„Pamiętam dzień, w którym w domu pojawił się czwarty tom „Harry’ego Pottera” – najgrubszy ze wszystkich. W ogóle nie przeszkadzało mi to, że nie czytałam trzech pierwszych części, nie byłam w stanie oderwać się od tej książki. Długo, długo później zostałam mamą i z wielką ekscytacją wkroczyłam w świat kolorowych, pięknie wydanych książek dla dzieci. Czytając kolejną historię o niczym, zdałam sobie sprawę, że znów czuję to samo rozczarowanie, poza pięknymi obrazkami nie było tam treści. Moi chłopcy po szybkim przejrzeniu ilustracji tracili całe zainteresowanie, a ja cały zapał” – wspomina Patrycja Kuczewska – Łopińska, która chcąc dać swoim synom coś więcej niż to, co proponują rynki wydawnicze, sama napisała powieść. Powieść, która błyskawicznie skradła serca dzieci i rodziców. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, autorka opowiada jak narodzili się dwaj sympatyczni bracia – Kostek i Gucio, świat do którego wkroczyli i bohaterowie, których w nim spotkali.
Jak narodził się świat Kostka i Gucia i ich magiczne przygody?
PKŁ: Jako dziecko lubiłam czytać książki, jednak nigdy nie lubiłam literatury typowo dziecięcej. Pamiętam, jak w podstawówce przerabialiśmy „Dzieci z Bullerbyn”, a ja nie mogłam przez nie przebrnąć, bo dla mnie ta historia była potwornie nudna. Pamiętam „Psa, który jeździł koleją”, „Janka Muzykanta” i uczucie przygnębienia, które mi towarzyszyło. Żadna z tych lektur nie rozpaliła mojej ciekawości, nie sprawiła, że chciałam gnać do biblioteki po następną książkę. Pamiętam też dzień, w którym w domu pojawił się czwarty tom „Harry’ego Pottera” – najgrubszy ze wszystkich. W ogóle nie przeszkadzało mi to, że nie czytałam trzech pierwszych części, nie byłam w stanie oderwać się od tej książki. Długo, długo później zostałam mamą i z wielką ekscytacją wkroczyłam w świat kolorowych, pięknie wydanych książek dla dzieci. Czytając kolejną historię o niczym, zdałam sobie sprawę, że znów czuję to samo rozczarowanie, poza pięknymi obrazkami nie było tam treści. Moi chłopcy po szybkim przejrzeniu ilustracji tracili całe zainteresowanie, a ja cały zapał. Trafiliśmy na kilka śmiesznych historyjek, które nic nie wniosły do naszego życia, oraz na kilka przestarzałych form, które bardziej przypominały kazanie niż powieści dla dzieci. Stwierdziłam więc, że zanim chłopcy całkowicie zniechęcą się do czytania, sięgniemy po pierwszy tom „Harry’ego Pottera” i to był strzał w dziesiątkę. Nie było obrazków, historia nie była krótka, a mimo to obaj słuchali i co wieczór chcieli więcej. Problem pojawił się, gdy doszliśmy do końca książki. Każdy kolejny tom przygód Harry’ego jest coraz mroczniejszy, a moje dzieci były na to stanowczo za małe. Zastanawiałam się więc, jaką książkę chciałabym im przeczytać i czego mogłyby się z niej nauczyć. Ponieważ nie mogłam znaleźć niczego, co mnie samą by zaciekawiło, postanowiłam napisać własną książkę; taką, w której morał będzie starannie owinięty przygodą i humorem.
Kim tak naprawdę jest troll Tol i jak budowała Pani jego charakter?
PKŁ: Każdy z nas padł kiedyś ofiarą stereotypu lub skrzywdził kogoś takim myśleniem. Troll Tol to właśnie ktoś taki – ktoś, kogo nie chcemy poznać „bo nie”, bo wszyscy mówią, że nie warto, więc nie ma sensu nawet próbować. Stereotypy są krzywdzące, często wynikają z niezrozumienia lub z czystej złośliwości i niestety nikt na nich nie zyskuje. Chciałam pokazać dzieciom, że nieważne jest, co o danej osobie czy narodowości mówią inni, jeśli będziemy w to ślepo wierzyć, możemy bezpowrotnie stracić okazję na poznanie kogoś wyjątkowego. A jak budowałam jego charakter? Zupełnie intuicyjnie. Starałam się stworzyć postać, z którą sama chciałabym się zaprzyjaźnić.
Jaką rolę w całej intrydze odgrywa tajemnicza Ciocia Kornelia?
PKŁ: Ciocia jest międzypokoleniowym łącznikiem. Kimś, kto mimo niezrozumienia miał odwagę pozostać sobą. Mimo wieku i całego życiowego doświadczenia zachowała w sobie dziecięcą pogodę ducha. Wspiera chłopców w ich wyprawach i choć zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństw, które na nich czekają, nigdy ich nie zniechęca. Mimo całej troski, jaką ich darzy, wierzy w ich umiejętności oraz w to, że zawsze sobie poradzą.
Zna Pani Kroniki Spiderwick? Bo motyw Cioci Kornelii bardzo przypominał mi historię Lucindy.
PKŁ: Niestety nie, ale jak tylko moi synowie trochę podrosną, z pewnością nadrobię to razem z nimi.
Astramiry – jak zrodził się pomysł na stworzenie akurat takiego gatunku magicznych stworzeń?
PKŁ: Kiedyś, podczas jednej z wycieczek, znaleźliśmy z chłopcami kamyk w kształcie maleńkiego jajka i drugi w kształcie dużego zęba. To właśnie wtedy powstał w mojej głowie pomysł na stworzenie Astramir – niezwykłych wróżek zrodzonych z gwiazd, maleńkich opiekunek wszystkiego, co żywe.
Jak budować napięcie i lekką grozę, ale nie wystraszyć zbyt mocno młodego czytelnika?
PKŁ: Myślę, że najważniejsze to dać dzieciom poczucie, że w historii wszystko dzieje się po coś. Niedopowiedzenia i tajemnice działają na wyobraźnię, ważne jest jednak, by nie ciągnąć ich w nieskończoność, bo to po prostu męczy. W swojej książce starałam się też unikać słów, których dzieci mogłyby się bać, pamiętając o tym, że najmłodsi biorą wszystko zero-jedynkowo. Każda dobra historia potrzebuje jednak odrobiny mroku oraz kontrastu między dobrem ,a złem i mam nadzieję, że udało mi się znaleźć złoty środek.
Dlaczego to właśnie trolle – istoty tradycyjnie kojarzone w mitologii z czymś gburowatym – stają się w Pani książce kimś, kogo warto bliżej poznać?
PKŁ: Głęboko wierzę w to, że każdego należy poznać, i zawsze mówię o tym dzieciom na spotkaniach w szkołach. Nie każdą znajomość należy pielęgnować, czasem trzeba odejść od grupy (tak jak bandurki czy didki), ale każdemu należy dać szansę. Troll Tol jest idealnym przykładem na to, jak krzywdzące są ślepo powielane stereotypy.
W literaturze dla dzieci motyw „wyprawy” i „tajemnicy” jest bardzo częsty. Jak udało się Pani uciec od schematów i dać czytelnikom coś świeżego?
PKŁ: Hmm, tu pomogła mi chyba moja ignorancja. Ponieważ nie przeczytałam w życiu zbyt wielu dziecięcych książek, nie utrwaliłam sobie żadnego schematu. Do swoich małych czytelników podchodzę jak do rozumnych, inteligentnych istot, które od dorosłych różnią się jedynie tym, że są bardziej otwarte na świat i nie są jeszcze zamknięte w żadnych ramach. Pisząc książkę, nie spłycałam wątków ani nie upraszczałam słownictwa. Potraktowałam dzieci tak, jak sama chciałabym być potraktowana w dzieciństwie – czyli z pełną powagą, szacunkiem i przeświadczeniem, że potrafią same wysnuwać celne wnioski.
Baśnie i opowieści z elementami magii są dzieciom potrzebne do lepszego zrozumienia realnego, dorosłego świata?
PKŁ: Nie tylko dzieciom. Niezależnie od wieku chcemy wierzyć, że wszystko ma sens, że coś nad nami czuwa, a świat mimo wszystko jest dobrym miejscem. Dorośli czytają książki o miłości tak słodkiej, że aż nierealnej, albo o detektywach będących w stanie rozwikłać najtrudniejsze zagadki niemal bez najmniejszych problemów. Przecież to wszystko ma niewiele wspólnego z szarą codziennością, a jednak od czasu do czasu zatracamy się w marzeniach, by nabrać sił na trudy dnia codziennego. Różnica między dziećmi a dorosłymi jest taka, że dla dzieci magia jest oczywista i widzą ją tam, gdzie dorośli dostrzegają tylko codzienność. To, co nam wydaje się zwykłe i pospolite, dla dzieci potrafi być zachwycające. Jak dużo czasu w dorosłym życiu poświęca Pani na obserwowanie owadów? Dopóki trzymają się z dala od Pani roślin – z pewnością niewiele. A dzieci z zachwytem patrzą na gąsienice, mrówki czy żuki. Zastanawiają się, czy jest im zimno, czy pan żuk zakochał się w pięknych oczach pani żukowej, czy wieczorem rozmawiają o swoich owadzich dzieciach i czy lubią słuchać tych samych melodii.
Którą z wykreowanych postaci polubiła Pani najbardziej podczas pisania i dlaczego?
PKŁ: Mumacza. Mumacz jest wredny, złośliwy i groźny, a mimo to zawsze dotrzymuje umów. Ma pełną świadomość tego, czym i jaki jest. Dzięki tej samoświadomości może dokonać wyboru, czy próbować się zmienić, czy też nie. Jaką decyzję podejmie? Przekonamy się w tomie drugim.
Dziękuję za rozmowę
A jeżeli komuś spodobał się pierwszy tom przygód Kostka i Gucia, już może sięgnąć po kolejny, który jest dostępny w księgarniach , czyli “Kostek i Gucio. Ostatnia perła”.













