Strona główna / Wywiady / Kiedy chodnik staje się sceną. Małgorzata Węglarz o świecie artystów Busker Tour

Kiedy chodnik staje się sceną. Małgorzata Węglarz o świecie artystów Busker Tour

Nowy cyrk i street arts to uniwersalny język emocji, który nie wymaga znajomości słów. Międzynarodowy festiwal Busker Tour od lat gromadzi wybitnych performerów z całego świata– od Japonii i Tajwanu po Argentynę i Australię. Gdy się pojawiają szary plac lub miejska ulica w ułamku sekundy zamieniają się w tętniącą życiem arenę. Ci artyści do stworzenia magii nie potrzebują wielkich scen, świateł ani biletów. Ich sztuka i pasja są na wyciągnięcie ręki – bez barier i bez biletów. O niezwykłym festiwalu sztuk performatywnych i cyrkowych Busker Tour, który odbywa się w różnych polskich miastach Agnieszka Góralczyk rozmawia z Małgorzatą Węglarz, jego dyrektorem artystycznym i producentką.

Jak narodził się Busker Tour – podróżny festiwal artystów ulicznych?

MW: Przez kilka lat kontynuowałam festiwal BuskerBus, do którego dołączyłam w 2013 roku. Jednocześnie organizowałam mniejsze wydarzenia pod nazwą Busker Tour. W związku z tym, że wprowadziłam wiele zmian w wielkości i formule festiwalu, selekcji artystów oraz warunkach, nadszedł czas na zmianę i organizację wszystkich wydarzeń pod jedną marką, czyli właśnie Busker Tour. Obecnie Busker Tour to nie tylko samodzielny festiwal. Czasami dołączamy do innych festiwali. Może to być pojedynczy pokaz, seria wydarzeń. Jestem otwarta na propozycje.

Busker Tour co roku gości wykonawców z całego świata m.in. z Japonii, Argentyny, Australii. Czym kieruje się Pani podczas selekcji artystów i układania programu na kolejną edycję? Jak dba Pani o balans, by program nie stał się monotonny dla widza, który spędza na festiwalu cały dzień?

MW: Wybór artystów to moja ulubiona część! Różnorodność to podstawa dobrego programowania festiwalu. Staram się, aby publiczność mogła poznać odmienne dziedziny sztuki ulicznej, aby zmieniały się rekwizyty oraz sposoby prezentacji. Artyści mają różną energię. Są pokazy bardziej liryczne z elementami teatru i narracją i te skupione tylko na dostarczaniu rozrywki. Busker Tour jest festiwalem interdyscyplinarnym. W programie są pokazy cyrkowe, ale i np. muzyka. W pokazach buskerskich artyści nie muszą trzymać się jednego gatunku sztuki, więc jeden pokaz może się składać zarówno z elementów cyrkowych, iluzjonistycznych, jak i tanecznych. Często mówię o charyzmie wykonawców.

Skomplikowane triki to nie wszystko. Równie ważne są interakcja z widzami, mimika, czyli prezencja sceniczna. Można wykonywać niebezpieczne i trudne akrobacje i stracić uwagę widza. Przy układaniu programu nie wystarczy samo spojrzenie na dyscyplinę cyrkową. W zgłoszeniach proszę o nagrania całych występów. Filmy promocyjne są często mylące i nie oddają umiejętności, struktury pokazów i pomysłów. Chcę poznać artystę, nie to, jak opanował programy do edycji filmów. Na swojej stronie dzielę się wskazówkami dla buskerów, czego oczekuję w zgłoszeniach. Jeśli używają tylko ogólnych opisów, wybór między nimi byłby jak loteria. Busker Tour to festiwal międzynarodowy. Staram się, aby także i tutaj było różnorodnie. W ubiegłym roku było tak wiele dobrych zgłoszeń z Tajwanu, że żartowałam, że mogłaby to być tajwańska, a nie międzynarodowa edycja. W poprzednich latach podobnie było z Argentyną. Ważne jest dla mnie, żeby na festiwal Busker Tour, zgodnie z nazwą, zapraszać buskerów, czyli artystów, którzy występują na ulicy także poza zorganizowanymi wydarzeniami. Nie ma dla mnie znaczenia, czy ktoś występował na innych festiwalach, ale czy jest buskerem, jaki ma program i co chce zaprezentować. Dla wielu artystów Busker Tour to pierwsze międzynarodowe doświadczenie. Jest w tym element ryzyka, ale to podejście do programowania daje mi wiele satysfakcji. Myślę, że niewiele osób, nawet stałych uczestników, ma świadomość, jak wielu międzynarodowych artystów zadebiutowało na festiwalu Busker Tour, zanim zaczęli być zapraszani na inne festiwale lub nawet są na nie zapraszani ze względu na doświadczenie. Buskerzy podkreślają w zgłoszeniach, że znają moją filozofię wyboru artystów i ją doceniają. Być może to jeden z powodów, dla których chcą do nas przyjeżdżać. Otwarty nabór jest zwykle na łączoną trasę w Krotoszynie i w Zielonej Górze. Do tego samego miasta artyści mogą powrócić tylko z nowym programem. Zdarza się, że większość zaproszonych artystów występuje w Polsce po raz pierwszy.

Festiwal w nowych miastach to głównie szansa na ponowne spotkania z artystami, których znamy z poprzednich edycji (czyli oni też wcześniej wysłali zgłoszenie). Są artyści, którzy nie lubią mojego podejścia i tacy, którzy się trochę obrażają, gdy nie są zapraszani ponownie. Rozumiem to, ale właśnie o to chodzi, gdy jest się kuratorem, żeby pracować z osobami, z którymi mamy podobne podejście. Jeśli chodzi o muzykę, to szanuję artystów, którzy prezentują na ulicy autorską twórczość. Jest wiele innych wydarzeń, na których można grać covery. Polska publiczność docenia artystów i piosenki, których nie zna, co sprawia mi ogromną radość. Nie trzeba śpiewać w chórze wszystkich wersów, by dobrze się bawić na koncercie ulicznym. Jest wiele powodów, dla których wybieram daną propozycję. Czasami jest to coś nowego, czasami widzę potencjał i wiem, że Busker Tour pomoże danemu artyście się rozwinąć. Są dyscypliny, które nie są moimi ulubionymi, ale wiem, że lubi je publiczność. Osobiście lubię trudne technicznie rzeczy i wolę spokojne pokazy od klaunady. Moją rolą jako dyrektora artystycznego jest balansowanie wszystkich kryteriów.

Gdyby zapytać publiczność, co lubią, powiedzieliby głównie o rzeczach, które znają. Ja w zgłoszeniach widzę propozycje, o których być może publiczność nigdy jeszcze nie słyszała. To właśnie dzięki festiwalowi ma szansę je poznać. Jest tu więc też element edukacji. Wielu artystów nie przyjechałoby do Polski bez zaproszenia na festiwal. Z wielu powodów Busker Tour nie jest dla każdego artysty, ale ci, którzy zgadzają się z moim sposobem programowania i lubią małe miasta, sprawiają, że festiwal jest taki, jaki jest. Z autorskim programem, czyli świadomym wyborem artystów, nie kopiowaniem lineupów innych festiwali. Buskerski nie tylko z nazwy. Otwarty na wszystkie dziedziny sztuki ulicznej, odbywający się w miastach o różnej wielkości i dający możliwość wspólnego spędzania czasu, zabawy i wymiany doświadczeń. Od artystów zależy, jak wykorzystają ten czas. Mam nadzieję, że Busker Tour jest wyjątkowy nie tylko dla mnie.

Festiwal w krótkim czasie odwiedza wiele miast w Polsce np. Wrocław, Zieloną Górę, Krotoszyn, Żary, Zgorzelec. Jakie są największe wyzwania logistyczne przy organizacji tak dynamicznego, podróżnego wydarzenia?

MW: Program festiwalu w różnych miastach się zmienia. Najtrudniejsze jest, gdy nie ma dłuższych przerw między wydarzeniami. Wtedy z częścią artystów się żegnamy, innych witamy i mamy mało czasu na przepakowanie się i złapanie oddechu. Festiwal jest mobilny i chociaż festiwale buskerskie nie wymagają scen, to zawsze zabieramy sporo rzeczy, które trzeba spakować i zabrać, więc zajmuje to dużo czasu i jest to taka moja festiwalowa siłownia. Dla samych artystów logistycznie najtrudniejsze jest na pewno dotarcie do Polski i poruszanie się z dużym bagażem. Artystów rezerwuje się kilka miesięcy przed festiwalem. Gdy mają już potwierdzone jedno wydarzenie, starają się znaleźć inne w tej samej części świata, żeby zaplanować podróż. Czasami wydarzenia są blisko siebie, czasami mają między nimi przerwy, więc muszą wybrać miejsce, w którym się zatrzymają, a innym razem przylatują bezpośrednio ze swojego kraju. Samo dotarcie do Polski zajmuje im wiele godzin, a czasami dni, gdy np. nie ma bezpośrednich połączeń lub są bardzo drogie. Gdy rozmawiam z domami kultury o warunkach współpracy, zdarza się, że pytają, czy naprawdę artyści potrzebują pełnego wyżywienia, czy hotelu już dzień przed i w nocy po festiwalu. To są podstawowe rzeczy, które musimy im zapewnić. Buskerzy potrzebują chwili na regenerację. Gdy organizuję autokar z Wrocławia, po zajęciu miejsc zwykle od razu zasypiają, bo w końcu mogą odpocząć bez martwienia się o bezpieczeństwo, pilnowanie bagażu czy o to, gdzie znajdą wieczorem ciepły posiłek.

Jak na przestrzeni lat zmieniała się publiczność w poszczególnych miastach? Czy zauważa Pani różnice w odbiorze sztuki ulicznej np. między Wrocławiem, a mniejszymi miejscowościami?

MW: W mniejszych miejscowościach większość widzów to osoby, które przyszły specjalnie na festiwal. We Wrocławiu dołączają także przechodnie, którzy czasami nawet nie mają pojęcia, co to za festiwal. Busker Tour ma stałych uczestników w każdej miejscowości. Niektórzy stają się znajomymi i czekamy na te coroczne spotkania. Zdarza się, że przeglądam zdjęcia i wyłapuję widzów, którzy uczestniczyli w różnych edycjach. Odbiór samego festiwalu chyba zawsze był głównie pozytywny. Jest to impreza dla osób w każdym wieku i pokazy są tak różnorodne, że jeśli np. ktoś nie lubi klaunów, to może spodoba mu się akrobatyka partnerska. Myślę, że być może po latach organizacji festiwalu widzowie są bardziej świadomi sztuki cyrkowej. Nie jest to już coś, co widzą po raz pierwszy w życiu, ale nie wydaje mi się, żeby miało to wpływ na sam odbiór pokazów czy zabawę. Nie ma zasady, że w mniejszych miejscowościach jesteśmy doceniani bardziej niż w dużych, gdzie wiele się dzieje. Zielona Góra ma bogaty program Lata Muzy Wszelkich, a zawsze publiczność czeka na nas od pierwszego pokazu. W Żarach, gdy artyści zaczynają się rozstawiać, pytają, czy na pewno ktoś przyjdzie, bo Rynek jest pusty. Kilka minut przed pokazem tłum zbiera się, jak za dotknięciem różdżki. Krotoszyn jest najbardziej nieprzewidywalny. Nigdy nie wiem, ile osób się pojawi, co jest bardzo stresujące.

Nowy cyrk i busking stale się rozwijają. Jakie nowe trendy lub dyscypliny najmocniej zaznaczają swoją obecność na festiwalu w ostatnich latach?

MW: Azjaci! Pół żartem, pół serio, Busker Tour staje się coraz bardziej azjatycki. W ubiegłych latach wystąpili buskerzy z Tajwanu, Japonii, Korei Południowej i Malezji. Bierze się to głównie z tego, że festiwal jest polecany przez artystów innym osobom z ich kraju. Widać to na przykładzie wspomnianego wcześniej Tajwanu. Te pierwsze osoby z danego państwa stają się często ambasadorami Busker Tour. Buduje to zaufanie, co jest niezwykle ważne, gdy chce się organizować międzynarodowy festiwal. Artyści często przylatują z innych kontynentów, więc muszą mieć pewność, że kurator jest wiarygodny, festiwal jest dobrze zorganizowany i ma to dla nich sens. Jeśli chodzi o same dyscypliny, to artyści prześcigają się w pomysłach. Co roku dodajemy nowe ilustrowane postacie, które reprezentują różne dziedziny sztuki ulicznej. Kiedyś myślałam, że może w pewnym momencie będą się powtarzać, ale ciągle widzę coś nowego. Festiwali ulicznych na całym świecie jest mnóstwo, miejsc na nich niewiele, a do tego wiele z nich zaprasza tylko osoby, które widziały w programach innych festiwali. Artyści starają się wyróżnić autorskimi pomysłami, czy kostiumami. Zawsze tak było, ale teraz, głównie ze względu na media społecznościowe, budowanie marki jest bardziej widoczne. Pokazy są też krótsze niż w przeszłości. To trochę jak z piosenkami. Publiczność i słuchacze podobno szybciej się nudzą, więc wszystko musi być szybciej i bardziej skondensowane. Osobiście nie lubię tego trendu.

Festiwal jest otwarty i bezpłatny, a nagrodą dla artystów są tradycyjne wrzutki do kapelusza. Czy polska publiczność nauczyła się już tej formy doceniania twórców?

MW: Tak, ale gdy już wcześniej brała udział w festiwalu. Gdy jesteśmy w jakimś mieście po raz pierwszy, być może zbieranie do kapelusza jest zaskoczeniem i te kwoty są symboliczne. W miastach, do których wracamy, publiczność jest bardziej przygotowana. Ludzie są często nieśmiali i tak naprawdę, po każdym pokazie to ta pierwsza osoba, która podchodzi do kapelusza, zachęca innych, by to zrobili. Oczywiście, inną kwestią jest wartość waluty i wrzucane kwoty, które, opierając się na opiniach artystów, są niższe niż w wielu innych krajach, chociaż i tu zdania są podzielone i zależą też od miejscowości, tego, czy buskerzy wiedzą, jak zachęcić widzów. Zachęcamy do wrzucania do kapelusza także na wydarzeniach, na których artyści dostają wynagrodzenie. To część tradycji występów ulicznych. Pamiętajmy, że artyści naprawdę mieszkają na co dzień w innych krajach i często sama podróż na festiwal zajmuje im kilka dni. Warto docenić, że wybrali właśnie Busker Tour i polskie miasta, często bardzo małe.

Busker Tour nie ma barier – nie ma biletów, scen, ani rzędów krzeseł. Jak udaje się Pani utrzymać ten czysty, demokratyczny charakter sztuki ulicznej w czasach, gdy większość festiwali komercjalizuje się i grodzi płotami?

MW: Aby festiwal mógł się nadal odbywać w otwartej formule jako wydarzenie miejskie, konieczne jest wsparcie finansowe. Zazwyczaj zapraszają nas domy kultury lub urzędy miejskie. Zdarzało się, że sponsorem było centrum handlowe. Busker Tour mógłby odbyć się także w formule zamkniętej, bo artyści uliczni występują też na deskach teatralnych oraz w klubach na varieté. Z ogrodzeniem i biletami byłby to inny rodzaj wydarzenia. Nadal z artystami ulicznymi, ale nie jako festiwal buskerski. Pokaz buskera zaczyna się od budowania publiczności, czyli gdy przechodzień się zatrzyma i zostaje, staje się widzem. Jako organizatorzy promujemy festiwal, aby widzów było jak najwięcej, ale od działań buskera zależy, czy wybiorą jego pokaz. Gdy są już widzowie, rozpoczyna się akcja. Jest budowanie napięcia i utrzymanie ich uwagi. Podczas spektakli w teatrze widzowie rzadko opuszczają salę. Na ulicy każdy może odejść w dowolnym momencie. Na końcu jest tzw. hat line, czyli zachęcanie widzów do wrzucenia czegoś do kapelusza. Potem często zdjęcia i rozmowy. W pokazach buskerskich chodzi właśnie o to, aby nie było tej granicy pomiędzy widzem, a wykonawcą. Aby każdy miał możliwość uczestnictwa niezależnie od możliwości finansowych. Przybicie piątki i oklaski też są formą podziękowania. Występy uliczne z założenia polegają na tym, że są dostępne dla każdego. Dodatkowo artyści angażują publiczność do aktywnego udziału, podawania rekwizytów czy bycia asystentami. Buskerzy najlepiej organizują swoją przestrzeń i wyznaczają granice liną, lejąc wodę lub gestem. Czasami interweniujemy, np. gdy dzieci przekraczają ją podczas rutyn cyrkowych, czy pokazów ognia. Gdy artyści wykonują akrobacje, a nagle ktoś w nich wbiega, jest to niebezpieczne zarówno dla wykonawcy, jak i tej osoby. Widzowie są jednak zwykle bardzo przyjaźnie nastawieni i również ingerują.

Ulice i place miast stają się scenami. Czym kieruje się Pani, wybierając konkretne lokalizacje w miastach partnerskich? Co decyduje o tym, że dane miejsce ma „to coś”, co przyciągnie buskera i tłum?

MW: Zazwyczaj to lokalni partnerzy wybierają miejsca, w których organizacja wydarzenia ze względu na przestrzeń i możliwość uzyskania pozwoleń na zajęcie terminu jest możliwa. Czasami sugerujemy konkretne miejsca. To zazwyczaj busker sprawia, że publiczność się zatrzymuje. Świetnym przykładem są tu sceny uliczne w Zielonej Górze. Na przykład jest jedno miejsce, gdzie do tej pory artyści występowali przy samym deptaku, bo uważali, że publiczność musi ich widzieć z daleka. W tym roku ktoś przesunął dalej festiwalowy znak na poboczną ulicę i inni już tam zostali. Każdy miał więcej przestrzeni. Podobnie jak ze sceną przy Starym Rynku. Często słyszałam, że nikt tam nie pójdzie, bo jest na końcu. To wszystko to kwestia charyzmy i umiejętności budowania publiczności. Odkąd odbyło się tam kilka największych pokazów w historii festiwalu, wiem, że “publiczność mnie nie zobaczy” to często wymówka i pokazuje brak doświadczenia buskerskiego i w budowaniu publiczności, o których rozmawialiśmy wcześniej. Niektórzy preferują publiczność 360°, inni wolą mieć ścianę za plecami, więc to, czy miejsce jest dobre, może oznaczać dla każdego coś innego. Ogólnie powiedziałabym, że w ładnych miejscach pokazy są jakby przyjemniejsze w odbiorze. Architektura i zachód słońca również wpływają na to, jak się czujemy w danym momencie. Często rozmawiam z artystami o tym, że polskie miasta są malownicze i pięknie wyglądają na zdjęciach. Od zawsze marzę o organizacji festiwalu Busker Tour w jakimś miejscu nad morzem, jeziorem lub w górach, z pięknymi krajobrazami, nie tylko budynkami.

Największym ryzykiem dla buskera jest pogoda. Jak radzą sobie Państwo w sytuacjach krytycznych, gdy nagłe ulewy paraliżują harmonogram pokazów?

MW: Pogoda to jedyny element, na który nie mamy żadnego wpływu. Deszcz i wichury utrudniają pokazy tak samo jak upały. Nie każdy pokaz może się odbyć w deszczu. Zawsze proszę jednak artystów, żeby, nawet jeśli nie mogą zaprezentować pełnego programu, chociaż przyszli przywitać się z widzami i chwilę porozmawiać. Zazwyczaj jednak artyści próbują zaprezentować skrócone lub alternatywne pokazy. Staramy się improwizować i wykorzystywać namioty dostarczone przez domy kultury lub te na ulicach, daszki. W zgłoszeniach zawsze pytam, czy dany artysta może wystąpić w deszczu i priorytet mają osoby z alternatywnymi pokazami lub dla których nie ma złej pogody. Teoretycznie zawsze możemy przenieść się np. na sale teatralne, ale w praktyce staramy się zostać na ulicy. Wybierając się na festiwal buskerski, warto nastawić się na to, że harmonogram może się zmienić. Jeśli artyści zamieniają się miejscami lub godzinami występów, to często wynika to właśnie z tego, że ktoś, kto miał wystąpić o innej porze, może wystąpić nawet w deszczu i stara się uratować wydarzenie. Czasami nie mamy innego wyjścia, niż zrobienie przerwy w pokazach. Pokazy w trudnych warunkach są często tymi, które zapadają w pamięć. Chociaż nie jest łatwe ani dla artystów, ani dla widzów, to często jest w nich jakaś magia. Niesprzyjająca pogoda i brak publiczności to ciężkie sytuacje dla artystów, szczególnie jeśli spędzili dużo czasu i pieniędzy na dotarciu na festiwal. Nie są miejscowymi buskerami i nie mogą powiedzieć „no trudno, to jutro wystąpię więcej razy, żeby zarobić więcej”. Jeśli jest publiczność, artyści zawsze starają się ją docenić. Serdecznie zachęcam, aby wybierając się na festiwal Busker Tour, być przygotowanym na każdą pogodę, zabrać płaszcz przeciwdeszczowy, krem z filtrem, nakrycie głowy i wodę. Można też zabrać np. matę piknikową.

Na festiwalu występują artyści z całego świata od Ameryki Południowej po Azję. Jak trafia Pani na tak niszowych wykonawców? Czy to oni zgłaszają się do Pani, czy to Pani krąży po świecie w poszukiwaniu talentów?

MW: Druga odpowiedź byłaby dla mnie zdecydowanie bardziej ekscytująca i mam nadzieję, że kiedyś będzie to możliwe częściej. Czasami pracuję na festiwalach w innych krajach. Byłam kuratorem festiwali w Albanii, Niemczech i Czechach, ale zwykle zapraszałam tam artystów, z którymi pracowałam wcześniej. Zdecydowanie zawsze, gdy podróżuję, szukam buskerów. Większość osób, które zgłaszają się na festiwal Busker Tour, dowiaduje się jednak o mnie i festiwalu od innych wykonawców lub przeglądając internet. Co roku ogłaszam otwarty nabór zgłoszeń. Od lat nie promuję go aktywnie, bo zależy mi na tym, aby na festiwal zgłaszały się osoby, które są świadome, na co się zgłaszają i chcą tu być. Na swojej stronie Busker.pl publikuję wywiady i porady dla artystów, więc strona jest dobrze wypozycjonowana w internecie. Moje media społecznościowe żyją nie tylko w czasie festiwalu, ale przez cały rok. Mam dwa konta na Instagramie. https://www.instagram.com/buskertour/ jest stricte o festiwalu Busker Tour. Na drugim https://www.instagram.com/busker.pl/ wrzucam więcej relacji zza kulis i dzielę się innymi aktywnościami. Udostępniam też bardziej osobiste przemyślenia. Nie mam wiralowego contentu i wrzucam filmy, które są za długie w porównaniu z trendami. W rolkach wykorzystuję muzykę buskerów, a nie popularne hity. Patrząc na liczbę obserwatorów, raczej nie zrobiłaby na nikim wrażenia, ale pomaga mi to w utrzymaniu relacji z buskerami i dotarciu do nowych. Dzięki połączeniu tych wszystkich aktywności, udaje mi się dotrzeć do międzynarodowych artystów, pokazać siebie jako dyrektora artystycznego oraz budować markę festiwalu Busker Tour. Festiwal nie zawsze jest doceniany w Polsce, ale często słyszę opinię, że jest marką rozpoznawaną na całym świecie. Nie jest to ani największy, ani najbogatszy festiwal, ale ma swoich fanów w świecie cyrkowym i artystów ulicznych. Czasami, gdy przeglądam zgłoszenia, wzruszam się, że tak dobrzy artyści chcą przemierzyć cały świat, by wystąpić na festiwalu Busker Tour.

Wielu artystów wraca na Busker Tour wielokrotnie. Jak buduje się relację z performerami, którzy na co dzień są wolnymi duchami i żyją w ciągłej podróży?

MW: “Albo się polubiliśmy, albo nie” będzie najszczerszą odpowiedzią. Są osoby, z którymi rozmawiam regularnie, wspieramy się i wymieniamy rady oraz doświadczenia. Głównym założeniem jest, że do danego miasta zapraszam artystów z pokazami, których jeszcze tam nie prezentowali. Zmienia się także wielkość festiwalu. W Zielonej Górze i Krotoszynie jest to łączona trasa i Busker Tour jest samodzielnym festiwalem skupionym na pokazach buskerskich. W Żarach artyści pod marką Busker Tour występują w ramach Międzynarodowych Plenerowych Spotkań ze Sztuką, więc jesteśmy częścią innego wydarzenia. Czasami partnerzy i klienci chcą poznać program, zanim zdecydują się na współpracę. Wybieram tam zwykle pokazy, które widziałam, i artystów, którym ufam. Działam wtedy jako agencja artystyczna i muszę mieć pewność, kogo polecam, i być w stanie odpowiedzieć na wszystkie pytania związane ze spektaklem. Artystów z dobrymi pokazami jest wielu, ale równie istotny jest dla mnie aspekt ludzki. Czy oni widzą we mnie też osobę, a nie tylko organizatorkę, która da im zlecenie. Czy ja lubię spędzać z nimi czas. Czy nasze podejście do warunków i tego, jak chcemy organizować festiwal, jest podobne. Jest to szczególnie istotne, gdy festiwal odbywa się gdzieś po raz pierwszy i nie wiemy, czego możemy się spodziewać. To od artystów zależy, czy dadzą z siebie 100% nawet, gdy będą występować dla małej publiczności, czy będą współpracować z innymi wykonawcami, gdy trzeba będzie zmienić harmonogram. Bycie skromnym i życzliwym oraz bycie świetnym buskerem z dobrym pokazem nie wykluczają się. Pamiętają o tym osoby, które zapraszam ponownie Działa to w dwie strony, więc i buskerzy muszą mnie polubić, żeby ponownie ze mną współpracować. Czasami nasze drogi się szybko rozchodzą. Busker Tour nie jest festiwalem, gdzie wpada się szybko wystąpić i nie poznaje się nawet imion innych artystów. Dobrze jest otaczać się osobami, które są miłe i z którymi fajnie się spędza czas, także poza pokazami.

Dziękuję za rozmowę

Zdjęcia:

Zdjęcie główne: Duet cyrkowy CHIKALAND z Japonii na festiwalu Busker Tour 2026 w Krotoszynie foto: Joanna Dryjańska-Pluta

Grupa Rumba, foto: Tobiasz Papuczysz

Liao Mang Chun, foto: Joanna Dryjańska-Pluta

Xiao Hei foto: Joanna Dryjańska-Pluta

Wu Haw Jong foto: Joanna Dryjańska-Pluta

Freestyle Football Mesi, foto: Tobiasz Papuczysz

Mr. Postman, foto: Małgorzata Węglarz

Flair Bartender Jonas, foto: Małgorzata Węglarz

Stefan Florescu, foto: Małgorzata Węglarz

Alvin Yong

Astronauts Theatre, foto: Małgorzata Węglarz

Wu Haw Jong i Muti Santarosa, foto: Małgorzata Węglarz

Małgorzata Węglarz, foto: Sylwia Jeziorkowska

Wheelers, foto: Małgorzata Węglarz

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *