„Żyjemy w czasach tak zwanej poprawności politycznej. Ludzie często mają kije w tyłkach i nie potrafią się śmiać z wszystkiego. To nie wolno, to nie wypada itd. Dzisiaj nie wypada się śmiać z tego, z czego śmieliśmy się normalnie 15 lat temu. To dziwne, a nawet smutne…” mówi „Łysy spod Torunia”, komik znany też pod pseudonimem Positive Marcin. Człowiek, który swoim talentem rozśmiesza ludzi do łez, a jego filmiki biją rekordy popularności w sieci. M.in. o parodiowaniu życia i codziennej dawce dobrego humoru, Agnieszka Góralczyk rozmawia z Marcinem Wąsikiem.
Jak duży dystans do siebie i świata trzeba mieć, by być taką osobą jak Pan?
PM: Z pewnością bardzo duży, wręcz potężny, ponieważ żeby w dzisiejszych czasach robić podobne rzeczy jak ja, trzeba mieć grubą skórę i właśnie dystans. Żyjemy w czasach, w których duża część ludzi lubi oceniać, krytykować itd. Dlatego bez dystansu do siebie i świata nie mógłbym być tym kim jestem.
Pana najbardziej znany program „Marzenka Show” bije rekordy popularności – jak narodził się pomysł na niego?
PM: Seria parodii z postacią Marzenki czy jej występy na żywo na scenie zrodziły się całkiem przypadkiem. Z nudów. Podczas pandemii covid gdy zamknęli nas w domach, człowiek nie wiedział co robić z czasem i to właśnie wtedy zacząłem wrzucać śmieszne filmiki między innymi z Marzeną. Jednak na stronie można znaleźć różnorakie formy parodii.
Zdarzyło się, że na widowni zapadła cisza i nikt się nie śmiał? Jak szybko trzeba wówczas reagować?
PM: Nie. Na moich występach nie zdarzyło mi się, żeby była grobowa atmosfera, a występuje prawie 6 lat Może dlatego iż moje występy są naturalne, pełne swobody i emocji. To mieszanka stand-up, kabaretu. Tam dużo się dzieje dla widza, a historie dotyczą nas wszystkich.



Czy stand-up w Polsce faktycznie „wypiera” tradycyjny kabaret, jak sugerują niektórzy twórcy?
PM: Bzdurki… Oczywiście stand-up w ostatnich latach stał się bardzo popularny, a i twórców się jak mrówków narobiło, ale kabaret cały czas trzyma fason. Przecież w telewizji nie ma festiwalów stand-up tylko kabaretony, a i najlepsze kabarety zapełniają hale sportowe sprzedając bilety za sporą cenę. Także to raczej błędne założenie.
W jaki sposób selekcjonuje Pan żarty, które trafiają do Pana programu i na Facebooka?
PM: Ja ich nie selekcjonuję, po prostu jak mam wizję, natchnienie czy pomysł, który mi akurat wpadnie do głowy i uznam, że jest fajny to go realizuję i wrzucam. Tak samo gdy wymyślam program na występy na żywo, to tworzę zarys w głowie, a potem na spontanie rozwijam na scenie. Uważam, że bycie spontanicznym i naturalnym w komedii lepiej się sprawdza niż układanie ciągle wszystkiego w scenariuszach.
Zdarzyło się kiedyś, że ktoś się obraził za dany żart?
PM: Notorycznie się to zdarza…Żyjemy w czasach tak zwanej poprawności politycznej. Ludzie często mają kije w tyłkach i nie potrafią się śmiać z wszystkiego. To nie wolno, to nie wypada itd. Dzisiaj nie wypada się śmiać z tego, z czego śmieliśmy się normalnie 15 lat temu. To dziwne, a nawet smutne… Dlatego zawsze ktoś z występu pewnie wyjdzie zniesmaczony lub na stronie pod komentarzami się oburzy. Normalny dzień pracy.
Skąd Pan bierze pomysły na swoje parodie i krótkie filmiki? Czy rzeczywistość w Polsce jest aż tak inspirująca?
PM: Tak jest bardzo inspirująca. Moje parodie i filmiki to czyste życie. Większość pomysłów biorę albo z własnego otoczenia, albo z sytuacji, które się dzieją w Polsce. Ja tylko pokazuję je w bardziej wesoły sposób. Satyrę pisze życie.
Czy jest jakaś granica w żartach, której jako „Positive Marcin” stara się Pan nie przekraczać?
PM: Uważam, że odpowiednio z głową podany żart może dotknąć wszystkiego. Przecież w okopach na wojnie też ludzie żartowali z sytuacji, śmierci, chorób itd. Kwestia tego żeby zrozumieć iż satyra nie jest po to, żeby zrobić krzywdę tylko rozśmieszyć. Oczywiście nie każdy to rozumie i zawsze znajdą się moralizatorzy internetowi.


Pseudonim zobowiązuje – jak udaje się Panu zachować optymizm w gorsze dni i czy „Positive Marcin” to kreacja, czy naturalny stan?
PM: Positive Marcin to ja faktycznie. Nigdy nikogo nie udawałem na pokaz i zawsze mówiłem co myślę, za co mi się nie raz obrywało. Jednak nie zachowuję ciągle optymizmu. Mam troski, złe dni i czasami brak humoru. Nawet czasem wychodząc na scenę mam gorszy dzień. To normalne w życiu, taka ludzka natura. Choć z pewnością w ostatnich latach nauczyłem się mniej narzekać, a więcej czerpać pozytywów z życia. Cieszyć się małymi chwilami, momentami. Lubię swoje życie i nie muszę mieć lepiej.
Co by Pan powiedział czytelnikom portalu tylko z dobrymi informacjami?
PM: Życzę Państwu wszystkiego dobrego, a przede wszystkim zdrowia, no i trochę szczęścia też, bo na Titanicu mieli zdrowie, a szczęścia zabrakło. Oczywiście dobrych informacji. Dziękuję i pozdrawiam.
Dziękuję za rozmowę
Foto: użyczone












