Strona główna / Wywiady / Jan Tomasz Adamus: Bach nie musi być nudny

Jan Tomasz Adamus: Bach nie musi być nudny

„Analogowy świat jest dzisiaj wielką tęsknotą. Coraz bardziej to odczuwamy – wręcz jako rodzaj głodu. Publiczność łapczywie chłonie wszelkie klasyczne formaty. Prawdopodobnie pociąga nas ich naturalność i to, że zwykle przynoszą wytchnienie. Nowe technologie czasami są tak absorbujące, że stają się wręcz męczące” uważa Jan Tomasz Adamus, dyrygent, organista, klawesynista, wizjoner i dyrektor naczelny oraz artystyczny Capelli Cracoviensis. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk opowiada m.in. o Festiwalu Bachowskim w Świdnicy, który w ciągu kilku lat stał się znaczącym punktem na mapie kulturalnej naszej części Europy, ale też o baroku, pięknie architektury, organach i rewolucji jakiej dokonał w Capelli Cracoviensis.

Kiedy muzyka klasyczna i dawna muzyka klasyczna stały się Pana pasją?

JTA: Jako nastolatek zachwyciłem się bogactwem dźwiękowym organów. Organy to kilka wieków historii muzyki, organy to kontekst architektoniczny, organy to kontekst geograficzny, bo w różnych krajach i w różnych epokach istniały różne style budowania tych instrumentów, organy to współbrzmienie z głosami i instrumentami. A więc bardzo szeroki kadr. Jakoś tak to się chyba zaczęło.

Czym charakteryzuje się dawna muzyka klasyczna? Zwłaszcza barokowa?

JTA: Muzyka klasyczna to właściwie cała muzyka artystyczna powstała przed epoką jazzu. Dzisiaj dochodzi do tego klasyka muzyki współczesnej, czyli XX wiek. Prawie całą muzykę klasyczną gra się na akustycznych instrumentach lub śpiewa bez nagłośnienia. Muzyka zawsze jest abstrakcją. Nawet jeśli towarzyszy jej słowo lub obraz, to i tak wszelkie znaczenia stoją obok niej. Można powiedzieć, że muzyka toleruje słowo i obraz, ale ich nie potrzebuje. Muzykę barokową można traktować jako odzwierciedlenie ruchu, ale jej odbiór może być bardzo różny – zależnie od sposobu wykonania i od wyobraźni, wrażliwości, muzycznych doświadczeń słuchacza.

Dlaczego uważa Pan, że „zaczynanie od Bacha” jest fundamentem nowoczesnego myślenia o muzyce klasycznej?

JTA: Nigdy nie wiadomo, który kompozytor może stać się źródłem pierwszego zachwytu. Generalnie muzyka jest ważna. Jako sztuka abstrakcyjna jest fundamentem ogólnej kultury społecznej, ponieważ uczy umiejętności uchwycenia całości, czyli idei. W sztuce nie ma piękna fragmentarycznego – piękna jest tylko całość. Muzyka – abstrakcja – wolna myśl – otwarty umysł – pomysł – innowacja – dobrobyt. To może zaskakujące, ale prawdziwe.

Jak z perspektywy czasu ocenia Pan „rewolucję” w Capelli Cracoviensis i przejście na instrumenty historyczne?

JTA: Każde przedsięwzięcie musi być jasno sformułowane, musi mieć kierunek, spójny cel, charakter, twarz, tożsamość, fundamentalną podstawę. Im bardziej wyraźny i sztywny jest kontur zjawiska, tym jest ono doskonalsze. Dzisiaj Capella Cracoviensis to chór, orkiestra – muzyka klasyczna na historycznych instrumentach, instytucja kultury miasta Krakowa. Jesteśmy unikalni pod względem artystycznym i organizacyjnym. To trwała wartość. Nie ma nic gorszego, niż różnorodność przypadków, z których nie wynika żadna idea.

Jak udało się Panu sprawić, że muzyka dawna stała się „swoja” dla lokalnej społeczności na Dolnym Śląsku? Mam na myśli m.in. Festiwal Bachowski w Świdnicy.

JTA: Myślę o muzyce jako o dziele totalnym: utwór, wykonawca, architektura, widok z okna, pora roku, pora dnia, światło, czas trwania programu, towarzyska funkcja przerwy w koncercie. Dodatkowo koniec lipca ma swój zapach. A – jak mówi Baudelaire – zapachy kolory i dźwięki odpowiadają sobie. Wbrew pozorom kulturę można stworzyć bardzo szybko. Festiwal Bachowski jest tego dowodem – w ciągu kilku lat stał się znaczącym punktem ciężkości na mapie kulturalnej naszej części Europy. Kluczowe są trzy pytania: Co nie ma precedensu? Co ma światowy potencjał? Co jest organiczną koniecznością? Odpowiedź wymaga konkretnego stanu umysłu, wymaga instynktu kulturotwórczego. Kultura to nie są eventy.



Muzyka baroku jest bardzo logiczna. Gdzie w Pana interpretacjach kończy się matematyczna precyzja, a zaczyna czysta, niekontrolowana emocja?

JTA: Trudno to obiektywnie opisać. Sztuka wymaga dyscypliny. Dobrym przykładem jest architektura. Niekontrolowana emocja architekta musi być przeliczona przez konstruktora pod kątem wykonalności. W muzyce to, co odbiorca może uznać za niekontrolowaną emocję, nie koniecznie musi być efektem przypadku. Ekspresję też trzeba ćwiczyć. Nie chodzi o to, żeby ekspresja była wyćwiczona i nienaturalna, ale o to, żeby zamierzona euforia nie zamieniała się w sposób niekontrolowany na przykład w furię. Uprawianie sztuki wymaga zawodowych umiejętności, a więc sprawności opartej na metodzie, czyli porządku.

Ceni Pan piękne wnętrza (np. Kościół Pokoju w Świdnicy). Jak przestrzeń, w której Pan gra, wpływa na Pana fizyczne odczuwanie dźwięku?

JTA: Wnętrze jest przedłużeniem głosu lub instrumentu. Nie gra się na skrzypcach, gra się na skrzypcach w przestrzeni. Profesjonalna muzyka klasyczna nie stosuje sztucznego nagłośnienia, więc akustyka jest kluczowa. Ale równie ważna jest estetyka wnętrza – piękne wnętrze brzmi lepiej, ponieważ ludzie bardziej wierzą oczom niż uszom. Dolny Śląsk jest jednym z najwspanialszych krajobrazów kulturowych w Europie. Kontekst historyczny sprawia, że muzyka jest gdzieś w powietrzu. Moim zdaniem – właśnie kontekst historyczny sprawia, że genius loci Dolnego Śląska jest dzisiaj lżejszy niż dawniej, nie jest obarczony pewnymi elementami tradycji, które mogłyby działać jak kula u nogi.  

Jak udaje się Panu łączyć fascynację średniowieczem z życiem w świecie zdominowanym przez nowe technologie?

JTA: Analogowy świat jest dzisiaj wielką tęsknotą. Coraz bardziej to odczuwamy – wręcz jako rodzaj głodu. Publiczność łapczywie chłonie wszelkie klasyczne formaty. Prawdopodobnie pociąga nas ich naturalność i to, że zwykle przynoszą wytchnienie. Nowe technologie czasami są tak absorbujące, że stają się wręcz męczące. Technologia to tylko narzędzie, nie cel. Dzisiaj często zmusza się nas do używania wielu skomplikowanych narzędzi do wykonania bardzo prostej czynności. Ale zewsząd nadchodzą sygnały, że już zaczynamy umieć się przed tym bronić.  

Jakie zjawiska artystyczne są obecnie dla Pana najbardziej inspirujące poza światem muzyki klasycznej?

JTA: Architektura. Na przykład Aires Mateus. Ale oczywiście bardzo interesujących nazwisk jest wiele. W naszej rzeczywistości chaos przestrzeni publicznej jest wielkim problemem. Nieświadomie żyjemy wręcz pod okupacją brzydoty i hałasu. Architektura i urbanistyka to pierwsza potrzeba. Jestem bardzo głęboko przekonany, że jakość przestrzeni publicznej może mieć wielki wpływ na zdrowie psychiczne. Już teraz przecież lekarze zalecają sztukę lub spacer po lesie jako lekarstwo.

Czego uczy Pan swoich studentów lub współpracowników, czego nie ma w podręcznikach do gry na instrumencie?

JTA: Dla mnie istotne jest budowanie długich fraz i szukanie naturalności. To sprawdza się w wielu dziedzinach sztuki i życia. Dodatkowo warto jest trzeźwo podchodzić do tzw. tradycji wykonawczej. A więc, otwarty umysł, krytyczne myślenie. Sztuka nie polega na ślepym powtarzaniu schematów i utrwalaniu stereotypów. Sztuka nie polega też na tym, żeby podobać się wszystkim. Gdy próbujesz przypodobać się każdemu, tracisz tożsamość, czyli wszystko.

Dziękuję za rozmowę

Foto: Jacek Poremba, Filip Adamus

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *