Strona główna / Wywiady / Na skraju wyobraźni, czyli wielkie fantasy Mileny Dzikowskiej

Na skraju wyobraźni, czyli wielkie fantasy Mileny Dzikowskiej

Tworzy światy, w których rządzi magia i w których akcja musi trwać. Zadebiutowała na polskim rynku wydawniczym porywającą powieścią fantasy „Na skraju magii”, udowadniając, że granica między naszą codziennością, a literacką fikcją bywa niezwykle cienka. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, Milena Dzikowska tłumaczy m.in. dlaczego polska fantastyka zasługuje na więcej hałasu i jak bezkompromisowo przenosi mroczny, pełen trudnych wyborów klimat wirtualnych rozgrywek na karty literatury.

Pani twórczość charakteryzuje się rozbudowanym systemem magicznym, unikalnymi stworzeniami oraz wartką akcją, która często porównywana jest do gier RPG – czyli tak się pisze polskie fantasy?

MDZ: Polskie fantasy zasługuje na więcej hałasu (śmiech). Wiele historii ma autorskie światy, które uważam za ogromną przewagę w tych czasach. Sprawiło mi mnóstwo frajdy wymyślanie istot, systemów i krain, których nie ma nigdzie indziej. Czytelnicy często dla tych nowych światów sięgają po książki, bo chcą wsiąknąć głębiej, poznać coś innego, zachwycić się nieznanym. Sama jestem takim typem czytelnika, więc może po prostu napisałam coś, co sama z przyjemnością bym przeczytała! A klimat RPG… kiedy w moich żyłach płynie krew gamerki (team Triss!), nie mogłam inaczej!

Które dzieła popkultury lub autorzy mieli największy wpływ na Pani wyobraźnię?

MDZ: Mogę odpowiedzieć nieco inaczej – nie konkretne dzieła, nie konkretni autorzy, a gry. No dobrze, ale fakt, wypadałoby wymienić pewne konkrety, więc: Dragon Age, Gothic, Baldur’s Gate i Wiedźmin. Natomiast nieustannie i od lat inspiruje mnie Stephen King. Miłością do książek, pasją, lekkim piórem, humorem, stylem, a przede wszystkim tym, że tworzy niesamowitych moralnie szarych bohaterów, których zresztą nie brakuje i w mojej książce.

Co jest największym wyzwaniem przy tworzeniu systemów magii w Pani książkach?

MDZ: Zawsze powtarzam, że największym wyzwaniem w fantastyce jest logika. Mogłoby się wydawać, że fantasy to hulaj dusza, puśćmy wodze fantazji. Nic bardziej mylnego! Krainy, systemy władzy, systemy magiczne, bohaterowie, historia oraz zasady w magicznym świecie muszą mieć solidne podwaliny i sens. Nie można pozwolić sobie na dziury i niedociągnięcia, bo mocno zaburzają wiarygodność historii i samego autora. Dlatego dla mnie zawsze wyzwaniem było dopracowanie logiki do granic możliwości.

Bohaterowie są w 100% fikcyjni?

MDZ: Echem, jakby to powiedzieć… ja się śmieję, że w każdym bohaterze zawarłam cząstkę siebie. Jaką? Nigdy się nie przyznam! I, żeby nie było, na pewno w antagoniście Fedrisie nie jest to zamiłowanie do tortur, jakby coś!

Pracuje Pani jako profesjonalna copywriterka. Jak doświadczenie w komercyjnym pisaniu pomaga lub przeszkadza w tworzeniu powieści fantasy?

MDZ: Czasami powtarzam, że to dzięki copywritingowi napisałam książkę. Po pierwsze, ogromnie doszlifowałam warsztat, pióro, determinację i zacięcie. Po drugie, chociaż od dziecka marzyłam o tym, żeby napisać książkę, popchnęła mnie do tego właśnie praca. Pewnego dnia dołączyłam do wirtualnego coworkingu, który gromadzi freelancerów i przedsiębiorców. Spotkałam tam wiele wspierających dusz, które zachęciły mnie do tego, żebym w końcu przelała wymarzoną historię na papier. I stało się!

Aktywnie dzieli się Pani swoim warsztatem i kulisami powstawania książek ze swoimi czytelnikami. Jak ważny jest dla Pani bezpośredni kontakt z nimi?

MDZ: W tym wszystkim najważniejszy. Bo to przecież dzięki czytelnikom mogę dzielić się magicznymi światami – ktoś się w nich zanurza, a nierzadko się w nich zakochuje. Czytelnicy wracają do mnie ze spostrzeżeniami i często rozmawiamy o „ Na skraju magii”, ale nie tylko, również po prostu o literaturze i zainteresowaniach. Bo relacje budują wszystko.

Trudno jest rozstać się z bohaterami po postawieniu ostatniej kropki w powieści?

MDZ: To zbyt wrażliwy temat, nie wiem, czy jestem w stanie o tym mówić, żeby nie uronić łzy! Ta odpowiedź mówi wszystko, prawda?

W książce pojawiają się unikalne stworzenia, jak ogniste quaslady. Skąd czerpała Pani inspiracje do stworzenia własnej, autorskiej fauny fantastycznej?

MDZ: Mówię, że z głowy i jest to prawda, bo różne elementy moich światów fantasy do mnie przychodzą. Ale z drugiej strony, prawdą jest, że jako autorzy zawsze czymś się inspirujemy. Podejrzewam, że gdzieś w podświadomości, pod tym wszystkim mam pewne skojarzenia, które wypływają w najmniej oczekiwanym momencie i… bach! Akurat quaslady mają dużo wspólnego ze smokami, więc ich konstrukcja nie wzięła się z próżni. Smoki są tu ważnym punktem odniesienia – tak mocno siedzą w wyobraźni, że trudno od nich uciec. Quaslady mają z nimi wspólne cechy, ale nie są ich kopią. To raczej miks skojarzeń: smok, ogień jako żywioł i potrzeba stworzenia czegoś bardziej dzikiego, mniej oswojonego. W pewnym momencie te elementy same się układają i zaczynają funkcjonować jak coś odrębnego.

Kopidołek to kopalnia karna strzeżona przez demony. Jak projektowało się miejsce, z którego nikt nigdy wcześniej nie uciekł? Dlaczego Kopidołek?

MDZ: Kto kojarzy grę Gothic? Otóż kopidołek powstał na bazie inspiracji właśnie tą magiczno-brutalno-fantastyczną historią. A tworzenie przestrzeni, z której nie ma ucieczki sprawiło mi przeogromną frajdę! Wyzwanie jednocześnie okazało się trudne, bo tutaj w grę wchodzi ta logika, o której już wspominałam, ponieważ musiałam dopilnować, żeby z tego miejsca naprawdę nie było ucieczki. A dlaczego nazwa kopidołek? Czyż sama w sobie nie kojarzy się z czymś ciężkim, trudnym, wręcz katorżniczym? Nie mogło być inaczej!

Wspomina Pani w swoich mediach społecznościowych, że pisze książki, które byłyby świetnymi RPG-ami. Jakie elementy systemów RPG stara się Pani przemycać do struktury fabularnej powieści?

MDZ: Akcja, akcja i jeszcze raz akcja. Uwielbiam, kiedy w historii dzieje się dużo, bohaterowie mierzą się z coraz większymi przeszkodami, walczą, przemierzają świat i odkrywają coraz to większe cuda. Przenoszę do powieści to, co w RPG-ach najbardziej mnie wciąga. Poczucie przygody, ciągły ruch i rozwój postaci, które levelują nie tylko umiejętnościami, ale też doświadczeniem i decyzjami. Co więcej, w „Na skraju magii” nie ma tylko dobrych i złych wyborów, niczym w „ Wiedźminie”, a tym bardziej oczywistych bohaterów – jak to w najlepszych RPG-ach przystało. Ach, może to sprawia, że tak chętnie zagrałabym w moje „ Na skraju magii”!

Dziękuję za rozmowę

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *