Strona główna / Wywiady / Folklor jest duszą naszej muzyki

Folklor jest duszą naszej muzyki

Są pionierami białoruskiego folk-metalu na słowiańskich obszarach. Są ogniem, który płonie na scenie od 30 lat. Ich styl to nie tylko muzyka, to głos ziemi. Ich inspiracja do twórczości, rodzi się z jedności z naturą, z wypraw do starych wsi, gdzie nagrywali autentyczne śpiewy naszych babć. Noszą kraboszki, które mają dla nich głębokie znaczenie, a ich nazwa to symbol niegasnącego płomienia. Taki jest Znich – folk-metalowa legenda z Białorusi, która nie zwalnia tempa. Ales Tabolicz, lider grupy w rozmowie z Agnieszką Góralczyk zdradza jak legendarny Znich po trzech dekadach na scenie definiuje dziś swoją muzyczną misję.

Co skłoniło tak doświadczony zespół do udziału w programie typu talent show (Must Be The Music)?

AT: Jesteśmy ogniem, który wciąż płonie, ale potrzebuje nowego płomienia, nowej publiczności. A wybór nie był przypadkowy! Udział w „Must Be The Music” to nie próba taniej sławy, lecz wyzwanie rzucone stereotypom. Chcemy rozbudzić zainteresowanie prawdziwą słowiańską kulturą wśród szerokiej publiczności, która zazwyczaj jest daleka od metalowej sceny. To szansa, by pokazać, że nasza archaika, wspólna historia i kultura (Rzeczpospolita) oraz nasza moc mogą zostać usłyszane tam, gdzie oczekuje się popu i chwilowych hitów. Łamiemy systemy, wychodząc na tę scenę. I jak się okazało po występie – nastąpił rezonans w społeczeństwie i wiele rozmów, także o nas…

Jak definiujecie swój styl pagan/folk metal i skąd czerpiecie inspiracje dla tak unikalnego brzmienia?

AT: Nasz styl to nie tylko muzyka – to głos ziemi. Jesteśmy jednymi z pionierów tego kierunku na słowiańskich obszarach. Inspiracja rodzi się z jedności z naturą, z wypraw do starych wsi, gdzie nagrywaliśmy autentyczne śpiewy naszych babć. To mieszanina obrzędowego śpiewu i ciężkich gitar, gdzie każdy riff to jak uderzenie młota w kowadło, a każda melodia to jak szept przodków.



Jakie ludowe instrumenty łączą się z metalowym brzmieniem w Waszych kompozycjach?

AT: U podstaw naszego unikalnego brzmienia leży „duda” – dudy, rozpowszechnione na całej Słowiańszczyźnie. To serce naszego folkowego brzmienia, jego burdonowy, wieczny pomruk, który idealnie splata się z agresją elektrycznych gitar. Używamy także różnych ludowych instrumentów dętych, tworząc tę autentyczną warstwę, która odróżnia nas od innych.

O czym opowiadają teksty zespołu Znich – czy inspirujecie się głównie mitologią, konkretnymi legendami, czy raczej ogólnym duchem pogaństwa?

AT: Czerpiemy z tego wszystkiego jak z jednego źródła. Główny temat to pogaństwo i wspólna słowiańska kultura. To zarówno odwołanie do konkretnych postaci mitologicznych, jak i opiewanie ogólnego ducha wolności, który mieli nasi przodkowie. Teksty są wypełnione archaicznymi obrazami i pieśniami obrzędowymi. To przeżywanie tego światopoglądu, w którym natura i człowiek są jednością.

Jesteście prekursorami i pionierami pagan i folk metalu. Jak zmieniła się Wasza muzyka od początku działalności, czyli od lat 90.?

AT: To droga z podziemi ku światłu. W latach 90. to był czysty, surowy underground – potężny „pagan folk metal”. Z czasem zaczęliśmy więcej eksperymentować, miksować z doom metalem, folk metalem, a obecnie z ethno folk black metalem, za każdym razem na nowo przemyślając nasze brzmienie. Ale podstawa pozostała niezmienna – święty ogień tradycji. Dodawaliśmy elektronikę, zmienialiśmy aranżacje, ale nasza dusza, nasza „duda”, zawsze pozostawała w centrum. Każdy album to nowy krok, nowe poszukiwanie.

Znich, czyli „święty ogień” – dlaczego zdecydowaliście się na taką nazwę? Czy jest ona swego rodzaju symbolem?

AT: Znich to symbol niegasnącego płomienia, źródła życia, ciepła i światła. To nie tylko bóstwo, to idea wiecznego ruchu, oczyszczenia i męstwa wojennego. Nasza muzyka to właśnie ten znich, który powinien płonąć w sercach ludzi. Jak ogień potrzebuje drewna, by nie zgasnąć, tak nasza muzyka potrzebuje energii słuchaczy i ciągłego rozwoju. To jest nasza filozofia i nasza siła.

Najpierw powstaje surowy metalowy riff, czy może punktem wyjścia zawsze jest autentyczna melodia ludowa?

AT: To magiczny taniec, w którym trudno określić, kto prowadzi. Często punktem wyjścia jest autentyczna melodia odnaleziona podczas wypraw folklorystycznych. Bierzemy tę starożytną podstawę i odziewamy ją w ciężkie gitarowe zbroje. Ale zdarza się, że rodzi się potężny riff, który sam domaga się odpowiednich melodyjnych ram. To nie jest linearny proces – to dialog dwóch żywiołów: archaiki i metalu.



Dlaczego dla Was tak ważne jest śpiewanie w ojczystym języku, nawet występując przed międzynarodową publicznością?

AT: Folklor jest duszą naszej muzyki. To sakralna składowa, która niesie w sobie kod genetyczny naszej ziemi. A jeśli chodzi o język – nasze piosenki znajdują żywy oddźwięk także u bratnich narodów. Oto piękny przykład: nasza wspólna słowiańska pieśń „Štoj pa moru” stała się niezwykle popularna w Polsce. Polski żeński kolektyw „Laboratorium Pieśni” nagrał ją i nakręcił teledysk, który zebrał na YouTube ponad 10 milionów wyświetleń! To dowód, że autentyczna kultura nie zna granic.

Jaką rolę w Waszym wizerunku scenicznym odgrywają tradycyjne stroje i haft (ornament)? Czy każdy element ma konkretne znaczenie magiczne lub historyczne?

AT: Dla nas scena to rytuał. Używamy atrybutów z głębokim znaczeniem, na przykład masek – „kraboszek”, które używane były podczas starożytnego święta Dziadów. Każdy element, czy to haft, czy ornament, ma funkcję ochronną (amuletową), łącząc nas ze światem przodków. To nie jest zwykły karnawał – to tworzenie tej sakralnej przestrzeni, w której muzyka staje się zaklęciem.

Jak oceniacie polską publiczność metalową w porównaniu do fanów z innych części Europy?

AT: Polska publiczność jest wyjątkowa, bratnia. Czujemy z nimi niesamowitą więź energetyczną, wspólnotę słowiańskiego ducha. Są bardzo otwarci, emocjonalni i pełni pasji. Pamiętam, jak zawsze zadziwiała nas zwartość i oddanie na koncertach w Polsce. To prawdziwa wymiana energii, która daje nam siłę do dalszego działania.



Z jakim polskim folkowo-metalowym zespołem najchętniej zagralibyście wspólną trasę koncertową?

AT: To byłby potężny słowiański kułak! Mieliśmy już przyjemność dzielić scenę z naszymi dobrymi przyjaciółmi z Percival Schuttenbach i to było niesamowite doświadczenie. Ich głęboka folkowa podstawa i nasz ciężki pogański metal tworzą naprawdę wybuchową mieszankę.

Jakie jest największe, jeszcze niespełnione marzenie zespołu Znich po trzech dekadach na scenie?

AT: W 2026 r. nasz zespół kończy 30 lat. Świętowaliśmy już ten jubileusz w Polsce – przed pełnymi salami w Warszawie, Łodzi i Białymstoku. I to symboliczne, bo nasze losy splotły się z tą ziemią. Po raz pierwszy zagraliśmy w Polsce już w 1998 r., na festiwalu „Basowiszcza” – i już wtedy nas tam znali. A po wydarzeniach 2020 r. ja, jako były kandydat na prezydenta, zmuszony byłem opuścić ojczyznę, obawiając się represji i całkowitego zakazu na kulturę. Tak Polska stała się naszym drugim domem. Naszym marzeniem jest występować na równi ze znakomitymi polskimi zespołami na największych festiwalach. Wszak polska kultura szczyci się swoimi metalowymi grupami – Behemoth, Mgła, Patriarkh, Hate i wieloma innymi. Czujemy, że nasza droga wiedzie tuż obok nich. A poza tym marzymy, by w najbliższej przyszłości nagrać album poświęcony polskiej kulturze i jej przeszłości. Jak to mówią, wszystko, co nowe, jest dobrze zapomnianym starym. Chcemy wydobyć z głębin czasu te melodie i znaczenia, które łączyły nasze narody przez wieki. Niech „święty ogień” Znich zapłonie w sercach jak największej liczby ludzi na całym świecie.

Dziękuję za rozmowę

Foto: Użyczone

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *