„Nowa Ruda jest od dawna na pierwszym miejscu jeśli chodzi o tematykę prac. Od dziecka też dostrzegam urodę, może nieoczywistą, w starych, zapomnianych uliczkach, zakamarkach, często odrapanych. Jest w nich jakaś magia, skryta historia i nostalgia. Nowa Ruda jest wdzięcznym tematem dla artystów, zarówno ze względu na piękny krajobraz jak i architekturę. Dla Magdaleny Rykowskiej to miasto jest wieczną inspiracją, którą uwiecznia na swoich obrazach. W rozmowie z Agnieszką Góralczyk, artystka opowiada m.in. o swojej długiej drodze do farb i pędzla, miłości do Nowej Rudy i pól rzepaku, a także marzeniach o malowaniu w blasku dnia.
Rysowała Pani już jako dziecko. Jednak sporo czasu minęło nim sięgnęła Pani po farby – jak wyglądała Pani droga od dziecięcych rysunków, po malarskie dzieła sztuki?
MR: Rysowałam w zasadzie odkąd pamiętam. Zawsze wokół mnie panowała „atmosfera”, że jak trzeba coś namalować to do mnie. Dostawałam zadania ponad programem – plakaty, gazetki, udział w szkolnych konkursach, ale jak z tego potrafiłam wybrnąć to już różnie bywało. Czasy były siermiężne, dostęp do materiałów i narzędzi praktycznie żaden. Ale traktowałam to zawsze bardzo poważnie. Właściwie przez całe moje dzieciństwo, także nastoletniość, byłam tak wewnętrznie, niewerbalnie przekonana, że będę się tym zajmować w przyszłości. Ale, podobnie jak większość młodych ludzi, wydawało mi się, że ze wszystkim zdąż , że czas to mój sprzymierzeniec. No to mi się tylko wydawało. W tak zwanym międzyczasie uległam pragmatycznym radom o wybraniu szkoły z zawodem (technikum poligraficzne). Potem było studium z kolejnym zawodem bo poprzedni okazał się nie dla mnie. I kiedy uświadomiłam sobie, że jestem dorosła, przestałam wierzyć w to, iż nadrobię zaległości w edukacji artystycznej; nie odważyłam się na liceum plastyczne, więc czułam, że mój czas minął. Ale, żeby nie oddać pola bez walki, podjęłam zaoczne studia na filologii polskiej, bo literatura to moja kolejna pasja. A malarstwo wciąż drzemało. Ja się chyba zwyczajnie bałam, że to tylko dziecięce mrzonki, żaden tam talent, i teraz to już nie będzie taryfy ulgowej i okaże się, jak jestem przeciętna. Chyba to sprawiało, że wciąż odsuwałam malowanie. I tak doczekałam do trzydziestki. Wtedy coś we mnie się zmieniło, nie chodzi o wiek jako taki, bardziej o nowy, ważny etap w życiu – oczekiwałam wtedy pierwszej córki. Wówczas , tak po prostu, zaczęłam powoli, ale sukcesywnie podejmować próby malowania na płótnie. Od razu farbami olejnymi. Efekty mnie zaskoczyły. Głównie tym, że wyszło zupełnie inaczej niż sobie zamierzyłam, że to trudniejsze niż myślałam, ale też, iż mimo to, nie ma dramatu. To mnie w znaczący sposób otworzyło, dodało odwagi i odtąd malowałam z różnym natężeniem, czasem kilka rzeczy naraz, wręcz kompulsywnie, żeby potem popaść w marazm i przedłużać przerwy. Ale zawsze wracam.
Jakimi technikami Pani pracuje?
MR: Zaczęłam przed laty od farb olejnych, potem spodobało mi się malowanie akrylami. Przygotowywałam się do wystawy grupy w lokalnej galerii i akryl był konieczny, ponieważ szybko schnie, a było niewiele czasu. I tak już zostało na lata. Ale pokochałam technikę szpachelki i dość długo byłam jej wierna. Wykorzystywałam ją głównie w portretach i aktach. Teraz jestem absolutnie „zaczadzona” akwarelą. Maluję portrety, pejzaż naturalny, miejski, obrazy intuicyjne , kwiaty.
Jak krajobraz Nowej Rudy i okolic wpływa na Pani twórczość?
MR: Nowa Ruda jest od dawna na pierwszym miejscu jeśli chodzi o tematykę prac. Dawniej były obrazy na blejtramach, teraz częściej w akwareli. Zachwyca mnie przyroda wokół miasta, wzgórza, las. W jednym miejscu, na Bieganowie (mieszkam nieopodal) mam widok na Śnieżnik, Śnieżkę przy dobrych warunkach pogodowych, Szczeliniec Wielki i sąsiednie czeskie góry. Mogę patrzeć na to codziennie i wiem, że mi się nie znudzi. To mnie koi i zachwyca, a jednocześnie wywołuje takie pozytywne napięcie, imperatyw, żeby to namalować.
Czy w Pani malarstwie można odnaleźć surowość dawnego miasta górniczego, czy raczej poszukuje Pani kolorów i światła?
MR: Naturalne piękno regionu wymusza we mnie malowanie akwarelą, użycie koloru. Ale kiedy znika zieleń i ciepłe barwy jesieni, chętnie zmieniam paletę na stonowane szarości, indygo… Od jakiegoś czasu częściej sięgam po motyw kamienic Nowej Rudy, starych przedwojennych bram wejściowych, zabytkowych pałaców i willi – powiększam kolekcję, szczególną uwagą obdarzam Willę Konrad, która zachwyciła mnie już w dzieciństwie. Niszczeje od wielu lat, ale obecnie podobno pojawiła się szansa na uratowanie dzięki dotacjom. Podobnie uwielbiam zamek Sarny, mam na ten temat kilka akwareli. Najpiękniejszy chyba obiekt nieopodal miasta, to pałac w Bożkowie – od lat na naszych oczach popada w ruinę, ale wciąż jeszcze zachowuje z zewnątrz majestatyczne piękno.

Nowa Ruda sprzyja artystom?
MR: Od dziecka też dostrzegam urodę, może nieoczywistą, w starych, zapomnianych uliczkach, zakamarkach, często odrapanych. Jest w nich jakaś magia, skryta historia i nostalgia. Nowa Ruda jest wdzięcznym tematem dla artystów, zarówno ze względu na piękny krajobraz jak i architekturę. Mamy też szczęście uczestniczyć w festiwalach kulturalnych, podczas których spotykają się różne formaty sztuki. Myślę też, że tworzyć można wszędzie. Ja znajduje potencjał w różnych miejscach, nie zawsze inspiruje mnie piękno oczywiste. Nietrudno zachwycić się malowniczymi uliczkami włoskimi, czasem warto dostrzec to coś w szarym zaułku, jakiś element, który zawiera tajemnicę, historię, niespodziewaną plamę zieleni.
Maluje Pani nie tylko na płótnie, prawda? M.in. na butelkach również?
MR: Maluję na płótnie, na papierze akwarelowym, na desce. Ale mam też na koncie sporo prac malowanych na butelkach. Tematyka szeroka, od portretu ( bardzo często wybierany motyw), poprzez pejzaż, abstrakcję, kwiaty czy symboliczne motywy urodzinowe, ślubne. Opracowałam technikę malowania bezpośrednio na szkle, zachowując względną trwałość, choć finalnie jest to bardziej czasochłonne niż namalowanie na papierze i przyklejenie.
Skąd czerpie Pani pomysły na tematykę swoich prac?
MR: Pomysły na tematykę pojawiają się same, jak takie migawki. Czasem jest to po prostu impuls gdy coś zobaczę, innym razem inspiracją będzie wizyta na jakiejś wystawie, zachwyt czyimś talentem, ale bywa, że obraz pojawia się w snach. Najtrudniej jest to zapamiętać zanim uleci po przebudzeniu.
Co najbardziej lubi Pani malować?
MR: Najbardziej to chyba lubię abstrakcję. Mam przy tym najwięcej luzu, możliwość zmiany kursu na różnych etapach, a że rzadko jestem zadowolona z efektu, to ewentualne odstępstwa łatwiej sobie wybaczam. Teraz jednak zaopatrzyłam się w spory arsenał materiałów do akwareli i staram się rozwijać tę technikę.
Ulubiony obraz namalowany przez Panią to?
MR: Mam dużo obrazów, które lubię. Większość pochodzi z okresu pierwszych kroków w malarstwie sztalugowym i właśnie za tę świeżość doświadczenia je lubię. Na pewno jednak, szczególne znaczenie ma dla mnie pierwszy – pole rzepaku, wg zdjęcia które zrobiłam w trakcie podróży. Uwielbiam wręcz kwitnące pola rzepaku, każdego roku chłonę ten widok, włażę w kwiaty (staram się nie niszczyć), wychodzę oblepiona pyłkiem, nasycona zapachem i szczęśliwa. I zawsze chciałam to namalować. Obraz wisi u mnie w sypialni, jest może niedoskonały, ale i tak uważam go za udany, zważywszy, że malowałam go kompletnie bez znajomości techniki. Intuicyjnie.



Współpracuje Pani z MOK w Nowej Rudzie. Jak ważna dla Pani jest lokalna działalność kulturalna?
MR: Przed laty dołączyłam do grupy artystycznej w naszym mieście Alfa Art. Zrzesza się tam kilkanaście osób. Zrobiliśmy wspólnie kilka udanych wystaw tematycznych, plenerów miejskich. Przekazujemy nasze prace na WOŚP. Uczestnictwo w takiej grupie daje poczucie wspólnoty. Każdy ma własną wizję pracy, styl, co owocuje różnorodnością na wystawach.
Czym dla Pani jest malarstwo – pasją, ucieczką, czy sposobem na życie?
MR: Malarstwo jest moją miłością i moją zmorą. Przekleństwem i sensem, w zmiennych proporcjach. Może dzięki temu, że zawodowo pracuję jako optometrystka i optyczka, to mam szansę traktować malowanie jako pasję i odskocznię. Choć z drugiej strony, od zawsze utyskuję na brak czasu dla tej przyjemności. Maluję głównie nocami i to chciałbym kiedyś zmienić. Móc więcej korzystać ze światła dziennego i się na starość wyspać (śmiech).
Dziękuję za rozmowę











