Strona główna / Wywiady / Przygoda zaczyna się poza strefą komfortu

Przygoda zaczyna się poza strefą komfortu

Przyśniła jej się Masajka. Wówczas wiedziała, że nadszedł czas zmian w życiu. Zostawiła Polskę i wyjechała do Kenii. Dziś jest szczęśliwą mężatką i wspólnie z mężem prowadzą w Afryce nieturystyczne biuro podróży Kenia Naprawdę. Judyta w rozmowie z Agnieszką Góralczyk opowiada m.in. o codzienności, którą trudno porównać z Europą, „rosyjskiej ruletce” jaką jest safari, smartfonach w rękach Kenijczyków czy dawnym mieście dziś zamieszkanym przez małpy.

Dlaczego wybrała Pani Kenię? Jaka była Pani historia z nią związana?

Judyta: Szczerze mówiąc – ja nigdy nie wybrałam Kenii. To Kenia wybrała mnie. Zanim tu przyjechałam, przyśniła mi się Afryka. Nie konkretnie Kenia, ale miałam bardzo intensywny sen, w którym pojawiła się Masajka. Ten sen był na tyle silny, że nie potrafiłam go zignorować. I w pewnym momencie po prostu podjęłam decyzję – jadę do Afryki. Nie miałam planu, nie wiedziałam, co mnie tam spotka, ale gdzieś w środku wiedziałam, że to będzie właśnie Kenia. Do dziś nie umiem racjonalnie wytłumaczyć, skąd ta pewność. Dlatego wierzę, że to nie ja wybrałam Kenię – tylko ona wybrała mnie.

Od jak dawna mieszka Pani w Afryce? Co jest w niej najpiękniejsze?

Judyta: Do Afryki przyjechałam po raz pierwszy w 2020 r. Przez pierwsze trzy lata żyłam pomiędzy – kilka miesięcy tutaj, kilka miesięcy w Europie. Natomiast od trzech lat mieszkam w Kenii na stałe. W tym czasie ani razu nie byłam w Polsce. Właśnie wybieram się tam pod koniec kwietnia i jestem bardzo ciekawa, jak się odnajdę po tak długiej przerwie. Istnieje coś takiego jak odwrócony szok kulturowy – nie tylko my go przeżywamy, przyjeżdżając do Afryki, ale też wracając do Europy po dłuższym czasie. Kenia stała się moim domem, więc mam świadomość, że powrót do Polski może być dla mnie zaskakujący. Jeśli chodzi o to, co jest najpiękniejsze – wolę mówić konkretnie o Kenii, bo Afryka to ogromny, bardzo różnorodny kontynent. A Kenia zachwyca mnie przede wszystkim swoją różnorodnością. Uwielbiam to, że w jednym miejscu, na przykład w Watamu, na kilku kilometrach plaży można zobaczyć zupełnie różne krajobrazy. Tam, gdzie mieszkam – w Malindi – w ciągu godziny drogi krajobraz zmienia się od zielonych terenów, przez czerwone, surowe przestrzenie, aż po wybrzeże. No i ludzie – ich otwartość, to że człowiek czuje się widziany i zauważony. Choć po czasie bywa to też intensywne i potrafi zmęczyć, dlatego czuję, że ten wyjazd do Polski jest mi teraz potrzebny. Ale to właśnie ta autentyczność sprawia, że Kenia jest dla mnie tak wyjątkowa.

Jak żyje się w miejscu, które jest jeszcze chyba mało skażone nowoczesnością i technologią?

Judyta: Myślę, że tutaj mogę zaskoczyć, bo Kenia wcale nie jest miejscem „nieskażonym” technologią. Wręcz przeciwnie – ona jest bardzo obecna w codziennym życiu. Nawet Masajowie korzystają ze smartfonów i to nie jest dla nich nic nadzwyczajnego. Telefony komórkowe ma dziś naprawdę duża część społeczeństwa. Co ciekawe, zdarza się, że w domu nie ma jeszcze wykończonej podłogi czy bieżącej wody, a jednocześnie stoi telewizor typu smart TV z dostępem do platform streamingowych. Każdy chce mieć dostęp do rozrywki i do świata. Technologia jest też bardzo widoczna w codziennym funkcjonowaniu. W Kenii działa system M-Pesa, który jest odpowiednikiem naszego Blika, ale w praktyce jest jeszcze bardziej rozwinięty. Można zapłacić telefonem dosłownie za wszystko – od pomidora kupionego na targu po rachunki – i to w kilka sekund. Co więcej, Kenia bardzo dynamicznie rozwija się technologicznie, szczególnie w Nairobi, które bywa nazywane „Silicon Savannah”, bo przyciąga ludzi z branży technologicznej z całego świata. Do tego dochodzi jeszcze wszechobecna muzyka – głośna, obecna niemal wszędzie. Więc Kenia to nie jest odcięcie od technologii. To raczej bardzo ciekawa mieszanka nowoczesności i prostego życia, które funkcjonują obok siebie.

Wróciłaby Pani dzisiaj do starego życia – w Polsce?

Judyta: Szczerze mówiąc – ja w ogóle nie planowałam życia, które mam dzisiaj. Nie planowałam mieszkać w Kenii, nie planowałam wyjść za mąż, mieć psa, budować domu ani prowadzić biznesu. A jednak to wszystko stało się moją rzeczywistością. Jeśli chodzi o Polskę – nie planuję powrotu, ale też nie mówię „nigdy”. Świat jest dziś na tyle nieprzewidywalny, że trudno zakładać, gdzie będziemy za kilka lat. Z mojego doświadczenia wynika, że kiedy coś bardzo dokładnie planuję, to często to nie wychodzi. Najlepsze rzeczy w moim życiu wydarzyły się spontanicznie, poza planem. Kenia jest trochę wyjątkiem – bo ją zaplanowałam, ale i tak wszystko potoczyło się zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażałam. I finalnie wyszło lepiej, niż mogłabym to sama zaplanować. Dzisiaj trudno byłoby mi wrócić do życia w Polsce czy w Europie. Ale co będzie za kilka lat – naprawdę nie wiem.

Czym zajmuje się Pani na co dzień?

Judyta: Razem z mężem prowadzimy własną firmę – nieturystyczne biuro podróży „Kenia Naprawdę”. To moja autorska nazwa i sposób patrzenia na podróżowanie. Pokazujemy Kenię taką, jaka jest naprawdę – nie tylko tę pocztówkową, ale też codzienną i autentyczną. Nie robimy tego sami – budujemy zespół lokalnych ludzi, których szkolimy i uczymy języka polskiego, tak aby mogli pokazywać Kenię z własnej perspektywy. Chcemy pokazywać Kenię w całości – bo ona jest jednocześnie piękna i trudna, zachwycająca i momentami niewygodna. Dlatego nasze biuro nie polega tylko na organizowaniu „ładnych wyjazdów” i odhaczaniu atrakcji. Skupiamy się na doświadczeniu, relacjach i wejściu głębiej – tak, żeby naprawdę poczuć to miejsce.

Określiła Pani safari jako „rosyjską ruletkę” – dlaczego?

Judyta: Nazwalam safari „rosyjską ruletką”, bo wiele osób ma wobec niego nierealne oczekiwania. Często wydaje się, że safari działa jak zoo – że wjeżdżamy do parku i od razu widzimy wszystkie zwierzęta. Ale rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Safari to natura – a natura nie działa na zawołanie. Zwierzęta się przemieszczają, chowają, reagują na pogodę i dostęp do wody. To doświadczenie w dużej mierze polega na szukaniu. Często około 80% czasu to wypatrywanie, a tylko część to faktyczne obserwowanie zwierząt. Programy przyrodnicze tworzą złudny obraz – to efekt wielu dni pracy, złożony w jeden odcinek. Dlatego safari to „rosyjska ruletka” – bo nigdy nie wiadomo, co się wydarzy.

A jeżeli nie safari, to co zaproponuje nam Kenia?

Judyta: Odpowiem trochę przewrotnie – bo przez długi czas byłam „na wojnie” z safari. Zawsze stawiałam człowieka wyżej niż zwierzęta i trudno było mi zaakceptować, że większość osób przyjeżdża do Kenii właśnie dla safari. Dzisiaj już to rozumiem i akceptuję – bo to jest ogromna wartość tego kraju. Ale Kenia to zdecydowanie coś więcej. Przede wszystkim – ludzie. To kraj ponad 40 plemion, z których każde ma swoją kulturę, język i sposób życia. Podróżując po Kenii, można mieć wrażenie, jakby odwiedzało się wiele różnych krajów w jednym. To także codzienność, którą trudno porównać z Europą – wioski z glinianymi lub krytymi liśćmi domami, dzieci idące do szkoły boso, życie toczące się zupełnie innym rytmem. To są momenty, które często najbardziej zmieniają perspektywę i sposób patrzenia na świat. Poza tym wybrzeże – i to naprawdę wyjątkowe. Diani Beach jest jedną z najbardziej znanych plaż, ale osobiście polecam też mniej oczywiste miejsca, jak Watamu czy Malindi, gdzie krajobraz potrafi zmieniać się co kilka kilometrów. Są też miejsca zupełnie zaskakujące – jak kaniony w okolicach Marafa Hell’s Kitchen, które przypominają krajobrazy znane z USA. Mamy również historię – na przykład ruiny Gede Ruins, dawnego miasta suahilijskiego z XIII wieku, dziś porośniętego lasem i zamieszkanego przez małpy. To miejsce ma niesamowity klimat. Do tego dochodzą lasy namorzynowe, ocean i jego zmienność – w niektórych miejscach odpływy odsłaniają rafy koralowe na setki metrów, a w innych linia brzegowa wygląda zupełnie inaczej. Ta różnorodność naprawdę potrafi zaskoczyć. Więc safari to tylko początek. Kenia daje dużo więcej – tylko trzeba chcieć to zobaczyć.

Jak bardzo różnorodna jest kultura tego kraju?

Judyta: Bardzo – i to na wielu poziomach. Kenia to kraj ponad 40 plemion, z których każde ma swój język lub dialekt, własne tradycje, wierzenia, sposób ubierania się i gotowania. Ta różnorodność jest widoczna w codziennym życiu – w tym, jak ludzie rozmawiają, co jedzą, jak świętują i jak budują relacje. Z jednej strony jest to coś niezwykłego i fascynującego, a z drugiej – bywa też źródłem napięć. Między plemionami istnieją różnice, stereotypy i nie zawsze wszyscy się ze sobą zgadzają czy lubią. Ale właśnie ta złożoność sprawia, że Kenia jest tak interesująca. To kraj wielu kultur, które funkcjonują obok siebie i tworzą bardzo dynamiczną, żywą całość.

Kenia jest dla każdego?

Judyta: Absolutnie nie. Kenia zdecydowanie nie jest dla każdego. Jeśli ktoś potrzebuje porządku, przewidywalności, jasno określonych zasad i tego, żeby wszystko działało „co do minuty”, było czyste, poukładane i zaplanowane – to może się tutaj bardzo zmęczyć. Kenia jest intensywna. Jest głośna, kolorowa, pełna zapachów, ludzi i nieprzewidywalności. Tu nie wszystko działa według schematu, a rzeczywistość często wymyka się planom. Z drugiej strony – jeśli ktoś lubi ludzi, energię, różnorodność i potrafi odpuścić kontrolę, to może się tu naprawdę odnaleźć. Dla mnie osobiście Kenia daje ogromne poczucie wolności. Nigdy nie byłam osobą, która dobrze odnajdywała się w sztywnych zasadach i strukturach – a tutaj mam przestrzeń, żeby żyć bardziej po swojemu, bez ciągłego dopasowywania się. I myślę, że to jest klucz – Kenia nie jest dla każdego, ale dla niektórych jest dokładnie tym, czego potrzebują.

Gdzie naprawdę zaczyna i kończy się Kenia?

Judyta: To bardzo ciekawe pytanie i takie, nad którym rzeczywiście trzeba się na chwilę zatrzymać. Dla mnie prawdziwa Kenia zaczyna się poza murami hoteli i resortów. To, co widzimy w hotelach, jest w dużej mierze stworzone z myślą o turystach – uporządkowane, wygodne, przewidywalne. Ale to nie jest codzienność większości Kenijczyków. Prawdziwe życie dzieje się poza tymi miejscami. To tam widać, jak ludzie naprawdę żyją – z ich wyzwaniami, ograniczeniami, ale też ogromną siłą i sposobem radzenia sobie z rzeczywistością. W hotelach wszystko działa – jest prąd, woda, komfort, jedzenie i poczucie bezpieczeństwa. Natomiast poza nimi rzeczywistość bywa bardziej wymagająca i mniej przewidywalna. Dla wielu osób dostęp do takich warunków jak w resortach w ogóle nie jest codziennością. Ciekawą rzeczą jest też podejście do natury. To, co dla turysty jest „piękne i egzotyczne”, dla mieszkańców często oznacza konkretne wyzwania – jak owady, zwierzęta czy trudniejsze warunki życia. Dlatego powiedziałabym, że Kenia zaczyna się tam, gdzie kończy się turystyczna wygoda. I to właśnie tam można ją naprawdę zrozumieć.

Co jest wyjątkowego w tym kraju?

Judyta: Przede wszystkim ludzie – ich serdeczność, otwartość i gotowość do pomocy. Kenia zachwyca też ogromną różnorodnością – zarówno krajobrazów, jak i kultur. W jednym kraju można doświadczyć zupełnie różnych światów: od wybrzeża, przez sawanny, aż po bardziej surowe, dzikie tereny. Do tego dochodzi przyroda – naprawdę wyjątkowa i momentami trudna do porównania z czymkolwiek innym. Ale jest jeszcze jedna rzecz, która bardzo mnie uderzyła – podejście do gościnności. Kenijczycy mają w sobie coś takiego, że „nie ma rzeczy niemożliwych”. Jeśli czegoś potrzebujesz, często znajdzie się ktoś, kto zrobi wszystko, żeby Ci pomóc – nawet w sytuacjach, które wydają się zupełnie nieoczywiste. Z drugiej strony warto pamiętać, że dla wielu osób to jest po prostu praca i sposób na zarobek. Bezrobocie w Kenii jest wysokie, dlatego jeśli ktoś poświęca nam swój czas, pomaga czy coś organizuje – dobrze jest to docenić. To połączenie serdeczności, przedsiębiorczości i codziennej walki o lepsze życie sprawia, że ten kraj jest naprawdę wyjątkowy.

Kenia potrafi być niebezpieczna?

Judyta: Oczywiście, że tak – ale tak samo jak wiele innych miejsc na świecie. Bezpieczeństwo często zależy od sytuacji, miejsca i czasu. Sama miałam doświadczenie w Polsce, gdzie zostałam napadnięta wieczorem w Krakowie – i nie oznacza to, że całe miasto jest niebezpieczne. W Kenii działa to bardzo podobnie. Są obszary i sytuacje, na które trzeba uważać, ale przy zachowaniu zdrowego rozsądku i znajomości realiów można tu czuć się bezpiecznie. Z mojego doświadczenia największym zagrożeniem w Kenii nie jest przestępczość, tylko… drogi. Infrastruktura bywa słaba – drogi są często nieoświetlone, bez oznaczeń, z progami zwalniającymi pojawiającymi się bez ostrzeżenia. Kierowcy jeżdżą na długich światłach, żeby cokolwiek widzieć, co z kolei utrudnia jazdę innym. Do tego dochodzą piesi, motocykle, zwierzęta i duży ruch ciężarówek, szczególnie na trasie między Mombasa a Nairobi. To wszystko sprawia, że poruszanie się po drogach – zwłaszcza na dłuższych trasach – wymaga dużej uwagi. Warto też pamiętać o dzikiej przyrodzie. Spotkanie niebezpiecznego zwierzęcia jest mało prawdopodobne, ale w bardziej odludnych i zielonych miejscach zawsze trzeba mieć świadomość, że to ich naturalne środowisko. Podsumowując – Kenia nie jest ani w pełni bezpieczna, ani wyjątkowo niebezpieczna. To kraj, w którym – jak wszędzie – trzeba mieć oczy otwarte i korzystać ze zdrowego rozsądku.

Dziękuję za rozmowę

Foto: użyczone

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *