Strona główna / Wywiady / Bunt, humor i rock’and’roll, czyli najsłynniejsza kapela na Ziemi Kłodzkiej

Bunt, humor i rock’and’roll, czyli najsłynniejsza kapela na Ziemi Kłodzkiej

„Teksty zaczerpnięte są bezpośrednio z otaczającego nas Kosmosu, może nawet częściej bezpośrednio ze ściółki leśnej, wygrzebane z błotnistych kałuż, dostrzeżone w nocnym pohukiwaniu włochatki. To rodzaj obserwacji otaczających nas zdarzeń, wplecionych w wyobraźnię, która próbuje to połączyć, nadać trochę mądrości i zostawić miejsce na zdziwienie” –  tak o swojej twórczości mówią muzycy z Kapeli Bożków – zespołu, który łączy jazzowy luz, funkową energię i surowy, rockowy pazur. Dopełnieniem są dźwięki ludowe i brzmienie harmonijki. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, Paweł i Wojtek opowiadają m.in. o tym, jak narodziła się kapela, o koncertach, które zamieniają się w żywioł, który nie pozwala ustać w miejscu i Ziemi Kłodzkiej, z którą są mocno związani.

Wasza twórczość jest głęboko zakorzeniona w Bożkowie. Jak unikalny klimat i natura Ziemi Kłodzkiej wpływają na teksty oraz dźwięki, które tworzycie?

Paweł: Kapela Bożków to Muzyczny Kwartet Ziemi Kłodzkiej na trąbkę + harmonijkę (Jacek Mokrzan), gitarę basową + wokal (Wojtek Grzesiak), gitarę elektryczną (Oskar Babiak) oraz perkusję (Paweł Fadiejew). Rzeczywiście można powiedzieć, jesteśmy po części z Bożkowa – tutaj mieszkam ja i tutaj znajduje się nasza pracownia muzyczna. Koledzy mają jednak kawałek dalej na próby: Oskar najbliżej, bo mieszka w Słupcu… ale już Jacek dojeżdża z Kątów Bystrzyckich, a Wojtek z Radkowa. Wszyscy jesteśmy mocno związani z Ziemią Kłodzką, co mamy nadzieję słuchać w naszej muzyce, a już na pewno widać w teledyskach takich jak „Lot nad Włodzicą” czy „Bagdadzik” gdzie można dostrzec piękno naszych terenów.     

Wojtek: Nasza twórczość raczej zakorzeniona jest w kosmosie, czy też może bardziej na Ziemi lub w kulturze XX i XXI wieku i łączy się w konkretnym miejscu, na którym żyjemy, na Ziemi Kłodzkiej. Tutaj zapuściła korzenie i wydała owoce – muzykę, piosenki, czy to w formie wydawnictw płytowych czy też koncertów lub teledysków. To efekt spotkania się naszej czwórki w tym miejscu lub wynik tego, że mieszkamy tutaj obok siebie. To zależy w którym miejscu w historii każdego członka zespołu zaczniemy opowieść, czy od zygoty, blastuli, późnej podstawówki czy pierwszych szarpnięć strun gitary akustycznej. Aczkolwiek jedno można powiedzieć w chwili obecnej, jesteśmy stąd. Wpływ tego miejsca najbardziej uwidacznia się w naszych teledyskach, gdzie najbliższe okolice często stanowią ich tło. Druga rzecz to koncerty, których najwięcej zagraliśmy na Ziemi Kłodzkiej, przez co przypisać jej można ojczyźniany charakter dla naszego zespołu. Teksty i muzyka to już raczej wymysł naszej wyobraźni, na której wpływ ma szerszy świat. No można by się pokusić o wyłapanie kilku opisów, zdań czy postaci, które żyją w naszej okolicy, jednak są to byty szerzej rozpowszechnione w naszych szerokościach geograficznych jak nornik, jeż czy dżdżownica. Raczej wyjątkiem jest tu rzeźbiarz z Lądka-Zdroju – Klahr.

Zespół powstał w 2018 r. Jak przez te lata zmieniło się Wasze postrzeganie muzyki i cel artystyczny, od debiutanckiego krążka, aż po najnowsze wydawnictwa?

Paweł: Myślę, że konsekwentnie dążymy do zachowania pewnego własnego stylu, głęboko zakorzenionego w rocku progresywnym oraz w różnorodności muzycznej nawet nie w obrębie płyty patrząc na poszczególne utwory, a w obrębie jednego utworu. Na przestrzeni tych siedmiu już lat na pewno ewoluowaliśmy, a po zagraniu prawie setki koncertów obyliśmy się z różnymi scenami i dojrzeliśmy muzycznie. Obecnie pracujemy nad nowymi utworami, znów chcemy bawić się stylami i odmiennymi gatunkami próbując sklejać je ze sobą i dopasowywać do naszego, jak to jeden z redaktorów ujął „Bożkowskiego sound’u”    

Wasza muzyka to mieszanka rocka, funky, folku i jazzu. Czy łatwo połączyć tak odmienne muzyczne światy i stworzyć jeden, spójny utwór?

Paweł: To jest właśnie cała nasza twórczość. To przyszło naturalne już podczas pierwszych prób. Każdy z nas wychował się na innej muzyce, każdy z nas miał swoje propozycje i dodawał coś od siebie do aranżacji proponowanych głownie przez Oskara i Wojtka.. i tak powstawały całe utwory, które jak się potem okazało potrafią łączyć w sobie rocka, ska i elementy jazzu. Nie umawialiśmy się w żaden sposób na takie rozwiązania, ale myślę, że stało się to też trochę naszym znakiem rozpoznawczym, jak ja to mówię: na naszych koncertach każdy znajdzie coś dla siebie.

Skąd czerpiecie inspiracje do tak oryginalnych aranżacji i nietuzinkowych tekstów?

Wojtek: Teksty zaczerpnięte są bezpośrednio z otaczającego nas Kosmosu, może nawet częściej bezpośrednio ze ściółki leśnej, wygrzebane z błotnistych kałuż, dostrzeżone w nocnym pohukiwaniu włochatki. To rodzaj obserwacji otaczających nas zdarzeń, wplecionych w wyobraźnie, która próbuje to połączyć, nadać trochę mądrości i zostawić miejsce na zdziwienie. Aranżacje to też wypadkowa naszych fascynacji muzycznych, w znacznej mierze skonfrontowana na próbach z naszymi osobowościami.

Fani pokochali Was za utwory takie jak „RYSIU” czy „Ona się puszcza nazywa”. Skąd wzięły się pomysły na te specyficzne, wpadające w ucho historie?

Wojtek: Rysiu to wiadomo, „wszystkie Ryśki to fajne chłopaki”, to jeden z naszych fanów, to przyjemne bożkowskie country, to lekki przejaw naszego puszczania oka do publiczności. Puszcza to las, drzewa, przyroda – to nasze lekarstwo, to z niej czerpiemy siłę, z stamtąd poniekąd przychodzimy ( i oczywiście chętnie wracamy).

Wasze teledyski np. „Piętakonika” czy „Gdybyś była jeżem” są bardzo filmowe – to celowe działanie?

Paweł: Teledysk do singla „Gdybyś była jeżem”, jak większość z naszych teledysków zrealizowaliśmy we współpracy z Noworudzką Fabryką Filmów Piotra Niełacnego. Wstępny scenariusz wymyśliłem ja, zebraliśmy znajomych chętnych do wzięcia udziału w klipie, a podczas kręcenia okazało się, że spontanicznie każdy dodawał coś od siebie. Na bieżąco realizowaliśmy pomysły i powstała z tego historia pewnej miłości (która zresztą swoją premierę miała 14 lutego). Zależało nam na tym, aby dźwiękiem i obrazem opowiedzieć jakąś ciekawą historię i myślę, że dlatego uzyskaliśmy taki efekt. Tegoroczna „Piętakonika” to już tajemnicza historia z dzieciństwa Jacka, którą za pomocą narzędzi AI udało mi się zobrazować widzom. Godny uwagi jest też teledysk do „Rysia”, zrealizowanym (jak na nasze warunki z rozmachem) przez studio ToTylkoJa we współpracy z Kopalnią Złota w Złotym Stoku oraz Teatrem Akadamia Wyobraźni z Lądka Zdroju. Właśnie wg scenariusza jego dyrektora Pawła Pawlika… to fuzja dwóch światów, bajkowego i rzeczywistego, opowiadająca historię pewnej przyjaźni.  

Gdybyście mieli opisać charakter każdego z Was za pomocą jednego instrumentu (niekoniecznie tego, na którym gracie), kto kim by był?

Wojtek: Jacek byłby syntezatorem, Paweł perkusją, Oskar batutą, a Wojtek saksofonem (śmiech).

Zagraliście wiele koncertów w Kotlinie Kłodzkiej i okolicach. Które z tych miejsc darzycie największym sentymentem i dlaczego?

Paweł: Każdy z nas ma pewnie swoje własne typy, ale w rozmowach często przytaczamy nasz pierwszy koncert na Festiwalu Górskim im. Andrzeja Zawady w Lądku Zdroju, gdzie graliśmy zaraz po Happysad w Klubie Festiwalowym i spotkaliśmy się ze wspaniałym odbiorem i żywiołowością publiki… mimo późnych godzin nocnych energia ludzi niosła nas tak, że nie mogliśmy skończyć koncertu (stanęło chyba na ośmiu bisach ). Ja z dużym sentymentem wspominam też koncert w Dworku Chopinowskim w Dusznikach Zdrój, dla prawie dwustuosobowej publiki siedzącej i wpatrzonej w nas w ciszy jak w teatrze i chłonącej każdy nasz dźwięk…  niesamowite wrażania.

Jak reaguje publiczność, która słyszy Was po raz pierwszy?

Wojtek: Zazwyczaj, jeśli już mamy jakiś feedback, to zazwyczaj pozytywny, ale większość jest zaskoczona naszą muzyką, może przez nazwę zespołu nie spodziewają się takich dźwięków, może czasem przez miejsca w których gramy, wybijamy się z ramowych imprez. Choć bywają i sytuacje odwrotne, kiedy to po koncercie w kościele jedna ze słuchaczek westchnęła: „Ło Jezu!”.

Gdzie w tym sezonie zagra Kapela Bożków?

Paweł: Zazwyczaj o tej porze roku mieliśmy za sobą już kilkanaście koncertów. W tym roku sezon koncertowy już w pełni, a my gramy troszkę mniej, bo aktualnie niesie nas wena twórcza i na próbach komponujemy materiał na trzeci krążek. Oczywiście zagramy w tym roku kilka koncertów, najbliższy już 30.06 w Ząbkowicach Śląskich, kolejny w lipcu w moich rodzinnych stronach pod Namysłowem. Planujemy również wystąpić na Kulturalnych Czwartkach w Bystrzycy Kłodzkiej i tradycyjnie w Winiarni Radochowskiej. Jesteśmy również otwarci na kolejne propozycje koncertowe, wystarczy skontaktować się mailowo kapelabozkow@gmail.com lub poprzez Facebook, albo po prostu zadzwonić do mnie tel. 502 303 196, gdyż prócz rytmów perkusyjnych ogarniam też kwestie menadżerskie.

I na koniec – jak narodziła się Kapela Bożków?

Paweł: Kapela Bożków to projekt muzyków, którzy wcześniej grali w innych składach. Ja i Wojtek we „Flounder beside the bones”, a Oskar, z naszym pierwszym trębaczem Sebastianem Pacheckim tworzyli duet grający standardy jazzowe „Pachecki/Babiak projekt”. Pewnego razu w 2018 r. nasze drogi się zeszły i po kilku próbach zagraliśmy swój pierwszy koncert na stulecie odzyskania niepodległości w Bożkowie, u podnóża naszego pięknego pałacu. Kwartet okazał się bardzo płodny, bo już w 2019 mieliśmy materiał na pierwszy krążek który prezentowaliśmy na koncertach.  Pod nazwą „BOŻKÓW KAPELA” ukazał się on w 2020 r., po czym Sebastiana w zespole zamienił Jacek wnosząc w nasze brzmienie dodatkowo harmonikę i w takim składzie gramy do dziś.

Dziękuję za rozmowę

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *