Pasja i poszukiwanie siebie stworzyły piękno, którym dziś dzieli się z innymi kobietami. Sara Wojciechowska znana w sieci jako Sara ej.palto tworzy trójwymiarowe, woskowe kwiaty, które wyglądają jak prawdziwe. Prowadzi też warsztaty z tworzenia realistycznych świec sojowych, bo jak mówi, od zawsze zwracała uwagę na zapachy w pomieszczeniu i sama chętnie kupowała je w sklepach, aby stworzyć przyjemny klimat we własnym domu. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk artystka opowiada m.in. o swojej drodze do szczęścia, procesie twórczym, który uczy cierpliwości i pięknie, które potrafią stworzyć ludzkie ręce.
Jak zaczęła się Pani przygoda z rękodziełem?
SW: Moja przygoda zaczęła się od poszukiwania siebie. Poza pracą na etacie chciałam znaleźć w końcu coś, co będzie w stu procentach moje, co będzie sprawiać mi radość i ładować dobrą energią. Nie ukrywam, że te poszukiwania wcale nie były łatwe i kolorowe. Sprawdzałam i próbowałam nowych rzeczy, aby przekonać się co z tego będzie faktycznie dla mnie. Z początku zainteresowałam się branżą beauty (makijaże, stylizacja paznokci i inne), ale po jakimś czasie mimo, że to naprawdę dobrze mi wychodziło – nie przemawiało do mnie tak na sto procent, dlatego zaczęłam szukać dalej i otwierać się na nowe możliwości. Bardzo zależało mi na tym, aby znaleźć dla siebie takie zajęcie, które sprawi, że poczuję – TAK! TO JEST TO, a na dodatek nie znudzi się za jakiś czas. Świece przyszły do mnie przypadkiem, choć od zawsze zwracałam uwagę na zapachy w pomieszczeniu i sama chętnie kupowałam je w sklepach, aby stworzyć przyjemny klimat w mieszkaniu. Zaczęłam zgłębiać temat – czytać, kupiłam również pierwszego e-booka, aby zrozumieć proces, półprodukty i wtedy dotarło do mnie, że to naprawdę może być ciekawa przygoda. Nie nastawiałam się w tamtym momencie, że to właśnie świece okażą się tym, co sprawi, że poczuję w końcu te magiczne „kliknięcie”, którego tak długo szukałam. Po prostu sobie zaufałam i pozwoliłam temu płynąć w nieznanym kierunku, aby przekonać się gdzie mnie to poprowadzi.
Skąd wziął się pomysł na tworzenie tak realistycznych kwiatów z wosku pszczelego? Trójwymiarowych, woskowych kwiatów, które wyglądają jak prawdziwe.
SW: Właściwie przyszedł do mnie sam. Na social mediach wyskoczyło mi kilka filmików z ich udziałem. To było ponad 2 lata temu. Przyznaję, że ten temat mocno mnie wtedy zaciekawił. W świecach sojowych czułam się na tamten moment jak ryba w wodzie, więc informacja o ręcznie lepionych kwiatach z wosku pszczelego, o którym słyszałam, ale nigdy na nim nie pracowałam – wywołała ekscytację i ciekawość. Z racji tego, że lubię wyzwania – kupiłam kurs i zaczęłam swoją kolejną przygodę. Przyznaję się, że ten proces lepienia, modelowania wosku, uczenia się go bardzo mnie pochłonął i przy okazji testował moją cierpliwość, bo początki nie były łatwe. Moja upartość i chęć nauczenia się była jednak silniejsza niż zdenerwowanie, kiedy coś nie wychodziło lub brakowało cierpliwości. Dałam sobie czas i przestrzeń i próbowałam, próbowałam i jeszcze raz próbowałam.
Jak wygląda proces twórczy? Ile czasu zajmuje zrobienie kwiatów i świec?
SW: Proces zaczyna się od przygotowania narzędzi, półproduktów, które są niezbędne do tworzenia. Na blacie rozkładam matę silikonową, która jest odporna na temperaturę, włączam kuchenkę elektryczną, aby podgrzać wosk i stawiam na niej kubek z jego zawartością. W zależności od kwiatu, który chcę wykonać – wybieram barwniki i łączę je z całością. Wylewam na matę ciepły wosk, formuję go, nadaję fakturę, kształt. Jest to dla mnie relaksujący proces, gdzie jestem ja, ciepły wosk i kreatywność, którą mogę urzeczywistnić. Ilość czasu na stworzenie kwiatu od podstaw zależy od jego złożoności, ilości płatków, etapów, ale również od umiejętności i doświadczenia. Piwonię, którą widać na zdjęciach tworzę w około 30 minut, ale jeśli mam przypomnieć sobie moje początki – wiem, że robiłam to o wiele dłużej, czasem kilka godzin.
Prowadzi Pani warsztaty z tworzenia realistycznych świec sojowych z woskowymi kwiatami (np. piwoniami)? Jak one powstają?
SW: Często zmieniam warianty warsztatów, aby każdy odnalazł coś dla siebie i mógł następnym razem spróbować czegoś innego. Czasem są to zapachowe świece w szkle z ręcznie lepionymi kwiatami na tafli np. róża, gerbery, bez a czasem wolnostojący kwiat z wosku lub na łodydze np. piwonia, róża, stokrotki. Przeprowadzam również zajęcia z tworzenia świec sojowych z dodatkowymi elementami np. zawieszką do szafy z suszonymi kwiatami. Staram się urozmaicać warsztaty i korzystać z wiedzy i doświadczenia, które już zdobyłam. Jeśli chodzi o powstawanie świec to np. woskowa piwonia składa się z 3 etapów – środka, mniejszych otulających go płatków i zewnętrznych, które sprawiają, że całość przypomina żywy kwiat. Natomiast część sojowa składa się z odmierzania kompozycji zapachowych, łączenia ich i pilnowania odpowiednich temperatur roztapiania, podgrzewania i zalewania wosku. Na każdym etapie tworzenia jestem wsparciem, pokazuję jak pracować z oba woskami, aby proces był zrozumiały i wszystko się udało. Na warsztatach uczestnicy mają około 3 godzin na stworzenie swojej realistycznej świecy, aby mogli zaznajomić się z procesem, a przy tym dobrze się bawić oraz zdobyć nowe doświadczenie.
W dzisiejszych czasach pędu, biegu i ery smartfonów ludzie szukają odskoczni i przychodzą na takie warsztaty?
SW: Tak, warsztaty cieszą się zainteresowaniem, głównie kobiet. Myślę, że zwłaszcza w czasach, gdzie doświadczamy dużo stresu, presji i jesteśmy ciągle w biegu przyklejeni do telefonu – ważny jest ten moment zatrzymania i zrobienia czegoś dla siebie. Na zajęciach zawsze podkreślam, że chcę, aby uczestniczki/uczestnicy maksymalnie się zrelaksowali i pozwolili sobie zaufać procesowi, bez narzucania na siebie presji. Wiele razy słyszę po warsztatach lub w trakcie – tego mi było trzeba, odpoczęłam, zapomniałam o codziennych obowiązkach, jakie to było cudowne doświadczenie. Warsztaty to dla mnie głównie emocje, bardzo zwracam na nie uwagę i na panującą na nich atmosferę. Oczywiście, świece grają główne skrzypce, ale bardzo staram się w tym procesie pokazać osobom, które przyszły, że to nie wyścig lub konkurs tylko twórczy relaks, który ma za zadanie uwolnić i obudzić kreatywność, którą każdy ma w sobie. Dodatkowo często uczestnicy/uczestniczki przychodzą z kimś bliskim (z mamą, przyjaciółką, siostrą), taki czas spędzony razem pozwala budować relacje i je umacniać.
W sieci znana jest Pani jako „baba od świeczek”. Skąd wzięła się ta nazwa?
SW: W social mediach moja nazwa to „ej.palto” a pod niektórymi materiałami/postami, które na nie dodaję czasem podpisuję się „twoja baba od świeczek i nie tylko.” Wzięło się to stąd, ponieważ na swoim profilu poza dodawaniem informacji o warsztatach, pokazywaniem efektów finalnych prac i tym jak wygląda proces, dzielę się również tą stroną twórczości i codzienności, która nie zawsze jest piękna i kolorowa. Staram się swoimi przemyśleniami odnośnie rękodzieła i podejściem do życia wspierać osoby, które również mierzą się z różnymi przekonaniami, wątpliwościami. Moja droga nie zawsze była usłana różami, czasem musiałam przedzierać się przez metaforyczną dżunglę w swojej głowie. Mam na myśli chwile zwątpienia, złości i sytuacji, w których nie zawsze wszystko szło po mojej myśli. Oczywiście dziś wiem, że to mnie zbudowało, ale wiem co czułam, dlatego u siebie w social mediach dzielę się tym z innymi i cieszę się, jeśli to może pomóc choć jednej osobie w gorszych chwilach.



Tworzenie woskowych kwiatów i sojowych świec wymaga specjalnych umiejętności plastycznych, czy każdy może spróbować swoich sił na Pani warsztatach?
SW: Zawsze się śmieję, że nie ma złych uczniów, są tylko źli nauczyciele. Ja sama w większości jestem samoukiem, ponieważ wiele kwestii na tamten moment nie było dostępnych w sieci lub były, ale wprowadzały w błąd. Nieraz kupiłam kurs, z którego wcale nie byłam zadowolona lub niewiele się z niego dowiedziałam, więc uważam, że nie każdy będzie w stanie w odpowiedni sposób przekazać zgromadzoną wiedzę. Na moich warsztatach pojawiają się osoby, które mówią, że nie są plastyczne i nigdy nie były, a potem wychodzą z piękną świecą, w ulubionych kolorach i są pod wrażeniem, że im się udało. Ja nie dzielę ludzi na zajęciach na plastycznych i tych nie plastycznych. U mnie każdy może stworzyć swoje dzieło sztuki, bez żadnego doświadczenia. Daję narzędzia, które umożliwiają pracę z woskiem, pokazuję proces krok po kroku i podczas każdego etapu jestem czułą przewodniczką. Jeszcze nikt nie wyszedł z moich zajęć bez pięknej świecy, a to chyba dobry znak!
Jak radzi sobie Pani z kreatywnym wypaleniem w momentach, gdy wosk „nie chce współpracować”?
SW: Staram się nie dopuszczać do momentu wypalenia, choć jak wiadomo, czasem w życiu bywa różnie. Warsztaty ładują moje twórcze baterie, kontakt z drugim człowiekiem, jest we mnie wtedy mnóstwo pięknych emocji. Czasem po nich mam wrażenie, że mogę latać. Moim sposobem, kiedy czuję, że przeciążyłam swój organizm lub wtedy, kiedy pojawia się brak weny, frustracja, coś nie wychodzi jest wyjście na spacer. Wietrzenie głowy działa na mnie jak najlepsze lekarstwo. Pozwalam sobie nie analizować tylko zachwycać się tym, co mnie otacza. Frustracja słabnie, czasem do głowy wpadną ciekawe pomysły. Myślę, że nie bez powodu świece i woskowe kwiaty pojawiły się w moim życiu, ponieważ uwielbiam kontakt z naturą, a w domu mam bardzo dużo żywych kwiatów.
Mówi się, że rzeźbienie w wosku wymaga ogromnej cierpliwości. Czy ta praca/ warsztaty/ pasja zmieniają charakter człowieka?
SW: Oj tak, zdecydowanie. Mój charakter nie należy do najłatwiejszych. Odkąd tworzę świece to uległo lekkiej zmianie. Nigdy nie lubiłam na coś czekać, ale w procesie tworzenia świec – to jest nieuniknione. Zdecydowanie mam większą cierpliwość, a twórczy proces mnie zwyczajnie wycisza i koi nerwy. Co jeszcze?
To może być zabawne co teraz powiem, ale nigdy nie lubiłam publicznych wystąpień w okresie szkolnym. Sama myśl, że miałam wyjść na scenę, coś powiedzieć a inni mają na mnie patrzeć bardzo mnie paraliżowała. Dziś spotykam na warsztatach obcych ludzi, którzy również na mnie patrzą, kiedy się witam, przedstawiam, opowiadam o procesie i oczywiście, zawsze pojawia się lekki stres, ale on mnie już nie kontroluje. Jestem pewna tego co robię, wiem, że niosę wartość. Stałam się bardziej otwarta do ludzi i na ludzi i co najważniejsze, obcy stają się bliscy. To fantastyczne doświadczenie, które mnie cały czas kształtuje i rozwija.
Ma Pani w swojej pracowni świecę, której za nic na świecie nie chciałaby odpalić ani sprzedać, bo ma zbyt dużą wartość emocjonalną?
SW: Staram się nie przywiązywać do swoich prac, ponieważ żywe kwiaty w naturze również mają czas na wzrost, rozkwit, by potem ustąpić miejsca nowym. Dlatego tworzę i zapalam swoje prace, cieszę się zapachem, obserwuję płomień. Mam kilka świec, które stworzone są na łodydze, więc służą jako dekoracja w ozdobnym naczyniu, ale jeśli już nacieszą oczy – nie będę miała nic przeciwko, jeśli znajdą nowego właściciela lub ja je zapalę. Na warsztatach też słyszę od uczestników, że nie zapalą nigdy swojej świecy, ale ja zachęcam, ponieważ jej rolą jest dać światło, otulać i robić klimat. Na dodatek można przyjść jeszcze raz na warsztaty i stworzyć kolejną! Czy to nie brzmi dobrze?
Na Pani profilu widać ogromne wsparcie dla innych kobiet-rękodzielniczek. Jak postrzega Pani dzisiejszy rynek handmade w Polsce – jako przestrzeń do rywalizacji czy do siostrzanej współpracy?
SW: Wychodzę z założenia, że dla każdego znajdzie się miejsce przy stole. W tej branży jest dużo osób, które już tworzą lub dopiero chcą zająć się tworzeniem tego pachnącego rękodzieła. Uważam, że jeśli ktoś ma pomysł na siebie i chce go realizować – śmiało! Dla mnie własna marka to coś więcej niż piękne świece. To ja, moje postrzeganie, mój punkt widzenia różnych rzeczy, emocje i doskonale wiem, że nie będę dla każdej osoby tym miejscem, którego obecnie szuka. Uważam, że to jest właśnie super – przyciągamy tych ludzi, którzy mają podobne wartości, podobny sposób myślenia i wyrażania siebie. Dlatego tak ważne w tym wszystkim jest po prostu być sobą. Bliżej mi do powiedzenia – kobieta kobiecie kobietą, nie wilkiem. Staram się pomagać, ponieważ pamiętam swoje początki i trudności, jakie mnie spotkały na mojej twórczej drodze, więc jeśli mogę podzielić się swoim doświadczeniem, to to robię. Myślę, że w każdej branży warto być człowiekiem. Mieć swoje zasady, swoje granice, ale nadal być człowiekiem.
Dziękuję za rozmowę











