Strona główna / Wywiady / Mroczny świat Adriana Ksyckiego

Mroczny świat Adriana Ksyckiego

Obnaża najciemniejsze zakamarki ludzkiej psychiki. Jego książki to arena zbrodni, dawnych wierzeń i parapsychologicznych zagadek. Adrian Ksycki tworzy historie i obrazy, które się czyta, ale gdy się kończy dana historia, czytelnik mówi „jak dobrze, że to tylko fikcja”. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, twórca jednych z najbardziej klimatycznych polskich thrillerów ostatnich lat opowiada m.in. o mocnym pierwszym zdaniu, Poznaniu i kultowym „Z Archiwum X”, które nadal lubi oglądać.

Dlaczego zaczął Pan pisać książki?

AK: Zaczęło się niewinnie, od czytania książek. Potem przyszły obrazy scen, które zaczęły pojawiać się w głowie. Następnie zacząłem próbować. W końcu napisałem i wydałem swoją pierwszą powieść „Przysięgę Pięciu”, w 2020 r.

Wybór padł na kryminały i thrillery – co w tego typu powieściach najbardziej lubią czytelnicy?

AK: Myślę, że interesuje ich/ nas (w końcu także jestem czytelnikiem) moralna szara strefa, po której stąpają bohaterowie. Kryminały i thrillery to żyzny grunt: policjant, który przeszedł na stronę bandytów i na odwrót; rodzic, który zabija w imię zemsty; odnalezienie swojego dziecka wszelkimi metodami, i tak dalej. Po drugie ten typ powieści daje czytelnikom kontrolowany kontakt ze złem. A zło nie przychodzi w czystej postaci. Człowiek, który robi źle, zwykle uważa, że działa z dobrych, uzasadnionych pobudek. Czytamy powieści o morderstwach, uprowadzeniach, zaginięciach – a potem zamykamy książkę i cieszymy się, że to była jedynie fikcja.

Książka „Potępieni” zamknęła Pańską pierwszą kryminalną trylogię. Jakie to uczucie żegnać się z antropologiem sądowym Krystianem Feusette’em?

AK: Tak właściwie to nie zamknęła. Dzięki „Potępionym” mogę z dumą ogłaszać, że jest to seria. Krystian Feusette ma w trzeciej części niezły orzech do zgryzienia, a gra toczy się o najwyższą stawkę. To nie oznacza, że już koniec. W mojej głowie kiełkują powoli pomysły na kolejną historię z antropologiem sądowym jako głównym bohaterem.

Wspomniał Pan, że pierwsze zdanie „Potępionych” – „Kobiecie zostało pięć minut życia, ale o tym nie wiedziała” – miało konkretny cel. Jak konstruuje Pan tak uderzające początki historii?

AK: Nie jest tajemnicą, że stosujemy wiele technik pisarskich, aby utrzymać Państwa na kartach powieści. Jedną z nich jest wprowadzenie mocnego pierwszego zdania. To zdanie musi być na tyle interesujące, aby w głowach czytelników pojawiły się pytania. „Kobiecie zostało pięć minut życia, ale o tym nie wiedziała”. Kim jest ta kobieta? Dlaczego umrze za chwilę? Jak umrze? A ja jako autor odpowiadam: „Obiecuję ci, że się tego dowiesz pod warunkiem, że będziesz czytać dalej”. Tylko tyle i aż tyle.

Krystian Feusette jest uznawany za genialnego specjalistę w swoim fachu, a opisy identyfikacji zwłok w Pańskich książkach są niezwykle szczegółowe. Skąd czerpie Pan tak specjalistyczną wiedzę medyczną i anatomiczną?

AK: Robię tak zwany research. To wymaga kontaktu ze specjalistami i spędzania czasu nad książkami. Potem taką wiedzę trzeba „przefiltrować” i opisać w jak najprostszy sposób, aby czytelnik zrozumiał i czerpał przyjemność z czytania. O to głównie chodzi. Lubię czytać książki, dzięki którym dowiaduję się czegoś nowego. Staram się tę pasję umieszczać na kartach swoich powieści.

Praca nad fabularyzowanym reportażem true crime wymaga zupełnie innego podejścia niż fikcja. Jak wyglądało zderzenie Pańskiej wyobraźni z realnymi, policyjnymi doświadczeniami Michała Łańko?

AK: Tak, wymaga. To w sumie podobny proces, lecz inne podejście. Przy tworzeniu „Operacyjniaka” mój kolega i były funkcjonariusz operacyjny, Michał Łańko, dał mi wszelkie informacje „na tacy”. Moją rolą było uatrakcyjnić to, wyciągnąć na wierch konflikty i sprawić, żeby czytelnicy wciągnęli się w tę historię. To była prawdziwa praca magisterska dotycząca realnej pracy policjantów kryminalnych.

Czytelnicy zauważają, że w Pańskich książkach nie brakuje mrocznych i makabrycznych detali. Czy stawia Pan sobie jakąś wewnętrzną granicę, której jako pisarz Pan nie przekroczy, aby nie epatować przemocą?

AK: Staram się nie epatować przemocą. W moich powieściach jest troszkę makabry z tego względu, że przedstawiam arkana pracy medyków sądowych. Być może moja granica przesunęła się i nie czuję, żeby moje powieści były wyjątkowo krwawe. Wolę bazować na niedopowiedzeniach. W ten sposób wyobraźnia czytelnika sama dopowie sobie resztę.

Pańskie powieści mocno osadzone są w realiach Poznania. Co takiego ma w sobie to miasto, że tak dobrze pasuje do mrocznych kryminałów?

AK: Znam Poznań. Przyjechałem tu studiować i chcąc nie chcąc poznałem mroczne zakamarki. Mam też wielu znajomych z różnych dzielnic miasta – z tych lepszych i gorszych. Oni opowiadają mi czasem, co działo się tu przed laty. Jaki był „klimat”. Na przykład jeszcze na początku lat 90-tych na Wildę czy Jeżyce lepiej było się nie zapuszczać po zmroku. Teraz te miejsca stały się bardziej „hipsterskie”.

Czy agenci Mulder i Scully z kultowego „Z archiwum X” mieli jakikolwiek wpływ na to, jak kreuje Pan atmosferę tajemnicy w swoich książkach?

AK: Jeśli tak, to mieli wpływ podświadomy. Owszem, lubiłem oglądać ten serial. Nadal lubię. Czasem powracam do odcinków, które odcisnęły piętno w moim umyśle – na przykład dwa odcinki w sezonie 7, w których Fox Mulder w końcu dowiaduje się, co stało się z jego siostrą. Jest tam przepiękna muzyka stworzona przez Moby’ego. Amerykańskiego muzyka i kompozytora, którego inną piosenkę ostatnio zaadaptowali twórcy „Stranger Things”. Atmosfera tajemnicy sprawia mi przyjemność, kiedy czytam, oglądam, tworzę czy piszę. Taka atmosfera również trzyma w napięciu.

Debiutował Pan powieścią „Przysięga Pięciu”, łączącą kryminał z historią i fantasy. Potem przyszedł czas na mocny, współczesny kryminał i true crime. W którą stronę zamierza Pan dalej iść?

AK: Najlepiej przed siebie. Ale tak naprawdę to nie wiem. Podejmuję tematy, które mnie interesują i ekscytują. Piszę książki, które sam chciałbym przeczytać. To wszystko jest częścią rozwoju warsztatu pisarskiego. Nie boję się skakania po gatunkach. Osobiście uważam, że rozbijanie powieści na gatunki nieco szkodzi, bo nie lubię zamykać się jedynie w kategorii: kryminały lub thrillery.  Będę pisać, dopóki starczy mi sił i pomysłów.

Dziękuję za rozmowę

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *