Strona główna / Wywiady / Bartosz Łobaza: Curling jest grą umiejętności i precyzji

Bartosz Łobaza: Curling jest grą umiejętności i precyzji

Szczotkują lód, zagrywają kamieniami. O tym, czy curling to „szachy na lodzie” i jak bardzo wymagający jest to sport, z Bartoszem Łobazą, prezesem Wałbrzyskiego Klubu Curlingowego, rozmawia Karolina Osińska-Marcińczyk.

Curling to sport, który z pozoru wydaje się spokojny, ale pod taflą lodu buzują w nim emocje godne najlepszego thrillera. To gra precyzji, zaufania i strategii. To prawda, że są to „szachy na lodzie”?

Na pewno curling jest specyficzną dyscypliną sportu, która właśnie na pozór może wydawać się spokojna i mało dynamiczna. Jednak siła curlingu to przede wszystkim gra i bardzo duży potencjał rekreacyjny. Będąc na tafli lodu co chwila starasz się zagrać jak najlepsze zagranie, pomóc swojej drużynie, być tuż przed rywalem czy przejąć inicjatywę więc te emocje są. Tych emocji jest dużo, one się zmieniają w trakcie meczu. A że mecze są dość długie, więc tych emocji nie brakuje. Ja osobiście nie jestem fanem określenia „szachy na lodzie”, ale na pewno ze względu na taktykę można porównać tę grę do szachów. Jednak curling jest dużo bardziej złożoną grą, ponieważ poza strategią bardzo duże znaczenie ma dokładność zagrań, szczotkowanie, komunikacja, doświadczenie.

Mówi się, że w curlingu najważniejsza jest głowa. Jak radzą sobie Państwo z presją przy ostatnim kamieniu, od którego zależy wynik całego meczu?

Jak najbardziej, presja w curlingu jest nieodłączną częścią dyscypliny i to jak sobie z tym poradzimy i na jakim poziomie będziemy w stanie zagrywać, to decyduje o wyniku meczu. Wiadomo, że na barki ostatniego zagrywającego spoczywa największy ciężar, ale tak naprawdę już od pierwszego zagrania każdy kamień ma wpływ na to, jak się zakończy partia. Na pewno dla głowy bardzo pomocna jest praca z psychologiem sportowym, stosowanie różnych metod ćwiczeń oddechowych na uspokojenie tętna, no ale przede wszystkim pewność siebie wynikająca z dużej ilości przepracowanych godzin na lodzie.

Wiele osób śmieje się z „zamiatania”. Ile tak naprawdę wysiłku fizycznego kosztuje jeden mecz i dlaczego po turnieju bolą mięśnie, o których istnieniu wcześniej się nie wiedziało?

Mecz na poziomie mistrzowskim trwa 10 endów czyli około 2,5 godziny do trzech. Dodatkowo dochodzi pół godziny wcześniej rozgrzewka na lodzie i jeszcze pół godziny wcześniej rozgrzewka fizyczna. W trakcie całego takiego meczu ja jako facet o wzroście prawie 190 cm mam według zegarka 1500 do 1800 spalonych kalorii. A w trakcie mistrzostw można takich meczów rozegrać dwa dziennie. Na mistrzostwach świata czeka nas dwanaście takich meczów w siedem dni, więc turniej jest wymagający fizycznie. Dlatego też tak ważne na wysokim poziomie jest przygotowanie fizyczne.

Szczotkowanie może wydawać się dość prostą i zabawną czynnością jednak wystarczy wziąć zwykłą miotłę w domu i starać się przez 20 sekund zamiatać najszybciej jak się potrafi i już będziemy mieli maleńki i przedsmak tego, co jest w curlingu. Do tego dochodzi poprawna technika szczotkowania, żeby jak najwięcej ciężaru ciała przełożyć na szczotkę, a dodatkowo takich szczotkowań w meczu możemy wykonać nawet do sześćdziesięciu.

Czy to prawda, że w tym sporcie gratuluje się przeciwnikowi udanego zagrania, nawet jeśli oznacza ono naszą przegraną? A po meczu tradycją jest wspólne wyjście zwycięzców i pokonanych na kawę lub coś mocniejszego?

Tak curling jest grą umiejętności i precyzji. Udane zagrania mają cieszyć oko i sprawiać przyjemność, dlatego też oklaskujemy zawsze dwie drużyny i gratulujemy rywalom świetnych zagrań, bo sami wiemy, jak to jest trudne. Jest taka etykieta, że drużyny zapraszają się po meczu na spotkanie. Mogę zdradzić, że na takim poziomie międzynarodowym niestety coraz rzadziej się to spotyka, ale zazwyczaj na zakończenie mistrzostw Europy czy mistrzostw świata są też bankiety kiedy można ze sobą usiąść i porozmawiać.

Od kiedy istnieje Wasz klub?

Nasz klub istnieje od 2024 roku. Drużyna, która funkcjonuje w klubie, tak naprawdę istnieje od 2020 roku, ale reprezentowała inne kluby i dopiero dwa lata temu zdecydowaliśmy się założyć własny klub. Jednak curling w Wałbrzychu sięga roku 2005, kiedy to grupa nastolatków spróbowała sił na treningu organizowanym przez karkonoski klub curlingowy z Piechowic, który obecnie już nie istnieje.

Pamiętacie czasy, gdy lodowisko w Świdnicy było całoroczne? Tęsknicie za tym?

Osobiście słyszałem o całorocznym lodowisku w Świdnicy, ale nie pamiętam tych czasów. Jeszcze nie byłem tak bardzo zainteresowany tematem. Uważam, że cały rok to jest troszeczkę za długo i prawie nigdzie na świecie to tak nie funkcjonuje, ale byłoby super gdyby sezon zaczynał się od września. Szczególnie, że w curlingu zaczynamy najczęściej już w sierpniu, a też szkoła mistrzostwa sportowego w short tracku na pewno ucieszyłaby się z takiego otwarcia. A zamknięcie sezonu pod koniec marca wydaję się optymalne.

Dziękuję za rozmowę.

Fot. Roberts Voskāns

Tagi:

Jeden komentarz

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *