Strona główna / Felietony / Co robią kwiatki na działce – może, gdy mają ochotę, to zakwitną? (14)

Co robią kwiatki na działce – może, gdy mają ochotę, to zakwitną? (14)

Rozpocznę dziś od mojego ulubionego poety, od którego zaczęła się moja fascynacja literaturą. Konstanty Ildefons Gałczyński z Pieśni II”:
Smak twych ust jak morwa cierpki
i  głosu pochmurna słodycz,
i uszy twe jak wysepki,
które z dala widział Odys.

Cytuję ten fragment, bo odkrywam kolejne zakamarki swojego rodzinnego miasta – Świdnicy. Osiedle Młodych (choć zanim je wybudowano, to młodzi byli już w średnim wieku). Ale w mitologii mieszkańców panuje takie określenie – idziemy „na morwy”. To teren działkowy i oznacza przestrzeń wolności. Tych morw już nie ma, bo zostały wykarczowane, ale sentyment pozostał i zawsze będzie w pamięci mieszkańców (podejrzewam tak jak pewne okolice w Nowej Rudzie uwiecznione w książce „Sajgon” Karola Maliszewskiego). Osobiście uwielbiam takie peryferyjne zakątki, bo one są ostoją niezawładniętą przez polityków, ani dziennikarzy. Oczywiście są „sceną” różnych wydarzeń, ekscesów, ale przede wszystkim są kojarzone z wolnością i pięknymi doświadczeniami – pierwsze pocałunki, uściski, przytulenia i mocniejsze wrażenia.

Są jeszcze bardzo ważne wątki literackie związane z Osiedlem Młodych. Mieszkali tu i niektórzy nadal tu mieszkają świdniccy literaci: Ryszard Latko, Lucjan Momot, Leszek Florek i Grzegorz Woźny oraz Maciek Bielawski.

A oto jak wspomina ten teren poeta Leszek Florek (pseudonim Tamara Hebes):
„morwy” to nic innego jak sad z drzewami morwy. Był dość sporej wielkości. W latach szkolnych był to nasz plac zabaw, bo latem łaziliśmy tam po drzewach, budowaliśmy szałasy i bawiliśmy się w różnych traperów, Indian itp. W czasie owocowania drzew jedliśmy te słodkie owocki.
Zimą zaś chodziliśmy tam na sanki, bo to była największa górka w okolicy, całe osiedle się tam złaziło. Na górce był tłok jak na miejskiej drodze w godzinach szczytu. Nie wiem, kiedy drzewa te wykarczowano i został jeno pusty plac porośnięty trawą jako dobre miejsce dla smakoszy trunków chmielowych i nie tylko. W okresach wakacyjnych spędzaliśmy tam naprawdę mnóstwo czasu. Najlepszy plac zabaw był albo na „morwach”, albo też miało duże wzięcie ganianie po fundamentach powstającego osiedla: doły, piach, błoto i betonowe płyty, które były składowane w wysokie sterty (bez jakichkolwiek zabezpieczeń).
Hmmm… to były czasy, piękne czasy.

Osobiście morwy łączą się nie tylko z rośliną, ale przede wszystkim z osobami, z którymi się je spożywa. I to jest ich właściwy „smak”  (przy tej okazji pozdrawiam Adelę oraz Michała). 

Jest jeszcze aspekt symboliczny – mitologiczny i chrześcijański oraz laicki (przyrodniczy). W mitologii greckiej morwa była poświęcona bogu Panu i oznaczała mądrość i rozważność, a w mistyce św. Teresy oznacza ludzką duszę, która karmiona łaską, przynosi owoc. Natomiast przypatrując się sferze przyrodniczej, liśćmi morwy żywią się gąsienice jedwabników i dlatego morwa kojarzona jest z przemianą i cierpliwością.

Słowa potrafią zmieniać świat na lepszy.

Wojciech Koryciński

Tagi:

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *