Podróże „po słowach” są fascynujące i niebezpieczne zarazem, jak to bywa również w życiu, gdy się podróżuje fizycznie (etymologie są bardzo ciekawe i pracują nad nimi całe zespoły filologów i tu skrótowa wersja słowa „podróż” ze Słownika Etymologicznego Języka Polskiego pod red. Wiesława Borysia: od XVIII w. przebywanie dłuższej drogi (…) w XVI w. powinność dostarczania podwód i przewożenia produktów dworskich, a także podróżowania w poselstwie.
Jednak warto przemierzać tę podróż przez słowa i tym samym przez życie.
Do sedna jednak – pogoda fikuśna, więc działki stoją odłogiem, choć starsze pokolenie już zasiewa i porządkuje (trudno mi się odnieść do działań starszych pokoleń, bo słuchałem różnych opowieści, uczyłem się i nadal to robię, jak uprawiać działkę. Dolny Śląsk to „mieszanka” ludzi i tu zacytuję mojego profesora Andrzeja Zawadę: „jestem mieszańcem kulturowym”).
Ja jeszcze nie posiałem, jednak podpatruję. Póki co porządkuję słowa. Fikus i stąd „fikuśny”. U rodziców w mieszkaniu był fikus (2 metry), ale gdy pojechałem na pielgrzymkę (synonim podróży) do Jerozolimy, to zobaczyłem fikusa jako drzewo 30-metrowe. Podobno szkodliwe dla człowieka, bo wydziela jakieś substancje. Nie wiem, bo nie jestem dendrologiem.
„Kandyd, czyli optymizm” Woltera: ”uprawiaj własny ogródek”J – różnie można te słowa odczytywać.
A przy okazji tego felietonu pragnę podziękować prof. Andrzejowi Zawadzie, wybitnemu regionaliście, autorowi wielu książek, recenzentowi, krytykowi literackiemu. I przede wszystkim dziękuję za jego skromność.
Co robią kwiatki na działce – może, gdy mają ochotę, to zakwitną?
Słowa potrafią zmieniać świat na lepszy.
Wojciech Koryciński












