Strona główna / Wywiady / Zrodził ich bunt, dziś współpracują z największymi

Zrodził ich bunt, dziś współpracują z największymi

Miał być głosem sprzeciwu, a stał się fenomenem, który na wrocławskiej scenie obecny jest już od dekady. Zrodził się z buntu i szybko zamienił w stabilną instytucję bez stałych ścian. Dziś na ich spektakle przychodzą tłumy, a oni sami współpracują z największymi nazwiskami polskiej reżyserii. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, Piotr Rudzki, kurator artystyczny Podziemia wspomina m.in. moment przejścia „do podziemia” i narodziny nowej formy instytucji, a także opowiada o tym, jak Teatr Polski w Podziemiu zaczął wyznaczać nowe trendy w polskim teatrze alternatywnym.

Jak z perspektywy czasu oceniają Państwo moment przejścia „do podziemia” i narodziny nowej formy instytucji?

Piotr Rudzki, kurator artystyczny Podziemia: To był moment złości i buntu. Teatr Polski we Wrocławiu w szczycie swojej formy został zniszczony przez polityków, wymienię ich tu ku przestrodze – to ówczesny członek Zarządu Województwa Tadeusz Samborski i wiceministra kultury Wanda Zwinogrodzka. Ich nominanta Cezarego Morawskiego, który był wykonawcą tej dewastacji, nie warto wspominać, ale niech będzie. Zatem niezgoda i gniew, to był początek, który jednak szybko zamienił się we wspólnotę twórczą i kreatywność napędzaną przez miłość do teatru. Do tego, co robimy, i do tych, dla których to robimy. To z tej mieszanki wzięło się Podziemie. I dodajmy koniecznie rzecz zasadniczą: zachowanie artystycznych wartości dzieła teatralnego. Wszystko to dało nam pozytywną energię do pracy.

Etos walki i solidarności z okresu kryzysu we wrocławskim Teatrze Polskim jest wciąż głównym paliwem Waszych działań?

Piotr Rudzki, kurator artystyczny Podziemia: Walki tak, solidarności od małej litery też. Przeżywaliśmy wspaniały i rzadki przecież wybuch solidarności środowiskowej i poparcia publiczności, które czujemy nadal. Ale dziś jest to walka o artystyczny, niezależny i nowoczesny teatr – po prostu.

W którym momencie poczuli Państwo, że Teatr w Podziemiu przestał być jedynie gestem sprzeciwu, a stał się autonomicznym bytem artystycznym?

Piotr Rudzki, kurator artystyczny Podziemia: Początek naszej działalności to fanpage Teatr Polski w Podziemiu / Polski Theatre in the Underground, który założyłem, aby dokumentować proces destrukcji Polskiego we Wrocławiu za nowej dyrekcji. Czyli taki projekt dokumentalny, żeby były ślady i dowody, odpalony 1 września 2016 r. Impuls artystyczny przyszedł od Krzysztofa Garbaczewskiego, który – bardzo słusznie – zauważył, iż twórczy potencjał naszego zespołu aktorskiego nie może się marnować. Wtedy pojawił się pomysł na performans „Tak zwana ludzkość w obłędzie” na podstawie niezachowanego dramatu Witkacego przygotowany przez Garbaczewskiego w foyer Teatru Muzycznego Capitol 6 stycznia 2017 r. Prawdę powiedziawszy, to chyba po tym wydarzeniu pojawiła się w nas wszystkich mocniejsza nadzieja, że zespół Teatru Polskiego przetrwa i stworzy nową jakość.

Państwa spektakle często dotykają tematów uwikłania w rzeczywistość i pytań egzystencjalnych. Jak wolność od tradycyjnej struktury teatru wpływa na dobór repertuaru?

Piotr Rudzki, kurator artystyczny Podziemia: Jesteśmy wolnymi ludźmi i zapraszamy twórców podobnie o sobie myślących. A nasza niestabilność instytucjonalna ułatwia pracę w środowisku niezdeterminowanym przez wszystkie zależności, hierarchie, układy etc. narastające w każdym miejscu, gdzie uprawia się kulturę.

Teatr w Podziemiu słynie z poszukiwania nowych języków performatywnych. Jak brak własnej, klasycznej sceny modyfikuje myślenie o przestrzeni i scenografii?

Piotr Rudzki, kurator artystyczny Podziemia: Nie jesteśmy jedynym teatrem w Polsce czy w Europie, który nie ma tradycyjnej sceny pudełkowej. Prawdę powiedziawszy, odejście od niej zaczęło się wraz z początkiem XX wieku, czasem wymuszane warunkami pracy, czasem wyborami estetycznymi. Nawet na scenie pudełkowej można dokonywać aktów jej przekroczenia, widocznych choćby w realizacjach Krystiana Lupy, Moniki Pęcikiewicz, Katarzyny Kalwat, Pawła Świątka czy Marcina Libera. Tak więc to nie tyle sama realna scena warunkuje przestrzeń spektakli, ale raczej wyobraźnia twórców.

Jak reagują Państwo na zmiany w polskim pejzażu teatralnym, w tym na powroty do klasycznych form w teatrach instytucjonalnych?

Piotr Rudzki, kurator artystyczny Podziemia: W Polsce w zasadzie niewielki procent teatrów uprawia sztukę – nazwijmy ją – poszukującą, krytyczną, progresywną. Zdecydowana większość, pewnie z osiemdziesiąt procent, to sceny jak najbardziej tradycyjne. Więc niewiele się zmieniło.

Kim jest dzisiejszy widz Teatru Polskiego w Podziemiu i czy różni się od publiczności dawnego Teatru Polskiego?

Piotr Rudzki, kurator artystyczny Podziemia: Nie robiliśmy żadnych specjalistycznych badań – brak funduszy. Ale przyglądając się publicznościom premierowym czy przychodzącym na „zwykłe” przedstawienia, można bez ryzyka wielkiego błędu stwierdzić, że poszli za nami widzowie z dawnego Polskiego, pewnie chodzą też do innych teatrów, przybyły też nowe zarówno dojrzałe, jak i młode twarze. Choć Piekarnia jest położona bardzo blisko Rynku, to jednak poza utartymi szlakami teatralnymi. I znowu przydałyby się jakieś finanse, żeby to miejsce jeszcze bardziej rozpropagować wśród potencjalnych widzów teatralnych. Podziemie jako projekt publiczny jest teatrem dla wszystkich, otwartym na każde środowisko, na każdego człowieka, niezależnie od wszelkich społecznych i indywidualnych uwarunkowań.

Teatr bez stałego adresu i klasycznego afisza ma większą siłę oddziaływania społecznego niż teatr dotowany przez państwo?

Piotr Rudzki, kurator artystyczny Podziemia: Adres mamy – świetna przestrzeń, 4 Piętro w samym Rynku, plakaty do każdej premiery drukujemy, afisz dostępny jest na naszej stronie internetowej (teatrpolskiwpodziemiu.pl) i na naszym fanpage’u. Odbiór naszych spektakli uzależniony jest przede wszystkim od jakości podejmowanej z widzami dyskusji czy od wiarygodności stawianych problemów. Oczywiście, gdybyśmy dysponowali większym budżetem, moglibyśmy grać częściej, a nie tylko w ciągu jednego weekendu w miesiącu, moglibyśmy przygotowywać więcej, a nie tylko dwie premiery w sezonie, moglibyśmy zapewnić naszym spektaklom lepszą widoczność w mediach czy w przestrzeni miasta, moglibyśmy wreszcie skorzystać z zagranicznych zaproszeń naszych spektakli; już dwukrotnie musieliśmy zrezygnować z wyjazdu do Madrytu z „Balkonami – pieśniami miłosnymi” w reżyserii Krystiana Lupy. Mimo to nasza siła oddziaływania jest znaczna.

Celem Teatru w Podziemiu jest trwałe pozostanie formacją alternatywną, czy też myślą Państwo o powrocie pod opiekuńcze skrzydła tradycyjnej instytucji?

Piotr Rudzki, kurator artystyczny Podziemia: Nigdy nie chcieliśmy być teatrem alternatywnym, chyba że w rozumieniu opcji wobec nijakości artystycznej, mielizny intelektualnej i konformizmu w teatrze. Jesteśmy pod „opiekuńczymi skrzydłami” Instytutu Grotowskiego we Wrocławiu, którego dyrektor Jarosław Fret zaprosił nas do Centrum Sztuk Performatywnych „Piekarnia”. Ale myślimy o pełnej instytucjonalizacji i niezależności w tym zakresie, bo we wszystkich innych – poza finansowym – tę niezależność mamy.

Polski teatr potrzebuje jeszcze rewolucji, czy raczej powrotu do rzemiosła i spokoju?

Piotr Rudzki, kurator artystyczny Podziemia: Ale rewolucja artystyczna nie kłóci się z fachowością i rzetelnym rzemiosłem. Raczej sprzyjają sobie. Trudno jakiekolwiek zmiany estetyczne czy intelektualne przeprowadzić bez znakomitego opanowania rzemiosła, nie zrobi się tego półśrodkami, prefabrykatami, teatropodobnymi środkami.

Jak wygląda proces adaptacji spektaklu, gdy jednego dnia gracie Państwo w postindustrialnej hali, a innego w klasycznym czarnym boksie?

Piotr Rudzki, kurator artystyczny Podziemia: To zasługa naszego zespołu technicznego pod kierownictwem Piotra Jacyka, nie ma dla nich rzeczy niemożliwych do zrobienia.

O jakie elementy rzemiosła teatralnego trzeba dbać mocniej, gdy nie ma się za plecami profesjonalnych pracowni krawieckich i stolarskich?

Piotr Rudzki, kurator artystyczny Podziemia: Istnienie pracowni w teatrach to ważny element ich codziennej pracy i rozwoju, ale dzisiaj wiele scen działa bez nich, tak jak my. Produkujemy scenografie i kostiumy w firmach zewnętrznych, dbając, aby były jak najbliższe projektom przygotowywanym przez twórców.

Dziękuję za rozmowę

Foto: Natalia Kabanow, Karolina Jóźwiak

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *