Strona główna / Wywiady / Magda Szopian-Wełyczko: Najpiękniejsza jest wzajemna wymiana energii

Magda Szopian-Wełyczko: Najpiękniejsza jest wzajemna wymiana energii

W ringu trenuje boks, w górach zdobywa szczyty, a w lokalnej społeczności – serca mieszkańców. Magda Szopian-Wełyczko od dwóch dekad udowadnia, że trzeci sektor to nie tylko praca, to misja. Współzałożycielka stowarzyszenia TuRazem oraz fundacji Koliber i Pozytywka, to kobieta, dla której nie ma rzeczy niemożliwych. Karolinie Osińskiej-Marcińczyk opowiada o życiu społeczniczki.

Działaczką społeczną jest Pani „od zawsze”, czy jakieś zdarzenie wyzwoliło w Pani ten potencjał?

Czasami się nad tym zastanawiam i myślę, że w moim przypadku to połączenie rodzinnych wzorców z odrobiną młodzieńczego buntu.
Wychowałam się w domu, gdzie aktywność była naturalna jak poranna kawa. Moja mama była sołtyską, babcia prężnie działała w Kole Gospodyń Wiejskich, a dziadek zasiadał w zarządzie kółka rolniczego. Widziałam na co dzień, że branie odpowiedzialności za swoje otoczenie to po prostu styl życia.
Z drugiej strony, w pewnym momencie poczułam rodzaj młodzieńczego buntu. Nie do końca podobał mi się świat wokół i zamiast jednak narzekać, postanowiłam to zmieniać. Już w podstawówce i liceum działałam w samorządach uczniowskich, a na studiach – w kole naukowym. Zawsze chciałam mieć realny wpływ na to, co się dzieje wokół mnie.
Wybór studiów socjologicznych był więc naturalnym krokiem – chciałam zrozumieć mechanizmy społeczne, by skuteczniej działać z ludźmi i dla ludzi. Na uczelni trafiłam na fantastyczną ekipę. Razem „rozkręciliśmy” nasze środowisko: organizowaliśmy Dni Socjologa, rajdy, turnieje i bale, wciągając na pokład coraz więcej osób.
Z tej studenckiej energii narodziło się coś trwałego. Uznaliśmy, że skoro tak dobrze nam się razem pracuje, to szkoda byłoby to zmarnować. Założyliśmy stowarzyszenie, które dziś ma już blisko 16 lat i wyrosło na jedną z większych organizacji pozarządowych we Wrocławiu. To dowód na to, że młodzieńcza pasja, jeśli trafi na odpowiednich ludzi, może góry przenosić.

Już dwie dekady działa Pani w organizacjach pozarządowych. Stowarzyszenie TuRazem, Fundacja Koliber, Fundacja Pozytywka… Jak znajduje Pani na to czas?

To świetne pytanie! Dodam jeszcze, że to nie wszystko, poza sektorem NGO prowadzę własną firmę, pracuję zawodowo i – co najważniejsze – jestem mamą i żoną. Jak to wszystko godzę?
Po pierwsze: Głęboko wierzę w zasadę, że dla chcącego nic trudnego. Zawsze powtarzam: „Kto chce – szuka sposobu, kto nie chce – szuka powodu”. Moja motywacja wynika po prostu z tego, że lubię robić w życiu wartościowe rzeczy. Kiedy pasja napędza działanie, czas znajduje się niemal samoczynnie.
No alenie oszukujmy się – nie byłabym w stanie tego wszystkiego „ogarnąć” sama. Mam ogromne szczęście, że mój mąż mocno mnie wspiera. Wielokrotnie przejmuje domowe obowiązki czy pomaga mi w logistyce moich projektów. To nasze wspólne partnerstwo pozwala mi realizować plan na życie.
Poza tym i chyba najważniejsze – w zespole siła. W żadnej z organizacji nie działam w pojedynkę. TuRazem, Koliber, Pozytywka, Ząbkowicka Sieć Aktywnych Kobiet, Rada Sołecka – to przede wszystkim fantastyczni ludzie. Dzięki zgranym zespołom możemy dzielić się zadaniami, co sprawia, że ciężar odpowiedzialności nie spoczywa tylko na moich barkach.
I koniecznie zasada Work-Life Balance. Po latach zarywania nocy zrozumiałam coś bardzo ważnego: nie muszę dawać z siebie 200% każdego dnia. Dziś dbam o zdrowy balans. Daję z siebie tyle, ile mogę, ale szanuję swój czas wolny, czas dla rodziny i kontakt z naturą. To właśnie te chwile wytchnienia dają mi paliwo do dalszego działania i pozwalają naładować baterie.

A zawodowo zajmuje się Pani…

Zawodowo oczywiście nie może być „normalnie” (śmiech – przyp. red.). W moim przypadku trudno mówić o „standardowym” etacie. Niestety ale moja życiowa energia nie daje się zamknąć na 8h w jednym miejscu.
Obecnie moją aktywność zawodową dzielę na dwa główne filary: Pracuję jako menedżerka we wrocławskim Centrum Aktywności Lokalnej PRZEDPOKÓJ H13 (prowadzonym przez Stowarzyszenie TuRazem). To miejsce, gdzie realizujemy wiele ciekawych działań z mieszkańcami i dla nich, tworząc i rozwijając więzi i relacje sąsiedzkie. Zadanie realizowane przy współpracy z Gminą Wrocław.
Dodatkowo pracuję w innych organizacjach pozarządowych, przy mniejszych projektach społecznych jako koordynatorka, dbając o ich realizację zgodnie z harmonogramem i założeniami.
Prowadzę też swoją firmę doradczo-szkoleniową w Ząbkowicach Śląskich. Tutaj stawiam na konkretne wsparcie dla przedsiębiorców i osób podnoszących kwalifikacje. Specjalizuję się w: prowadzeniu szkoleń zawodowych (od kompetencji cyfrowych i IT po profesjonalną pracę biurową), pozyskiwaniu funduszy zewnętrznych na rozwój firm, tworzeniu profesjonalnych biznesplanów, wynajmuję też sale szkoleniowe i lokale biurowe dla firm.

Wspólnie z koleżankami założyła Pani Ząbkowicką Sieć Aktywnych Kobiet – co aktywne kobiety robią w tak małym miasteczku?

Ząbkowicka Sieć Aktywnych Kobiet powstała po to, by zbudować sobie ciekawe grono koleżanek, by właśnie się nie nudzić. Chciałyśmy spotkać ze sobą pasjonatki z zupełnie rożnych branż, by pomóc im w rozwoju, by udowodnić, że w mniejszym mieście można żyć z pasją, rozwijać się i aktywnie spędzać czas. Naszą ideą było połączenie dziewczyn, które chcą czegoś więcej – chcą dzielić się talentami, odkrywać nowe umiejętności, pomagać sobie nawzajem i wspólnie nakręcać się do działania.
Chciałam pokazać, jak wiele mamy tu niesamowitych kobiet: od pasjonatek i ukrytych talentów, po właścicielki świetnie prosperujących biznesów.
Spotykamy się przynajmniej raz w miesiącu, w ramach jakiś ciekawych rozwojowych warsztatów. Najczęściej to jedna z nas uczy pozostałe swojej pasji. W najbliższych planach mamy m.in. profesjonalne parzenie kawy, warsztaty mydlarskie, warsztaty tworzenia witraży, a nawet kurs samoobrony.
Dodatkowo, w weekendystaram się zarażać dziewczyny miłością do ruchu i okolic – wspólnie ruszamy w góry lub na rowery.
A poza tymorganizujemy koncerty, spotkania tematyczne i wydarzenia, podczas których chwalimy się naszym lokalnym potencjałem, jakim są kobiety z sieci.
Ważne jest to, że nasza sieć ma bardzo otwartą formułę. Tu nie trzeba się „zapisywać” ani wypełniać deklaracji. Wystarczy po prostu do nas dołączyć – przyjść na spotkanie, zobaczyć, co fajnego robią inni, albo podzielić się własnymi umiejętnościami.
Niektóre z dziewczyn dopiero odkrywają swoje talenty, a my jesteśmy po to, by dodać im skrzydeł i zachęcić do stawiania kolejnych kroków. Wierzę, że każda z nas ma w sobie jakiś „diament”, który warto oszlifować. Naszą działalność mocno wspiera Gmina Ząbkowice Śląskie.
Nowy projekt: „Kobiety z pasją – kulturowe dziedzictwo Powiatu. Obecnie zaczynamy nowy projekt, we współpracy z Powiatem Ząbkowickim. Szukamy lokalnych „diamentów” – kobiet zajmujących się rzemiosłem, rękodziełem, sztuką ludową czy regionalną kuchnią. Chcemy je promować poprzez profesjonalne wideowizytówki, by cały powiat dowiedział się o ich talencie.
Finałem projektu będzie wyjątkowa Gala (13 czerwca). To wydarzenie dla każdej kobiety – zarówno tej, która swoją pasję już realizuje, jak i tej, która dopiero jej szuka. To idealna okazja, by poczuć siłę naszej wspólnoty, zainspirować się i po prostu spędzić czas w fantastycznym kobiecym gronie.
Panią również serdecznie zapraszamy – proszę zarezerwować termin i zobaczyć na własne oczy, jaką energię mają kobiety z powiatu ząbkowickiego

Teraz jeszcze została Pani opiekunką Młodzieżowej Rady Gminy Stoszowice. Jak pracuje się z młodymi ludźmi?

Zgadza się! To dla mnie nowa inicjatywa i muszę przyznać, że współpraca z młodzieżą niesamowicie mnie „kręci”. Tym bardziej, że są to niesamowici młodzi ludzie, z chęcią do działania. Bycie opiekunką Młodzieżowej Rady Gminy Stoszowice to dla mnie zupełnie nowe wyzwanie, a ja uwielbiam odkrywać nieznane lądy. To dla mnie fascynująca lekcja cierpliwości i kreatywności, która daje mi mnóstwo satysfakcji.
Co jest w tym najpiękniejsze? Wzajemna wymiana energii. Ja uczę się od nich świeżego spojrzenia na świat, oni natomiast mogą czerpać z mojego zaangażowania i doświadczenia.
Moim wielkim marzeniem jest zaszczepienie w nich lokalnego patriotyzmu: chcę im pokazać, że nasza mała gmina to miejsce z ogromnym potencjałem, z którego mogą być dumni. Chciałabym też  pokazać im, że mają głos i realny wpływ na to, jak będzie wyglądać ich gmina i okolica.
Zobaczymy, na ile uda mi się ich porwać do działania, ale wierzę, że wspólnie wypracujemy fajne inicjatywy.  Już teraz intensywnie pracujemy nad młodzieżowym festiwalem pt. „Siła Młodych – Power of the Future II” który odbędzie się 18-19 czerwca w Gminie Stoszowice na który zapraszamy młodzież z całego powiatu.

Należy Pani do rady sołeckiej Stoszowic. Czy sołectwom ma realny wpływ na rozwój wsi?

Zdecydowanie tak! Od 2024 roku działam przy Radzie Sołeckiej Stoszowic Moim zdaniem to właśnie na tym szczeblu – najbliższym mieszkańcom – ma się najbardziej realny wpływ na rozwój miejscowości, a przede wszystkim na panującą w niej atmosferę.
Dla mnie to kolejny dowód na to, że wspólnota zaczyna się od nas samych – od chęci zrobienia czegoś wspólnie z sąsiadami. To my decydujemy, czy nasza wieś będzie tylko miejscem zamieszkania, czy też fajną, atrakcyjną miejscowością, w której każdy czuje się u siebie.

Moja filozofia jest prosta: jeśli my sami nie zadbamy o naszą wspólną przestrzeń, nikt inny nie zrobi tego za nas. To my, jako mieszkańcy, musimy wziąć sprawy w swoje ręce. I to właśnie robimy, włączając do współpracy inne lokalne organizacje i aktywnych mieszkańców. Dbając o wygląd wsi, jej tożsamość, integrację i budując wspólnotę.

W wolnych chwilach trenuje Pani boks… Sparuje Pani z mężczyznami? Jak oni podchodzą do tak twardych jak Pani kobiet?

To właśnie jest mój sposób na balans i załapanie dystansu.
Moja zajawka na boks trwa już trzy lata. Choć przy moim tempie życia udaje mi się trenować tylko raz w tygodniu, więc robię to zupełnie amatorsko.
Wiele osób pyta mnie o sparingi z mężczyznami, ale choć w naszym klubie to panowie stanowią większość, ja trenuję w naszej kameralnej, kobiecej grupie. To niesamowita energia – wspieramy się, ale też dajemy z siebie wszystko na workach i tarczach.
Dla mnie boks to nie tylko sport, to przede wszystkim wentyl bezpieczeństwa i higiena psychiczna. Pracując intensywnie z ludźmi codziennie mierzę się z ogromnym ładunkiem emocji – nie tylko swoimi, ale i cudzymi. Mata to miejsce, gdzie odcinam się od natłoku zadań. W rękawicach nie da się sprawdzać maili ani planować budżetów. Liczy się tylko „tu i teraz” (śmiech – przyp. red.) Na ringu wyładowuję stres. To tam zostawiam całe napięcie związane z pracą zawodową i społeczną. Jest to dla mnie najlepszy odpoczynek. Brzmi to paradoksalnie, ale po intensywnym treningu moja głowa jest lżejsza i gotowa na nowe wyzwania.

Udało mi się dowiedzieć, że inne Pani zainteresowania to rower i turystyka górska. Jest więc Pani niezwykle aktywnym człowiekiem. Co Panią nudzi? Za jakimi aktywnościami Pani nie przepada?

Generalnie to się nie nudzę. Mam tak wiele planów i pomysłów do zrealizowania, tras do przejechania, miejsc do zobaczenia lub szczytów do zdobycia że nuda raczej mi nie grozi.
Co mnie nudzi? Skoro jednak pyta Pani o to, co mnie męczy lub do czego mam najmniej cierpliwości…
Gotowanie! Absolutnie tego nie cierpię. To jedna z niewielu aktywności, która zamiast mnie cieszyć, po prostu mnie nudzi, a czasem i irytuje. Nie mam do tego absolutnie talentu.
Wszelkie robótki ręczne, wyszywanie czy inne zajęcia wymagające wielogodzinnego siedzenia w jednym miejscu kompletnie do mnie nie przemawiają.
Jestem człowiekiem akcji. Potrzebuję ludzi wokół, przestrzeni, wiatru we włosach i poczucia, że idę do przodu – czy to na szlaku górskim, czy w projektach społecznych. Statyczne zajęcia zostawiam innym, ja wybieram ruch!

Działa Pani przede wszystkim „na prowincji”. Nie ciągną Panią wielkie miasta?

To może brzmieć przekornie, ale ja z wielkiego miasta… uciekłam. Wróciłam do swojej rodzinnej miejscowości. Przez blisko 20 lat mieszkałam we Wrocławiu i to był dla mnie niezwykle intensywny czas. Tam zdobywałam doświadczenie, budowałam sieć kontaktów i uczyłam się działania na dużą skalę. Te relacje i umiejętności procentują do dziś.
Nadal zresztą zawodowo jestem silnie związana z miastem – pracuję w samym centrum Wrocławia i ten miejski puls bardzo mi odpowiada, ale… tylko w godzinach pracy.
Moje serce bije już gdzie indziej. Przeprowadzka na wieś cztery lata temu była jedną z najlepszych decyzji w moim życiu. Często żartobliwie mówię o swoim miejscu zamieszkania „moje kochane zadupie”, bo dla mnie to po prostu jeden z najpiękniejszych zakątków ziemi. Dlaczego wybrałam prowincję?
Tutaj czas płynie inaczej. Po intensywnym dniu w pracy, powrót do domu pozwala mi realnie zwolnić.
Na wsi więzi sąsiedzkie są bliższe, bardziej autentyczne. Tu naprawdę buduje się wspólnotę, o co w anonimowym tłumie wielkiego miasta jest znacznie trudniej.
Nic tak nie regeneruje moich sił jak długie spacery z psem po okolicznych polach z widokiem na nasze góry. To momenty, kiedy mogę odetchnąć pełną piersią, poukładać myśli i po prostu cieszyć się chwilą.
Dziś mam idealny układ: czerpię energię i możliwości z metropolii, ale to spokój i natura wsi dają mi siłę, bym mogła działać na tak wielu polach

Gdyby spotkała Pani siebie w wieku nastoletnim, co Pani by sobie powiedziała: idź tą drogą, czy zrób coś inaczej?

Powiedziałabym jej krótko: „Koniecznie idź tą drogą! I nigdy, przenigdy nie przejmuj się tym, co mówią inni”.
Dziś już wiem, że tylko autentyczność i słuchanie własnego wewnętrznego głosu dają pełnię szczęścia i prawdziwą satysfakcję z życia. Choć ta droga bywa wymagająca i pełna wyzwań, to właśnie ona sprawiła, że jestem w miejscu, które kocham.
Na drogę dałabym sobie też przesłanie z mojej ulubionej piosenki, które stało się moim niepisanym mottem: „Żyj z całych sił i uśmiechaj się do ludzi”. Bo to właśnie w tej energii – między siłą do działania a życzliwością dla drugiego człowieka – kryje się przepis na dobre życie.

Dziękuję za rozmowę.

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *