Strona główna / Wywiady / Kasia Raducka-Kuśta: Nostalgia zaklęta w pięknie prac

Kasia Raducka-Kuśta: Nostalgia zaklęta w pięknie prac

Unikalny styl, ukryta symbolika, emocje. Jej prace potrafią poruszyć najgłębsze struny ludzkiej wrażliwości. Wybrała własną, unikalną ścieżkę artystyczną, a w swoich pracach łączy techniczną precyzję z niezwykłą emocjonalnością. Tak powstają autorskie grafiki, ilustracje oraz dekoracje w stylach vintage, retro, shabby chic i prowansalskim. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, Katarzyna Raducka-Kuśta wraca wspomnieniami do dzieciństwa, początków swojej pasji i tworzenia, a także na przekór dawnej nauczycielce plastyki udowadnia, że w jej rękach drzemie ogromny talent.

W sieci znana jest Pani jako Lotte_art. Skąd wzięła się ta nietypowa nazwa?

KK: Nazywam się Katarzyna (Kasia) Raducka-Kuśta i od urodzenia mieszkam w Wałbrzychu. Jeśli ktoś nie kojarzy, gdzie leży Wałbrzych, to podpowiem tylko dwa słowa: „Złoty Pociąg”.

Moją pasją jest rękodzieło, a szczególne miejsce w moim sercu zajmują decoupage, mixed media oraz projektowanie autorskich grafik i papierów ryżowych. Nazwa Lott_art ma dla mnie bardzo osobiste znaczenie. „Lotte” to zdrobnienie od imienia mojej mamy – Leokadia. Z opowieści mamy i babci wiem, że po prostu nikomu nie chciało się mówić „Leokadia”, a nawet „Lodzia”, więc z czasem powstało „Lotte”. Ot, cała historia.  Kiedy mama odeszła, postanowiłam wykorzystać to imię w nazwie swojej marki. Dzięki temu mam poczucie, że wciąż jest obecna w tym, co tworzę, i po swojemu czuwa nad moimi pomysłami – nawet tymi najbardziej szalonymi.

W swoich pracach często łączy Pani różne techniki, zahaczając o styl vintage, romantyczny czy steampunk. Skąd czerpie Pani inspiracje na tak unikalne połączenia?

KK: Inspiracje… może nie będzie to zbyt oryginalna odpowiedź, ale one po prostu same do mnie przychodzą. Na pewno jest to również kwestia czasu i doświadczenia. Od lat obserwuję innych rękodzielników, uczę się nowych technik, eksperymentuję i szukam własnej drogi. Mam też taki charakter, że zawsze idę trochę pod prąd. Skąd mi się to wzięło? Tego chyba nawet najstarsi górale nie wiedzą. Tak naprawdę za każdą pracą stoją godziny nauki, prób i błędów, a czasem także poprawek, poprawek i jeszcze raz poprawek. Nieraz patrzę na jakiś projekt i myślę sobie: „A co tam, połączę to z tym – przecież czemu nie?”. Bardzo często najpierw widzę projekt w wyobraźni. Pojawia się obraz, klimat, kolory czy detale, a potem staram się przenieść tę wizję do rzeczywistości. I chyba właśnie dlatego tak naturalnie łączę różne style – bo w mojej głowie one od początku tworzą jedną całość.

Tworzy Pani i wydaje własne serie grafik i papierów ryżowych. Jak wygląda proces ich tworzenia?

KK: Proces tworzenia moich grafik i papierów ryżowych zaczyna się może nieco nietypowo. Nie od techniki, nie od programu komputerowego i nie od nagłego olśnienia. Najpierw zadaję sobie pytanie: co chciałabym przekazać danym projektem i jakie emocje ma on wywołać.

Bardzo często inspiracją są wspomnienia z dzieciństwa – wakacje spędzane u dziadków, ogród mojej mamy, miejsca, sytuacje i drobne szczegóły, które zapamiętałam na lata. To właśnie te obrazy wracają do mnie podczas tworzenia. Muszę też przyznać, że grafiki tworzę stosunkowo od niedawna, więc nie uważam się za ekspertkę w tej dziedzinie. Wychodzę jednak z założenia, że same umiejętności techniczne to nie wszystko. Równie ważna jest wyobraźnia, odpowiedni klimat, kolory i detale, które potrafią przenieść odbiorcę do określonego miejsca lub czasu.

Dlatego często siadam i po prostu długo kombinuję. Przypominam sobie, jak wyglądała wiejska chata, jaki miała kolor, czy w danej chwili świeciło słońce, czy był już zachód, a nawet jaki odcień miały róże w ogrodzie. A jeśli pamięć nie podpowiada wszystkiego dokładnie, pozwalam sobie na odrobinę artystycznej swobody.

Która z technik sprawia Pani najwięcej radości, a która stanowi największe wyzwanie?

KK: Szczerze mówiąc, jestem wobec swoich prac bardzo krytyczna. Kiedy skończę projekt i odłożę go na półkę, bardzo często myślę sobie: „A mogłam to zrobić inaczej…”.  Dlatego najlepszą metodą jest dla mnie schowanie gotowej pracy do szafy i niepatrzenie na nią przez jakiś czas.

Jeśli chodzi o techniki, to najbardziej lubię je ze sobą łączyć. Trudno byłoby mi wybrać jedną ulubioną, bo największą radość sprawia mi możliwość eksperymentowania.

A największa radość z projektu? To, że w końcu go skończyłam!

Jeśli chodzi o malarstwo, to jest ono zdecydowanie moją piętą achillesową. Potrafię domalować niebo, zmienić kolor włosów czy drzew, ale gdybym miała stworzyć obraz od podstaw, to obawiam się, że wszyscy bardzo długo czekaliby na efekt końcowy. Największym wyzwaniem bywają dla mnie kolory. Szczególnie różowy i niebieski. Najlepiej odnajduję się w kolorach ziemi, ale lubię przełamywać je mocniejszym akcentem kolorystycznym, takim małym „bum!”, które sprawia, że na projekcie zaczyna dziać się coś ciekawego.

Dlaczego sielskie klimaty i motywy baśniowe są tak bliskie Pani sercu?

KK: Całe życie mieszkam w mieście, dlatego wieś zawsze kojarzyła mi się z wolnością. Trudno to opisać słowami, bo takie rzeczy trzeba po prostu poczuć. Cisza lasu, śpiew ptaków, zapach mchu i drzew, kolory natury oraz przestrzeń, która nas otacza. Jeśli chodzi o motywy baśniowe, towarzyszą mi one właściwie przez całe życie. Należę do pokolenia, które pamięta słuchowiska radiowe i długie godziny spędzone z książkami.  Co ciekawe, zawsze wybierałam książki bez ilustracji. Wolałam sama wyobrażać sobie bohaterów i miejsca.  Dlatego powstały serie inspirowane baśniami i literaturą, takie jak „Calineczka”, „Czerwony Kapturek”, „Alicja w Krainie Czarów” czy „Mały Książę”. Kto wie, może kiedyś zostanę ilustratorką? Życie już nieraz mnie zaskoczyło.

A na koniec przypomina mi się pewna historia. W szkole usłyszałam kiedyś od nauczycielki plastyki: „Kaśka, ty to raczej nie masz talentu do tworzenia i chyba już tak zostanie”.  Cóż… mam nadzieję, że gdyby dziś zobaczyła moje prace, byłaby równie zaskoczona jak ja sama.

Ile czasu zajmuje tworzenie dekoracji?

KK: Trudno jednoznacznie określić czas powstawania projektu. Wszystko zależy od jego wielkości, ilości detali i od tego, co w trakcie tworzenia postanowię jeszcze do niego dodać.

Samo przyklejenie grafiki czy pomalowanie bazy już dawno przestało mi wystarczać. Zawsze mam potrzebę dodania czegoś więcej – faktury, odlewów, przestrzennych elementów czy detali inspirowanych naturą. Chcę, aby osoba, która otrzyma projekt, mogła za każdym razem odkrywać nowe szczegóły. Myślę, że właśnie na tym polega magia moich prac. Nie chcę, aby były oczywiste. Lubię, kiedy potrafią zaskoczyć.

Pani prace to nie tylko sztuka, ale też piękna opowieść. O czym?

KK: To rzeczywiście trudne pytanie. Myślę, że moje prace są opowieścią o tym, że czasem wystarczy zrobić pierwszy krok. W rękodziele jest trochę tak, że kiedy już się zacznie, bardzo trudno przestać. To także opowieść o przemianie. O tym, że zwykły przedmiot można zamienić w coś niepowtarzalnego. Za każdym projektem stoi jakiś pomysł, wspomnienie albo uczucie, które próbuję przekazać odbiorcy. Mam nadzieję, że osoba, która trafi na moje projekty, zobaczy nie tylko dekorację, ale także człowieka stojącego po drugiej stronie. Osobę, która czasem za dużo mówi, bywa do bólu szczera podczas transmisji na żywo i przede wszystkim pozostaje zwyczajnym człowiekiem.

Czy jest jakaś epoka lub motyw, który chciałaby Pani jeszcze przenieść do swoich prac?

KK: Szczególnie bliskie są mi słowiańskie legendy i wierzenia. Od zawsze fascynował mnie świat ukryty pomiędzy rzeczywistością, a wyobraźnią. Lasy pełne tajemnic, stare opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie, magia natury i bohaterowie żyjący gdzieś na pograniczu baśni i prawdziwego życia. Jedną z takich prac była księga inspirowana postacią Leszego, którą tworzyłam podczas transmisji na żywo. Przy okazji opowiadałam uczestnikom, kim był Leszy w słowiańskich wierzeniach i dlaczego ta postać tak bardzo mnie fascynuje. Kto wie, może kiedyś powstanie cała kolekcja inspirowana słowiańskimi legendami.

Ludzie chcą się uczyć rękodzieła?

KK:  Tak, i to bardzo. Myślę, że ludzie chcą próbować czegoś nowego i przekonać się, że rękodzieło nie jest zarezerwowane wyłącznie dla osób szczególnie uzdolnionych artystycznie.

Dla wielu osób jest to także sposób na oderwanie się od codzienności, forma relaksu i wyciszenia.

Jak ktoś kiedyś powiedział: „Śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej”.  Myślę, że z rękodziełem jest bardzo podobnie. Na początku nie wszystko wychodzi idealnie, ale z czasem przychodzą umiejętności i pewność siebie.

Każdy może się nauczyć czy trzeba mieć artystyczny dryg?

KK: Moja odpowiedź może być trochę przewrotna.  Czy każdy może się nauczyć? Tak, zdecydowanie. Jednak posiadanie artystycznego drygu na pewno pewne rzeczy ułatwia. Łatwiej wtedy dobierać kolory, łączyć elementy i tworzyć spójną całość. Osobiście bardzo pomaga mi to, że moją pierwszą pasją były dekoracja i aranżacja wnętrz. Od zawsze lubiłam dobierać kolory, dodatki i tworzyć przestrzenie przyjazne dla ludzi. Dziś dokładnie te same zasady przenoszę do swoich projektów.

Jaki był najbardziej nietypowy materiał, którego użyła Pani w swojej pracy?

KK: Jeśli chodzi o media, pasty strukturalne czy złocenia, to dla osób zajmujących się decoupage nie są one wcale takie nietypowe.  A prawda jest taka, że niezależnie od ilości materiałów zawsze brakuje półek, pudełek i miejsca na kolejne „przydasie”. Jeśli jednak miałabym wskazać najbardziej nietypowy materiał, to byłaby to taśma malarska w formie siatki przeznaczona do maskowania łączeń między płytami. Pomyślałam, że skoro leży samotnie, to może warto dać jej nowe życie towarzystwie dekorowanej butelki.  Drugim nietypowym materiałem były paprocie. Podczas spaceru zebrałam kilka liści, wsadziłam je do kieszeni i po drodze stwierdziłam: „A co tam, zrobię z tego projekt na żywo”. Tak właśnie powstał wazon ozdobiony prawdziwymi paprociami.

Jak wyglądała ewolucja Pani stylu?

KK: Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że zmiana jest ogromna. Moje pierwsze projekty były przede wszystkim eksperymentami. Sprawdzałam, co można wykorzystać, jakie media są dostępne na rynku i jak działają poszczególne preparaty. Oczywiście nie obyło się bez błędów, ale uważam, że są one nieodłączną częścią każdej twórczej drogi. Mimo że dziś mam dużo większe doświadczenie, nadal się uczę. Rynek rękodzielniczy cały czas się zmienia, pojawiają się nowe produkty i możliwości. I nie ukrywam, że czasem mam ochotę poklepać się po plecach i powiedzieć: „Dałaś radę, kobieto. Kto by pomyślał?”. Na pewno nie pani od plastyki.

Jak postrzega Pani tradycyjne rzemiosło w dobie sztucznej inteligencji?

KK: To prawda, że technologia coraz mocniej wkracza do świata sztuki i rękodzieła. I niezależnie od tego, czy nam się to podoba, czy nie, ten proces będzie postępował. Moim zdaniem najważniejsze jest to, jak sami zdecydujemy się z tych narzędzi korzystać i gdzie postawimy granicę. Sama wykorzystuję nowoczesne technologie przy tworzeniu grafik oraz przygotowywaniu wizualizacji projektów. A dlaczego? Powód jest bardzo prosty – jestem słabym fotografem. Ot, cała tajemnica Nie wierzę jednak, aby technologia mogła zastąpić ludzkie ręce, doświadczenie i wrażliwość twórcy. Przedmioty wykonane ręcznie zawsze będą wyjątkowe, ponieważ niosą ze sobą coś więcej niż sam efekt końcowy – pokazują pasję, umiejętności, charakter i historię osoby, która je stworzyła. Uważam, że jeśli korzystamy z nowych technologii, warto robić to z wyczuciem. Tak, aby nie zatracić siebie, własnego stylu i radości płynącej z tworzenia. Bo to właśnie człowiek powinien pozostać najważniejszym elementem całego procesu twórczego. 

Dziękuję za rozmowę

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *