Takiej magii jaką oferuje Ziemia Kłodzka próżno szukać gdzie indziej. Tu klimat fantasy unosi się w powietrzu. Góry Stołowe, Kaplica Czaszek w Czermnej, nasze lasy, zwierzyna na każdym kroku, jaskinie i wszechobecny klimat tajemnicy to materiał na kawał sensownej fantastyki uważa Sylwia Zapaśnik, która napisała Cieni nad Zefyrionem. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, autorka opowiada m.in. o swojej pasji do fantastyki i pisania, ciężkich muzycznych brzmieniach i grach RPG, które… mogą uzależnić.
Chciała Pani pisać od zawsze, a jednak dopiero teraz udało się dokończyć i wydać „Cienie nad Zefyrionem” – jak długa była droga do ukończenia powieści?
SZ: Moja przygoda z pisaniem faktycznie zaczęła się dawno temu. Gdy byłam nastolatką pisałam opowiadania wszelkiej maści i gatunku. Zdarzały się też fanfiki związane z grami, którym poświęcałam sporo czasu np. moje ulubione wtedy GTA San Andreas. Co do samych Cieni nad Zefyrionem i generalnie pisania długiej formy literackiej to temat jest bardzo świeży. Nie sądziłam, że będę w stanie ukończyć jedną książkę, a co dopiero trzy i to w tak krótkim czasie. Po prostu siadłam do laptopa i stwierdziłam – piszę książkę. To uderzyło jak miłość od pierwszego wejrzenia. Totalnie przepadłam w procesie pisania, który okazał się wymagający, ale efekty końcowe warte są każdej spędzonej przy biurku sekundy. Napisanie dylogii zajęło mi 6 miesięcy. Kolejne 6 miesięcy trwały autorskie poprawki fabularne i korekta. Potem przyszła wspaniała współpraca z wydawnictwem Nie Powiem, a już teraz Cienie nad Zefyrionem można kupić online.
Gdzie dla Pani przebiega granica między byciem autorką, a pisarką?
SZ: W moim odczuciu pisarz różni się od autora tym, że zarobkowo zajmuje się pisaniem. Po prostu. Przy tym nie ma znaczenia jak dużym dorobkiem literackim się posługuje. To zawód jak każdy inny. Ma swoją specyfikę, wymaga pewnego stylu życia i dyscypliny, ale to wciąż praca. Z kolei autorem staje się każdy, kto tworzy. Można więc powiedzieć, że jestem autorką. Marzę jednak o byciu pisarką. Mam jeszcze tyle historii do opowiedzenia!
Co takiego mają w sobie powieści fantasy, że kochają je i młodzi i starsi czytelnicy?
SZ: Przede wszystkim należy podkreślić, że fantastyka nie jest gatunkiem jednowymiarowym. Odpowiedzią na pytanie pani redaktor może być właśnie to bogactwo podgatunków fantastycznych. Cienie nad Zefyrionem to tak zwane dark fantasy, które charakteryzuje się surowszym klimatem niż na przykład high fantasy, którego znanym przedstawicielem jest tolkienowski Władca Pierścieni. Znany na całym świecie Wiedźmin także uznawany jest za dark fantasy.
W fantastyce nie bez znaczenia jest sam świat. Jeśli akcja osadzona jest w naszym, realnym świecie mówimy o low fantasy albo urban fantasy (jeśli w mieście). Podgatunków jest naprawdę sporo!
Fantastyce może towarzyszyć też tak zwana epickość. Motyw wielkiej wojny między rasami, magiczne pojedynki i przygoda na rozległym kontynencie idealnie ją definiują. Taki jest właśnie drugim tom Cieni nad Zefyrionem – to epickie dark fantasy.



Jakie są Pani ulubione powieści fantasy?
SZ: Nie jest wielką tajemnicą, że uwielbiam sagę o Wiedźminie. Pan Sapkowski jest mistrzem słowa i sądzę, że podarował literaturze rozrywkowej kawał solidnej fantastyki. Moja druga miłość to „Pan lodowego ogrodu” Jarosława Grzędowicza. To z kolei bardzo udany miks fantastyki i science fiction. Generalnie jako czytelnik preferuję literackie tasiemce. Im dłuższa seria, tym chętniej się do niej zabieram. Lubię utonąć w innym świecie na dłużej.
O czym są „Cienie nad Zefyrionem” i jak narodziła się ta historia?
SZ: Fabuła Cieni nad Zefyrionem rozgrywa się na kontynencie zdominowanym przez dwie rasy – ludzi i demony. Po wielkiej wojnie demony zostały przegnane za góry, a ludzie powołali do życia instytucję Loży Kapłanów, która otoczyła miasta kopułami ochronnymi. Z najbardziej utalentowanych magicznie kapłanów utworzono kastę czerwonych likwidatorów, odpowiedzialnych za eksterminację niedobitków demonów.
W jednym z ludzkich Miast-Kopuł została wychowana Adianna, półdemon, który przestaje panować nad swoim mrocznym dziedzictwem. Sprawy komplikują się gdy jej natura zostaje ujawniona i ginie pierwszy od dziesięcioleci mistrz likwidatorów. Zaczyna się pościg za dziewczyną. Dopaść pragną ją zarówno kapłani jak i demony. Bohaterka mierzy się więc nie tylko z całym światem ale i z potworem, który w niej mieszka. Tom pierwszy pełen jest dynamicznych scen, przygody i trudnych wyborów, ale czytelnik znajdzie tu też nutkę pikanterii oraz humoru za sprawą demona Calisto (drugi narrator), który jest miłośnikiem kobiecych wdzięków i dobrej zabawy. Cienie nad Zefyrionem są rozbudowaną wariacją opowiadania, które napisałam jako nastolatka. To był czas mojej fascynacji mangą InuYasha, opartą o mitologię japońską, pełną demonów i potworów. To zdecydowanie ten tytuł zainspirował mnie najbardziej. Myślę, że prawdziwy otaku doceni w Cieniach nad Zefyrionem nutkę InuYashy.
Co jest najtrudniejsze na polskim rynku wydawniczym dla debiutującego pisarza?
SZ: Konkurencja. Tak wiele osób pisze teraz książki, że nie jest łatwo wyróżnić się w tłumie. Nie bez znaczenia jest też gatunek, w którym się pisze. Na pewno łatwiej wydać kryminał czy powieść obyczajową niż fantastykę. Dla mnie osobiście najgorsze jest czekanie. Jestem człowiekiem, który jeśli jest coś do zrobienia, to od razu bierze się do pracy. Lubię działać. W branży wydawniczej niestety czekania jest naprawdę sporo, czy to na odpowiedź wydawnictwa, czy na kontakt z redaktorem.
Jest Pani fanką ciężkich brzmień – jakie zespoły kształtowały i kształtują gust muzyczny Sylwii Zapaśnik?
SZ: Muzyka jest dla mnie bardzo istotna w procesie twórczym, pomimo, że jestem z tych autorów, którzy preferują pisanie w ciszy. Ciężkie brzmienia pozwoliły mi przezwyciężyć nie jedną blokadę twórczą. Podwójna stopa, melodyjność, charczące gitary, galop i growl. Tego szukam. Idę na spacer z psem, zakładam słuchawki i włączam utwory takie jak „Wierszalin VIII” zespołu Patriarkh, „Dying god coming into human flesh” Celtic Frosta czy „Serpentine offering” Dimmu Borgir. Z ciężkimi brzmieniami jest tak, jak z fantastyką. Istnieje wiele podgatunków. Chętnie udostępnię swoją playlistę na spotify, żeby pokazać więcej. Inaczej ten wywiad będzie miał objętość małej nowelki.
Czy konkretne utwory pomogły Pani ukształtować mroczniejszy klimat Zefyrionu?
SZ: Mam takie skrzywienie, że lubię sobie wybrać utwór przewodni do książki, którą piszę. Tom pierwszy Cieni nad Zefyrionem to zdecydowanie klimat „Dreamflight”, nieistniejącego już zespołu After forever. W moim odczuciu świetnie opisuje z czym na poziomie metafizycznym zmaga się Adianna, walcząc ze swoją demoniczną naturą. Zachęcam do zerknięcia na tekst tej piosenki. Zdarzyło mi się też nazwać bohatera od tytułu utworu, i tak w niewydanej jeszcze książce Żagwiarz: droga sióstr, pojawił się Nigmar od utworu zespołu Rotting christ „Ze nigmar”.
Muzyka działa na zmysły, zdecydowanie.
Jest Pani również fanką gier RPG – jakich konkretnie? Jak narodziła się ta pasja?
SZ: Nie będę oryginalna. Kocham wszystkie trzy części Wiedźmina. Ten szorstki klimat jest po prostu mój. Jest taki jak w Cieniach nad Zefyrionem. Magia, miecz, ogień, żadnego prądu, telefonów, bieżącej wody. Wsiadamy na konia i ruszamy na przygodę, zagryzając paskiem suszonego mięsa.
Co do innych tytułów, można powiedzieć, że „przegrałam” ładnych parę lat w grach MMORPG, a szczególnie w jednej o nazwie Metin2. Swego czasu dosyć popularny w Polsce tytuł. Wtedy też zrozumiałam, że uzależnienie od gier komputerowych to problem, który naprawdę istnieje, a gry to używka jak każda inna. Ten problem dotknął i mnie. Nie było łatwo, ale po tylu latach potrafię już rozróżnić chorobliwy stan grania bez opamiętania od okazjonalnej rozrywki.
Malownicza Kotlina Kłodzka, w której Pani mieszka może stać się tłem dla światów powieści fantastycznych?
SZ: Zdecydowanie tak. Takiej magii jaką oferuje Ziemia Kłodzka próżno szukać gdzie indziej. Tu klimat fantasy unosi się w powietrzu. Góry Stołowe, kaplica czaszek w Czermnej, nasze lasy, zwierzyna na każdym kroku, jaskinie i wszechobecny klimat tajemnicy to materiał na kawał sensownej fantastyki. Co nie co na pewno pojawi się w jednym z moich kolejnych tytułów. Zachęcam do obserwowania moich profili na Facebooku i Instagramie. Tam będę publikować wszystkie nowinki, a będzie się działo!
Dziękuję za rozmowę
Foto: użyczone
Strona autorska Sylwii Zapaśnik, gdzie można kupić limitowane egzemplarze autorskie z dedykacją i dzierganą zakładką od pisarki
Kontakt do autorki: kontakt@sylwiazapasnik.pl
Wydawnictwo Nie Powiem












