Zamek Grodno w Zagórzu Śląskim ma wiele tajemnic, a wieczorem przechadzając się po zamkowych komnatach trzeba mocno sobie wmawiać, że pewne usłyszane w oddali dźwięki są wyłącznie wytworem naszej wyobraźni. Będąc na zamku wydaje się, że czas się zatrzymał. Jednak prawdziwe średniowiecze nie ożywa dzięki zimnym kamiennym murom, a ludziom, którzy tchnęli w nie swoją pasję. Od 25 lat z Grodnem związane jest Bractwo Zamku Grodno, którego członkowie mają dar ożywiania historii. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, Maciej z Wallenberga opowiada m.in. o tym jak dotarli na zamek, o duchu Małgorzaty, który już ich nie straszy i o tym, że stwierdzenie „na bitwie powgniatali mi garnek” wcale nie oznacza problemów z kolacją.
Jak powstało Bractwo Zamku Grodno i dlaczego związaliście się właśnie z tym miejscem?
Maciej z Wallenberga: Każdą dobrą opowieść powinniśmy zacząć od: Dawno, dawno temu… w okolicach przełomu XX i XXI wieku historia Bractwa Zamku Grodno zaczęła się od… Zamku Książ i tamtejszego bractwa, którego częścią byli późniejsi założyciele Bractwa Zamku Grodno. Po pierwszych krokach na Książu, części z nas zamarzyło się stworzenie grupy rekonstrukcyjnej po swojemu, odwołującej się do trochę innego okresu historycznego. Podjęto decyzję o odejściu z książańskich szeregów. Pojawił się problem siedziby, a jako, że kolejnym najbliżej położonym zamkiem niebędącym trwałą ruiną był Zamek Grodno, tam też skierowaliśmy swe kroki. Okazało się, że ówczesnym włodarzom zamku spodobał się pomysł by w zamkowych murach pojawiali się średniowieczni przebierańcy toteż zostaliśmy i jesteśmy do dziś.
Trudno było skompletować historyczny strój i ekwipunek?
Maciej z Wallenberga: Na wstępie należałoby wyjaśnić jak taki ekwipunek powinien wyglądać. Otóż rekonstrukcja historyczna jest dla nas dążeniem do jak najwierniejszego odtworzenia stroju, przedmiotów codziennego użytku, broni i uzbrojenia z bardzo konkretnie sprecyzowanego okresu i obszaru geograficznego. Każdy przedmiot, którego używamy powinien mieć oparcie w źródłach archeologicznych lub ikonografii. Oczywiście wychodzimy z założenia, że stopień odwzorowania danego przedmiotu nigdy nie będzie idealny i w dużej mierze zależy od indywidualnych chęci i możliwości danego rekonstruktora. Należy jednak przyjąć, że istnieje pewne minimum poniżej, którego dany przedmiot nie zostanie dopuszczony do użycia na zewnętrznych lub wewnętrznych imprezach. Dla przykładu:
– minimum rekonstrukcyjne w przypadku strojów to materiał, z którego jest wykonany strój, jego wykrój, kolor oraz ewentualne zdobienia muszą być zgodne z odtwarzanym okresem i obszarem.
– minimum rekonstrukcyjne dla przedmiotów codziennego użytku to zgodność formy ze znaleziskiem lub ikonografią z danego okresu i obszaru oraz zgodność materiału, z którego wykonany jest przedmiot z materiałem, z którego wykonane jest znalezisko lub materiałem dostępnym w danym okresie na danym obszarze i powszechnie używanym do wykonywania tego typu przedmiotów.
Dobrą praktyką jest również kompletownie całości wyposażenia adekwatnie do odtwarzanego stanu. Złoty kielich w rękach żebraka będzie wyglądał co najmniej podejrzanie. I uwierzcie, że bywa to dość trudne i kosztowne.



Jakie umiejętności rzemieślnicze rozwijacie w ramach bractwa?
Maciej z Wallenberga: Każdy członek naszego bractwa jest zobowiązany do wyboru oraz doskonalenia się w danym rzemiośle historycznym. Walka oraz łucznictwo są również traktowane jak rzemiosła. Oprócz zajęć stricte bojowych zajmujemy się również aktywnościami typowymi dla ludzi w odtwarzanych przez nas okresach. W naszych szeregach znaleźć można garncarkę, kowali, stolarzy, cieśli, muzyków umilających czas grą na historycznych instrumentach, kucharzy, krawcowe, wytwórczynię krajek czyli barwnych, ozdobnych taśm, hafciarkę, pszczelarza, ostatnio założyliśmy mały ogródek i zielnik. Planujemy również zająć się w przyszłości farbiarstwem oraz dziegciarstwem.
Co jest dla Was najtrudniejsze w byciu rekonstruktorem?
Maciej z Wallenberga: Każdy z nas napotyka pewnie inne związane z tym trudności. Jak wspomniałem wcześniej skompletowanie stroju i wyposażenia to pierwsza trudność. Długie poszukiwania źródeł, odpowiednich materiałów, koszt. Kolejna trudność to pogodzenie rekonstrukcyjnego hobby z życiem rodzinnym i zawodowym. Sezon rekonstrukcyjny trwający od kwietnia do października obfituje w wydarzenia rekonstrukcyjne zarówno na terenie Polski jak i za granicą. Niestety nie da się być wszędzie. Kolejna trudność jest taka, że po zakończeniu sezonu trzeba czekać całą zimę na rozpoczęcie następnego.
Zamek Grodno ma ponad 700 lat historii. Jakie ciekawostki z historii zamku najbardziej Was fascynują?
Maciej z Wallenberga: Z zamkiem Grodno w istocie wiąże się wiele tajemnic. Oczywiście nas najbardziej interesują jego początki. Jaka była pierwotna forma założenia zamkowego, jak funkcjonował w swoich początkach, jaką rolę pełnił. Nie zmienia to jednak faktu, że późniejsze wydarzenia związane z zamkiem również potrafią rozpalić wyobraźnię.



Które pomieszczenia na Zamku Grodno są dla Was najbardziej klimatyczne, a może i tajemnicze?
Maciej z Wallenberga: Cały zamek ma swój niepowtarzalny urok ale my chyba najczęściej wracamy na więżę zamkową skąd roztacza się przepiękny widok na okolicę, a zachody słońca nie mają sobie równych. Oprócz wieży jest jeszcze międzymurze, które jest naszym domem na zamku. To właśnie tam prowadzimy swoją rekonstruktorską działalność.
Gdy na zamkowym dziedzińcu gaśnie ostatni jupiter, turyści schodzą do hoteli, a Wy zostajecie w murach – czy legenda o lochu Małgorzaty i tamtejszym szkielecie potrafi zjeżyć włos na głowie?
Maciej z Wallenberga: Duch Małgorzaty zdążył się już do nas przyzwyczaić a my do niego – w końcu działamy na Zamku Grodno już od prawie 25 lat. My nie wchodzimy jej w drogę, ona nas nie straszy. Co nie zmienia faktu, że Zamek Grodno jak wspomniano wcześniej ma bogatą historię i wiele tajemnic. Czasem, szczególnie wieczorem przechadzając się po zamkowych komnatach trzeba mocno sobie wmawiać, że pewne usłyszane w oddali dźwięki są wyłącznie wytworem naszej wyobraźni.
Zamek Grodno w XV wieku był gniazdem rycerzy-rozbójników (raubritterów). Czy przygotowując pokazy, czerpiecie z tej mroczniejszej, łobuzerskiej karty historii zamku, czy wolicie skupiać się na etosie rycerskim i obronie wiary?
Maciej z Wallenberga: Wszystko zależy od koncepcji na daną imprezę rekonstrukcyjną. Na organizowanym przez na jarmarku, z uwagi iż to impreza rodzinna, unikamy raczej patosu i idziemy w stronę inscenizacji humorystycznych, często ze zbójami w roli głównej. Kilka lat temu przygotowaliśmy jednak mocno nastawione na rekonstrukcję wydarzenie związane z pasowaniem naszego druha na rycerza. Całość związanych z tym rytuałów miała poważny charakter i była poprzedzona mszą święta w kościele w Zagórzu Śląskim oraz poświęceniem insygniów rycerskich. Zdjęcia z tego wydarzenia są dostępne naszym profilu Facebook.
Młode pokolenie żyje dziś w świecie TikToka, gier komputerowych i wirtualnej rzeczywistości. Czy zauważacie, że trudniej jest teraz przyciągnąć młodzież do realnego, fizycznego wysiłku i nauki historii w bractwie?
Maciej z Wallenberga: Każde pokolenie ma swoje rozrywki, których pokolenia starsze często nie rozumieją i przez to krytykują. W naszych szeregach, szczególnie ostatnio pojawiła się spora grupa ludzi bardzo młodych, którzy swoją dojrzałością zaskoczyliby niejednego. Ich chęć do działania, nauki oraz energia zdecydowanie świadczą o tym, że młode pokolenie mamy dobre.
Macie jakieś marzenie związane z samym zamkiem, którego do tej pory nie udało się zrealizować?
Maciej z Wallenberga: Marzy się nam by zamek został kiedyś otrzymał takie środki finansowe jakich wymaga na zabezpieczenie i renowację. Oczywiście wiemy, że Gmina Walim robi co może w tym zakresie.
Gdzie kończy się pasja, a zaczyna drugie życie? Czy po tylu latach w bractwie macie poczucie, że rekonstrukcja to tylko hobby na weekend, czy może średniowieczny system wartości (lojalność, braterstwo, honor) przeniósł się na stałe do Waszego prywatnego życia?
Maciej z Wallenberga: Zdecydowanie nie jest to dla nas wyłącznie weekendowe hobby. Stanowimy zgraną grupę przyjaciół, którzy spędzają wspólnie czas również poza rekonstrukcją. Pomagamy sobie nawzajem w trudnych sytuacjach, „świadkujemy na ślubach”, jeździmy na wakacje czy spotykamy w pubie na piwo. Czasem myślę, że dla niektórych z nas właśnie to drugie życie stało się „weekendowym hobby” (śmiech).



Zdarza się Wam łapać na tym, że zamiast współczesnych pojęć używacie dawnych zwrotów w codziennych sytuacjach?
Maciej z Wallenberga: Jeśli chodzi o codzienną komunikację to raczej nie, z uwagi na to iż nawet w czasie imprez historycznych używamy raczej języka współczesnego albo delikatnie stylizowanego. Jeżeli natomiast opowiadamy komuś nie związanemu z rekonstrukcją historyczną o naszym hobby to bardzo często musimy tłumaczyć co mamy na myśli. Normalnym jest, że nie każdy zna takie pojęcia jak nosal, przeszywanica, glewia czy sax. A stwierdzenia, że na bitwie powgniatali mi garnek wcale nie oznacza problemów z kolacją.
Gdybyście mogli przenieść się w czasie do momentu, w którym budowano zamek Grodno, i spotkać jego pierwszych mieszkańców – o co chcielibyście ich zapytać?
Maciej z Wallenberga: Po pierwsze to powiedzmy to sobie szczerze – nie chcielibyśmy się przenieść do tamtych czasów. Nawet my w naszej rekonstrukcji mamy tendencję do romantyzowania średniowiecza, a była to epoka skrajnie wymagająca. Każdy dzień był walką o przetrwanie w środowisku bez dzisiejszych nowoczesnych technologii, bez poczucia bezpieczeństwa jakie mamy dzisiaj, bez dostępu do pożywienia w ilości, która dawała pewność na przeżycie. Po drugie nasze pytania i ich odpowiedzi byłyby zapewne niezrozumiałe, gdyż język, którym posługujemy się dzisiaj w dużej mierze ewoluował. Trzeba by wielu beczek świdnickiego piwa by znaleźć wspólny język.
Jaki ślad chcielibyście po sobie zostawić w historii samego zamku Grodno? Jak ma o Was pamiętać następne pokolenie rekonstruktorów?
Maciej z Wallenberga: Nie wiem czy najważniejsze jest by o nas pamiętali. Chyba najważniejsze jest to by to następne pokolenie rekonstruktorów zwyczajnie było, działało, przybliżało historię ludziom, odnajdywało nowe źródła historyczne, bardziej niż my dbało o poprawność historyczną strojów, robiło lepsze wydarzenia i wychowywało kolejne pokolenia. I oczywiście kończąc tę opowieść wypada dodać: by żyło długo i szczęśliwie!

Dziękuję za rozmowę
Foto: „Rekografia”
Zachęcamy do zajrzenia na stronę Bractwa na Facebooku











