Strona główna / Wywiady / Jarosław Rudnicki: Szczęśliwym jest ten, kto pomaga

Jarosław Rudnicki: Szczęśliwym jest ten, kto pomaga

19 lat jest radnym miejskim Dzierżoniowa. Od 2008 r. działa na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Od zawsze pomaga charytatywnie i do dziś uważa, że ten kto tak postępuje i ma w tym wszystkim bezinteresowność, jest szczęśliwym człowiekiem. Jarosław Rudnicki w rozmowie z Agnieszką Góralczyk opowiada m.in. o tym, jak bardzo zmienił się wolontariat na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat.

Radnym miejskim Dzierżoniowa jesteś… chyba od zawsze? Ile to już lat?

JR: W październiku minęło 23 lata odkąd pierwszy raz zostałem radnym. Mandat zaufania społecznego pełnię jednak 19 lat, bo miałem cztery lata przerwy w latach 2006-2010.

Z jakimi problemami mieszkańcy zgłaszają się do Ciebie najczęściej?

JR: To są różne sprawy. Niedziałająca lampa, dziury w drodze czy chodniku, przycinki drzew to najczęstsze tematy. Zdarzają się też trudniejsze sprawy jak pomoc przy znalezieniu pracy, mieszkania czy dotarcie do pomocy medycznej. Jedne tematy uda się załatwić od przysłowiowej ręki, natomiast niektórych nie jestem w stanie poruszyć. Wtedy mówię, że moje możliwości się skończyły.

Na przestrzeni tych lat te problemy się zmieniły?

JR: Bardzo się zmieniły. Pamiętam początki w samorządzie gdzie pomagałem np. w tworzeniu pism czy interpretacji zapisów prawnych. Teraz jest internet i większość tematów mieszkańcy odnajdują sami.

Jak zmienił się Dzierżoniów od chwili, kiedy pierwszy raz zostałeś radnym?

JR: Tego chyba nie da się porównać. Rozwój gospodarczy czy technologiczny świata sprawia, że zmieniło się miasto. Zmieniły się też priorytety. Najważniejsze moim zdaniem jest to, żeby w tej pogoni technologicznej nie zapominać o człowieku. Przeszliśmy trudne momenty jak społeczeństwo np.: wojna, pandemia czy kryzys ekonomiczny. Mimo tego Dzierżoniów jest i będzie zawsze.

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy – wspierasz ją od zawsze. Ile to już lat?

JR: Wszystko zaczęło się w 2008 roku kiedy to zostałem zastępcą szefa sztabu. Byłem nim dwa lata, kiedy to zacząłem przewodzić Sztabowi. Łącznie to było 10 finałów. Od 2018 roku jestem zastępcą szefa Sztabu i biorąc pod uwagę wszystkie finały to był już 19 raz.

Pamiętasz swój pierwszy finał? Kiedy to było? Jakie wspomnienia zachowały się z tamtych czasów?

JR: Pamiętam doskonale. To był rok 2008 i wróciliśmy do organizacji Finału na dzierżoniowskim Rynku. Gwiazdą wieczoru był zespół Świnka Halinka i byliśmy w ogromnej euforii. Rzucaliśmy pomysłami jak z rękawa i je realizowaliśmy. Byliśmy niesamowicie zgraną ekipą. Grupą Przyjaciół, którą jak stwierdził Jurek Owsiak zrobiła w Dzierżoniowie „coś z niczego”. Finał zakończył się kwotą ponad 52 000 zł i dla nas była kosmiczna. Jak się później miało okazać nie mieliśmy pojęcia o kosmosie.

Przez wiele lat byłeś szefem dzierżoniowskiego sztabu WOŚP – jak z roku na rok zmieniały się finały? Co odeszło, choć było fajne, co zostało do dziś?

JR: Każda inicjatywa wymaga zmian. Finał WOŚP też. Jak robisz każdego roku to samo to w końcu się to znudzi. My po każdym Finale robiliśmy analizy i wyciągaliśmy wnioski. Finał był na Rynku, a ostatnie lata to powrót do Kina Zbyszek. Pamiętam moment kiedy wymyśliłem mini finały w szkołach i przedszkolach. Odwiedzałem szkoły i opowiadałem o idei pomagania i WOŚP. To sprawiło, że placówki oświatowe w tym robią swoje działania. A, że robią to dobrze niech świadczy fakt, że w placówkach w 34. Finale zebrano blisko 200 000 zł! Podobnie utrzymaliśmy mój pomysł z 2010 roku czyli Wielkoorkiestrowy Wieczór Kabaretowy. To już trzynasty raz kiedy gościliśmy największe gwiazdy kabaretu w Dzierżoniowie. Były też imprezy, z których się wycofaliśmy takie jak: Fabryka Młodych Talentów czy Wielka Orkiestra Łagodności. Odbyło się to na zasadzie: robimy trzy edycje i wtedy albo impreza spada, albo zostaje. Te akurat spadły. 

Z tego co pamiętam to dzierżoniowski sztab docenił któregoś roku sam Jurek Owsiak?

JR: Przez te wszystkie lata bardzo doceniam współpracę z Fundacją WOŚP. Mam tam wielu znajomych i jak kiedyś usłyszałem, drzwi Fundacji są dla mnie zawsze otwarte. Cenię też znajomość z Jurkiem Owsiakiem. Zawsze z sercem i życzliwością! Pamiętam moment kiedy w trakcie odwiedzin w Dzierżoniowie lider WOŚP powiedział, że: „Sztab WOŚP w Dzierżoniowie to jeden z najlepszych sztabów w Polsce”. Przyznaję. Ciepło zrobiło się na sercu, a oczy dziwnie się spociły. Najlepszym podsumowaniem naszych działań w WOŚP niech będzie fakt uhonorowania Sztabu i mojej osoby medalem 25-lecia WOŚP na Zamku Królewskim w Warszawie. Wyróżnienie to otrzymał też m.in. Bronisław Komorowski ówczesny prezydent.

Bliski jest Ci ogólnie temat wolontariatu – łatwo jest dziś pomagać bezinteresownie?

JR: Coraz trudniej, bo społeczeństwo nie przyswaja pojęcia bezinteresowności. Jeśli ktoś robi coś dla drugiego człowieka to bankowo ma w tym jakiś interes. W dzisiejszym świecie trudno jest zrozumieć chęć pomagania. Zaczyna robić się to coraz dziwniejsze. Sytuacja z dzisiaj kiedy jedna z moich pracownic zadzwoniła do mnie, że do naszej Informacji Turystycznej w Bardzie trafił turysta z Kanady (Toronto), który został okradziony. Pan potrzebował pieniędzy na bilet koleją do Pragi, bo stamtąd miał samolot. Chodziło o kwotę 100 zł. Inny by pewnie przeprowadzał dochodzenie czy na pewno jest to pan z Kanady. Ja zdecydowałem o pomocy i przekazałem te pieniądze potrzebującemu. Dla niektórych pewnie dziwne, dla mnie normalne. Zaznaczam! Zrobiłem to bezinteresownie i nie oczekuję wizyty w Toronto.

Promujesz dziś ideę wolontariatu wśród młodych ludzi?

JR: Staram się, choć przyznaję jest to coraz trudniejsze. Sam jestem coraz starszy, a dzisiejsza młodzież nie garnie się tak do wolontariatu jak kiedyś. Oczywiście nie poddajemy się i staramy się zaszczepiać wśród młodych ludzi wolontariat. Mam 16 letnią córkę, z której wspólnie z moją żoną jesteśmy bardzo dumni. Kilka dni temu była świadkiem poważnego zdarzenia drogowego i jako jedyna zainteresowała się poszkodowaną, zawiadomiła odpowiednie służby i była gotowa do udzieleni pierwszej pomocy. Niestety przy bierności osób dorosłych.

Jakie są reakcje? Młodzi chcę pomagać?

JR: Jak już zrobią pierwszy krok to tak. Najgorzej jest chyba rozpocząć przygodę z wolontariatem. Z łezką w oku wspominam wolontariat kilkanaście lat temu. Wtedy byłem pewny, że na hasło POMOCY mam za sobą kilkadziesiąt osób, którzy są gotowi do współpracy. Dzisiaj już takiego poczucia nie mam. Niestety ostatnie lata to zawód na bliskich osobach i troszkę inne spojrzenie na świat.

Pomagałeś, pomogłeś i dalej pomagasz wielu ludziom – co daje Ci to bezinteresowne niesienie pomocy innym?

JR: Ogromną satysfakcję i poczucie, że jestem potrzebny. Mam w sercu wiele momentów, które zostaną ze mną na zawsze. Śmiało mogę powiedzieć, że kilkanaście istnień ludzkich bezpośrednio uratowałem różnymi działaniami. Usłyszałem kiedyś od jednej osoby, której pomogłem, że to ja jestem jej aniołem stróżem. Poczułem dreszcze, bo to ogromna odpowiedzialność. We wcześniejszym pytaniu wyraziłem troszkę smutny pogląd. Nie chcąc kończyć w ten sposób powiem, że wolontariat jest piękny. Ten kto pomaga i ma w tym wszystkim bezinteresowność jest szczęśliwym człowiekiem. Tak jak ja!

Dziękuję za rozmowę.

Fot. użyczone

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *