne, że na miejscu poleciały łzy szczęścia.

„Ostatnie tygodnie były dla mnie dość ciężkie ze względów osobistych i poczułem, jak to wszystko nagle pękło, uleciało. Przedmiot, który wystawał z ziemi, a właściwie to, że kolejny raz doszło do mnie, że to co robię, robię dobrze i przynosi to efekty, spowodowało reakcję, której się nie spodziewałem” – relacjonuje w swoim poście Marcin Wiśniewski.

Mimo ogromnej ekscytacji, poszukiwacz zachował zimną krew i podjął jedyną słuszną z punktu widzenia archeologii decyzję – postanowił nie wyciągać miecza na własną rękę. Artefakt był wbity w ziemię idealnie pionowo i siedział w niej bardzo sztywno. Istniało ryzyko, że pod spodem znajdują się inne cenne przedmioty lub pochówek. Pan Marcin zasypał dołek, precyzyjnie zamaskował go gałęziami oraz zmurszałymi pieńkami i wrócił do domu, aby przygotować oficjalne zgłoszenie.

Błyskawiczna akcja służb w strugach deszczu

W poniedziałek rano, 15 czerwca, informacja wraz z dokumentacją fotograficzną trafiła do Pomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków (PWKZ) oraz do Nadleśnictwa Gdańsk. Reakcja urzędników była natychmiastowa. Uznano, że zabytek tej klasy musi zostać jak najszybciej podjęty z ziemi w celach bezpieczeństwa.

Już o godzinie 13:00 tego samego dnia na miejscu znaleziska zorganizowano profesjonalną akcję wydobywczą. Choć w lesie panowało potworne zimno i lał rzęsisty deszcz, zespół archeologów krok po kroku, niezwykle precyzyjnie odsłaniał zabytek. Miecz okazał się przepięknie zdobiony, pokryty szlachetną patyną, a widoczne na nim poszczerbienia tylko dodały mu historycznego uroku. Wstępnie wydatowano go na okres między 900 a 700 rokiem p.n.e.

Więcej światła na tę sprawę rzucą zapewne kolejne badania archeologiczne, które zaplanowano w tym miejscu na następne dni. Naukowcy spróbują odpowiedzieć na pytanie, dlaczego broń została wbita w ziemię pionowo – czy było to celowe ukrycie, depozyt wotywny, czy może element dawnego pochówku? Miecz trafił pod opiekę konserwatorów, a dumny znalazca nie ukrywa, że już nie może doczekać się kolejnych wyjść w teren.

Karolina Osińska-Marcińczyk, fot. Marcin Wiśniewski

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *