Radiowcy, z którymi rozmawialiśmy z okazji Światowego Dnia Radia, zgodnie przyznają, że radio towarzyszy im od dziecka i będzie towarzyszyło do ostatnich dni.
Choć radio towarzyszy nam od ponad wieku, dopiero w 2011 r. doczekało się własnego ogólnoświatowego święta. To wówczas UNESCO – za sprawą hiszpańskiej inicjatywy – ogłosiło 13 lutego Światowym Dniem Radia, by uczcić niezwykłą historię tego medium.



O karierze w radiu niegdyś myślało wielu, już w młodych latach.
– Jako dzieciak, to były lata podstawówki, kiedy byłem sam w domu nagrywałem swoje „autorskie” audycje na magnetofonie kasetowym. Dogrywałem jakieś dźwięki, żeby powstało coś w rodzaju jingla, śmieszne to było. A później, już w ogólniaku, nauczycielki zwracały uwagę, że głos i dykcja do radia. Czyli coś było na rzeczy – opowiada Marek Smółka, obecnie dziennikarz 19.30 TVP.
– Radio to moja miłość od dzieciństwa. Najpierw było źródłem muzyki, potem informacji, między innymi o sporcie – mówi dziennikarz sportowy Robert Radczak, który z Polskim Radiem jestem związany od 1 października 1992 r.
– Radio towarzyszy mi w życiu od najmłodszych lat. Było obecne w rodzinnym domu – właściwie w każdym pomieszczeniu stał jakiś radioodbiornik. Zasypiałem i budziłem się przy dźwiękach radia, a ulubione audycje zawsze wyznaczały mój plan dnia. Nic więc dziwnego, że po szkole postawiłem na karierę reportera radiowego – przyznaje Dawid Musiał z Meloradio.
Jakie były początki naszych rozmówców?
– Przygoda z radiem chyba zaczęła się jeszcze przed pierwszą pracą. Zaczęła się w głowie, w marzeniach. Do radia trafiłem z teatru – opowiada Marek Smółka. – Jako młodziak niedługo po maturze grałem w Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu jako adept. Koleżanka z teatru zaciągnęła mnie na rozmowę o pracę do radia, które właśnie zaczęło regionalne nadawanie. Nie chciała iść sama, a pracę dostaliśmy oboje. To było Radio BRW, rok chyba 1995 (?), pamiętam do dziś częstotliwość 101,1 FM. Prawie nikt z nas nie miał wtedy żadnego doświadczenia, przygoda. Musiała w się skończyć, kiedy wyjechałem na studia do Wrocławia. Ale bakcyl został – krótko pracowałem w Programie Miejskim Polskiego Radia Wrocław, czyli w poprzedniku Radia RAM, a później we wrocławskim Kolorze. Po przenosinach do Warszawy było już z górki – z TOK FM zgarnął mnie RMF. A po niecałych dwóch latach Zetka, gdzie zatrzymałem się na aż 9 lat. Według mnie to długo, może trochę za długo i właśnie dlatego pojawiły się pomysły na coś innego, np. public relations. Z Zetki mam masę super wspomnień, a nawet pamiątki najcenniejsze w postaci przyjaźni do dzisiaj.
Początki bywały trudne.
– Z początku nie było łatwo – przyznaje Dawid Musiał. – Zaliczyłem pewnie wszystkie wpadki jakie można popełnić na antenie. Nauka na błędach to jednak najlepszy sposób poznawania tego zawodu. Najlepszego na świecie, którego nie zamieniłbym na nic innego.
Marek Smółka odszedł z radia do telewizji.
– Teraz w telewizji wyszło szydło z worka i radiowa przeszłość trochę się za mną „ciągnie”, w pozytywnym znaczeniu – koleżanki i koledzy chyba lubią mój głos i często proszą mnie o tzw. naczytki, czyli nagrywanie tłumaczeń obcojęzycznych wypowiedzi czy wpisów z mediów społecznościowych. Akademia Telewizyjna przyznała mi też dożywotnio kartę ekranową doceniając właśnie pracę ze słowem. Mam nadzieję, że widzom też miło się słucha.
A czy nie żałuje, że porzucił radio?
– Nie powiedziałbym, że porzuciłem radio. Nie jestem pewien, czy je w ogóle da się porzucić. Może to zabrzmi nieco górnolotnie, ale radio w człowieku zostaje, nie można go usunąć z duszy, zawsze w niej gra – mówi dziennikarz TVP.
Karolina Osińska-Marcińczyk












