Strona główna / Wywiady / Powstali, by grać metal z krwi i kości

Powstali, by grać metal z krwi i kości

Grają od 17 lat. Choć pochodzą z Wałbrzycha i tu założyli zespół, w rodzinnym mieście zagrali zaledwie kilka razy. Szkoda, bo ich energia mogłaby nieźle namieszać na wałbrzyskiej scenie muzycznej. Grali z takimi legendami jak Vader, Kat&Roman Kostrzewski czy Christ Agony, a nazwę zaczerpnęli z utworu legendarnego Slayera. O tym, jak narodził się In The Name Of Good, Oliwia Pawełczyk rozmawia z Bartłomiejem Jeffreyem Serafinowskim, perkusistą i menadżerem zespołu.

Może zacznijmy od początku – jak długo jesteście na lokalnej scenie i jakie były Wasze początki?

BJS: Zespół powstał w Wałbrzychu, w lutym 2009 roku. Skład od razu był pełny ponieważ chwilę wcześniej ostatnie tchnienie wyzionął rockowy projekt o nazwie Overtime. A że chcieliśmy grać prawdziwy metal z krwi i kości to powołaliśmy do życia ITNOG. Od pierwszych prób zabraliśmy się za pisanie muzyki. W lipcu część z nas (wówczas studentów) pojechała na prace sezonowe za granicę, żeby zarobić na brakujący sprzęt. We wrześniu nastał czas szlifowania materiału, nagranie demo i w końcu 14.11.2009  r. zagraliśmy pierwszy koncert w naszej historii. I później już poszło. I tak jest aż do dziś

In The Name Of Good, czyli w Imię Boga – dość kontrowersyjna nazwa dla zespołu grającego ciężkie brzmienia?

BJS: Nazwę zaczerpnęliśmy z utworu amerykańskiej grupy Slayer. Pomyśleliśmy,  że to dobra nazwa, podszyta drugim dnem. No bo przecież człowiek od wieków robi dość osobliwe rzeczy w imię religii. I nasze teksty o tym traktują. O tym „piekle”, w którym największym diabłem jest ludzkość. A żeby zobrazować, że ta nazwa jest na opak, jest swoistą ironią, dodaliśmy odwrócony krzyż w logo.

Gracie nie tylko w Wałbrzychu, a właściwie częściej poza nim – z których koncertów jesteście najbardziej dumni i które uważacie za Wasz największy sukces?

BJS: Przez te 17 lat kilka razy zagraliśmy w rodzinnym mieście, ale od początku obraliśmy sobie za cel docieranie z naszą muzyką do każdego możliwego zakątka kraju czy też za granicą. Zagraliśmy kilka tras w tym z naszymi dobrymi kompanami z Percival Schuttenbach. Ale mieliśmy przyjemność grać z legendami sceny takimi jak Vader, Kat&Roman Kostrzewski czy nawet ostatnio Christ Agony. A najlepszy koncert? Każdy gdzie doświadczamy energii zwrotnej od zgromadzonej publiki. Kilka fotek po koncercie, autografy czy rozmowy z fanami. To jest magiczne. Aczkolwiek wierzymy, że najlepsza sztuka wciąż przed nami.

Gracie regularne trasy koncertowe?

BJS: Staramy się funkcjonować jak większość metalowych zespołów. Próby, na których tworzymy nowy materiał i w międzyczasie pojedyncze koncerty. Nagrywamy album i jedziemy w trasę promocyjną. I tak w kółko.

Wielokrotnie supportowaliście znanych wykonawców. Jakich?

BJS: Tak jak już wspominałem wcześniej. Były to duże koncerty z Kat&Roman Kostrzewski, Hunter, Percival Schuttenbach, Wilczy Pająk, Christ Agony, Witchmaster czy słynny koncert z Vader

Supporty pomagają w promocji? Bo kiedyś lokalne zespoły bardzo chciały supportować znanych artystów – jak jest dzisiaj?

BJS: Granie jako support dużego zespołu to bardzo ważna kwestia. Jest to swoisty rodzaj awansu. Wchodzisz szczebel wyżej. Duża scena, pro obsługa techniczna, promocja w mediach i przede wszystkim duża pewna publika. Jest też kilka aspektów mniej przyjaznych ale zostawmy je z boku.

Jak wygląda Wasz dorobek albumowy?

 BJS: Na naszym koncie widnieją następujące wydawnictwa Death Machine Demo 2009 People Killed Jesus 2010 LP Imaginary Paradise 2014 LP We Are The War 2017 LP Faces 2025 LP I w tym roku zaczynamy pracę nad czymś, czego wcześniej nigdy nie robiliśmy. Jesteśmy tym bardzo podekscytowani. Ale nie chce zdradzać więcej szczegółów. Wszystko powoli…

Gracie w niezmienionym składzie, czy i u Was muzycy się zmieniali?

BJS: Na przestrzeni lat skład oczywiście się zmieniał. Stąd też dłuższe przerwy między albumami. Ale teraz jest bardzo stabilnie. Niech tak zostanie.

Łatwo jest dziś znaleźć dobrego muzyka?

BSJ: Na to pytanie nie można odpowiedzieć jednoznacznie. Kto to jest dobry muzyk? Świetny technicznie gitarzysta? Tak. Z resztą teraz w dobie internetu łatwiej niż w latach 90-tych dotrzeć do materiałów edukacyjnych. Charyzmatyczny wokalista ze świetnym głosem? Tak. Ale zespół to swoisty rodzaj biznesu. I jak się w to wsiąka okazuje się, że muzyka zaczyna się wtedy kiedy uporasz się ze wszystkimi aspektami organizacyjnymi, logistycznymi czy finansowymi. To odstrasza dobrych muzyków. To jest ciężka praca. Więc wydaje mi się, że ciężko dziś o dobrego muzyka. Zwłaszcza w miastach takich jak Wałbrzych.

Czym charakteryzują się Wasza muzyka i utwory?

BJS: Stawiamy nacisk na to, żeby nasza muzyka była wielowymiarowa w warstwie muzycznej jak i lirycznej. Żeby ciągle zaskakiwała słuchacza. To musi być połączenie szybkości, ciężkości ], ale też odpowiednia dawka melodii. Mimo, że gramy death metal to chcemy, aby nasze utwory zapadały w pamięć na długo. I z płyty na płytę kroczymy drogą ewolucji. Ciągle się rozwijamy i mieszamy różne elementy. Czasem mamy wrażenie, że każdy utwór na płycie jest inny. Ale z jakimś wspólnym mianownikiem, który mówi „tak, to jest ITNOG „.

Jakie są Wasze tegoroczne plany koncertowe?

BJS: Ciągle promujemy nasz ostatni album Faces. Choć z powodu „epidemii” grypy w zespole musieliśmy odwołać ostatnie 2 koncerty. Kilka koncertów klubowych tej wiosny. Kilka festiwali letnich. A jesienią ruszamy w Polskę z nowościami i będziemy głosić „słowo boże” (celowo z małej).

Dziękuję za rozmowę

Foto: użyczone

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *