W dogtrekkingu najpiękniejsze jest to, że na szczyt nigdy nie wchodzisz sam – zawsze obok Ciebie jest pies, który ufa Ci bezgranicznie i z taką samą radością patrzy z Tobą w dal. Górskie Sapacze to grupa przyjaciół, którzy wędrują po górach z ukochanymi psami. Nie było planu na jej założenie, a o powstaniu zadecydował los. M.in. o wspólnych wędrówkach i szczęściu jakie one dają Agnieszka Góralczyk rozmawia z Beatą Makowską, współzałożycielką grupy.
Skąd pomysł na tak oryginalną nazwę?
BM: Każdy, kto kiedykolwiek wspinał się albo wbiegał na górski szczyt, dobrze zna to uczucie… sapania. To naturalna reakcja organizmu na wysiłek. Sapią ludzie i sapią psy. A skoro są góry – to Górskie Sapacze. Ta nazwa powstała właściwie naturalnie. To taka gra słów, która idealnie pasuje do naszej drużyny.
Jak powstała grupa i co było głównym impulsem do wspólnego działania?
BM: Można powiedzieć, że zdecydował o tym trochę przypadek, a trochę szczęśliwy traf. Monikę i Iskrę poznałam podczas edycji Pucharu Polski w Szczawnie-Zdroju w maju 2021 r. Marcelę i Georga spotkałam kilka miesięcy później – w październiku – na starcie w Złotym Stoku. Okazało się, że mamy wspólny vibe: psy, góry i podobne podejście do aktywności. Założenie drużyny było więc naturalną koleją rzeczy. Nie miałyśmy żadnego wielkiego planu na rok, dwa czy cztery do przodu. To była decyzja chwili – po prostu poczułyśmy, że chcemy robić to razem.
Czy każdy członek Waszej grupy musi mieć psa?
BM: Zdecydowanie tak. Jesteśmy amatorską drużyną dogtrekkingową, więc pies jest dla nas nieodłącznym partnerem człowieka.


Skupiacie się na dogtrekkingu, czyli wędrówkach z psem – jak takie wspólne wędrowanie wpływa zarówno na człowieka jak i zwierzę?
BM: Nie skupiamy się wyłącznie na wędrówkach – część z nas biega z psami także po górach. Taka wspólna aktywność bardzo dobrze wpływa na obie strony. Nie ma nic piękniejszego niż wdrapać się ze swoim psem na szczyt, po drodze trochę posapać, a potem usiąść razem i patrzeć w dal. Bieganie również jest fantastyczną formą wspólnego spędzania czasu. Często to właśnie pies nadaje tempo biegu – i wtedy to my musimy szybciej przebierać nogami.
Dogtrekking jest w Polsce popularny?
BM: To nadal sport niszowy, ale z roku na rok staje się coraz bardziej popularny. Pojawia się coraz więcej zawodów i biegów z psami – i bardzo nas to cieszy.
Ile kilometrów w ciągu jednej wędrówki jesteście w stanie przejść?
BM: Można by powiedzieć, że pytanie powinno raczej brzmieć: ile nie jesteśmy w stanie przejść. A tak całkiem poważnie – wszystko zależy od predyspozycji i wytrenowania psa oraz przewodnika. Są psy, które biegają dystanse 50 kilometrów i więcej, ale są też takie, które ze swoimi opiekunami potrafią pokonać nawet 80 kilometrów.
Które z Waszych psów są najbardziej wytrwałe na szlaku?
BM: Mamy w drużynie prawdziwe psie „ultrasy”, które świetnie radzą sobie na bardzo długich dystansach. Co ciekawe – nie ma jednej rasy, która byłaby tu uprzywilejowana. Zarówno psy rasowe, jak i cudowne mieszanki potrafią być szybkie, wytrzymałe i… wygrywać zawody. Przykładem jest maleńka Yen, patterdale terrier, która ze swoim przewodnikiem Pawłem pokonuje dystanse nawet 25–30 kilometrów. Podobnie świetnie radzą sobie też inne mniejsze psy w naszej drużynie – jak Edek, pinczer miniaturowy biegający z Krystianem, czy Margo, sznaucer miniaturowy Michała. Z kolei wśród większych psów mamy prawdziwych mocarzy – jak Dayson, seter szkocki Tadka czy Kira, husky Szymona. Świetnym przykładem wytrzymałości jest też Jamal, wyżeł niemiecki Asi, który niedawno razem ze swoją przewodniczką wygrał bieg na dystansie 50 kilometrów.
Rasa psa ma znaczenie przy takich wędrówkach? Każdy pies podoła?
BM: Rasa nie ma decydującego znaczenia. Każdy pies – większy czy mniejszy – może spróbować takiej aktywności. Tak jak w przypadku ludzi, najważniejsze jest odpowiednie przygotowanie i stopniowe budowanie kondycji.


Jak radzicie sobie z psami w sytuacjach awaryjnych na szlaku?
BM: Staramy się być świadomymi przewodnikami. Nigdy nie ruszam się w góry bez apteczki. Na wędrówki zabieram większą, dobrze wyposażoną apteczkę, a podczas biegania – jej mniejszą, „biegową” wersję. Obowiązkowym elementem jest także but ochronny dla psa, który może się przydać w razie kontuzji łapy.
Co czuliście, wygrywając klasyfikację generalną w 2024 roku?
BM: Myślę, że dokładnie to samo, co wtedy, gdy wygrywaliśmy ją w 2023 i 2025 roku. Przede wszystkim ogromną dumę z naszych psich zawodników, a zaraz potem wielką radość. To efekt pracy całej drużyny, która trzy razy z rzędu stanęła na najwyższym podium Pucharu Polski w Dogtrekkingu, w kategorii Drużyn.
Jakie są trasy Waszych wędrówek?
BM: Bardzo różne. Nasza drużyna działa aż w siedmiu województwach, więc każdy z nas trenuje w swoich górach i na swoich ścieżkach. Ja z moją owczarką niemiecką Abrą najczęściej wędruję i biegam po Górach Suchych.
Odwiedzacie szkoły. Co chcecie przekazać najmłodszym podczas tych spotkań?
BM: Przede wszystkim uczymy odpowiedzialności za drugą istotę i szacunku do zwierząt. Podczas spotkań opowiadamy także o treningach, zawodach i aktywnościach z psami – między innymi o noseworku. Chcemy pokazać dzieciom coś bardzo ważnego: że każdy pies zasługuje na dobry dom, a wtedy potrafi odwdzięczyć się najpiękniejszą i najwierniejszą miłością.
Współpracujecie z wałbrzyskim schroniskiem dla zwierząt – w jaki sposób pomagacie tamtejszym zwierzętom?
BM: Od trzech lat organizujemy wirtualne biegi charytatywne, na rzecz czworonogów ze Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Wałbrzychu. Piąta edycja zakończyła się w połowie lutego i razem z uczestnikami zebraliśmy rekordową kwotę 10 100 zł na pomoc schroniskowym psom i kotom.
Wasze psy to psy adoptowane ze schronisk? Jakiej są rasy?
BM: W naszej drużynie jest naprawdę pełen przekrój psów. Wiele z nich to psy adoptowane, ale mamy też przedstawicieli właściwie prawie każdej rasy. Są również cudowne mieszanki ras, które doskonale radzą sobie na trasach. Są wśród nas także osoby, które szczególnie angażują się w pomoc zwierzętom. Radek i Krystian mają w swoich domach po kilka psów adoptowanych ze schroniska i od lat robią wspaniałą pracę, pomagając zwierzętom ze Schroniska w Katowicach.
Dziękuję za rozmowę
Foto: użyczone, Artur Osada, Martyna Kaczkowska












