W blasku Słońca, które chyliło się ku zachodowi, Łukasz Osiński zagrał koncert relaksacyjny na handpanie w Młynie Hilberta w Dzierżoniowie. Błogość, relaks, wejrzenie w głąb siebie… To sprawiło, że po ostatnim tonie uczestnicy wydarzenia długo jeszcze nie chcieli podnieść się z mat.
Handpan, instrument przypominający swoim kształtem tajemniczy latający spodek, posiada niezwykłą właściwość przenoszenia słuchaczy w zupełnie inny wymiar. Jego dźwięk jest niezwykle ciepły, okrągły i krystalicznie czysty. Dźwięki wygrywane na metalowej powłoce nie tylko wpadają do ucha, ale przede wszystkim wibrują w ciele, działając jak subtelny, wewnętrzny masaż dla układu nerwowego. Kojące tony handpanu sprawiają, że umysł naturalnie zwalnia, odcina się od codziennego zgiełku i natłoku myśli, zapraszając do bezpiecznej, wewnętrznej podróży.



Magia dzierżoniowskiego koncertu tkwiła jednak w jeszcze jednym, niezwykle istotnym szczególe. Łukasz Osiński zagrał na instrumencie nastrojonym w częstotliwości 432 Hz. Współczesna muzyka, której słuchamy na co dzień w radiu, niemal w całości opiera się na standardowym stroju 440 Hz. Tymczasem to właśnie częstotliwość 432 Hz od lat fascynuje badaczy i terapeutów dźwiękiem, będąc nazywaną „częstotliwością wszechświata” lub „strojem naturalnym”.
Uważa się, że wibracja 432 Hz idealnie współgra z rytmem natury, biciem ludzkiego serca i falami mózgowymi, wspierając procesy samouzdrawiania organizmu. Słuchanie muzyki nastrojonej w ten sposób obniża poziom kortyzolu, uwalnia napięcia zgromadzone w ciele, łagodzi lęki i synchronizuje obie półkule mózgowe. To dźwięk, który nie drażni, lecz otula i naprawia.
Połączenie historycznych, surowych murów Młyna Hilberta ze złotym światłem zachodzącego słońca i uzdrawiającą wibracją handpanu stworzyło przestrzeń absolutnego wyciszenia. Uczestnicy ułożeni na matach, z zamkniętymi oczami, mogli bez reszty poddać się dźwiękowej fali. To właśnie ta idealna harmonia sprawiła, że gdy w przestrzeni Młyna wybrzmiał ostatni, cichnący ton, nikt nie miał ochoty wracać do rzeczywistości. Z tego stanu głębokiej błogości po prostu nie chciało się wychodzić.
Tekst i foto Karolina Osińska-Marcińczyk











