Jest Wrocławianką, mamą bliźniaków i czterech kotów. Graphic recorderką, trenerką, facylitatorką graficzną, aktywistką. Codziennie chwyta za markery, by myśleniem wizualnym opowiadać świat. Rysuje notatki, plakaty, pikietówki i portrety. Tworzy herstoryczny cykl „Buntowniczki”, bo wierzy, że kreska też może być manifestem. Agnieszka Góralczyk w rozmowie z Lucyną Cwiach pyta artystkę m.in. o #SzlakDolnoślązaczek, projekt o kobietach, które kształtowały i kształtują Dolny Śląsk, visual thinking, graphic recordingu i stres, który odczuwa przed ważnym wydarzeniem.
Lucyna Cwiach była nominowana do tytułu Wrocławianki Roku 2025. Jest stypendystką Stypendium Artystycznego Województwa Dolnośląskiego 2026. Działa pod marką Rysująca ręka.
Specjalizuje się Pani w myśleniu wizualnym (visual thinking), technice whiteboard animation oraz graphic recordingu (rysowaniu na żywo podczas wydarzeń) – proszę o nich opowiedzieć.
LC: Myślenie wizualne to dla mnie sposób upraszczania i porządkowania świata poprzez rysunek. Zamiast długich opisów – symbole, metafory i struktury, które pomagają szybciej zrozumieć i zapamiętać treść. Graphic recording to rysowanie na żywo podczas wydarzeń – konferencji, warsztatów czy spotkań. Słucham, analizuję i jednocześnie przekładam to na obraz, który staje się wizualnym zapisem wydarzenia. Z kolei whiteboard animation to forma filmu, w którym rysunek „powstaje na oczach widza”. To bardzo angażujące narzędzie do opowiadania historii, edukacji czy komunikacji w biznesie.
Każdy może wejść w świat visual thinking?
LC: Tak – i to jest w tym najpiękniejsze. Visual thinking nie wymaga „talentu plastycznego” w tradycyjnym rozumieniu. To bardziej umiejętność upraszczania i myślenia w kategoriach symboli. Każdy z nas rysował jako dziecko – ja po prostu pomagam dorosłym do tego wrócić i zobaczyć, że kilka prostych kresek wystarczy, żeby przekazać ideę.
Czy to prawda, że visual thinking bywa mylone z ilustracjami dla dzieci?
LC: Tak, często się z tym spotykam. Prosty rysunek bywa odbierany jako „dziecinny”, ale w rzeczywistości jest wynikiem dużej selekcji i świadomego uproszczenia. Visual thinking to narzędzie komunikacji – używane w biznesie, edukacji, strategii. Jego siła polega właśnie na tym, że jest przystępny i uniwersalny.
Na czym polega wyzwanie przy tworzeniu filmów typu whiteboard animation?
LC: Największym wyzwaniem jest synteza – trzeba przełożyć złożoną treść na klarowną, wizualną historię. Liczy się tempo, rytm i to, żeby widz nie zgubił wątku. To trochę jak reżyseria – obraz, słowo i narracja muszą ze sobą idealnie współgrać.
Dziś grafika komputerowa eliminuje wszelkie niedoskonałości, a one Pani zdaniem powinny być? Co one wnoszą do prac?
LC: Zdecydowanie tak – niedoskonałości są nośnikiem autentyczności. Ręczna kreska ma w sobie energię, której nie da się w pełni odtworzyć cyfrowo. Te drobne „nierówności” sprawiają, że odbiorca czuje, że za rysunkiem stoi człowiek, a nie tylko narzędzie.



Tworzenie rysunków na żywo to duże wyzwanie?
LC: Tak, bo to proces, który dzieje się tu i teraz – bez możliwości cofnięcia. Trzeba jednocześnie słuchać, analizować i podejmować szybkie decyzje wizualne. Ale to też ogromna satysfakcja – widzieć, jak uczestnicy odnajdują się w tym obrazie i jak reagują na sam proces jego powstawania.
Zdarza się, że ogarnia Panią wówczas stres?
LC: Oczywiście – zwłaszcza na początku pracy z danym wydarzeniem. Ale nauczyłam się traktować stres jako sygnał mobilizacji. Z doświadczeniem pojawia się też zaufanie do własnego procesu – wiem, że „rysunek się wydarzy”.
Prowadzi Pani warsztaty dla uczniów, podczas których pokazuje, że zabawa i nauka mogą iść w parze?
LC: Myślenie wizualne nie jest do końca zabawą, ale wywołuje bardzo podobne emocje – radość, uciechę, satysfakcję z prostego tworzenia, które przynosi efekt „wow” i pozytywne zaskoczenie efektem końcowym. Dzieci i młodzież bardzo naturalnie wchodzą w rysowanie jako narzędzie myślenia. Pokazuję im, że mogą uczyć się szybciej i skuteczniej, wykorzystując obrazy, skojarzenia i własne symbole. A przy okazji – odzyskują radość tworzenia.
Jaki był najdziwniejszy lub najbardziej abstrakcyjny temat, który musiała Pani narysować?
LC: Najtrudniejsze bywają tematy bardzo abstrakcyjne – jak wartości, strategie czy procesy, które „nie mają kształtu”. Wtedy kluczowe jest znalezienie metafory. I to jest właśnie najciekawsze – moment, kiedy coś niewidzialnego zaczyna mieć formę.
Wystawa Szlak Dolnoślązaczek, to wystawa wyjątkowa, podczas której możemy oglądać Pani prace – proszę o niej opowiedzieć.
LC: To projekt herstoryczny realizowany wspólnie z Fundacją na Rzecz Równości we współpracy ze Stowarzyszeniem Dolnośląski Kongres Kobiet i Wrocław – Miasto Równości. Łączy sztukę z historią i opowieścią o kobietach związanych z Dolnym Śląskiem. Projekt miał swoją inaugurację na zeszłorocznym Kongresie Kobiet we Wrocławiu, a obecnie objeżdża Dolny Śląsk odwiedzając miejsca związane z poszczególnymi bohaterkami. Jestem autorką portretów Dolnoślązaczek, w których staram się uchwycić nie tylko fakty, ale też energię i charakter tych postaci. To wizualna podróż przez historie, które często nie są wystarczająco opowiedziane.
Gdyby mogła Pani narysować jedną wiadomość do całego świata, co by to było?
LC: Narysowałabym prosty obraz: różni ludzie siedzący przy jednym stole i próbujący się nawzajem zrozumieć. Bo niezależnie od tego, jak bardzo się różnimy, wciąż mamy wspólną potrzebę bycia usłyszanym i zobaczonym.
Dziękuję za rozmowę
Foto: użyczone
Profil na FB Lucyna Cwiach – Rysująca ręka
Profil na IG rysujaca_reka
Strona www.lusysy.com
O Szlaku Dolnoślązaczek – TUTAJ












