Strona główna / Wywiady / Zaczynał od Zordów z Power Rangers, dziś z Lego odtwarza historię Polski

Zaczynał od Zordów z Power Rangers, dziś z Lego odtwarza historię Polski

Pasja ma ogromną siłę. Może przenosić góry, może też tworzyć światy, które trudno sobie wyobrazić, dopóki się ich nie zobaczy. I takie światy tworzy Michał Chmielowski prezes Stowarzyszenia „Zbudujmy to!”, który przekształca klocki LEGO w lekcje żywej historii. Z tysięcy klocków potrafi odtworzyć Chrzest Polski, bitwę pod Grunwaldem czy Hołd Pruski.  Poprzez swoje prace zaraził już tysiące osób miłością do historii i budowania z klocków. Na łamach portalu dobre.info. pl, Michał Chmielowski opowiada m.in. o tym, jak zaczęła się przygoda z Lego, jaki był jego pierwszy zestaw, skąd pochodzą elementy niezbędne do tworzenia dioramy i o fenomenie najsłynniejszych klocków świata.

Jak narodziła się miłość do Lego?

MCH: Klocki LEGO były obecne w moim życiu w zasadzie od zawsze, jednym z moich najstarszych, mglistych wspomnień jest otwieranie zestawu 4128 – “wielkiego”, czerwonego kubła z nieistniejącej już serii FreeStyle. Zestaw zawierał mieszankę podstawowych elementów, a także kilka figurek, koła, śmigła, okna i drzwi. Możliwe było więc budowanie z niego domków, pojazdów, robotów, a także fantastycznych stworów. W dzieciństwie klocki z tego zestawu stanowiły dla mnie bazę dla własnych konstrukcji – budowałem z nich zordy Power Rangers, zamkowe mury, komisariaty policji i próbowałem odtwarzać zestawy na podstawie zdjęć z katalogów.

Pamięta Pan swój pierwszy zestaw?

MCH: Tak jak wspomniałem, otrzymany od babci pod koniec lat 90. zestaw 4128 był niezwykle istotny w rozwoju mojej pasji i sposobie jej realizowania już od wczesnego dzieciństwa. Również 6089 z serii Ninja uważam za fundamentalnie ważny (pierwszy koń, duże elementy skał, figurki ninja, z których potem robiłem Aragorna i Legolasa). Przełom lat 90. i 2000. to był czas, gdy licencjonowane serie zaczęły się dopiero pojawiać, nie byłoIndiana Jonesa, tylko autorska seria Adventurers, z której również miałem kilka zestawów, które wspominam bardzo ciepło.

Przedstawił Pan historię Polski w wersji mini – z klocków Lego. Skąd takie właśnie połączenie?

MCH: Pomysł na sięgnięcie po tematykę historii Polski w takiej formie przyszedł mi do głowy latem 2022 roku. Chciałem na coroczny konkurs Summer Joust przygotować scenkę z chrztem Mieszka I i zgłosić ją do kategorii “12 x 12 Vignette”. Koniec końców pracy na konkurs wówczas nie zgłosiłem, ponieważ w trakcie jej budowania pomyślałem sobie, że przygotowanie całej serii miniaturek byłoby ciekawsze.

Jakie wydarzenia, które momenty w polskiej historii zostały odwzorowane w skali mini?

MCH: Kalendarium zostało opracowane w oparciu o kilka kryteriów – scenki w ramach każdej części cyklu muszą być w miarę równomiernie rozłożone na osi czasu, powinny też być różnorodne pod kątem palety barw (nie wszystko może być szarą zamkową ścianą) oraz formy (nie wszystko może być rycerzem na koniu). Każda z części cyklu stanowi też osobną, zamkniętą całość, w ramach której snuta jest pewna opowieść. Część pierwsza – “Średniowiecze” – rozpoczyna się chrztem Mieszka I w 966 roku, kończy hołdem pruskim w roku 1525. Przeglądając kolejne scenki w niej zawarte, śledzimy historię polskiej państwowości od wejścia w struktury europejskiej polityki, przez mierzenie się z zagrożeniami ze strony Tatarów oraz Krzyżaków, aż do czasów ostatnich Jagiellonów, gdy Polska stała się potęgą w regionie. Jednocześnie wydarzenia historyczne przeplatane są z pozornie mniej ważnymi scenkami, które – mam nadzieję – dodają cyklowi waloru edukacyjnego. Każdy wie, że Kazimierz Wielki “zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną”, ale czy wiemy też o tym, że to jemu zawdzięczamy założenie Akademii Krakowskiej (dzisiaj Uniwersytet Jagielloński) oraz uregulowanie wydobycie soli w Wieliczce? Do tego w części pierwszej silnie zaakcentowany jest teocentryzm, który w średniowieczu był dominującą doktryną – stąd rozpoczęcie cyklu od chrztu Mieszka I, stąd na wpół legendarny krzyżowiec Henryk Sandomierski, stąd sztuka sakralna. Podobna filozofia i zamysł stoją za każdą częścią projektu. Część druga – “Rzeczpospolita szlachecka” – ilustruje renesansowy rozwój nauki i sztuki, podkreśla rolę stanu szlacheckiego w dawnej Polsce, pokazuje liczne wojny, które osłabiły państwo i koniec końców doprowadziły do jego upadku. Mamy tu m.in. Mikołaja Kopernika, Jana Kochanowskiego, a także starcia ze Szwedami, Turkami, Kozakami i Moskalami. Część druga kończy się pozytywnie – uchwaleniem Konstytucji 3 Maja. Z kolei część trzecia – “Zabory” – jest dla widza chyba najprostsza w interpretacji, gdyż w podstawie programowej języka polskiego okresowi temu poświęca się najwięcej czasu. W tej części projektu zbudowałem przeprowadzane co pokolenie zrywy narodowowyzwoleńcze, które przeplatane są walką o zachowanie polskości w sferze kultury i nauki (Chopin, Skłodowska-Curie). Niektóre prace przedstawiają wydarzenia lub postacie wprost – Chopin daje koncert fortepianowy, husarze szarżują ze wzniesienia na tureckie umocnienia i tak dalej. Inne scenki czerpią z poprzednich interpretacji artystów (np. obrazów i filmów), tak jest mi.in. W przypadku “Hołdu pruskiego”, “Insurekcji kościuszkowskiej’ i “Rabacji galicyjskiej”. Osobną grupę stanowią prace, które ilustrują wydarzenia metaforycznie – “Założenie Akademii Krakowskiej” przedstawia średniowiecznych żaków w czymś na kształt pochodu juwenaliowego, a w scence “Polska karczmą zajezdną Europy” mamy wnętrze gospody, w której żołnierze obcych państw ucztują przy suto zastawionym stole i napastują kelnerki.

 Czy praca programisty pomaga Panu w planowaniu i budowaniu skomplikowanych konstrukcji?

MCH: Na pewno pomaga w finansowaniu tych planów. A mówiąc serio, to skala moich prac nie wymaga analiz natury inżynierskiej, gdyż  problemy tego wymagające zaczynają się przy ruchomych albo większych (cięższych) projektach, gdy pojawiają się siły, naprężenia i konstrukcja zaczyna się wyginać pod własnym ciężarem. Czasem zdarza mi się coś prostego policzyć (np. co ile schodków dać słupek pod barierkę, żeby na danej wysokości rozmieścić słupki co równą ilość stopni), ale nigdy nie wykroczyło to poza rozwiązanie równania kwadratowego. Dużo częściej w swoim hobby mam do czynienia z zarządzaniem ludźmi, zlecaniem zadań, negocjacjami warunków organizacji wystaw i argumentowaniem kolegom, co powinniśmy wspólnie zbudować i w jakim kolorze.

Które wydarzenie z historii Polski było najtrudniejsze do odwzorowania w skali mini i dlaczego?

MCH: W drugiej części cyklu chciałem zawrzeć sceny ilustrujące wojny toczone przez Rzeczpospolitą ze wszystkimi sąsiadami. Zbudowałem więc Jasną Górę pod szwedzkim oblężeniem, pogrom Turków podczas odsieczy wiedeńskiej oraz kozackie łupienie polskiego obozu z okresu powstania Chmielnickiego, silnie inspirowane sceną z filmu “Ogniem i mieczem”. Miałem natomiast problem z tym, jak pokazać wojny z Rosją. Jest  taki obraz, bodajże Wojciecha Kossaka, który przedstawia husarzy na koniach stojących przed murami zdobytej twierdzy. Na wietrze powiewają chorągwie, trębacz daje znak formowania szyku. Początkowo chciałem, bazując na tym obrazie, zbudować scenę triumfalnego wjazdu do Moskwy, niestety nie byłem w stanie wyobrazić tego sobie w skondensowanej formie przyjętej przeze mnie w tym projekcie. Stanęło więc na zainspirowaniu się innym obrazem, innego malarza, a chodzi o dzieło “Batory pod Pskowem” Jana Matejki. Tutaj też było trochę kombinowania – scena umiejscowiona jest w polskim obozie wojskowym, gdzie Stefan Batory przyjmuje rosyjskie poselstwo. Królewski namiot napsuł mi krwi i do tej pory nie jestem w pełni zadowolony z uzyskanego efektu, mam pomysł na modyfikację i być może przy okazji renowacji cyklu wprowadzę do te scenki poprawki.

Skąd pozyskuje Pan specyficzne elementy? Czy zdarza się Panu modyfikować klocki aby uzyskać pożądany efekt historyczny?

MCH: Zdecydowana większość elementów wykorzystanych w projekcie to oficjalne części LEGO, które pojawiały się w różnych zestawach na przestrzeni lat. W pierwszych trzydziestu scenkach elementy spoza oferty Duńczyków policzyć można na palcach jednej ręki. Zachęcam do przestudiowania zdjęć prac i typowania, co jest “podróbką”. Klocki wykorzystywane w moich pracach pochodzą z wielu źródeł – zdarza mi się kupować i rozbierać na części zestawy, jednak najczęściej elementy kupuję na sztuki – na dedykowanej klockom platformie Bricklink, dającej dostęp do sklepów z Polski i zagranicy lub bezpośrednio od producenta, za pośrednictwem sekcji Pick a Brick. Największy problem w odtwarzaniu polskiej historii stanowi to, że o ile tematyka historyczna w LEGO jest obecna od bardzo dawna – mieliśmy serie z rycerzami, piratami, samurajami lub kowbojami – to są okresy oraz obszary geograficzne, które traktowane są po macoszemu. Oferta TLG odzwierciedla obecną od dekad anglosaską dominację nad popkulturą oraz współczesne puszczanie oczka do olbrzymiej bazy klientów w Chinach. Nie ma oficjalnych figurek łowiczanki lub sarmaty – trzeba radzić sobie w inny sposób, wykorzystując dostępne elementy. Przez lata społeczność fanów wymyśliła więc różne techniki – np. skrzydła husarzy można zrobić z łomów i białych dłoni mini figurek, a czapkę polskiego szlachcica z małej oponki naciągniętej na głowę. Osobny aspekt stanowi historia XX wieku, której LEGO unika jak ognia – tutaj z pomocą przychodzą inne firmy, uzupełniające ofertę mundurów, hełmów oraz uzbrojenia. Mogę zdradzić, że pomoc w realizacji kolejnej części mojego projektu wyraziła polska firma Cobi. Do stworzenia postaci, które pojawią się w scenkach ilustrujących wydarzenia z dwudziestolecia międzywojennego oraz II wojny światowej wykorzystam elementy z ich katalogu.

Ile średnio czasu i klocków potrzeba na stworzenie jednej sceny historycznej?

MCH: Ciężko jest mi odpowiedzieć na to pytanie, chociaż jest ono jednym z najczęściej zadawanych. Nigdy nie liczę, ile elementów wykorzystałem do danej budowli, natomiast szacuję, że każda scenka z tego projektu składa się z kilkuset części. Trzeba brać pod uwagę, że prace są pełne detali i nie chodzi mi wyłącznie o postacie, akcesoria i ozdoby, ale nawet o takie rzeczy jak faktura ścian lud posadzek, której uzyskanie wymaga używania drobnych elementów. Względem oficjalnych zestawów podobnej kubatury można spokojnie mówić o jednym rzędzie wielkości różnicy w ilości użytych części. Podobnie jest z czasem – nie buduję ze stoperem w ręce, nie mam dokładnych danych pomiarowych, lecz jeżeli scenkę mam dobrze rozplanowaną w głowie, wiem, jakich technik chcę użyć i mam zapas potrzebnych elementów, to mógłbym zbudować jedną każdego wieczoru. Często jednak jest tak, że pierwsza wersja nie jest zadowalająca i konieczne są poprawki. W przypadku “Hołdu pruskiego” początkowo ściany był zbyt proste, konieczne było ich urozmaicenie i dodanie faktury do jednolitego muru. Innym razem, gdy zbudowałem ”Rabację galicyjską”, dopiero na testowym zdjęciu zauważyłem, że praca zyska na zmianie koloru ścian z “kamiennego” na “drewniany”.

Pana zdaniem Lego może edukować?

MCH: Myślę, że tak. Ja traktuję klocki LEGO tak jak malarz traktuje farby i płótno, a rzeźbiarz dłuto i blok marmuru. Klocki jak najbardziej można wykorzystywać do tego, by opowiedzieć historię lub przekazać wiedzę za pomocą makiety lub modelu, jak staram się to robić ja, czy przekazywać praktyczną, techniczną wiedzę na zajęciach z programowania i robotyki, jak robią to np. szkoły. Klocki LEGO przyciągają dzieci, dla których organizowane są wydarzenia, na których prezentuję swoje prace, aczkolwiek już dawno zauważyłem, że nasze eksponaty na dłużej przykuwają wzrok rodziców, którzy przystają, by przyjrzeć się detalom, przeanalizować prezentowany model lub zadać kilka pytań. Wielokrotnie byłem też świadkiem tego, że ojciec pochylony nad synem tłumaczył mu po kolei, co przedstawiają zbudowane przeze mnie prace z cyklu “Historia Polski”, w jakimś sensie stanowią więc one materiał dydaktyczny.

Gdyby miał Pan nieograniczony budżet i liczbę klocków, jaki największy projekt historyczny chciałby Pan zrealizować?

MCH: Przede wszystkim konieczny byłby jeszcze nieograniczony czas na budowanie oraz miejsce do prezentowania lub magazynowania takiej makiety, a byłoby nią średniowieczne miasto – pełnoprawny zamek, zabudowania otoczone murami, kilka dzielnic o różnym charakterze, katedra, port, farmy poza murami, las.

Gdzie będzie można oglądać Pana prace?

MCH: Zdjęcia moich prac publikuję na Instagramie – @jaskierthebard. Na żywo można je oglądać podczas wystaw organizowanych przez Stowarzyszenie Zbudujmy To!, gdy w ramach różnych wydarzeń oraz imprez przywozimy swoje konstrukcje, by pokazać je publiczności. W tym roku sezon wystawowy otworzyliśmy w Poznaniu, gdzie podczas Festiwalu Klocków zaprezentowaliśmy ponad 120m2 ekspozycji – makiet oraz modeli. Obecnie jesteśmy w trakcie negocjowania udziału w kolejnych wydarzeniach, toteż zapraszam na profile Stowarzyszenia Zbudujmy To! na Instagramie oraz Facebooku, by na bieżąco śledzić nasze poczynania i dowiadywać się, gdzie i kiedy będzie można spotkać się z nami i obejrzeć nasze prace.

 Do którego okresu opowiedział Pan już historię Polski klockami Lego? Czy powstaną kolejne prace?

MCH: Obecnie zbudowałem i zaprezentowałem trzydzieści scenek zgrupowanych w trzech częściach. Jest to połowa zaplanowanego cyklu, który docelowo ma liczyć sześćdziesiąt prac. Zbudowane prace ilustrują okres od chrztu Mieszka I w 966 roku do odzyskania niepodległości w roku 1918. Tego lata chciałbym przygotować i pokazać kolejną część projektu, kolejne dziesięć epizodów, które osadzone będą w latach 1918-1945, a zatem obejmą okres dwudziestolecia międzywojennego oraz II wojnę światową. Na przyszłość mam zaplanowane dwie ostatnie części – PRL oraz współczesność.

Ma Pan już pomysł na kolejne dioramy, ale niezwiązane z historią?

MCH: Tak jakoś wychodzi, że większość moich prac jest albo historyczna, albo fantastyczna, rzadko sięgam po inną tematykę. Pomysły często rodzą się też nagle, np. przy okazji konkursów (Summer Joust, Brickscalibur). Kończę aktualnie makietę inspirowaną uniwersum z postapokaliptycznej gry “Fallout”, potem mam zaplanowaną przerwę w budowaniu i podróż poślubną do USA, z której chciałbym przywieźć inspiracje do serii formatem zbliżonej do “Historii Polski”, w której zamiast wydarzeń i postaci historycznych zbudowałbym odwiedzone przez nas miejsca Co roku z kolegami ze Stowarzyszenia Zbudujmy To! przygotowujemy duże, wspólne projekty i one zazwyczaj też mają historyczną tematykę. W ciągu ostatnich kilku lat zbudowaliśmy i zaprezentowaliśmy makiety: Wioska Wikingów, Arabska Uliczka, Feudalna

Japonia, Bitwa Napoleońska, Renesansowa Wenecja, Western (po tytułach widać, że w zasadzie “bawimy się żołnierzykami”). Były to duże projekty, które wymagały planowania i koordynowania pracy kilkunastu osób. Obecnie trwają rozmowy na temat tego, co chcemy zrobić w kolejnym roku, zachęcam do śledzenia profili Zbudujmy To! w mediach społecznościowych, gdzie zawsze informujemy o tym, jaki projekt będzie miał premierę na kolejnej wystawie.

Lego mocno się zmieniło na przestrzeni dekad?

MCH: Myślę, że tak. Co prawda to, czym ja się zajmuję, to wciąż niszowe hobby, w Polsce budowaniem autorskich makiet lub modeli na większą skalę zajmuje się pewnie z dwieście osób, natomiast baza dorosłych klientów kupujących i składających zestawy rośnie z dnia na dzień. Olbrzymi wzrost zainteresowania ofertą LEGO nastąpił w trakcie pandemii, gdy trzeba było się czymś zająć, nie wychodząc z domu. Nie bez znaczenia jest również fakt, że pokolenie osób, dla których w dzieciństwie LEGO było symbolem prestiżu i bogactwa, często niedostępnego w Polsce, jest obecnie dorosłe, pracuje i może sobie pozwolić na zakup gadżetów. Jest to trend, którego TLG jest doskonale świadome, stąd ciągłe zwiększanie oferty zestawów przeznaczonych dla dorosłych klientów oraz sięganie po kolejne licencje. Istnieje segment zestawów projektowanych przez osoby wywodzące się ze środowiska modelarzy LEGO i uważam, że stoją one na naprawdę wysokim poziomie, jednocześnie nie gubiąc ducha i idei zabawki opartej o system łączących się klocków. Są to najczęściej zestawy z serii Creator 3in1, które sam od czasu do czasu kupuję i zawsze polecam ze względu na korzystny przelicznik cenowy, szeroką ofertę (budynki, pojazdy, stworzenia) oraz to, że stanowią dobrą bazę do rozpoczęcia samodzielnego budowania.

Myśli Pan, że ktoś kiedyś pobije fenomen klocków Lego?

MCH: LEGO znajduje się na pozycji lidera i pragnęłoby zmonopolizować rynek, ale konkurenci rosną jak grzyby po deszczu. Podobno rośnie też jakość konkurencyjnych produktów, co przy jednoczesnym spadku jakości wykonania klocków LEGO sprawia, że klienci mogą zacząć myśleć o tym, czy warto płacić (przepłacać?) za logo. Zastanawiam się też nad tym, czy tak silny nacisk na ofertę zestawów na licencji, również w segmencie produktów dla dzieci (Marvel, Star Wars, Minecraft etc.) nie sprawi, że to pokolenie po wejściu w dorosłość nie będzie czuło nostalgii do klocków LEGO, a jedynie do rzeczonych licencji i niekoniecznie będzie zainteresowane kupowaniem zestawów kosztujących połowę minimalnej krajowej. Na pewno na chwilę obecną nie istnieje równie dobrze skatalogowana alternatywa, która miałaby tak samo prężnie działający rynek wtórny, więc koledzy “po fachu” i ja raczej się nigdzie nie ruszamy.

Dziękuję za rozmowę

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *