„Publiczność może spodziewać się muzycznej petardy, świetnego nagłośnienia i koncertów, które na długo zapadną w pamięć, bo polski blues ma w sobie unikalną, słowiańską duszę, która niesamowicie rezonuje z tą amerykańską tradycją” – tak o tegorocznej edycji Festiwalu DobroBlues mówi Marta Hałdaś, wiceprezes Fundacji Wieża Widokowa w Dobromierzu. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk opowiada m.in. o historii festiwalu, wyjątkowym miejscu, w którym się odbywa, polskim bluesie i wolności jaką ze sobą niesie.
Jak narodził się DobroBlues Festiwal, który dziś jest jednym z najważniejszych festiwali bluesowych w Polsce?
MH: Wszystko zaczęło się od grupy zapaleńców i jednocześnie mieszkańców gminy. Na początku była po prostu miłość do bluesa i chęć zrobienia czegoś fajnego dla lokalnej społeczności tutaj, w Dobromierzu. Ja akurat nie jestem w zespole od samego początku. Trafiłam do niego w momencie, gdy wydarzenie przeniosło się na Wieżę widokową i za to miejsce podczas organizacji wydarzenia odpowiadam, ale z opowieści męża czy teścia, który jest właścicielem zabytku wiem, że od początku nie mieli oni za plecami wielkich budżetów ani agencji marketingowych. Było za to mnóstwo energii i wiary, że muzyka potrafi łączyć ludzi. I to właśnie chyba ta autentyczność okazała się największym magnesem. Formalnie grupa założyła stowarzyszenie Towarzystwo Przyjaciół Dobromierza w 2011 r. DobroBlues szybko zyskał popularność i stał się kluczowym wydarzeniem w kalendarzu bluesowym. Pierwsze edycje odbywały się na rynku miejskim, przyciągając zarówno lokalnych, jak i międzynarodowych artystów. Przez pięć edycji, DobroBlues gościł takich wykonawców jak: Jerzy Styczyński z zespołu Dżem, Krzysztof Wałecki z Oddziału Zamkniętego, Kasa Chorych, HooDoo Band z Alicją Janosz. Festiwal przyciągnął również zagranicznych artystów, takich jak Frank Morey and his Band z USA, Dave Herrero, Schroeter & Breitfelder Trio z Niemiec, oraz Earl Thomas & the Royal Guard.Po kilkuletniej przerwie, DobroBlues powrócił w 2023 r. dzięki Fundacji „Wieża Widokowa w Dobromierzu. Aby przeszłość miała przyszłość”. Nowa lokalizacja festiwalu, przy zabytkowej wieży widokowej, dodała wydarzeniu unikalnego klimatu. Miejsce to, niegdyś wzgórze egzekucji i pole bitwy, stało się tłem dla jednego z najważniejszych świąt muzyki bluesowej w Polsce.



Jak udało się przekształcić lokalną inicjatywę w markę przyciągającą fanów z całego kraju, zachowując przy tym kameralny klimat?
MH: Kluczem okazało się podejście: od samego początku nikt nie gonił za bezduszną „masówką”. Najważniejsza była jakość, bliski kontakt artystów z publicznością i niesamowita, wręcz rodzinna gościnność mieszkańców Dobromierza. Kamieniem milowym w historii festiwalu była jednak ewolucja naszej przestrzeni. Pierwsze edycje organizowane były w samym centrum Dobromierza – było gwarnie, blisko i bardzo lokalnie. W roku 2023 festiwal zyskał nowe otoczenie – wzgórze Wieżyca, w okolicy zabytkowej wieży widokowej. To był absolutny strzał w dziesiątkę i moment, który nadał DobroBlues zupełnie nowego, magicznego wymiaru. Muzyka brzmiąca pośród zieleni, z widokiem na panoramę okolicy, pod gołym niebem – to stworzyło naturalny amfiteatr z niesamowitym klimatem. Ta przeprowadzka pozwoliła nam urosnąć organizacyjnie, a jednocześnie… jeszcze bardziej pogłębiła ten kameralny, bliski naturze i wolny klimat, który w bluesie jest przecież najważniejszy. Wieżyca stała się symbolem i prawdziwym domem naszego festiwalu. Nie chcemy być największym festiwalem w Polsce. Chcemy być tym, na który wraca się z najszerszym uśmiechem. DobroBlues rośnie w siłę, ale jego kręgosłupem zawsze pozostanie to samo: pasja ludzi z Dobromierza, która po prostu zaraża całą Polskę.
Festiwal odbywa się w malowniczej scenerii Wieży Widokowej w Dobromierzu. W jaki sposób ta lokalizacja wpływa na odbiór muzyki i wyjątkową atmosferę wydarzenia?
MH: Koncerty w takim miejscu jak wzgórze Wieżyca to zupełnie inne doświadczenie niż słuchanie muzyki w zamkniętym klubie czy na betonowym placu w mieście. Lokalizacja przy wieży widokowej diametralnie zmienia to, jak ludzie przeżywają te dźwięki. Przede wszystkim – przestrzeń i wolność. Blues to muzyka pełna emocji, prawdy i swobody, a wzgórze daje temu naturalną oprawę. Kiedy stoisz na wzniesieniu, czujesz powiew wiatru, a wokół rozciąga się panorama okolicy, ta muzyka dosłownie „oddycha”. Dźwięki gitary czy harmonijki niesione echem pośród drzew brzmią czysto, głęboko i organicznie. Wieża widokowa z kolei nadaje wszystkiemu niesamowity, wręcz filmowy klimat – zwłaszcza gdy zaczyna się ściemniać. Podświetlona, zabytkowa budowla górująca nad sceną tworzy tło, którego nie zastąpi żadna, nawet najdroższa scenografia. Ludzie nie siedzą sztywno na krzesłach; rozkładają koce na trawie, leżaki patrzą w gwiazdy, rozmawiają. Do tego płonie ognisko, co również dodaje fantastycznego klimatu. Znika jakikolwiek dystans między artystami, a publicznością. Muzycy na scenie też to czują – to niezwykłe otoczenie udziela się im, przez co dają z siebie jeszcze więcej, a koncerty stają się bardziej intymne i improwizowane. Wzgórze Wieżyca odcina naszych gości od codziennego pędu i hałasu. Wchodząc tam, na chwilę zostawia się cały świat na dole. Zostaje tylko natura, ludzie i czysty, żywy blues. I to jest właśnie ten plus, który sprawia, że DobroBlues ma klimat, którego próżno szukać gdziekolwiek indziej w Polsce.
Co sprawia, że publiczność tak chętnie wraca do Dobromierza każdego lata?
MH: Sekretem DobroBlues jest absolutna autentyczność, całkowity luz i brak jakiegokolwiek nadęcia. W czasach wszechobecnej komercji i sztywnych, masowych imprez, my proponujemy coś zupełnie innego. U nas nie ma oficjałek – jest za to prawdziwa, rodzinna atmosfera, gdzie każdy może czuć się swobodnie. Co ważne, na DobroBlues nie trzeba przyjeżdżać tylko na jeden dzień. Oferujemy pole namiotowe i przestrzeń kempingową, dlatego z całego serca zapraszamy wszystkich na pełny, bluesowy weekend. Miejsca na nocleg pod chmurką mamy pod dostatkiem dla każdego przyjezdnego. Ta baza daje nam też przestrzeń do rozwoju – mamy wielką nadzieję, że dzięki temu festiwal z roku na rok będzie rósł w siłę. Ludzie wracają do nas, bo wiedzą, że to idealna okazja, by rozbić namiot, na kilka dni autentycznie zwolnić bieg, usiąść na trawie i chłonąć muzykę najwyższej próby w gronie przyjaciół.



Czym kierujecie się dobierając line-up na kolejne edycje DobroBlues Festiwal? Czy stawiacie bardziej na legendy, czy na odkrywanie młodych talentów?
MH: Różnie. Staramy się zawsze zachować balans między zespołami, które są już dobrze znane naszej publiczności, a nowymi odkryciami, które mogą ją pozytywnie zaskoczyć. Bierzemy pod uwagę wiele czynników – m.in. dostępność i lokalizację, aktualną aktywność zespołu, jego dopasowanie do charakteru festiwalu oraz sugestie i zainteresowania uczestników. Dzięki temu line-up jest zróżnicowany i łączy sprawdzone nazwy z nowymi artystami. Staramy się także, żeby zawsze pojawił się na festiwalu jakiś lokalny zespół.
Co wyróżnia dziś polskiego bluesa?
MH: Polski blues ma w sobie unikalną, słowiańską duszę, która niesamowicie rezonuje z tą amerykańską tradycją. To, co nas wyróżnia na tle świata, to przede wszystkim ogromny nacisk na tekst – polski blues nie jest tylko do tańca, on jest do słuchania, bo opowiada o trudach codzienności, tęsknocie i życiowej prawdzie w sposób bardzo bezpośredni. Ponadto nasza scena wypracowała własne, charakterystyczne brzmienie, zakorzenione w tradycji śląskiej czy wywodzące się z kultowych festiwali, gdzie liczy się surowość, rzetelne rzemiosło instrumentalne i potężny ładunek emocjonalny. W polskim bluesie po prostu nie ma kalkulacji ani udawania – jest czysta, rockowa wręcz energia połączona z głęboką melancholią, którą nasza publiczność rozumie bez słów.
Jest jakiś konkretny zespół lub artysta, o którego występ na scenie w Dobromierzu zabiegacie od dawna?
MH: Zabiegamy o wiele zespołów, ale zależy to od wielu czynników. Są zespoły, które mamy na swojej liście życzeń od dłuższego czasu. Przygotowania do line-upu zaczynają się u nas już jesienią, ponieważ w sezonie letnim odbywa się wiele festiwali i imprez plenerowych. Żeby zwiększyć szanse na zaproszenie wybranych artystów, trzeba kontaktować się z nimi i rezerwować terminy odpowiednio wcześnie. Nie zawsze wszystko udaje się dopiąć od razu, dlatego czasem na występ konkretnego zespołu trzeba poczekać kilka edycji festiwalu.



Czego uczestnicy mogą spodziewać się podczas kolejnej edycji festiwalu? Jakie nowe atrakcje lub niespodzianki przygotowali organizatorzy?
MH: Co roku niespodzianką, którą szykujemy dla wszystkich gości jest po prostu line-up. Tegoroczny jest już doskonale znany. Prawdziwym uderzeniem będzie już pierwszy dzień festiwalu, w którym królować będą niesamowite bluesowe brzmienia. Gwiazdą tego wieczoru będzie Wojciech Cugowski – artysta o potężnym głosie i genialnym wyczuciu gitary, który gwarantuje koncert na najwyższym poziomie. Obok niego na scenie pierwszego dnia pojawią się również Gustaff Acoustic oraz Maciej Lipina. Z kolei kolejny dzień festiwalu przyniesie równie mocne wrażenia, bo ugościmy formację Kasztelan i spółka, Free Blues Band, zespół Tortilla oraz Cotton Wing. Odbiorcy mogą się więc spodziewać muzycznej petardy, świetnego nagłośnienia i koncertów, które na długo zapadną w pamięć.
Dziękuję za rozmowę











