„Najważniejszym jest dodanie kobietom odwagi do wyrażania swoich opinii, podejmowania działań oraz chęci rozwoju edukacyjnego. Nie jesteśmy po to, aby walczyć, ale po to aby budować mosty porozumienia” – mówi Magdalena Kandefer, która m.in. przewodzi Głuszyckiej Radzie Kobiet. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, ta niezwykła kobieta opowiada m.in. o sile kobiet i o tym, jak niewielka Głuszyca może być centrum kobiecej aktywności na Dolnym Śląsku.
Jakie są najważniejsze cele, które postawiła sobie Głuszycka Rada Kobiet pod Pani przewodnictwem na najbliższy rok?
MK: Głuszycka Rada Kobiet, to przede wszystkim grupa lokalnych liderek, co wiąże się z dużą ilością pomysłów i chęcią podejmowania działań. Po ostatnim spotkaniu Rady, jasnym okazało się, że chciałybyśmy zrobić dużo więcej, niż mamy możliwości czasowych. Ważnym aspektem jest, że działamy wolontaryjnie, w wolnym czasie. To oczywiście ma wpływ na zaangażowanie. Jesteśmy kobietami aktywnymi zawodowo, matkami, żonami i aktywistkami tak więc łączenie tych wielu ról może stanowić wyzwanie. Tym bardziej jestem bardzo dumna z wszystkich członkiń, bo wiem, że działanie w GRK, to ich potrzeba realizowania wyższych celów na rzecz całej społeczności. W tym roku, jak i w poprzednim, mamy zaplanowane działania w cyklu spotkań „Żyj świadomie”, a więc szeroki zakres, taki jak m.in. zdrowie psychiczne i fizyczne, ogólnie pojęte bezpieczeństwo, przeciwdziałanie mowie nienawiści, świadome rodzicielstwo itp. W zeszłym roku zorganizowałyśmy akcję „Letnie spotkania z Radą Kobiet”, które spotkało się z bardzo dobrym odbiorem (uczestniczyło w nich w sumie ponad sto mieszkanek Głuszycy i okolic), dlatego też planujemy kolejną edycję. Ważnym aspektem jest też dla nas wypracowanie współpracy z lokalnym samorządem. Cieszy nas też, że to właśnie z inicjatywy Głuszyckiej Rady Kobiet, odbędzie się duże wydarzenie, do którego udało nam się zaprosić Powiat Wałbrzyski oraz Miasto Wałbrzych i zrzeszyć wokół tego wydarzenia wiele lokalnych liderek. O szczegółach jeszcze będziemy informować. W tym roku zostałam powołana na Koordynatorkę Wojewódzką sieci Rad Kobiet, na Dolny Śląsk, stąd też dodatkowe dla mnie wyzwania, ale i odpowiedzialność. Współpracuję z pełnomocniczką Prezydenta Wrocławia ds równości oraz społeczną pełnomocniczką Wojewody ds równego traktowania. W ramach działań, rozpoczęłam sieciowanie z RK z całego województwa, co oznacza wymianę doświadczeń, wsparcie oraz edukację. Za nami szkolenie z Europejskiej Karty Praw Podstawowych, a w maju w Głuszycy odbyło się szkolenie w ramach projektu Fundacji Batory i Instytutu Miast Praw Człowieka: Rady Kobie na rzecz praw podstawowych. Mówiłyśmy o idei siostrzeństwa, widoczności kobiet w debacie publicznej, reagowaniu na hejt oraz o dobrej komunikacji. W kolejnych miesiącach odbędą się również szkolenia i spotkania z przedstawicielkami Kongresu Kobiet, które w ramach projektu FERS, zaprosiły nas do udziału. Wraz z przedstawicielką Prezydium Rad Kobiet, Dianą Kaczyńską, na zaproszenie radnych sejmiku, uczestniczyłyśmy w posiedzeniu komisji doraźnej do spraw równego traktowania kobiet i mężczyzn. Widzimy duże zainteresowanie oraz możliwość dalszej współpracy.
Jakie wyzwania są dziś najtrudniejsze dla liderek działających w mniejszych miejscowościach, takich jak Głuszyca?
MK: W naszej Gminie dobrze przyjmowane są oddolne inicjatywy więc mamy trochę łatwiej, niż niektóre z Rad Kobiet. Na prawie 2500 Gmin w Polsce, mamy 100 działających Rad Kobiet. W wielu przypadkach nie z braku zainteresowania liderek, a poprzez brak chęci ze strony samorządów. Dodać należy, że nawet jeżeli Rady działają, to zdarza się, że są przyjmowane z lekkim przymrużeniem oka, a ich głos nie jest brany pod uwagę w działaniach samorządowych. Liderki z Rad Kobiet bywają też odbierane jako zagrożenie, co jest absolutnie złym podejściem ponieważ żadna z nas nie potrzebuje być w Radzie Kobiet, aby zdobywać stanowiska, czy awansować. To realizujemy już w naszym życiu zawodowym. Tak nie dzieje się wszędzie, ale dochodzą do nas głosy o takich sytuacjach. Z naszych doświadczeń wynika, że właśnie takie podejście jest motorem do jeszcze mocniejszych działań kobiet. Patrzymy jednak pozytywnie na wszystko, co wokół naszych działań się dzieje. Małe gminy to lokalne, dobrze znające się społeczności. To wielki atut, ale i czasami wyzwanie. Wiele z nas boi się występować publicznie, zajmować głos w danych sprawach, podejmować debatę, czy jasno przedstawiać swoją opinię z odpornością na mowę nienawiści i nieprzychylne komentarze. Mało tego, wiele z nas uważa, że ich opinia nie jest ważna i niczego istotnego nie wniesie w debacie publicznej. Dlatego też na wszystkich szczeblach, od rządu, poprzez samorząd oraz organizacje pożytku publicznego, ze wszystkimi osobami rozmawiam na temat właśnie małych, lokalnych społeczności i tego, że dotarcie z informacją, wsparcie głosu kobiet i życzliwe przyjęcie, stanowią fundament tego, aby aktywizować i dodać liderkom odwagi oraz pokazać, że ich głos się liczy i może być realnym wsparciem zarówno dla samorządów, jak i dla mieszkanek i mieszkańców. Kobiety stanowią połowę społeczeństwa więc trudno, aby ich perspektywa nie była brana pod uwagę w ramach zrównoważonego rozwoju. Z historii wiemy, jak dużo zmian i dobrych praktyk wprowadzają kobiety, czy to naukowczynie, badaczki, artystki, polityczki, lekarki, czy aktywistki. W chwili obecnej bardzo ważna też jest edukacja dotycząca ochrony ludności. Edukacja, która zamiast straszyć i siać lęk, ma za zadanie uspokojenie, zbudowanie odporności społecznej oraz zrozumienie dlaczego takie przygotowania są ważne. Wprowadzenie skandynawskiego modelu ochrony ludności może przynieść dobre skutki, co w sytuacjach kryzysowych ma realny wpływ na poczucie bezpieczeństwa oraz społecznego, ogólnie pojętego dobrostanu. To właśnie przedstawicielki Prezydium Rad Kobiet, zaczęły debatę publiczną w temacie kobiet w ochronie ludności. Najważniejszym jest więc dodanie kobietom odwagi do wyrażania swoich opinii, podejmowania działań oraz chęci rozwoju edukacyjnego. Dbamy również o to, aby wszelkie działania oraz przekaz odbywały się na gruncie szacunku i porozumienia. Nie jesteśmy po to, aby walczyć, ale po to aby budować mosty porozumienia.
Jak ocenia Pani współpracę w ramach Ogólnopolskiej Sieci Rad Kobiet – co daje lokalnym działaczkom ta wymiana doświadczeń?
MK: Sieć Rad Kobiet, to przede wszystkim profesjonalizacja, jak i współpraca oparta na relacjach. Dzięki zsieciowaniu poznajemy w jaki sposób działają Rady Kobiet. Dochodzi do stałej wymiany doświadczeń, tego, z czym się borykamy, jak rozwiązujemy trudności, a co okazało się bardzo ważnym i potrzebnym działaniem. Wiemy jakie oczekiwania mają mieszkanki i mieszkańcy w różnych rejonach Polski. Jako sieć oferujemy również pomoc przy zakładaniu nowych Rad oraz wsparcie prac tych, które już istnieją. Wspólne szkolenia, spotkania, zarówno stacjonarne, jak i on-line, to stała wymiana doświadczeń. Ponieważ w strukturach mamy specjalistki z różnych dziedzin, to wyrażenie profesjonalnych, opartych na przepisach prawa, jak i badaniach, czy doświadczeniach, opinii stanowi duże wsparcie dla wszystkich RK. Nasze Prezydium jest w stałym kontakcie ze wszystkimi koordynatorkami, ale też i stale pracuje nad legislacją – Ustawa 5D oraz wsparciem edukacyjnym. To również Prezydium przy wsparciu danej Rady Kobiet, organizuje Ogólnopolskie Fora Rad Kobiet. Zsieciowanie to według mnie moc i motor do działania, bo kto działa społecznie ten, wie, że przychodzi czas przesilenia, zmęczenia i to jest normalne. Sieć powoduje, że zawsze znajdujemy realne wsparcie i wzmocnienie, a nasze działania oddolne słyszane są nie tylko lokalnie, ale również i na najwyższych szczeblach państwowych.
Jest Pani autorką programu rozwojowego „PRZYglądnij się SOBIE”. Jakie są kluczowe kroki, by kobieta dzisiaj, w tym trochę dziwnym świecie zaczęła dostrzegać swoją wartość i „poczucie wystarczalności”?
MK: To pytanie zasługuje na dużo szerszą wypowiedź, na którą teraz może zabraknąć przestrzeni. Przede wszystkim chciałabym powiedzieć, że nie ma „złotego przepisu” pod tytułem dwóch, trzech itp. zasad, aby poczuć się lepiej ze samym sobą. To nie jest tak, że ktoś nam powie jak żyć i zrobione. Tyle razy idziemy na szkolenie, gdzie słyszymy np. „bądź asertywna” i na fali tej energii wychodzimy z założeniem – „teraz będę”! Po czym zderzamy się z sytuacją w życiu codziennym i znowu wchodzimy w swoje stare schematy działania, wycofując się, bo nie chcemy być „niemiłe, niegrzeczne, atakujące, zbyt emocjonalne, zbyt ciche, zbyt głośne”. Na domiar złego, w konsekwencji często działamy wtedy irracjonalnie, zbyt emocjonalnie, nadając sprawie zbyt dużego znaczenia lub całkowicie mu umniejszając. Wciąż nie chcemy wchodzić w polemikę, w dyskusję, rozmawiać na argumenty. Dlaczego? No właśnie – tutaj jest potrzebna praca nad sobą i trudno to przeprowadzić samemu, bo raczej rzadko zdajemy sobie sprawę ze schematów, które kierują naszym życiem. Samo stwierdzenie – rób tak, czy tak, bądź taka, czy taka, niczego w nas nie zmienia. Podstawą jest poznanie siebie, swoich schematów funkcjonowania. Zdanie sobie sprawy z tego, dlaczego działamy w taki, a nie inny sposób. Lubimy zadawać pytania innym, ale niekoniecznie sobie samym, a to jest właśnie fundament do świadomego życia. Zbyt często szukamy odpowiedzi oraz akceptacji na zewnątrz. Jeżeli akceptujemy siebie, wiemy o co nam w życiu chodzi, na co się godzimy, a na co nie, nie potrzebujemy akceptacji z zewnątrz. I powiedzmy sobie jasno, akceptacja z zewnątrz niczego w naszym poczuciu dobrostanu nie zmieni, jeżeli same siebie nie zaakceptujemy. Ważne jest żebyśmy sobie same zaufały. Zrozumiały jak i dlaczego działamy w dany sposób, jakie granice same sobie stawiamy, czego chcemy, a co nie jest nasze. Wyrwanie się ze stereotypowego myślenia przynosi spokój, a życie nabiera pozytywnej mocy. I właśnie w tym celu, jako coach, stosując metodę FURIC, pracuję z ludźmi w ramach projektu PRZYglądnij się SOBIE, który prezentuję również na konferencjach i warsztatach, m.in. Konferencja na Karkonoskiej Akademii Nauk Stosowanych – „Kultura Edukacji i Rozwoju – szacunek czy kult”, czy Festiwal Uzależnieni od Życia, organizowany przez wałbrzyski MOPS. Praca z młodzieżą daje mi najwięcej satysfakcji ponieważ widzę jak wielką moc i otwartość do rozmowy mają młodzi ludzie.


Rola kobiet – od domu, po biznes i samorząd mocno się zmieniła na przestrzeni ostatnich lat?
MK: Kolejne mocne pytanie, które zasługuje na dłuższą rozmowę. Nie da się o tym powiedzieć w dwóch zdaniach. Spróbuję więc możliwie najkrócej. Ostatnie lata to niesamowity skok, zarówno społeczny, gospodarczy, jak i technologiczny więc każdy z nas żyje w ciągłej zmianie. I to jest kolejny element w życiu kobiet, które łączą wiele funkcji. Rola matki, żony, córki, pracownika i czasami jeszcze społecznika, to ogrom wyzwań. Pokazuje to jednak, że kobiety są wielozadaniowe. Mają ogromne poczucie odpowiedzialności oraz są poukładane i systematyczne w działaniu. Powiedzmy sobie jasno, że kiedy kobieta spełnia tyle ról, to musi być niezwykle sprawną planistką, organizatorką i stabilną osobą. Ten zasób jest bardzo dobrze wykorzystywany w biznesie, ale niestety kobiet w radach nadzorczych, władzach firm, jest nadal o wiele mniej, niż mężczyzn, pomimo tego, że wiele działań firmy zależy właśnie od pracy kobiet. Zgodnie z wynikami badań przeprowadzonymi przez 30% Club Poland udział kobiet we władzach, to zaledwie 19,9%, w zarządach – 15%, a w radach nadzorczych – 23,1 %, a aż w 17,9% spółek nie ma żadnej kobiety w strukturach zarządu. Kobiety, które decydują się na prowadzenie własnego biznesu osiągają doskonałe wyniki ponieważ ich motywacja jest bardzo silna, a umiejętności przywódcze, organizacyjne i relacyjne stoją na najwyższym poziomie. Mamy w Polsce rady miejskie, w których nie ma ani jednej kobiety. Większość stanowisk we władzach samorządowych obejmują mężczyźni. O parytetach mówiło się dużo około dziesięciu lat temu, bo od roku 2011 kiedy, też dzięki działaniom ruchów kobiecych, chociażby takich jak Kongres Kobiet, wprowadzono Ustawę kwotową. Mówi ona o udziale minimum 35% kobiet i 35% mężczyzn na listach wyborczych. Przez kilka lat termin „parytet” był często słyszany w przestrzeni publicznej, ale odnoszę wrażenie, że mówi się o nim coraz rzadziej. Rola kobiet w życiu społecznym nadal jest mocno niedoszacowana i nie brana pod uwagę, chociaż praca kobiet i jej efekty chętnie wykorzystywane. I tutaj znowu dochodzimy do tematu edukacji i wzmacniania kobiet chociażby w myśleniu o swojej sprawczości, poziomie profesjonalizmu i efektywności. Jest wiele obszarów do zaopiekowania. Często powtarzam, że jak jest noc i dzień, jak lato i zima, tak jest kobieta i mężczyzna i tylko poprzez dialog, chęć wysłuchania i zrozumienia, można wypracować kierunki, które przyniosą rozwój społeczeństwa, gdzie rola kobiet i mężczyzna będzie tak samo istotna, doceniana i wynagradzana na takim samym poziomie.
Jako inicjatorka spotkań „Mosty do rodzicielstwa”, jak ocenia Pani obecny system wsparcia dla rodziców adopcyjnych w Polsce?
MK: Takiego wsparcia nie ma. Jest doskonałe na etapie starania się o adopcję dziecka, ale po sprawie adopcyjnej, system przyjmuje, że rodzina adopcyjna dołącza do grupy rodzin biologicznych i ma takie same wymogi, wsparcie i obowiązki. Dla systemu dziecko adopcyjne potrzebuje takiego samego wsparcia, jak biologiczne, a sytuacja wygląda nieco inaczej. Dziecko adopcyjne ma podobne potrzeby, jak dzieci w pieczach zastępczych. Poczucie tożsamości, przynależności do rodziny oraz spokój z tym związany nie przychodzą z dnia na dzień. Potrzebne jest duże wsparcie zarówno dla dzieci, jak i dla ich rodzin. Mówię tutaj przede wszystkim o szybkim i bezpłatnym dostępie do lekarzy-specjalistów, psychologów, terapeutów.
Pani również jest adopcyjną mamą. Czy nie jest tak, że system, droga adopcyjna w Polsce trochę zniechęcają do adopcji?
MK: Adopcja, to potrzeba serca. Kiedy podejmuje się decyzję o adopcji, to jest się w stanie przejść każdą przeszkodę. Często słyszę, że szkolenie dla rodzin adopcyjnych jest za długie. Ja nie zgadzam się z tym zdaniem. Po pierwsze to jest czas, kiedy możemy świadomie zrezygnować z podejścia do procedury, nie narażając żadnego dziecka na dodatkową traumę. Po drugie pokazuje nam z jakimi sytuacjami możemy się spotkać, z jakimi obciążeniami bywają dzieci oraz to jakiego wsparcia potrzebują dzieci po adopcji. Na początku i końcu każdej decyzji powinno znaleźć się dziecko i jego dobro. Nie moja własna wygoda, czy spełnianie marzeń, ale dobrostan i szczęście dziecka. Na pewno zbyt długa jest droga uwalniania prawnego dzieci, tak aby zamiast przebywać czasami przez całe dziecięce życie w rodzinach zastępczych, mogły szybciej trafiać do rodzin adopcyjnych. Ludzi decydujących się na adopcję jest wiele, dzieci przebywających w placówkach, również. Słabym ogniwem jest właśnie procedura uwalniania prawnego. Oczywiście dotyczy to bardzo delikatnej materii, bo nie można odebrać rodzinom biologicznym, tym, które się starają, wychodzą z kryzysu, dzieci. Oszacowanie sytuacji powinno być niezwykle szczegółowe i prowadzone przez wysoko wykwalifikowanych specjalistów z dużym doświadczeniem i wysokim poziomem empatii, bo chodzi tylko i wyłącznie o dobro dziecka. Niemniej jednak uważam, że ogrom dzieci przebywa w placówkach aż do uzyskania pełnoletności, tylko dlatego, że nie zostały wcześniej uwolnione prawnie, co dałoby im realną możliwość życia w kochających rodzinach adopcyjnych. Wskazałam ten problem podczas rozmowy z Ministrem Sprawiedliwości, który również przyznał, że widzi tę sytuację i należy jej się przyjrzeć. Samej adopcji nie należy się obawiać. Jest to inny rodzaj rodzicielstwa, skierowany nie na realizację swoich marzeń i swoich wyobrażeń na temat dziecka, a realne wsparcie i pokochanie dziecka takim, jakie jest. Zasoby, jakie posiadają dzieci adopcyjne oraz przebywające w pieczach zastępczych są niedoceniane. Często ocenia się dzieci pod względem wyników w nauce, a nie patrzy przez pryzmat tego, jak ogromną odporność muszą w sobie wypracowywać wtedy, kiedy radzą sobie z odrzuceniem, z traumami, z trudnościami relacyjnymi. To są potrzeby stojące wyżej, od samej edukacji i dlatego realizowane i układane są w pierwszej kolejności, co nie oznacza, że te dzieci mają mniejsze możliwości w jakichkolwiek działaniach. W tych dzieciach tkwi niezwykle silny potencjał, który jest najpierw zabijany przez odrzucenie i traumatyczne przeżycia, a później przez niemoralne, nieetyczne i krzywdzące oceny. Sytuację rodzin adopcyjnych przedstawiałam również podczas finału konkursu, Tak! Jestem Superwoman, organizowanego przez Fundację Prawo Kobiet, a którego byłam jedną z finalistek. Zachęcam do zakupu książki wydanej przez Fundację, w której przedstawione są historie kobiet niezwykłych, a każda z historii niezwykle porusza, ale i dodaje sił.



Jakie są najważniejsze lekcje, których nauczyło Panią 15 lat działalności społecznej w regionie wałbrzyskim?
MK: Od wielu lat działam społecznie, m.in. przez kilkanaście lat w Stowarzyszeniu Przyjaciół Głuszycy, kilka lat w Szlachetnej Paczce, jak i wielu oddolnych inicjatywach. Ten czas nauczył mnie, że każdy powinien zacząć od siebie, czyli odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ja tego chcę i czy jestem gotowy/-a na poświęcenie czasu, energii i zaangażowania. Jaki jest cel tych działań i czy jest spójny z moimi wartościami. Przy takiej analizie i pozostaniu w zgodzie ze sobą, żadne wyzwania nie stanowią problemu, a potrafią przynieść wiele satysfakcji. Dla ludzi z obszaru NGO, najważniejsze jest aby ich praca przyniosła realną wartość dla danych osób, środowisk czy regionów. Te lata nauczyły mnie współpracy, ale i brania odpowiedzialności za swoje działania. Bywa, że działacze społeczni nie są doceniani. Takie działania, to ogrom czasu, przygotowań, pracy, wiedzy, ale i często dofinansowania z własnych środków części działań. Dane wydarzenie, dla organizatorów, to nie jeden dzień danej akcji, ale tygodnie lub miesiące przygotowań. Stąd też mój apel do Państwa, aby bardziej doceniać działaczy społecznych, których działania są wolontaryjne i niezwykle ważne, tym bardziej, jeżeli mają charakter charytatywny. Wiem, że wszystko to, co dzieje się dobrego, wszelkie zmiany na lepsze, zwrócenie uwagi na dane problemy czy wykluczenia, są w dużej części efektem pracy różnych organizacji pożytku publicznego. Działalność społeczna przyniosła mi osobiście wiele fantastycznych znajomości, z których narodziły się przyjaźnie trwające do dziś. To jest ogromna wartość dodana.
Aktorka w teatrze amatorskim – jak narodziła się Pani miłość do teatru?
MK: To są zamierzchłe czasy kiedy byłam jeszcze uczennicą I Liceum Ogólnokształcącego w Wałbrzychu. Swego czasu moja wychowawczyni, nieżyjąca już, wspaniała pedagożka, nauczycielka języka polskiego, pani Marta Gąsiorowska, zaprosiła mnie na spektakl do Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu. Było to przedstawienie Teatru Stu z Krakowa, pt. „Scenariusz dla trzech aktorów”. Czułam się tak, jakby aktorzy na scenie grali tylko dla mnie, mówili do mnie, jakbyśmy byli w niewidzialnej bańce, tworzącej nasz własny świat. To wtedy narodziła się ta miłość do teatru, która trwa do dzisiaj. Kiedy więc nadarzyła się okazja do spróbowania swoich sił w teatrze amatorskim, nie zastanawiałam się ani chwili. Już dziesięć lat temu trafiłam pod skrzydła reżysera Roberta Delegiewicza i ta podróż trwa do dzisiaj. Najpierw była to Głuszycka Grupa Teatralna Po Godzinach, a teraz Teatr Między Aktami, który skupia aktorów amatorów z dwóch miejscowości – Głuszycy i Jedliny-Zdrój. Za nami wiele bardzo wartościowych w przekazie realizacji, a aktualnie gramy spektakl „Słoneczna 5”, opowiadający historię dziejącą się w czasie pierwszych wolnych wyborów dnia 04.06.1989 r. Dla mnie osobiście to ważna data, ponieważ dokładnie w moje szesnaste urodziny, dzięki wyborcom, została mi i moim rówieśnikom podarowana wolność.



Szczególnie uwielbia Pani wałbrzyski Teatr Dramatyczny, wręcz kocha go miłością bezgraniczną – dlaczego?
MK: Może dlatego, że tam zobaczyłam pierwszy raz spektakl na żywo? Może też z powodu patriotyzmu lokalnego? Trudno powiedzieć. Na pewno nie byłoby tej „bezgranicznej miłości”, gdyby nie doskonały repertuar, zaskakiwanie nowym podejściem, nowymi rozwiązaniami, wymiar edukacyjny spektakli, angażowanie młodych twórców oraz znakomita ekipa aktorska. Miałam okazję brać udział w rocznych zajęciach Uniwersytetu Obserwatorium, gdzie wraz z innymi uczestnikami zgłębialiśmy wiedzę na temat teatru – od strony technicznej, poprzez realizatorską, aktorską czy literacką. Zachęcam wszystkich do odwiedzin w naszym Teatrze. Mamy tutaj perełkę, a jeżdżąc na spektakle do różnych teatrów w Polsce mogę śmiało powiedzieć, że nie mamy się czego wstydzić, a nawet jest z czego być dumnym.
Przedsiębiorczyni, coach, społeczniczka, mama – jak Pani to wszystko łączy i cały czas jest na wysokich obrotach unikając wypalenia?
MK: To nie jest tak, że jestem cały czas na obrotach. Pozwalam sobie na chwile odpoczynku, całkowite, czasowe wyłączenie z mediów społecznościowych (polecam, bardzo porządkuje myśli). Potrafię też rozdzielać zadania, dając każdemu z kim współpracuję, przestrzeń do realizacji. Lubię też spędzać część czasu sama ze sobą, robiąc to co lubię, to, co nie ma przynieść jakiś wymiernych efektów poza uporządkowaniem myśli, naładowaniem baterii, wsłuchaniem się np. w odgłosy natury, czy nabraniem sił do dalszych działań. Mam małe, ale sprawdzone grono przyjaciół, które też dodaje energii i które bardzo sobie cenię. Mam rodzinę, dzięki, której mogę realizować swoje działania, która zawsze mnie wspiera i z którą bardzo lubię spędzać czas. Bycie mamą nastolatka, to ciągła nauka samego siebie więc jest bezcenne. Mam szczęście być żoną świadomego, mądrego mężczyzny, który rozumie te moje „szaleństwa” i zdarza się, że nie rezygnuję z czegoś właśnie dzięki jego wsparciu i mobilizacji. Umiem już planować swój czas tak, aby uniknąć wypalenia. Zasada jest prosta – jeżeli wierzysz w to, co robisz i naprawdę tego chcesz, a przy okazji dbasz o siebie, to dochodzi czasami do zmęczenia, ale nie do wypalenia. Potrafię też ze spokojem rezygnować z podejmowanych działań, w momencie, kiedy czuję, że to przestaje być moje.
Z jakim przesłaniem idzie Pani do kobiet XXI wieku?
MK: Jesteś dobra, jesteś mądra, jesteś ważna. Nie unikaj wyrażania swojej opinii, nawet jeżeli wiesz, że możesz spotkać się z niezrozumieniem. Zaakceptuj to, że możesz się z takim spotkać, bo nie ma takiej osoby, która przypasowałaby wszystkim. Nie masz wpływu na to, jak reagują inni, ale masz wpływ na siebie. Zasługujesz na uczciwość, poczucie bezpieczeństwa i godność. I masz prawo, a nawet obowiązek o tym mówić. Reagować na zło, które dzieje się Tobie lub innym. Nie musisz robić wszystkiego, możesz oddać część zadań innym. Masz wielką moc i nie bój się jej wykorzystać. I nie ma znaczenia czy działasz lokalnie, globalnie, czy w ramach swojej rodziny. Ważnym jest abyś robiła to, co czujesz i aby to było zgodne z Tobą i Twoimi wartościami. Jesteś wystarczająca, taka jaka jesteś i jeżeli coś robisz, to na swoje 100%. Nie bój się. Żyj w pełni i pozostań w tym wszystkim kobietą, bo nie musisz przyjmować męskich cech, żeby działać efektywnie, być słyszalna i żyć szczęśliwie. „Masz wpływ tylko na zmianę siebie. Reszta jest konsekwencją tej zmiany.”
Dziękuję za rozmowę
Od Magdaleny Kandefer:
O Radach Kobiet.
Rady Kobiet działają przy samorządach, jako społeczne ciało doradcze i opiniotwórcze. Fundamentem naszych działań jest Europejska Karta Praw Podstawowych. Nasz głos jest perspektywą kobiecą na wszelkie podejmowane na rzecz mieszkanek i mieszkańców lokalnych społeczności działania oraz weryfikacja tego, czy podjęte na szczeblu samorządowym decyzje zachowują zasady równości oraz nie wykluczają. Ważnym aspektem jest edukacja mająca na celu podnoszenie świadomości całej społeczności w wielu dziedzinach życia – prawo, finanse, zdrowie, odporność, bezpieczeństwo, równość i wiele innych, które codziennie napotykamy. Jest nas w całej Polsce już niemal 100, jesteśmy zsieciowane, co oznacza, że posiadamy jasne struktury oraz mamy możliwość wymiany doświadczeń i dobrych praktyk, a wszystko to w nurcie siostrzeństwa. W naszym gremium zasiadają naukowczynie, badaczki, psycholożki, przedstawicielki rządu, samorządów oraz liderki lokalne. Wszystkim przyświeca cel wspierania całych społeczności, podnoszenia świadomości, budowania mostów porozumienia, inkluzywność. VI Ogólnopolskie Forum Rad Kobiet, które odbyło się w kwietniu b.r. w Warszawie, pokazało moc, siłę i konieczność działań w strukturach Rad Kobiet. Zsieciowanie, to jasne struktury, dzięki którym wymiana doświadczeń i edukacja stoją na najwyższym poziomie. Na czele Rad stoi Prezydium, a w regionach działają koordynatorki wojewódzkie. Wszystkie członkinie działają społecznie. Widzimy, że nasze działania są przede wszystkim efektywne, dobrze odbierane i potrzebne, dlatego też ważnym jest legislacja prawna, stąd też nasza akcja „Chcemy 5D”. Umocowanie prawne da nam przede wszystkim narzędzia do dalszej i bardziej efektywnej pracy, na jednolitych zasadach.











