Strona główna / Wywiady / Odczarowują lokalną tożsamość

Odczarowują lokalną tożsamość

Choć inicjatywa ma charakter oddolny i ściśle lokalny, ich murale i akcje społeczne przyczyniają się do zmiany postrzegania miasta zarówno przez mieszkańców jak i turystów. Ludzie skupieni wokół grupy Gottesberg Art Kolektyw tchnęli w lokalny krajobraz ducha nowoczesności i surowej, postindustrialnej estetyki. Agnieszka Góralczyk pyta współzałożycielkę grupy, Annę Nelke m.in. o kulisy powstania kolektywu, projekty i prezentację sztuki poza murami galerii i muzeów.

Kto tworzy grupę ?

AN: Kolektyw to grupa ludzi, którzy realizują jakiś wspólny cel. W naszym przypadku skład ekipy zmienia się w zależności od zadania, więc nie jest stały. Oprócz nas, powiedzmy założycieli, czyli Marcina Mielcarka i mnie, czyli Anny Nelke, do najbardziej zaangażowanych należą nasi najbliżsi: rodzina, przyjaciele. Dołączają do nas sąsiedzi, mieszkańcy, osoby obserwujące nas w mediach społecznościowych, a nawet przypadkowi przechodnie. Wciąż tworzymy grupę twórców i aktywistów, a nie instytucję, czy stowarzyszenie. Nasza działalność ma charakter społeczny i obywatelski powiązany z lokalną pamięcią historyczną oraz kulturą miasta.       

Jaki był impuls do powstania Kolektywu?

AN: Trudno dokładnie określić, kiedy to się stało. Jako grupa nieformalna, bez hierarchii i struktur, podejmowaliśmy różne inicjatywy jeszcze zanim wpadliśmy na pomysł nazwania się, określenia. Może było to w momencie pierwszej wspólnej pracy podczas uczestnictwa w projekcie „Czytanie miasta” w ramach ESK Wrocław 2016, do którego zaproszono nas wraz z podopiecznymi jednej ze świetlic środowiskowych. Albo później, gdy zespół osób spontanicznie włączających się w nasze przedsięwzięcia zaczął rosnąć. Ci ludzie zaczęli budować pewne grono wokół nas, najpierw przyglądając się, potem proponować wszelkiego rodzaju wsparcie, w końcu aktywnie uczestnicząc. Na FB pod nazwą GottesbergArt Kolektyw pojawiliśmy się w czerwcu 2020 roku, bo bardzo zależało nam na dotarciu do większej grupy mieszkańców w trakcie przygotowań do naszej pierwszej plenerowej wystawy fotografii. W otwartej przestrzeni, na skwerze przy skrzyżowaniu ulic Racławickiej i Sienkiewicza, zaprezentowaliśmy serię wielkoformatowych portretów Marka „Kermita” – przyjaciela Marcina, postaci znanej i na swój sposób barwnej. Wystawa nosiła tytuł „Ku pamięci” i była połączona z warsztatami dekorowania toreb bawełnianych przy użyciu szablonów z podobizną Marka i farb w sprayu. Za udział w warsztatach można było się odwdzięczyć przekazując datek na rzecz Fundacji Na Pomoc Zwierzętom. Ponad 20 fotografii zawiesiliśmy na linach obwiązanych wokół drzew okalających park. Pożyczyliśmy też namiot eventowy od OSiR Boguszów-Gorce, ktoś przytargał sprzęt audio-video, sąsiedzi użyczyli energii elektrycznej i wyświetlaliśmy klip specjalnie na tą okazję zmontowany, oczywiście z Markiem w roli głównej. Autorem zdjęć jest Marcin, klip zrobił Paweł S., warsztaty prowadziłam ja. Tadek pomagał z prądem i sprzętem, Waldek z transportem i wspierał technicznie. Prezeska fundacji, Asia, razem z wolontariuszką ogarniały zrzutkę. W sumie zrobiła się z tego fajna akcja sąsiedzko-społeczna, ciekawe spotkanie pod chmurką. To chyba był ten moment, gdy Kolektyw zaczął się zawiązywać, a reakcja ludzi na wydarzenie pokazała nam, że można wspólnie coś większego zrobić w mieście, a nie tylko tworzyć indywidualne prace, często „do szuflady”.

Każdy z Was ma inną pasję i hobby – od fotografii przez rysunek, malarstwo, street art po rękodzieło. Jak wykorzystujecie Wasze pasje, aby aktywizować mieszkańców?

AN: Mamy wrażenie, że mieszkańcy się trochę sami aktywizują, bo po prostu interesuje ich to, co robimy i cieszą się, gdy mogą stać się w jakimś stopniu tego częścią. Wystarczy, że damy impuls. W praktyce wygląda to tak, że dajemy znak/sygnał, bo potrzebujemy coś wypożyczyć, zrobić zrzutkę na farby, przetransportować, albo że szukamy ściany na mural, miejsca na wystawę, drabiny, opieki nad dziećmi podczas akcji tworzenia czy w trakcie wydarzenia. Wsparciem może być kapelusz, fotorelacja, catering, logistyka… No i ludzie odpowiadają na takie impulsy. Tak stają się kolektywem. Bez nich wiele rzeczy po prostu byłoby trudno zrealizować. Zaskakują nas te reakcje na zaproszenie do „dziania się”, zawsze pozytywne, a my ze swojej strony zawsze staramy się jakkolwiek podziękować. Jeśli chodzi o pasje to nie jest tak, że jedna osoba fotografuje, a inna maluje. Marcin zajmuje się chyba wszystkim, z dużym naciskiem na fotografię/fotomontaż, street art, malowanie, tworzenie instalacji, kolaży, zbieractwo artefaktów miejskich. W programach graficznych projektuje szablony na murale i wykonuje je. Ja mam podobnie, z tym, że zamiast fotografii i projektów szablonów tworzę więcej rękodzieła, rysunki, ostatnio ceramikę. Zajmuję się też szeroko pojętą logistyką i planowaniem wydarzeń kolektywu. Natan, nasz syn, lat 9, marzy o zorganizowaniu kilku alternatywnych wystaw, otwarciu miejskiego muzeum i z pasją gromadzi wszelkie „znajdki”, pomaga też w malowaniu murali, planowaniu dziwnych akcji i jest pomysłodawcą wykonania makiety starego dworca kolejowego.  W ogóle praca nad projektami odbywa się w sposób zbiorowy. W kolektywie są nie tylko „artyści”. Na jednych można zawsze liczyć w kwestiach technicznych, sprzętowych, transportowych. Inni wspierają obecnością, uczestnictwem, opieką najmłodszych, cateringiem itd. Czasem ktoś pokazuje nasze prace na FB przyczyniając się do promowania naszych działań. Są też mieszkańcy i sąsiedzi przekazujący nam unikatowe pamiątki związane z historią naszego miasta. Wielu daje naszym projektom wsparcie materialno-finansowe. Kładziemy nacisk na współpracę, wymianę idei i eksperyment. Przez to często autorstwo staje się rozproszone lub wspólne.

Skąd czerpiecie inspiracje do Waszych projektów street artowych? Opowiecie o nich?

AN:  Pomysły na projekty są związane z lokalną tożsamością miejsca oraz z historią miasta Boguszów/Gottesberg. Inspiracje wynikają z kilku nakładających się źródeł: lokalnej historii miasta, naszych osobistych doświadczeń oraz estetyki kultury ulicznej. Wykorzystujemy archiwalne zdjęcia mieszkańców i miasta, w tym wykonane przed 1945 rokiem w lokalnych zakładach fotograficznych, dawne pocztówki, wizerunki budynków i zakładów przemysłowych. Portretujemy osoby ważne dla naszej boguszowskiej społeczności jak i nieznane, anonimowe osoby. Dzięki temu murale i obrazy pełnią funkcję wizualnej rekonstrukcji i pamięci miejsca.

Zdjęcie pracowników browaru Gottesberg wykonane 16 października 1904 roku stało się inspiracją do akcji „Mielcarze” i „Mielcarze 2.0”. Na kilka dni przed 120 rocznicą wykonania tej zbiorowej fotografii, którą wcześniej przerobiliśmy na mural przy ul. Strażackiej, zebraliśmy się na placu przy ruinach browaru, aby zrekonstruować zdjęcie. Przyszła całkiem spora ekipa mieszkańców, w większości poprzebieranych, inni korzystali z garderoby na miejscu. Ktoś załatwił beczki, skrzynki, zbieraliśmy akcesoria po wszystkich znajomych. To było duże wyzwanie. I duży okazał się miejski kolektyw.  Inspiracją są również wspomnienia mieszkańców, co było widoczne np. w projekcie „Czytanie miasta” i akcją „Pamiętam, że…” związanymi z ESK Wrocław 2016. W ten sposób dokumentujemy historię mówioną, upamiętniamy lokalne postacie i wzmacniamy identyfikację mieszkańców z miastem. Pod względem formalnym nasze prace inspirowane są kultura graffiti i street artu. Korzystamy z techniki szablonu, grafika bywa wielkoformatowa, paleta barw jest ograniczona, a większość prac to portrety. Duży wpływ na styl prac ma twórczość Marcina, która charakteryzuje się portretową grafiką szablonową, inspiracją fotografią i przenoszeniem prac w przestrzeń publiczną. Kolejną inspiracją jest przemysłowa historia regionu wałbrzyskiego i krajobraz Sudetów. Motywy przejawiające się w projektach to dawne kopalnie, browary, sklepy, zakłady pracy i infrastruktura kolejowa budujące postindustrialną atmosferę miasta. W efekcie powstają murale i miniatury szablonowe będące jednocześnie przejawami sztuki ulicznej jak i formą wizualnej kroniki miasta.

Jak Wasz kolektyw wpływa na wizerunek Boguszowa – Gorc?

AN: W naszej, bardzo subiektywnej opinii, wpływamy na wizerunek miasta na poziomach kulturowym, społecznym i wizerunkowym. Choć inicjatywa ma charakter oddolny i ściśle lokalny, nasze murale i akcje społeczne przyczyniają się do zmiany postrzegania miasta zarówno przez mieszkańców jak i turystów. Mieszkańcy mogą identyfikować się z przedstawionymi w pracach motywami, uczestniczyć, a lokalna przeszłość zostaje przywrócona do przestrzeni publicznej. Murale ożywiają zaniedbane ściany, nadają przestrzeni bardziej kreatywny charakter, przyciągają też uwagę przechodniów i odwiedzających. Staramy się wpływać na zmianę narracji o mieście, które przez wiele lat było postrzegane przez pryzmat przemysłowej przeszłości i problemów ekonomiczno-społecznych. Przez aktywność artystyczną chcemy budować naszą społeczność i tym samym tworzyć autentyczne miejsce kultury oddolnej.  Projekty takie jak akcja „Pamiętam, że…”, wystawy w nietypowych przestrzeniach (jak park, czy dawny sklep tymczasowo przekształcony na Centrum Kultury Nieformalnej „Zaraz wracam”), akcja „Mielcarze 2.0” angażowały mieszkańców w tworzenie wspólnej opowieści o mieście. Efektami były: integracja, tworzenie przestrzeni do rozmowy o historii i tożsamości oraz włączenie mieszkańców w proces tworzenia sztuki.

Jakie historie z Boguszowa – Gorc są najbardziej fascynujące?

AN: Te, o których już mało kto mówi, a większość o nich zapomniała. Spisane w kronikach i pamiętnikach. Nie ukrywamy, że interesują nas wszelkie kwestie związane ze śladami historii miasta od momentu jego założenia. Skupiamy się przede wszystkim na Boguszowie, bo czujemy, że to nasze miejsce. Z pasją odkrywamy niewidziane wcześniej pocztówki, fotografie czy stare mapy.  Docieramy do miejsc, gdzie dawniej stały domy, gospody, zakłady przemysłowe i wszelkie inne obiekty, w których dawno temu żyli i pracowali ludzie. Po tych miejscach do dziś przetrwały nieraz tylko fragmenty fundamentów lub ścian, czasem tylko oznaczenie na mapie mówi o danym obiekcie, a w przestrzeni już nie ma śladów. Zdarza się, że znajdziemy w przydrożnym rowie lub dostaniemy od kogoś prawdziwe „skarby”, takie jak fragmenty zastawy z dawnej restauracji, buteleczki z nieistniejących aptek i rozlewni, korki porcelanowe czy jakiś kluczyk, okucie. Większość z tych „artefaktów” staje się później elementami unikalnych instalacji artystycznych, kolaży czy obrazów. Mamy w swoich nieuporządkowanych zbiorach różności związane z miastem: trochę prasy, znaczki turystyczne i odznaczenia, gadżety z herbem miasta, druki ulotne takie jak ulotki, plakaty, foldery z miejskich imprez, tomiki poezji lokalnych poetów, pamiątki po artystach i mieszkańcach, drobiazgi z kopalni, browaru i innych zakładów pracy, jakieś stare sprzęty. Te przedmioty czasami prezentujemy na FB albo podczas naszych wystaw.

Jak w Waszych pracach przedstawiany jest Gottesberg?

AN: Jako miasto pamięci, mit lokalny. Miasto ludzi, którzy tutaj byli dawno temu i ich indywidualnych historii. Również jako krajobraz przemysłowy, zmieniający się na przestrzeni lat. Nasze prace tworzą pewną kronikę – zbiór twarzy, miejsc i znaków pamięci. Wykorzystujemy w nich wizerunki mieszkańców, ale również widoki ulic, budynków, pejzaże czy pamiątki – są one związane z przedwojenną historią miasta. Takie miejskie duchy.

Wprowadzacie sztukę w przestrzeń publiczną, omijając tradycyjne instytucje – dlaczego?

AN: Jest to charakterystyczne dla wielu środowisk street artowych. Takie są założenia: sztuka ma być dostępna dla wszystkich, a zwłaszcza dla tych, którzy nie odwiedzają galerii. Działanie w grupie nieformalnej pozwala nam na swobodę tworzenia, robienie rzeczy wtedy, kiedy się chce i tak, jak się chce. Zachowanie autonomii twórczej jest dla nas ważne. Instytucje nie są nam też po prostu potrzebne do realizowania sztuki w przestrzeni publicznej.

Dlaczego wybraliście przestrzeń publiczną zamiast galerii? Co zmienia się w odbiorze sztuki, gdy „wychodzi ona do ludzi” na ulicę?

AN: W otwartej przestrzeni z naszymi obrazami spotkać się można przypadkowo, można je oglądać wielokrotnie, o każdej porze i za darmo. Nasze dzieła stają się elementem codziennego krajobrazu miasta, choć nie zawsze na stałe – jedne są z mieszkańcami długo, inne znikają krótko po wykonaniu.  Murale, małe szablony i instalacje tworzą natychmiastową relację z odbiorcą. Mieszkańcy interesują się kto został sportretowany, czasem identyfikują przedstawione osoby i miejsca. Prawie zawsze obserwujący nas przechodnie reagują na prace już w trakcie ich powstawania. Tworzy się dialog, ludzie wchodzą w rozmowy z nami i poznajemy przy okazji ciekawe historie, rzadziej zdarza się, że próby nawiązania kontaktu z nami w trakcie pracy nie pomagają w skoncentrowaniu się na malowaniu. Aby rozluźnić atmosferę napięcia, gdy kilkanaście razy z rzędu słyszymy: „a co to będzie?” bawimy się w wymyślanie najbardziej absurdalnych odpowiedzi. Czasem ludzie nam wierzą, a czasem domyślają się, że to żart.

W jaki sposób dobieracie lokalizacje dla swoich projektów?

AN: W miastach postindustrialnych, takich jak Boguszów, sztuka uliczna pojawia się w miejscach zaniedbanych, zapomnianych, pozbawionych funkcji społecznej. Chcemy, żeby nasze prace symbolicznie przywracały te miejsca mieszkańcom, odzyskujemy przestrzeń. Przywracamy też historię w miejscu, gdzie się ona wydarzyła i tworzymy wizualną mapę pamięci miasta. Inni mogą to miasto „czytać” z naszych prac. Często jednak o lokalizacji decyduje jego dostępność, albo po prostu ściana nam się podoba czy też wyczuwamy, że coś akurat tutaj powinno się znajdować.

Jakie techniki street artu wykorzystujecie w przestrzeni miejskiej?

AN: Malujemy przy użyciu szablonów – są to zarówno miniatury, proste i małe wrzutki, albo bardzo rozbudowane wielowarstwowe szablony pokrywające całą ścianę garażu czy komórki. Czasami Marcin montuje gipsowe odlewy w szczelinach ścian, umieszcza je na jakimś murku lub w starym pniu drzewa.

Z jakimi wyzwaniami logistycznymi mierzy się kolektyw działający poza instytucjami?

AN: Nie mamy siedziby, zaplecza, dofinansowań, stałego dostępu do sprzętów czy materiałów niezbędnych do malowania murali czy organizowania akcji społeczno-kulturalnych. Działalność w kolektywie jest raczej hobbystyczna i wolontarialna, a zupełnie niekomercyjna i niezarobkowa. Wymaga to wiele poświęceń i czasu, który nieraz trudno znaleźć między pracą etatową, obowiązkami domowymi, a próbą odpoczynku czy realizacją hobby niezwiązanego z kolektywem. Dlatego zaangażowanie społeczności lokalnej jest dla nas cenne i ważne, zwłaszcza przy bardziej rozbudowanych projektach.

Dziękuję za rozmowę

Foto: użyczone

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *