Tu można się zatrzymać i poczuć zapach mchu. Posłuchać opowiadań o elfach, krasnalach, olbrzymach czy chomiku Barnabie. Monika Matysiak stworzyła niezwykły blog literacko-baśniowy który przenosi czytelników do fikcyjnego, pełnego magii, spokoju i ciepła Lasu z Mchu i Paproci. Przytulny klimat opowieści dopełniają motywy tradycyjnych domowych wypieków i potraw, jak racuchy dla elfów czy legendarne drożdżówki Babci Etty. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, Elena zaprasza do zaczarowanej krainy pełnej dobra, wartości i natury, w której zamiast miejskiego zgiełku słyszymy szum drzew, a zamiast nowoczesnego piekarnika płonie leśne ognisko i pachną aromatyczne zioła.
Skąd pomysł na stworzenie „Kuchni z mchu i paproci”? Czy to powrót do dzieciństwa, czy ucieczka od codzienności?
MM: To splot obu tych dróg. Dzieciństwo dało mi fundament – wiarę, że w każdym liściu drzemie opowieść. Czy ucieczka? Raczej budowanie własnej, bezpiecznej przystani. W świecie, który pędzi, mój blog jest miejscem, gdzie czas zwalnia do tempa kapiącej rosy. To nie ucieczka „od” rzeczywistości, ale ucieczka „do” siebie i do wartości, które są stałe: domu, miłości, przyjaźni, ciepła i wspólnego posiłku.
Czy Las jest inspirowany konkretnym miejscem w naturze czy bajką o Żwirku i Muchomorku?
MM: Nazwa oczywiście puszcza oko do Żwirka i Muchomorka – to radosny ukłon w stronę klasyki baśni, którą wielu z nas nosi w sercu. Jednak mój Las to przede wszystkim „miejsce wewnętrzne”. Inspirują mnie realne poranki w moim ogrodzie, zapach sosen po deszczu i słońce przeświecające przez liście dębu. To połączenie natury, którą mogę dotknąć, z tą, którą widzę oczyma wyobraźni.
Jak opisywać świat, aby pachniał mchem i miodem?
MM: Trzeba przestać tylko patrzeć, a zacząć czuć. Nie piszę o zieleni, piszę o „szmaragdowym chłodzie mchu”. Nie piszę o jedzeniu, ale o „słonecznym blasku konfitur”. Staram się używać słów, które mają fakturę i zapach. Kluczem jest uważność na małe rzeczy – kropelkę rosy na jagodzie czy cień rzucany przez filiżankę na starym, drewnianym stole.



Jakie jeszcze magiczne dania znajdziemy w Twojej Kuchni?
MM: Oprócz racuchów budyniowych, które uwielbia mały Leo, znajdziecie potrawy leczące duszę. Są to np. leśne zupy krem podawane z „magicznymi” ziołami Idril, szafirowe herbaty Lioriel, czy słynne kotlety z kalafiora Etty, które potrafią skusić nawet najbardziej upartego elfa. Każde danie w naszym Lesie ma swoją historię i szczyptę magii w składzie.
Opowieści, kulinaria, grafiki – tu dzieje się magia?
MM: Tak! Magia dzieje się w tym połączeniu. Obraz dopełnia słowo, a zapach potrawy przywołuje wspomnienie. Tworząc te grafiki, staram się uchwycić emocje, gesty, światło i zapachy. To jest kompletny świat, do którego zapraszam czytelnika – może go zobaczyć, przeczytać o nim i poczuć jego smak w swoim domu.
Skąd czerpiesz inspiracje do nowych historii?
MM: Z codzienności! Kłótnia o zagubiony guzik u doktora Ambrożego, pierwszy krok małego Leo na mchu czy radosne psoty dziczka Rumbasa – to są prawdziwe emocje ubrane w baśniowe szaty. Obserwuję naturę i moich bliskich, a potem pozwalam, by elfia wyobraźnia nadała tym chwilom szafirowego blasku.
Gdybyś miała opisać Kuchnię trzema zapachami, co by to było?
MM: Byłby to zapach rozgrzanego słońcem igliwia, świeżo upieczonego ciasta z cynamonem oraz wilgotnego, chłodnego mchu o poranku.
Co byś przeniosła do naszej rzeczywistości?
MM: Szafirowe portale Lioriel! Wyobraźcie sobie: jedno machnięcie brzozowym fletem i zamiast stać w korku, lądujecie na polanie pełnej niezapominajek. Taka droga na skróty do spokoju przydałaby się każdemu z nas.
Miksery czy makutry?
MM: Etta mówi, że jedzenie czuje intencje kucharza. Dlatego w Lesie kochamy gliniane makutry i kamienne moździerze – one wymagają czasu i uwagi. Choć szeptem powiem, że Sylwion czasem próbuje skonstruować jakieś „napędzane wiatrem mieszadło”, Etta i tak zawsze wraca do swojej ukochanej drewnianej łyżki.



Idealny leśny podwieczorek w 15 minut?
MM: To prostota! Pajda dobrego chleba z masłem, miodem i świeżymi owocami, podana na drewnianej desce w promieniach słońca. Do tego kubek naparu z mięty lub pokrzywy. Magia nie potrzebuje skomplikowanych składników, potrzebuje celebracji chwili.
Najbardziej niezwykłe połączenie smaków u Etty?
MM: Zdecydowanie seler naciowy duszony z miodem, czosnkiem i gałką muszkatołową. To danie, które odczarowuje „zwykłe” warzywo i zamienia je w wykwintny przysmak, któremu nie może się oprzeć nawet zając Kuleczka.
Kim na co dzień jest Elena?
MM: Na co dzień jestem kobietą, która kocha swój dom i ogród, pasjonatką literatury, baśni, dobrej kuchni (prowadzę również od kilkunastu lat bloga kulinarnego: https://sio-smutki-od-kuchni.blogspot.com/) i amatorką leśnych spacerów. Elena to moja szafirowa strona duszy, która pozwala mi dzielić się z Wami magią i spokojem, którego wszyscy tak bardzo potrzebujemy w obecnych czasach.
Dziękuję za rozmowę
A Czytelników zachęcamy, aby zajrzeli na bloga i FanPage Eleny:
Link do bloga: https://kuchnia-z-mchu-i-paproci.blogspot.com/











