Mówi się, że można za kimś wskoczyć w ogień. „Jolanta Trz Zachwycona Światem”, czyli Jolanta Trzcińska ze Szklarskiej Poręby, ma taką moc, że panie za nią wskakują w śnieg i lód… w sukienkach. Po zimowej sesji fotograficznej na szczycie Szrenicy porozmawiała o niej i nie tylko z Karoliną Osińską-Marcińczyk.

Pierwszą sesję w sukienkach na Szrenicy miałyście latem. To pewnie było bardzo przyjemne doświadczenie. A jak było zimą?
Mimo niskiej temperatury było ekscytująco, jeszcze bardziej niż latem… Większość uczestniczek morsuje, więc zimno im nie przeszkadzało, za to dało nam dodatkowe endorfiny.
Skąd w ogóle taki pomysł, żeby fotografować się na szczycie w pięknych sukienkach?
Od kilku lat tworzę warsztaty dla kobiet, na których punktem stałym jest sesja zdjęciowa w sukienkach, często w nietypowych warunkach, jak wodospady, góry i tym podobne.
Ile Was było?
W letniej edycji około dwudziestu, w zimowej piętnaście.
Mówiła Pani, że każda z Was szła z intencją lub bez… Jaką intencję miała Pani?
Chciałam, żeby każda dziewczyna poczuła się silna i piękna. Osobiście też tego potrzebowałam.
Przed Panią majowe wejście na Śnieżna Kotły, znów z „Sukienką w plecaku”.
Majowa edycja odbędzie się 16 maja, sześć dni po moich urodzinach, więc je dodatkowo uczczę. kończę 47 lat.
A morsowanie? Od kiedy zażywa Pani lodowatych kąpieli?
Morsuję od ośmiu lat, biegam, propaguję aktywny tryb życia w naturze. To po prostu mój styl życia, balans jest moim najważniejszym celem.
Czym zajmuje się Pani na co dzień?
Na co dzień prowadzę (dzierżawię) pensjonat w Szklarskiej Porębie. „Uciekłam” z korporacji w góry. Robię warsztaty z morsowaniem i rozwojowe dla kobiet.
Dziękuję za rozmowę.



Fot. Z łąk i lasów – Justyna Musiał












