Gdy uwierzysz i przestaniesz się bać dzieją się cuda. Tak Zuzia Wróbel przekuła swój strach w piękną muzykę, która potrafi uleczyć chore i zranione dusze, a tym samym znalazła swoje miejsce na polskiej scenie muzycznej młodego pokolenia. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, młoda wokalistka opowiada m.in. o swojej miłości do muzyki wyniesionej z rodzinnego domu, o blaskach i cieniach popularności i samotności artystów.
Jak narodziła się Zuzia Wróbel, która śpiewa, nagrywa i koncertuje?
ZW: Zacznijmy od tego, że muzyka w moim domu od zawsze pełniła ważną rolę. W dużym pokoju stało pianino, a ja jako jeszcze mała istotka nie umiejąca chodzić byłam zaciekawiona tym instrumentem. Uwielbiałam jak mama grała wieczorami. Mimo, że ta muzyka była ze mną od początku to byłam przekonana, że zawód muzyka jest tylko dla wybranych i jest to taka elitarna grupa, do której ciężko się dostać. Dlatego śpiewanie traktowałam tylko jako moją pasję. Z czasem jednak zaczęłam zauważać, że coraz bardziej mi się to podoba. Czułam się na scenie jak ryba w wodzie, a każdy uśmiech słuchacza dodawał mi jeszcze więcej szczęścia. Zaryzykowałam i powiedziałam sobie, że bardzo chcę napisać i wydać swoją piosenkę. Mam bardzo silną moc manifestacji. Kiedy sobie coś postanowię zazwyczaj życie kieruje się w ten sposób, żebym mogła osiągnąć marzenie. Od bardzo prostych po już bardziej spektakularne jak własna płyta.
Zadebiutowałaś oficjalnie w 2023 r. Jak z perspektywy czasu oceniasz ten krok i czy „marzenie małej Zuzi” o wydaniu piosenki spełniło się tak, jak to sobie wyobrażałaś?
ZW: Zdecydowanie tak. Nawet lepiej! Jak wracam wspomnieniami do tej upartej Zuzi, którą każdy producent odsyłał do innego to jestem z siebie bardzo dumna! Jaką ja miałam ogromną odwagę i siłę. Te trzy lata bardzo mnie ukształtowały jako artystkę. Z jednego utworu zrobiły się 3, a teraz powstaje płyta.
Chcesz tworzyć muzykę, która dotyka doświadczeń słuchaczy i potrafi leczyć. Muzyka potrafi nieść ukojenie?
ZW: Dla mnie tak. Ogromne! Muzyka ratowała mnie już nieraz w takich momentach kryzysowych.
I głównie to były właśnie te moje utwory. Kartka papieru, na którą mogłam wylać swoje emocje. Przepiękne jest to, że moja piosenka może być na tyle uniwersalna, że drugi człowiek też może się w niej znaleźć.
Jak byś określiła swoją muzykę? Czym się charakteryzuje?
ZW: Myślę, że właśnie dzięki tej płycie moje piosenki, ale też ja jako artystka nabiorę takiego charakteru i osobowości scenicznej. Na pewno bardzo bym chciała, żeby te treści płynęły ze mnie. Były autentyczne i głębokie. Wtedy mają one największą wartość.
Który z Twoich utworów jest spełnieniem pierwszych muzycznych marzeń, a który jest najbardziej osobisty i dlaczego?
ZW: Spełnieniem marzeń oczywiście było „Za muzyką” i przez to mam tak ogromny sentyment do tego utworu. Najbardziej osobisty to zdecydowanie „Bez przyczyny”. Tekst i kompozycja jest w 100% moja. I najlepsze jest to, że to miał być utwór dla mnie. To miał być utwór w formie takiej „terapii”. Ostatnio przeczytałam gdzieś, że „to twórczość, a nie czas najskuteczniej goi artystyczne rany” i coś w tym jest. Dokładnie tak chciałam zrobić. Wydać piosenkę, zagoić rany, zrobić sobie przerwę i iść na studia. Kiedy się otworzyłam i stworzyłam piosenkę prosto z serca ta piosenka przyniosła mi możliwość stworzenia własnej płyty.
Kiedy wiesz, że piosenka jest już „gotowa” i czas przestać przy niej majstrować?
ZW: To się czuję. To jest jak z obrazem. Jak malarz maluje to też wie, w którym momencie skończyć. O to chodzi, żeby mieć ten przepływ i to czuć. Jak robisz coś na pokaz, dla ludzi, do mediów, do radia to zawsze Ci coś nie będzie pasować.
Pochodzisz z Tarnowa, a Twoja muzyczna ścieżka zaczęła się bezpośrednio w rodzinnym domu. Jak bardzo lokalne środowisko i wychowanie w muzykalnej rodzinie ukształtowało Twoją wrażliwość artystyczną?
ZW: Sam fakt tego, że od urodzenia obcowałam z muzyką to już dało mi dobry start. Muzyka jest takim fundamentem mojego życia. Jeśli chodzi o Tarnów i lokalne środowisko to mam wrażenie, że jestem średnio kojarzona. Myślę, że to głównie przez to, że często miałam duży dystans do pokazywania się muzycznie w moim mieście. Działałam w jednym domu kultury, w którym uczyłam się śpiewać i tam najczęściej koncertowałam. Tam czułam się bezpiecznie i też nie miałam takiego poczucia, że jest mnie za dużo.
Mniejsze miasta dają młodym artystom lepszy start, przestrzeń i spokój do tworzenia, czy wręcz przeciwnie?
ZW: Ciężko mi to oceniać. Zastanawiam się czy na starcie to miasto ma aż tak kluczowy wpływ. Znaczy na pewno ma, ale ja zaczęłam w Tarnowie, a później przeniosłam się do Warszawy i przez 1,5 roku, 2 razy w miesiącu jeździłam na lekcje wokalne. Wiadomo, że w Polsce jeśli chodzi o rynek muzyczny to karty rozdaje stolica, ale też czy bycie tam od początku dałoby mi coś więcej? Nie wiem. Nie uzależniałabym aż tak bardzo miasta od sukcesu. Niezależnie gdzie się mieszka jeśli jest się wytrwałym i upartym w swoich marzeniach, to czy z małego czy z większego miasta da się radę.
Dziś artysta musi być kimś więcej niż tylko głosem w głośniku – fani chcą znać Twoją codzienność. Gdzie stawiasz granicę między życiem prywatnym Zuzi Wróbel a tym, co pokazujesz jako wokalistka i influencerka?
ZW: Tu się nie do końca zgodzę. Są artyści, którzy skupiają się na samej muzyce. Nie muszą pokazywać swojego życia prywatnego. Ja w social mediach działam od 2017 r. i bardzo to lubię. To już jest jakaś część mnie i też w połączeniu z wydawaniem własnej muzyki dla mnie jest to super. Chociaż bardzo mocno pracuje teraz na tytuł artysty, a nie influencera.
Branża muzyczna bywa brutalna, zwłaszcza dla niezależnych artystek self-made. Czego najbardziej nie lubisz w „biznesowej” stronie bycia muzykiem?
ZW: Czytając o tym, że branża muzyczna jest brutalna jeszcze te 3 lata temu zaśmiałabym się i nie uwierzyłabym. Dzisiaj już wiem ,co te wszystkie mądre książki miały na myśli.
Dla mnie okropne jest to, że jako artyści jesteśmy sami. I oczywiście za każdym artystą stoi jakiś tam mniejszy czy większy sztab ludzi, ale to artysta jest tym produktem, to na nim spoczywa odpowiedzialność, to jego będą krytykować. Bardzo nie lubię oszustwa i udawanych intencji, a tego jest bardzo dużo niestety.
A jak oceniasz dzisiejszą polską scenę muzyczną, zwłaszcza tą młodą?
ZW: Cieszy mnie gdy widzę, że młodzi ludzie słuchają z sentymentem starszych utworów. Jest duża szansa, że przekażą je kolejnym pokoleniom. Teraz dużo sprzedaje się muzyki udawanej. Ze studia każdy może wyjść piosenkarzem idealnie śpiewającym, ale już nie każdy z takim tytułem da radę wejść na scenę.
Dziękuję za rozmowę











