Strona główna / Wywiady / Marta Dobiega: Nie czekaj, aż przestaniesz się bać

Marta Dobiega: Nie czekaj, aż przestaniesz się bać

Kocha taniec, śpiew i języki obce. Organizuje w Wałbrzychu „Bachatową Odyseję”. Posłuchać jej można nawet… na ulicy. Uważa, że bachata uczy uważności, zaufania i czułości. Z Martą Dobiegą rozmawia Karolina Osińska-Marcińczyk.

Zacznijmy od podstaw: czym jest bachata, czym ona jest dla Pani?

Bachata wywodzi się z Dominikany i dla wielu osób jest po prostu tańcem. Dla mnie to jednak coś znacznie więcej – to język emocji, sposób wyrażania siebie i budowania relacji z drugim człowiekiem. To przestrzeń, w której można na chwilę zwolnić, wrócić do swojego ciała i poczuć prawdziwą obecność. Bachata uczy uważności, zaufania i czułości – zarówno wobec partnera, jak i samej siebie.

Jest Pani filologiem angielskim, a jak nauczyła się Pani hiszpańskiego?

Miłość do języków zawsze była częścią mojego życia. Ukończyłam filologię angielską, ale z czasem odkryłam, że świat bachaty naturalnie prowadzi mnie również do języka hiszpańskiego. Gdy pojechałam na jeden z pierwszych festiwali do Hiszpanii, byłam przekonana, że skoro znam angielski, to dogadam się ze wszystkimi. Rzeczywistość okazała się inna – Hiszpanie chcieli rozmawiać po hiszpańsku. I wtedy coś we mnie kliknęło: skoro oni tak funkcjonują, to ja też chcę wejść w ich świat. Podjęłam wyzwanie. Przez trzy lata uczyłam się codziennie, około godziny dziennie. Mam predyspozycje językowe, dlatego nauka przychodziła mi stosunkowo łatwo. Uczyłam się przede wszystkim poprzez muzykę, rozmowy z tancerzami i instruktorami z krajów hiszpańskojęzycznych oraz codzienny kontakt z kulturą latynoską. Chciałam rozumieć, o czym śpiewają artyści w bachatowych utworach. Moment, w którym zaczęłam je „rozszyfrowywać”, dawał mi ogromną radość. Co ciekawe, śpiewam również po hiszpańsku i jestem w trakcie tworzenia autorskich utworów inspirowanych światem bachaty. Jednym z nich jest „Odisea de bachata”, która powstała na potrzeby projektu „Bachatowa Odyseja”. Wierzę, że najskuteczniej uczymy się wtedy, gdy język staje się częścią naszej pasji.

Języki i taniec… mają coś wspólnego?

Zdecydowanie tak. Zarówno języka, jak i tańca uczymy się poprzez praktykę, popełnianie błędów i odwagę do komunikacji. W obu przypadkach najważniejsze nie jest perfekcyjne opanowanie zasad, ale umiejętność wyrażania siebie. Można znać wszystkie reguły gramatyczne i bać się mówić. Można też znać wszystkie kroki i bać się tańczyć. Taniec i języki uczą otwartości, słuchania i budowania relacji.

Mówi Pani o sobie: nauczycielka z powołania, instruktorka tańca z pasji, wokalistka z zamiłowania. Co Pani śpiewa i gdzie można Panią usłyszeć?

Muzyka jest ze mną od zawsze. Śpiewam przede wszystkim utwory soulowe i healingujące, ale w ostatnim czasie coraz bliższe są mi również latynoskie brzmienia. Najbardziej cenię muzykę, która opowiada historie i porusza emocje. Można mnie usłyszeć podczas lokalnych wydarzeń, projektów artystycznych i okazjonalnych koncertów. Czasami śpiewam również na ulicy – i to właśnie te spontaniczne spotkania z ludźmi uszczęśliwiają mnie. Coraz częściej tworzę również autorskie utwory inspirowane światem bachaty. Coraz częściej łączę też śpiew z tańcem, bo wierzę, że ruch i muzyka wzajemnie się dopełniają. Moim marzeniem jest połączenie śpiewu i tańca w jednym projekcie – tańca do muzyki na żywo. Być może już niedługo uda się je zrealizować w jednej z naszych lokalnych instytucji. Proszę trzymać kciuki.

Każdy może stać się mistrzem bachaty?

Jestem przekonana, że każdy może nauczyć się tańczyć. Nie każdy musi zostać mistrzem turniejowym, ale każdy może odnaleźć w bachacie radość, swobodę i swój własny styl. Talent pomaga, ale to regularność, cierpliwość i systematyczność decydują o postępach. Najważniejsze jest to, żeby nie porównywać się do innych i pozwolić sobie na bycie początkującym – a to bywa najtrudniejsze.

Co jest najtrudniejsze w tańcu?

Najtrudniejsze rzadko są same kroki. Największym wyzwaniem jest odpuszczenie kontroli. Wiele osób przychodzi na zajęcia z przekonaniem, że wszystko musi być idealne. Tymczasem taniec zaczyna się tam, gdzie kończy się lęk przed oceną. Kiedy przestajemy myśleć o tym, jak wyglądamy, a zaczynamy czuć muzykę i własne ciało, dzieje się prawdziwa magia. Wstyd i lęk są w nas bardzo głęboko zapisane, dlatego często mówię, że naukę tańca warto zacząć właśnie od puszczenia wstydu i lęku. Często słyszę od kursantek, że na moich zajęciach „puszcza im wstyd”. I wierzę, że ogromne znaczenie ma tutaj instruktor. Jeśli instruktor jest spięty, kontrolujący i niepracujący nad sobą, trudno oczekiwać, że grupa się otworzy. Natomiast instruktor, który pozwala sobie na autentyczność, daje innym zgodę na to samo. Bo prawda jest taka, że tańczymy tak, jak żyjemy. Na ile pozwalamy sobie w życiu, na tyle pozwalamy sobie również w tańcu.

Taniec w parze czy solo?

Prowadzę zarówno zajęcia w parach, jak i solo. Taniec w parze uczy komunikacji, współpracy i zaufania. Z kolei zajęcia solo budują pewność siebie, świadomość ciała i własny styl. Te dwa światy doskonale się uzupełniają.

Który rodzaj bachaty Pani preferuje?

Każdy styl ma w sobie coś wyjątkowego. Uwielbiam energię, pracę nóg i bioder oraz ten naturalny, organiczny luz bachaty dominikańskiej, kreatywność i dynamikę bachaty moderny oraz płynność i emocjonalność bachaty sensual. Najbliższa jest mi jednak bachata sensual, ponieważ daje ogromne możliwości wyrażania emocji i budowania głębokiego połączenia – zarówno z muzyką, jak i z samą sobą.

„Bachatowa Odyseja” – proszę opowiedzieć o projekcie.

„Bachatowa Odyseja” to autorski projekt artystyczny, który łączy taniec, muzykę i wyjątkowe przestrzenie w emocjonalną opowieść o bliskości, naturze i czasie. Projekt połączył tancerzy z Wałbrzycha, Świebodzic i Świdnicy. Był to czas niezwykle natchniony i intensywny, a zaangażowanie ludzi przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Było to spotkanie ludzi połączonych pasją – ludzi, którzy potrzebują tworzyć, angażują się całym sercem i wierzą, że razem można zbudować coś naprawdę pięknego. Najpiękniejszy był jednak sam proces – wieczory spędzone na wybieraniu strojów, nocne układanie choreografii, tworzenie muzyki i przygotowania do występów. Jestem ogromnie wdzięczna, że kilkadziesiąt osób zaufało mojej artystycznej wizji i weszło w ten projekt bez chwili zawahania. Ich energia, zaangażowanie i radość były po prostu bezcenne. To doświadczenie uświadomiło mi, jak bardzo ludzie potrzebują się wyrażać, tworzyć i być widzianymi. Jeszcze mocniej poczułam misję, by realizować tego typu projekty w Wałbrzychu. Jeśli jeszcze nie widzieliście „Bachatowej Odysei”, zapraszam na stronę „Marta Dobiega – Bachata Wałbrzych” – film jest dostępny w przypiętych materiałach. Już wkrótce pojawi się kolejny projekt – „Jednym Rytmem”. To autorski projekt, który został zauważony i otrzymał dofinansowanie w ramach Dolnośląskiego Stypendium Artystycznego. Jestem w trakcie tworzenia wizji. Jeśli miałabym powiedzieć jedną rzecz osobom, które marzą o tańcu, ale wciąż się wahają, powiedziałabym: nie czekaj, aż przestaniesz się bać. Przyjdź taki, jaki jesteś. Bo taniec nie wymaga perfekcji – wymaga obecności.

Dziękuję za rozmowę.

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *