Surowe brzmienie połączone z ludowymi motywami, mocne riffy i hipnotyzujące dźwięki. Swoją twórczością burzą granice między słowiańskim folkiem, a surowym industrialnym metalem. Wracają do korzeni, noszą maski i stworzyli swój własny autentyczny styl muzyczny. M.in. o futurystycznym wyglądzie, folk metalu i koncertach przypominających teatralny spektakl Agnieszka Góralczyk rozmawia z Widunem, liderem zespołu Czarny Bez.
W Waszej twórczości Industrial spotyka się z Folkiem. Dlaczego połączyliście surową, industrialną elektronikę z tradycyjną słowiańską nutą?
Widun: To wynik syntezy wszystkich gatunków, które cenię i chciałbym grać. To moje muzyczne miłości. W elektronice: rave, trance, ambient, experimental, noise, new wave, których charakterystyczne frazy czy samplowaną rytmikę staram się wykorzystywać w naszych kompozycjach, a słowiański klimat wynika z tematyki naszych utworów, co podkreślamy elementami białego śpiewu, folkowymi brzmieniami czy liniami instrumentów tradycyjnych, które u nas są często wygenerowane na syntezatorach. Ważnym spoiwem są również industrialne metalowe riffy, przesterowana gitara basowa i mocna charakterystyczna perkusja.
Waszym zdaniem te gatunki mają jakiś wspólny mianownik?
Widun: Tak, oba są bardzo pierwotne. Pulsacja w elektronice i pieśniach ludowych jest często podobna, transowa i powtarzalna. Muzyka ludowa, folkowa służyła do tańca, śpiewu mieszkańcom wsi albo podkreślała dawne rytuały plemienne i muzyka elektroniczna również tworzy wspólnotowe doświadczenia. Ludzie przy niej spontanicznie tańczą w klubach i na festiwalach. Obie formy służą w pewnym sensie zbiorowemu przeżyciu. W muzyce ludowej często występują powtarzające się motywy i rytmy, mantry, przyśpiewki, tańce obrzędowe. W elektronice powtarzalność beatów tworzy hipnotyczny, transowy efekt. To duchowo podobny sposób budowania emocji przez repetycję i rytm. Nie jesteśmy jedynymi twórcami, którzy łączą oba gatunki – współczesna produkcja elektroniczna często traktuje folk jako źródło autentyczności i energii. Dla obu gatunków charakterystyczne jest to, że starają się wyrazić ducha czasu lub miejsca, folk zakorzeniony jest w tradycji i lokalności, elektronika — w nowoczesności i globalnej kulturze cyfrowej ale w obu przypadkach chodzi o opowieść o człowieku i jego świecie.
Skąd czerpiecie inspirację do tworzenia tekstów i melodii?
Widun: Jestem autorem tekstów i dla mnie każdy utwór zaczyna się od jakiejś historii. Inspiracją są wydarzenia z wczesnego średniowiecza i starożytności, odkrycia archeologiczne ale przede wszystkim zapiski z dawnych kronik, ciekawe wypowiedzi i tezy naukowców, baśnie, ludowe obrzędy, mitologia czy bardzo rozbudowana demonologia słowiańska. Nawet twórczość Adama Mickiewicza do której nawiązujemy na drugim albumie. Myślę, że inspiracje muzyczne to wynik wieloletniego słuchania różnorodnej płyt, koncertów i najdziwniejszych projektów z całego świata. Nigdy nie ograniczałem się dźwiękowo, jestem otwarty i tak też podchodzę do kompozycji i aranży w zespole Czarny Bez.
O czym są Wasze utwory?
Widun: Właściwie to odpowiedź jest w poprzednim pytaniu. Cały czas czytam, szukam wątków, które pobudzają mój zapał twórczy. Czasem sam wymyślam opowiastki jak np. w utworze „Nawka”, w którym podczas święta „Dziadów” zostaje przywołany na ziemię duch dziewczyny, która przed śmiercią była zakochana i zastanawia się czy nie mogłaby jednak zostać tu na stałe i znów być ze swoim ukochanym. W pieśni o rzece „Świślinie”, wymyśliłem historię bazując na mitologi greckiej, w której bogowie często schodzili na ziemię i łączyli się w pary ze śmiertelnikami. Przeniosłem tylko lokalizacje tej opowieści w okolice Gór Świętokrzyskich i połączyłem z historią przedstawioną przez Jana Długosza w XV-wiecznej kronice, w której napisał, że na szczycie Łysej Góry w pogańskiej świątyni nasi przodkowie czcili bóstwa: Śwista i Pośwista. To oni i właśnie rzeczona Świślina są bohaterami tej miłosnej pieśni, której tłem jest rzeka o tej samej nazwie.
Wiedza zawarta w słowiańskich bestiariuszach pomaga przy tworzeniu muzyki, tekstów i wizerunku scenicznego?
Widun: Przy tworzeniu tekstów i motywów muzycznych tak, lecz nasz wizerunek oparty jest o fantastyczną fabułę, którą wymyśliliśmy, żeby połączyć świat industrialny, dystopijny z tematyką słowiańską.
Wasz wizerunek sceniczny – do czego znajdziemy tu odwołania?
Widun: We wspomnianej alternatywnej historii znajdujemy się w dalekiej przyszłości. Ludzkość jest na skraju upadku po wielu konfliktach i upadku cywilizacji. Grupy ludzi w tej części Europy znów tworzą struktury na kształt dawnych osad wodzowskich. Ich życie nieodwracalnie zależy od przyrody i praw nią kierujących. Wracają podobne wierzenia oparte o siły natury i tradycje, zbliżając nas do czasów plemiennych. Nasz futurystyczny wygląd, stroje i maski są inspirowane takimi filmami jak „Mad Max” czy grami komputerowymi jak „Cyberpunk”.
Maski odgrywają ważną rolę?
Widun: Dehumanizujące maski i stroje w stylu steam punk, rave, goth – powodują, że stajemy się fikcyjnymi postaciami scenicznym umiejscowionymi właśnie w tym uniwersum. Luba, wokalistka jako jedyna nie nosi maski, bo nie musi obwiać się czarów, przed którymi maski nas chronią bo te rzucają najczęściej kobiety. Dawni Słowianie nosili maski obrzędowe podczas świąt związanych z czczeniem przodków. Był w tym aspekt duchowy. U nas są elementem pewnej całości, która ubarwia rodzaj sztuki jaki uprawiamy.
Wokal. To właśnie rola kobiecego głosu, białego śpiewu jest u Was kluczowa dlaczego?
Widun: Głos Luby, sposób śpiewania i jego rytmika jest najbardziej folkowym elementem naszego zespołu. Wykorzystujemy tylko poszczególne elementy tego stylu jak właśnie biały śpiew czy specyficzne synkopowane i frazowanie w wokalu. Na ostatniej płycie postanowiliśmy użyć fragmenty tradycyjnych pieśni ludowych jako przerywniki, mające urozmaicić słuchaczom ten album. Są to takie perełki wyjęte prosto z kultury ludowej, które są jednocześnie naszym narodowym czy ogólnosłowiańskim dobrem. W piosence „Noc w leście” wykorzystaliśmy gwarę lokalną z okolic Łysogór, która jest ukłonem w nasze rodzinne strony. Nasza wokalistka potrafi też porządnie ryknąć, wykorzystująca gardło i rezonatory do tworzenia charakterystycznego, chrapliwego dźwięku w mocnych kawałkach albo też teatralnie naśladować wiedźmę rzucającą czary. Czasem jej śpiew jest czysty i przejrzysty jak w muzyce popularnej. Ma wiele możliwości i je wykorzystuje.
Jakie słowiańskie motywy przewijają się w Waszej twórczości?
Widun: Historia, tradycje, zwyczaje, wierzenia, postacie mityczne i demoniczne, a ich jest akurat wiele bo nasi przodkowie byli bardzo zabobonni i mieli ponazywane i spersonalizowane wszystkie rodzaje strachu z jakim się spotkali.
Wasze występy przypominają teatralny spektakl – to zamierzone działanie?
Widun: Teraz już możemy powiedzieć, że tak, bo ta idea się powoli wykluwała z koncertu na koncert. Wypracowaliśmy taką koncepcję zbierając doświadczenia, które zdobyliśmy podczas wielu występów, które mamy za sobą. Luba działa również w teatrze alternatywnym i wykorzystuje swoje umiejętności aktorskie podczas koncertów zespołu Czarny Bez. Myślę, że widzowie widząc na scenie charakterystycznie ubrane, zamaskowane męskie postacie i niewiastę, która wykorzystuje szal powiewający w strumieniu powietrza pochodzącego z wentylatora scenicznego (który jest już obecnie członkiem zespołu) mogą odnieść wrażenie uczestniczenia w spektaklu.
Jak oceniacie obecną kondycję folk metalu w Polsce?
Widun: To dalej nisza ale rozwijająca się i mająca coraz więcej zwolenników. My czujemy się częścią tego środowiska choć muzycznie nieco odbiegamy od standardów stosowanych w tej domenie. Znamy się osobiście z większością polskich zespołów folkmetalowych i bardzo się lubimy. Często razem koncertujemy w klubach czy na festiwalach. To taka mała społeczność muzyczna.
Zagracie na festiwalu Dni Chwały, który odbędzie się na Zamku Sarny – co czeka publiczność?
Widun: Dla osób, które nas usłyszą pierwszy raz na pewno zaskoczenie, bo jak sama pewnie zauważyłaś nie jest to wszystko proste. Trzeba się z całością zapoznać, wejść do naszego świata – wtedy wszystko zaczyna być jasne. Ale to nie jest konieczne od razu, można to zrobić później. My najczęściej bronimy się koncertowo swoją muzyką, pewną szczerością ale również profesjonalizmem jej wykonania. Staramy się dopinać każdy szczegół i postaramy się, żeby publiczność festiwalowa miała jak najlepsze doznania dźwiękowe i wizualne.
Dziękuję za rozmowę

Foto: M. Kwaśniewski, „WRozalski – good MUSIC in pictures”











