Strona główna / Wywiady / Tworzą, bo kochają grać

Tworzą, bo kochają grać

Grają od osiemnastu lat i są jak stare dobre małżeństwo. Mówią, że w ich wieku nie robią tego bo muszą, czy po to, by być znani i popularni. Oni tworzą muzykę, bo ją kochają. O początkach SILENTlive, lokalnej scenie muzycznej i przyjaźni, Agnieszka Góralczyk rozmawia z Marcinem Świeżym.

Wróćmy do początków – jak i kiedy narodził się SILENTlive?

MŚ: Zespół SILENTlive ma swoje korzenie w spotkaniach muzycznych Marcina Klasika i Marcina Świeżego, ale także Piotra Kruka, którzy po raz pierwszy wspólnie wystąpili w 2004 r. w Filharmonii Sudeckiej w Wałbrzychu, grając w studenckim zespole Rozstrojeni. Przez zespół, grający przy ówczesnej Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Wałbrzychu, przewinęli się później także Krzysztof Janowski, Tomasz Harla i Tomasz Kulpa – Krzysiek jest basistą kapeli, a dwaj Tomasze byli czasowo związani z zespołem SILENTlive. Oficjalnie grupa SL powstała w marcu 2008 r. w Wałbrzychu, a założycielami zespołu byli Marcin Świeży (syntezator), Marcin Klasik (gitara i wokal) i Krzysztof Janowski (gitara basowa). Po pierwszym występie w Szczawnie-Zdroju – w maju 2008 r. – do składu dołączył Piotr Kruk (gitara), a po kolejnym Tomasz Harla (perkusja).

W międzyczasie zmieniliście nazwę – dlaczego?

MŚ: Zanim zespół przybrał nazwę SILENTlive, graliśmy właśnie w innych projektach. Ja swoje pierwsze próby zaczynałem w walimskiej kapeli Fotorura, Marcin Klasik nagrał z późniejszą żoną demo jako Barnaba. Później z Marcinem wspólnie stawialiśmy kolejne kroki w KramM2 (nazwa od imion członków zespołu). Wszyscy, którzy byli związani z SILENTlive grali także w grupie Rozstrojeni – oczywiście rozłożyło się to czasie i nie wszyscy byliśmy w tym zespole w tym samym momencie. Podsumowując, to właśnie doświadczenia z tych kapel doprowadziły do muzycznego rozwoju i ostatecznego ukształtowania się SILENTlive jako odrębnej formacji. Nazwa SILENTlive odzwierciedlała zmianę muzycznego kierunku i dojrzalszą własną wizję artystyczną, jaką chcieliśmy od początku realizować w nowym projekcie.

Gracie już ponad dekadę – jak oceniacie swoją dotychczasową muzyczną podróż?

MŚ: Po kilku latach od powstania, SILENTlive stał się projektem, który konsekwentnie rozwijał się zarówno w sferze brzmienia, jak i składu. To było dla nas pasjonujące doświadczenie — od pierwszych, łagodniejszych utworów z wykorzystaniem gitary akustycznej, poprzez eksperymenty, aż po wydanie pierwszego albumu w 2015 r. Ta muzyczna podróż to nie tylko kolejne płyty, ale już blisko sto występów i koncertów na żywo. W międzyczasie w zespole zmieniali się tylko perkusiści. Na pierwszym krążku zagrał gościnnie Tomasz Kulpa, a od grudnia 2016 r. oficjalnie z zespołem związany jest Dariusz Starostka i to z Darkiem nagraliśmy drugi krążek, album koncertowy oraz najnowszą płytę. Podsumowując, teraz to już łącznie nie dekada razem, a osiemnaście lat za nami jako SILENTlive. A właśnie kolejna rocznica minęła 14 marca w dzień zawiązania kapeli.

Jaki rodzaj muzyki gracie? Wasz muzyczny styl zmienił się na przestrzeni lat?

MŚ: Muzyka SILENTlive ewoluowała z początkowego, spokojnego pop-rocka z dużą ilością melodii, w stronę brzmienia bardziej alternatywnego i momentami progresywnego, z elementami art rocka. Kolejne wydawnictwa pokazują, że nie boimy się eksperymentować i rozwijać własnego stylu. Doświadczenia studyjne i koncertowe tylko to potwierdzają.

Ile albumów studyjnych wydał do tej pory SILENTlive?

MŚ: Do tej pory wydaliśmy trzy studyjne albumy. W 2015 r. światło dzienne ujrzała płyta „Treści do wolności Waszego umysłu”. Trzy lata później wydaliśmy krążek „Czarny Żółty Biały”, a kilka miesięcy temu – w grudniu 2025 r.- album „Put in out”. Oczywiście w sieci i na płytach są także przygotowane przez Martina Follenberga remiksy naszych kawałków, materiały demo oraz płyty koncertowe. Wystarczy wygooglować naszą nazwę, a wszystko się znajdzie.

Realizacja, którego z Waszych utworów była największym wyzwaniem?

MŚ: Każdy projekt miał swoje wyzwania. Praca nad debiutanckim albumem była szczególnie intensywna, bo była to dla nas nowość, a przy tym angażowała wielu gości i muzyków, wymagała poświęcenia godzin czasu w studiu i starannego dopracowania pierwszych aranżacji, ze względu na to, że nagraliśmy materiał dwupłytowy. To też był moment, w którym zaczęliśmy pokazywać nasze muzyczne wizje w dużo szerszym zakresie, a przy dwóch pierwszych krążkach pomagał nam w tym Bartosz Miszczyk z m23studio. Praca nad ostatnim albumem natomiast mocno przeciągała się w czasie, ale to tylko dlatego, że to nie my przyjeżdżaliśmy na nagrania do studia, a tak naprawdę studio, czyli Paweł Cieślik, „przyjeżdżało” do nas do sali prób. Nagrania i sprawy produkcyjne odbywały się w czasie wolnym od codziennych obowiązków zawodowych każdego z nas. Nie było ciśnienia, że krążek ma się pojawić w konkretnym terminie.

 SILENTlive bardzo często koncertuje w rodzinnym mieście – czy Wałbrzych Was kocha?

MŚ: Graliśmy wiele koncertów w Wałbrzychu i jego okolicach (m.in. Dni Wałbrzycha, Stara Kopalnia, WOŚP). Nie występujemy jednak aż tak często, bo nie znajdujemy wolnego czasu na zaangażowanie się w samodzielną organizację koncertów. Kiedy jednak dostajemy propozycję koncertową i pokazujemy się na scenie, lokalna publiczność nas wspiera i chętnie wraca na nasze występy. Tak jak jednak powiedziałem, na przygotowanie do poważnej trasy koncertowej i występowanie po całej Polsce raczej czasu nie mamy ze względu na to, że każdy z nas pracuje zawodowo w zupełnie innych branżach.

Czy lokalna scena muzyczna daje szansę na rozwój?

MŚ: Prawda jest taka, że jak sam nie zadbasz o sprawy marketingowe, to trudno żeby ktoś to zrobił za ciebie. U nas nie ma za dużo lokali, które organizowałyby koncerty, a poważne imprezy muzyczne, na które zapraszane są wałbrzyskie zespoły, można policzyć na jednej ręce. Po osiemnastu latach wspólnego grania, chyba największą radością jest jednak to, że nam się wciąż chce spotykać ze sobą, jak stare dobre małżeństwo.

Którzy artyści najbardziej Was inspirują?

MŚ: Inspiracje zespołu są szerokie i sięgają zarówno klasycznych brzmień rockowych, u niektórych z nas metalowych, jak i nowoczesnych dźwięków alternatywnych czy elektronicznych. Każdy z członków ma swoje muzyczne fascynacje, które wpływają na kreatywność i styl SILENTlive — od melodii łagodnych po intensywne, progresywne elementy. Ja osobiście korzystam z bardzo dużego wachlarza muzycznego. Moi ulubieni zagraniczni wykonawcy to Depeche Mode, Camouflage, De/Vision, Pink Floyd, Deep Purple, Camel, Radiohead, Led Zeppelin, Talk Talk, Paradise Lost, Uriah Heep, IAMX, a z polskich wymienię Coma, Kombi, Bluszcz, Myslovitz, Kult, Manaam. Jest tego tyle, że godzinę musiałbym wymieniać. To tylko przykłady, które wpadły mi teraz do głowy.

Gdzie SILENTlive zagra w tym roku?

MŚ: W 2025 r. zagraliśmy koncerty m.in. w Kamiennej Górze, Sokołowsku, Lwówku Śląskim czy w Wałbrzychu. W tym roku pokazaliśmy się ponownie w Kamiennej Górze. Jako, że zainwestowaliśmy w nowy sprzęt i jesteśmy na etapie testów, na razie nie mamy zaplanowanych występów. Jednak informacje o kolejnych koncertach publikujemy na naszej oficjalnej stronie silentlive.pl i profilach społecznościowych. Tak więc jak coś się pojawi, to wystarczy po prostu nas śledzić w sieci.

Wasze muzyczne marzenie to?

MŚ: Naszym marzeniem jest po prostu kontynuowanie tworzenia muzyki, która porusza ludzi, rozwija nas artystycznie i pozwala na kolejne wspólne doświadczenia z fanami — zarówno na scenie, jak i poza nią. Jestem pewien, że w tym składzie w przyszłość wciąż będziemy nagrywać nowe utwory, rozwijać naszą twórczość i dzielić się nią z szerszą publicznością. W tym wieku nie robimy tego bo musimy, bo chcemy być znani i popularni. Tworzymy muzykę, bo to kochamy, a i razem po osiemnastu latach wciąż potrafimy się dogadywać w sferze muzycznej, ale także prywatnej.

Dziękuję za rozmowę

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *